niedziela
Artykuły, Czarno-białe, Fotografie, Kadrowane w kwadrat, Marudzenie, Pisane prozą, Plenery fotograficzne, Polecane, Warsztat fotograficznyŁikend na mokro :)
Kończy się łikend, a ja mam przed sobą jeszcze dwa dni wolnego. Wyśmienicie! :)
Oczywiście byłem dziś na giełdzie fotograficznej. A raczej na jakimś odbiciu giełdy fotograficznej. Odbiciu w krzywym zwierciadle.
Ale po kolei.
Zaczęło się wszystko od tego, że zepsuł mi się cyfrak, którym mierzę światło – to wiadomo. Postanowiłem więc zakupić światłomierz selenowy – bo najtańszy i oldskulowy. To też wiadomo. Potem wypadki potoczyły się tak:
Najpierw przeszukałem allegro. Okazuje się, że światłomierze to owszem i są, są nawet selenowe, ale jedynie jeden jest w Warszawie. Napisałem do człowieka, czy można odebrać w piątek – nie można. To rozpocząłem dalsze poszukiwania. Znalazłem w komisie Magmy. Jako że miałem urlop, postanowiłem przy okazji odbierania oddanej do uszczelniania dupki (kasetki na film 120) odwiedzić Magmę za światłomierzem.
– Dzień dobry — wszedłem kulturalnie z lekkim respektem, jak zawsze, gdy odwiedzam sklep z dużą ilością sprzętu foto.
– Dzień dobry. W czym mogę służyć? — W sklepie mimo nowoczesnego sprzętu na półkach panowała atmosfera jak sprzed 20 lat. No może trochę przesadzam.
– Na państwa stronie internetowej znalazłem w komisie stary światłomierz. Chciałbym go zobaczyć.
– To proszę do kolegi.
Podszedłem. Kolega chwilę się zastanowiwszy sięgnął po właściwy towar i zaprezentował.
– A proszę mi powiedzieć, jak on działa? Bo w życiu nie miałem takiego w ręku…
– Tu są dwa przyciski, jeden do słabszego światła, drugi do mocniejszego.
– A dobrze wskazuje? — spytałem podchwytliwie, bo na stronie komisu było jak byk „Światłomierz jest w pełni sprawny”.
– To muszę sprawdzić — powiedział miły pan. Po włożeniu baterii (bo to był model Leningrad 6, nie selenowy) pokręcił, pokręcił, pomruczał, sprawdził co mógł i powiedział — no powinien wskazywać 1/60, a on pokazuje 1/2000.
– To trochę niekoniecznie działa?
– No niekoniecznie.
– No trudno. To do widzenia.
Tym zaskakującym akcentem skończyło się sprawdzanie sprawnego światłomierza w Magmie. Odebrawszy dupkę z serwisu naprzeciwko (też na Armii Ludowej, serwis swoją drogą jest świetny i niezawodny, szczerze polecam) pokręciłem się jeszcze trochę po mieście i sprawa została odłożona mimo mych szczerych chęci do niedzielnej giełdy.
W niedzielę (dziś) zapakowałem żonę i parasol do samochodu i obrałem kierunek Stodoła.
Dochodzimy do wejścia, a tam ludzie przed budynkiem stoją z wystawionym sprzętem.
– Ty, patrz, co się dzieje! — rzuciłem do małżonki.
– Może tak dopisali sprzedający, że miejsca nie było?
– Raczej tak ich mało, że nie opłacało się otwierać — przestraszyłem się własnym pesymizmem. Który, jak się okazało, nie zawiódł i tym razem: kilku sprzedających i niezbyt dobra pogoda, a to wszystko na dworzu, zupełnie bez warunków. Ale za to miejsc do parkowania jak zwykle brak.
Podchodzimy do człowieka, który posiada jakieś stare urządzenie wyglądające na światłomierz.
– Sprawny? — pytam przezornie.
– Co, ten? Sprawny? Panie, jakbym miał każdy sprzęt sprawdzać… Co podać? — sprzedający niby ukradkiem i niepostrzeżenia zmienił obiekt zainteresowania na innego potencjalnego nabywcę.
– A nic, nic — ten spłoszył się i uciekł.
– Ładna obsługa — rzuciłem pochmurnie do mojej partnerki i poczłapaliśmy dalej.
Dalej już było z górki. Kolejny pan, który był przygotowany na pytanie „czy działa” wyciągnął Nikona D70, pomierzył, wziął dwa inne podobne modele, wybrał te, które działają i zaprezentował:
– Trzeba wziąć poprawkę +1 EV — powiedział szczerze.
Wziąłem za 30 pln. Dokładnie taki, jakiego zdjęcie było jakieś dwa posty temu. Ha!
