lut 05
piątek
64 komentarzy
Autor:
Rudolf
Piotr Zawojski na swoim blogu pisał tak o Baudrillardzie:
(…) sam właściwie telewizji nie oglądał, bowiem monitor telewizyjny był dla niego doskonałym ucieleśnieniem „znikania obrazów” przy jednoczesnym przekształcania widzów w przezroczyste ekrany. W ten sposób niejako sam potwierdzał swoje pomysły zawarte w głośnej książce W cieniu milczącej większości, w której formułował przewrotną (jak zwykle) hipotezę, iż jedynym sposobem oporu wobec nieustannego bombardowania nas przez medialne, totalnie zorganizowane, wizualne przede wszystkim, bodźce – jest milczenie. Czyli rodzaj wycofania, braku odpowiedzi, co można też rozumieć jako świadomą rezygnację z uczestnictwa w globalnym spektaklu przez odmowę poddawania się medialnemu „masażowi” (…)
Co prawda sam Jean Baudrillard jest na tyle ciekawą postacią, że można o nim nie tyle oddzielny post napisać, co całe serie, czy wręcz książki, ale – póki co chciałbym skupić się na milczeniu jako sposobie oporu przed medialnymi bodźcami. Bo wiecie, zainspirował mnie ten akapit do postawienia pewnej sprawy przed Wami.
W fotografii teraz dzieje się naprawdę dużo, nie sposób zaprzeczyć. Jeszcze 20, 30 lat temu fotografia traktowana była jako sztuka, względnie dość trudne i wymagające rzemiosło, ale już od początku naszego stulecia zdjęcia to tak naprawdę przejaw tej masowej kultury, która zalewa nas kolorowymi obrazkami z każdej strony, bombarduje misternie skonstruowanymi reklamami, i… co tu dużo mówić – często kojarzy się ze śmierdzącym komercyjnym gównem.
Z drugiej strony ci, którzy 20 lat temu jeszcze świetnie orientowali się w tym, co w fotografii piszczało – dzisiaj gubią się właśnie między korporacyjną papką a jakimś dziwnym zdziadzieniem (zgredowstwem?), często objawiającym się pluciem na przykład na… cyfrówki (jakby były czemuś winne).
Muszę przyznać, że w środowiskach, w jakich się obracam (raczej wśród tych ‘młodszych’ niż ’starszych’) coraz gorszą opinią cieszy się na przykład największy rodzimy związek fotografów-artystów, ZPAF. Często słyszę (a bywa, że sam też artykułuję) narzekania o tym, że jego działalność nie przystaje do czasów, w jakich żyjemy. Że powinien zrobić coś więcej, że “zpafowcy” to zamknięta grupa ludzi, których trudno zrozumieć.
No więc proponuję Wam pomarudzić dziś konstruktywnie.
Milczenia dość!
Co trzeba zrobić, by trochę “rozbujać” polską fotografię? Co według Was powinien robić duży, prestiżowy i ogólnopolski związek fotografów? Jak sprawić, by fotografia nie traciła na wartości?
Jeszcze kiedyś nie odważyłbym się zadać takich pytań – ale dziś tworzymy naprawdę sporą grupę wartościowych, inteligentnych ludzi i grzechem byłoby nie wykorzystać tego potencjału! Dobrze mówię?
Wiem, że wśród czytających są też tacy, którzy są członkami ZPAFu i innych stowarzyszeń. Liczę, że oni szczególnie rzucą dobre pomysły – w końcu po coś w te szeregi wstępowali, tak?
Czytaliście Szerloka Holmsa?
Bo nowy numer mojego wciąż ulubionego (acz nie doskonałego) magazynu o fotografii jest trochę o nim.
Nie będę więc dziś mówił ani ... dalej
No więc byłem tam.
Poszedłem wczoraj wieczorem na wernisaż wystawy Adama Pańczuka (pisaliśmy o nim już), który możecie oglądać do 7 marca 2010. Pewnie ... dalej
Piszę do Ciebie po powrocie z podróży na Północ, w której miałeś brać udział; właśnie dziś wróciłem z wycieczki cały i zdrowy.
Wiem, że ... dalej
Obserwując rozwój technologii, coraz bardziej się ślinię.
Podskórnie czuję zbliżający się moment, gdy fotografia będzie ograniczona tylko i wyłącznie fotografem. Bo jak wiadomo, dziś ... dalej
Internet uwielbia zestawienia, to oczywiste. Są więc przeróżne strony poświęcone również fotografii - tym bardziej fotografii skupionej wokół największych nazwisk. Mistrzów zresztą traktuje się nie tylko w Internecie z odpowiednią atencją - te same nazwiska pojawiają się w różnego rodzaju magazynach czy też książkach - zarówno w kontekście historii fotografii, jej analizy jako dziedziny sztuki, jak i technikaliów.
Kto nie słyszał ... dalej
Kwadratowo...
Czasem sobie chodzę sam po okolicy. Biorę kilof na ramię i ruszam szukać.
Niektórzy mówią, że jestem szalony, bo złoto już dawno się skończyło, ale ja wciąż liczę na jakieś samorodki. Rzeczywiście, może i jestem szalony. Ojciec mi mówi, że żółty kruszec lepiej byłoby odzyskiwać ze starych komórek i podzespołów komputerowych, ale to nie dla mnie. Wolę sposób moich pradziadów.
I wiecie co? Właśnie coś znalazłem. Muahahaha!
No dobra, może to zabrzmiało trochę zbyt grafomańsko, ale poważnie - czuję się, jakbym znalazł taki samorodek.
Wpadłem na jego zdjęcia, bo jedno ze zrobionych przeze mnie mu się spodobało. Kliknąłem i zagadałem. Posłuchajcie.
-- Lubię robić zdjęcia, ale ... dalej
Kolorowo...
Zwykle, gdy myśli się lub pisze o fotografii zagranicznej, nikomu nie przychodzi na myśl Bangladesz. Tym bardziej mam ochotę pokazać dziś sylwetkę człowieka, który zdążył już zaistnieć na międzynarodowej scenie, a mnie osobiście ujął tym, jak operuje kolorem na swoich fotografiach.
Dzisiaj żyje fotografią, ale jego dzieciństwo i młodość były tak daleko od zdjęć i aparatów, jak tylko można to sobie wyobrazić. Świat fotografii po prostu dla niego nie istniał - odkrył go jednak przypadkiem znajdując stary aparat swojego ojca. Rzucił się wtedy wygłodniale na świat, chowając się za obiektywem i nie zważając na swoje niedoświadczenie - po prostu wszystko łapał ... dalej