czwartek
Fotografie, Kadrowane w kwadrat, Pisane prozą, Polecane, Zdjęcia koloroweChild-free zones
– Miałeś kiedyś wrażenie, że coś na Ciebie idzie? Coś, co nie ma nóg? Na przykład firanka??
Rudolf spojrzał ciepło na swoją kobietę siedzącą naprzeciwko.
– Nie, kochanie. Ale czasem też mi się śnią niepokojące rzeczy.
– Ale nie chodzi mi o sny… Zresztą, nieważne. Chciałabym, żebyśmy już poszli.
– Nie podoba Ci się tu? — Rudolf rozejrzał się po restauracji, w której się znajdowali. Panowała w niej niezbyt ożywiona, leniwa wręcz atmosfera. Ludzie przy stolikach wyglądający na biznesmenów zajętych swoimi sprawami rozmawiali przyciszonym tonem. Była to jedna z lepszych restauracji w tej dzielnicy Warszawy. W dodatku miała ładne młode kelnerki.
– Nie chodzi o to, że mi się nie podoba. Jest całkiem przyjemnie. Tylko zostawiliśmy naszego syna przed wejściem i czuję się trochę niekomfortowo.
– Nie przejmuj się. To pewnie przez to, że rzadko chodzimy do takich miejsc. Wszyscy zostawiają swoje dzieci przed wchodzeniem do restauracji, przecież wiesz, że takie jest prawo, nic na to nie poradzimy.
– Tak, kochanie — powiedziała smutno Kasia.
Siedzieli przez chwilę w milczeniu dziobiąc widelcami pozostałości na talerzach. To była ich ósma rocznica spotkania się – miało być romantycznie, poza tym osiem lat to nie to co byle pięć – dlatego zdecydowali się pójść razem do restauracji. Chcieli wrócić wspomnieniami i atmosferą do dawnych lat, zamiast tego w powietrzu panowało cały czas swego rodzaju napięcie.
– Mam jeszcze parę ładnych dni do wykorzystania na urlop — rzucił Rudolf, przerywając ciszę — Może byśmy zaplanowali coś sobie na sierpień, może wrzesień? Wiesz, jakaś mała wycieczka… Może wreszcie udałoby nam się wyjechać za granicę…
– Ja nie wiem, czy dostanę urlop. Zostało mi mało dni, a w pracy jest cały czas dużo do zrobienia.
– No dobra, nic nie szkodzi. Wiesz, ostatnio czytałem książkę – jakiś Francuz pisał o końcu białej cywilizacji, całkiem niezły kawał esefu. Chodzi w niej o to, że Hindusi wsiadają na jakieś zdezelowane parostatki i przeprawiają się cudem na południowy brzeg Francji, gdzie po prostu wysiadają, bez broni, bez niczego, głodni brudni i wykończeni psychicznie. Wiesz, taki pokojowy desant. I ci wszyscy biali we Francji nie mogą się sprzeciwić, bo im przez lata massmedia wpajały, że cokolwiek powiedzą złego na nie-białego to jest rasizm…
Na zewnątrz pusty już parking oświetlały lampy i księżyc w pełni. Na jednym z krawężników okalających pas zieleni siedział samotnie sześcio- może siedmioletni chłopiec. Robiło się powoli chłodno.
Drzwi do restauracji otworzyły się powoli odsłaniając na krótką chwilę oświetlone wnętrze i z budynku wyszedł Rudolf z małżonką. Siedzący na zewnątrz chłopiec zauważywszy wychodzących podniósł się energicznie i podbiegł do swoich rodziców.
– Hej, mały, jak tam Ci się czekało?
– Źle, tatusiu. Czy idziemy już do domu?
– Tak synku.
– Chodź, wytrę ci noska — Kasia pochyliła się nad dzieckiem troskliwie.
– Mamiusiu, dlaczego nie mogę z wami wchodzić do środka?
– Takie mamy prawo, synku. Ale nie przejmuj się, idziemy już do domku.
Wpis powstał na podstawie artykułu w o2.pl.
Post Tags: dzieci, Hindusi, Kasia, małżeństwo, restauracja
Wpisy powiązane
Related Post
Popularne
- Prezenty i gratisy od Zawsze Kwadratu (157)
- Wciąż można znaleźć samorodki (107)
- Biznes wg Mistrzów (99)
- Co złego - to nie my! (88)
- Co zrobić? (86)