Dwie rzeczy do sprawdzenia i tak mało czasu… ;)
Zabrałem do kompletu plecak ze sprzętem, załadowałem starego APX-a 100 Agfy i podjechaliśmy na stadion z partnerką seksualną zdobywać szczyty. Znaczy schody. Znaczy nie zdobywać, a fotografować.
Whatever. ;)
Schody, jak to schody – wszystko poszło by gładko, tylko okazało się, że po przymknięciu przysłony do F32 ledwo starcza mi głębi na objęcie kadru. Damn it!
Nakombinowałem się z kadrowaniem jak diabli. Tyle zeszło, że nie spostrzegłem się, a zaczął lać deszcz. Dlatego przy takich okazjach powtarzam: dobry asystent jest ważniejszy niż dobra żona! A jak już żona jest tym asystentem – to masz człowieku raj na ziemi!
Tak było właśnie w moim przypadku – żona-asystent zjawiła się z parasolem nade mną skupionym nad matówką – zabezpieczywszy uprzednio plecak z resztą sprzętu drugim parasolem.
Tak czy siak, musieliśmy jednak zwinąć szybciutko wszystko i skoczyć w jakieś bezpieczniejsze miejsce. Pod jakieś rozłożyste drzewko, bo parasole już zaczynały lekko przeciekać, tak lało. Jak to na końcu świata (czyli Ursusie).
Po deszczyku nie mając wiele do zrobienia na stadionie zabraliśmy się w kierunku jakiegoś parku niedaleko placu Trzech Krzyży. Wcale to nie było tak, że nie po drodze, nie nie…
Tak czy siak, park, który z ulicy wyglądał obiecująco, okazał się średnio fotogeniczny. Przynajmnej dziś.
Uwagę moją zwróciły jedne schody (schody do nikąd, a precyzyjniej – do dna ;)), na których postanowiłem nauczyć moją kobietę mierzenia światła nowym światłomierzem. Bestia łyknęła zasadę działania zanim się obejrzałem.
W tak zwanym międzyczasie potwierdził się kąt pracy leningrada7 – oj, szeroko, szeroko – jakoś podobnie jak przy 30mm dla małego obrazka.
Przy okazji naszła mnie chęć na kupno jakiegoś dobrego lajtmitera spotowego – tak, żeby mi potrafił 1 stopień zmierzyć. Ale w polskim allegro takich nie ma – są tylko jakieś wypasy za 2kPLN. Po cholerę mi taki? Chociaż, może z czasem…
Tak czy siak – jakoś na dniach muszę przysiąść z cyfrakiem (lub innym wiarygodnym punktem odniesienia) i popatrzeć jakim działaniem skutkuje zabawa śmieszną dźwigienką po lewej stronie mego nowego światłomierza. Ni cholery nie kumam jej zastosowania.
Tak na koniec, chciałem powiedzieć, że parasol, który trzyma na zdjęciu Kasia został kupiony w celu właśnie fotograficznym. Ale nie – nie po to, by chronić fotograficzny sprzęt. Po to, by ładnie podczas deszczu wyglądać. Wg mnie sprawdza się, poza tym jest lekki i porządny. Nie zapomnę miny pani sprzedającej go, jak spytałem:
– Wie Pani, ale ja zadam teraz takie nietypowe pytanie – czy krople deszczu ładnie na nim wyglądają? Bo ja będę zdjęcia z nim robił…
:D
Post Tags: deszcz, Kasia, parasol, plener, światłomierz
Wpisy powiązane
Related Post
Popularne
- Prezenty i gratisy od Zawsze Kwadratu (157)
- Wciąż można znaleźć samorodki (107)
- Biznes wg Mistrzów (99)
- Co złego - to nie my! (88)
- Co zrobić? (86)




sie 14, 2006
Reply
Świetna ta fota z parasolem.
Wogóle, zostawiłeś w kadrze to tałatajstwo statywowe, które normalnie byłoby jak słupy w landzafcie a tu proszę… jak ładnie się komponuje. Aż milo ;)
sie 14, 2006
Reply
tx
:D
sie 16, 2006
Reply
Fotografia z Kaśką „przekogut”, i ta dolna ze schodami w wodzie też taka „mokra”. Podobywa mi się. Zazdrość.
sie 16, 2006
Reply
Nie! Chwila! Ta fotka na dole jest taka raczej szklana, lodowa ale kurde te lody nie są zimne. Fajna!
sie 16, 2006
Reply
@paczor – a widzisz, a Emsiemu się ta dolna w ogóle nie podoba :)
sie 17, 2006
Reply
de gustibush czy coś…
maj 9, 2007
Reply
jakbyś nadal nie kumał po co ta dźwigienka ta służę pomocą. sam odkryłem to dopiero po pewnym czasie, i dopiero po tym jak mu światłomierz upadł i się ‘odblokował’ :)
maj 9, 2007
Reply
już wykumałem :)
paź 19, 2009
Reply
fajna ta fotka ze schodami.