piątek
Marudzenie, Printologia: odbitki, wydruki, Warsztat fotograficzny, Wokół ludziBigger is better!
Ha!
Właśnie nasunęła mi się na myśl pewna niepokojąca prawidłowość. Prawidłowość możnaby określić następującym stwierdzeniem:
Czym mniejszy rozmiar negatywu (lub ogólniej – nośnika fotografii), tym większa skłonność do robienia dużych odbitek.
I wydaje się działać w obie strony!
Nieprawda? No to zobaczmy.
Andrzej Lech podczas otwarcia wystawy „Dziennik podróżny – Ameryka”w Małej Galerii ZPAF-CSW w Warszawie
2 października 2001. Fot. Wojciech Olkuśnik/GW
Popatrzmy najpierw z tej „dużej” strony – na ludzi, którzy od lat robią wielkim formatem. Przykładem niech posłużą nasi polscy mistrzowie – Andrzej Jerzy Lech czy Bogdan Konopka. Obydwaj pokazują odbitki stykowe (a więc bez powiększeń w ogóle).
Inny przykład – Michael Kenna – ten człowiek (nota bene jeden z moich ulubionych fotografów) robi odbitki nigdy nie większe niż 20x20cm!
A co się dzieje wśród wesołej gawiedzi używającej lustrzanki małego obrazka?
Na pl.rec.foto bądź siostrzanej pl.rec.foto.cyfrowa często można stanąć w obliczu pytań o odbitki 30x40cm czy nawet większe.
Ba! Mój sąsiad, zrobiwszy zdjęcie pięciomegapikselowym Sony F717 wydrukował je w rozmiarze właśnie 30×40!
A teraz porównajmy sobie najmniejszy negatyw LF z wielkością matrycy w dobrej, nowoczesnej lustrzance:
10×12,5cm w najmniejszym przedstawicielu wielkiego formatu (4×5″) kontra 2,4×1,6cm w d80 Nikona.
Hmmm…
W sumie, powodów takiej sytuacji może być wiele.
Pierwszy, który się nasuwa, to zaszłość historyczna – kiedyś odbitki robiło się tylko stykowo, nie powiększało się ich. Więc być może, hołdując tradycji, niektórzy powiększeń po prostu z zasady nie wykonują. W szczególności mogłoby to dotyczyć właśnie tych, którzy robią w „starej” technologii (czyli średni bądź wielki format).
Może być, ale nie do końca – ten Kenna, skoro już o nim mowa, robi w średnim formacie. Więc powiększa, skoro uzyskuje 20cm.
Może po prostu rozmiar ok. 20cm jest optymalny do oglądania przez dorosłego człowieka? Chyba nie, skoro i telewizory chcemy mieć coraz większe, i obrazy w muzeach lubimy oglądać większe, nawet kalendarze są zazwyczaj większe.
A może po prostu wyszedłem ze złego założenia?
Być może wybierając narzędzie – czy to kamera wielkoformatowa, czy małpka – ludzie (i mam tu na myśli ludzi, którzy świadomie robią fotografię i świadomie wybierają aparat) nie kierują się rozmiarem nośnika (filmu, matrycy), tylko sposobem pracy, sposobem podejścia do fotografii?
Cholera, coś w tym jest. Sam chyba właśnie dlatego tak lubię średni format. Kwadratowy kadr, patrzenie na dość dużą matówkę przez kominek (z góry), prostota obsługi – to jest to!
I nie ciągnie mnie ani w stronę wielkiego formatu, ani w stronę tych cyfrówek-wypasów. Mam po prostu aparat, którego lubię używać, i którego używanie daje mi przyjemność, a nie frustrację.
Czego wszystkim życzę :)
Post Tags: Kenna, Konopka, Lech, wielki format
Wpisy powiązane
Related Post
Popularne
- Prezenty i gratisy od Zawsze Kwadratu (157)
- Wciąż można znaleźć samorodki (107)
- Biznes wg Mistrzów (99)
- Co złego - to nie my! (88)
- Co zrobić? (86)

wrz 2, 2009
Reply
może faktycznie coś w tym jest, bo ja również robię kwadratowe odbitki w formacie 18x18cm, i ani minimetra więcej.