sobota
Artykuły, Informacje, Marudzenie, Polecane, Warsztat fotograficznyCaveat Emptor
Caveat Emptor, czyli o sprzęcie w fotografii traktat krótki i niezwykle subiektywny.
Artykuł nie będzie przewodnikiem po sprzęcie, ani poradnikiem dla kupujących swoją pierwszą cyfrówkę. Jeśli chcecie poradnika jaki aparat kupić, odsyłam do leciwego, ale wciąż dość aktualnego artykułu na fotogenii.
Przede wszystkim – aparat fotograficzny to pojęcie dziś już anachroniczne. Nieprawdą jest, że by zrobić zdjęcie, trzeba taki aparat posiadać. Ha, pewnie myślicie, że zwariowałem – otóż nie! Posłuchajcie tego: Colin i Christian Jago prowadzą blog, photostream. Jakiś czas temu opisali małą, niewiele znaczącą sytuację – sytuację opisującą zrobienie jednego zdjęcia. Obiekt fotografowany, razem z rejestrującym go obiektywem (w sensie szkła) znajdował się w Azji, natomiast medium, na które został zarejestrowany było w Szkocji! Nie było żadnego widocznego połączenia między nimi – zarejestrowany obraz powędrował Internetem (po kablu) z Azji do Szkocji, by tam – przebywszy ostatnie metry po łączu bezprzewodowym – zostać finalnie przez naciśnięcie klawisza na klawiaturze zapisanym na twardym dysku laptopa Jago. Jak widać, rolę spustu migawki przejęła klawiatura komputera.
Jak widać też, ten cały zbiór zaawansowanych technologicznie elementów, który posłużył do zrobienia tego zdjęcia to już nie aparat w sensie przedmiotu – to właśnie już cały system, w pełnym tego słowa znaczeniu.
Dlaczego to takie istotne? Bo fotografia to malowanie światłem – i nie był dotąd chyba tak wyraźnie zaznaczony fakt oddzielenia procesu tworzenia obrazu (w głowie fotografa) od sprzętu, jakim można fizycznie ten proces zrealizować.
W szczególności oznacza to, że zdjęcia można robić czymkolwiek – i dla odbiorcy, jak już wspomniałem nie będzie istotne jakie parametry miało narzędzie użyte przez fotografa.
Dowodem niech będzie niezła strona autorstwa Hugh Symondsa, na której autor pokazuje obrazy zarejestrowane przez obiektyw aparatu w jego telefonie komórkowym. Popatrzcie na zdjęcie poniżej – kto by powiedział, że to robione komórką?
Hugh już od lat zajmuje się fotografią, i – jak mi powiedział – projekt polegający na robieniu zdjęć prostą, „telefoniczną” kamerką jest dla niego swego rodzaju re-edukacją – nie używając też Photoshopa do postprocessingu kładzie nacisk tylko na rejestrowany obraz, a nie skupia się w ogóle na sprzęcie – przede wszystkim w takich aparatach nie ma przecież co ustawiać!
No i właśnie tutaj dochodzimy do sedna – sprzęt, czyli narzędzie nie powinien na siebie zwracać nadmiernej uwagi – ma być prawie że przezroczysty dla fotografa! To cholernie ważne, jeśli chce się robić zdjęcia – inaczej spędza się czas na przeglądaniu menusów i ustawianiu pokręteł, a obrazy uciekają sprzed obiektywu.
Niech to nie zabrzmi tak, że uważam za niepotrzebne nowoczesne wypasione cyfrówki – o nie!
Jeśli ktoś potrzebuje takiego narzędzia i wyśmienicie potrafi się z nim odnaleźć – niech go używa! Ja sam uwielbiam fotografować średnim formatem dlatego, że jest mi z nim dobrze – czuje się po prostu komfortowo robiąc zdjęcia(czego nie mogłem do końca powiedzieć w przypadku cyfraka Sony F717). Ken Rockwel również opisał kiedyś, na co zwracać uwagę przy wyborze aparatu życia.
Kiedyś (lata temu), pracując w firmie informatycznej w charakterze specjalisty od wszystkiego, jeździłem po klientach instalując jakieś pierdoły, konfigurując jakieś serwerki, i tym podobne. Poznałem wtedy starego człowieka, pisarza, który na leciwym (na owe czasy) komputerze pisał w Wordzie 6.0 książkę zawierającą jego wspomnienia z okresu wojennego. Jak ten człowiek tracił dużo czasu i weny przez ten komputer! Walczył co jakiś czas – a to z zawieszającym się notorycznie Wordem, albo z niedziałającą drukarką (oczywiście igłową) – jednym słowem zamiast skupić się na pisaniu obsługiwał nieprzystosowane dla niego narzędzie. Tuż przed moją wizytą awaria Worda spowodowała utratę kilku ładnych stron tekstu, co załamało starca i spowodowało wyjęcie spod szafy starej maszyny do pisania.
Chcecie tracić piękne zdjęcia przez złe dobranie aparatu do swojego charakteru i sposobu pracy?
Nie sądzę, żeby ktoś świadomie był tak lekkomyślny – a jednak istnieje taka mentalność, która każe kupować wymyślne aparaty, których połowy funkcji się nigdy nie odkrywa.
Dlatego na pytanie „jaką cyfrówkę kupić” stawiane ostatnio mi przez niektórych kolegów, odpowiadam „taką, by Ci się spodobała”. I, psiakrew, nikt nie bierze moich słów na poważnie.
A ja – ponieważ biorę problemy innych na poważnie, zacząłem się trochę nad sprawą zastanawiać.
Ogólnie kupujący dzielą się na trzy grupy: pstrykaczy, zawodowców i hobbystów.
Pstrykacze
W przypadku pstrykaczy, najważniejsze jest dla nich zrobić zdjęcie, które będzie można albo pokazać znajomym na ekranie komputera, albo wydrukować w niewielkim rozmiarze. To w zasadzie wszystko – pełna kontrola nad tym procesem nie jest wymagana – dlaczego więc kupować od razu lustrzankę??
Jedynym więc rozsądnym wyborem będzie kupno takiego sprzętu, z którym fotograf będzie się czuł komfortowo – niech więc będzie ładny i poręczny – i to koniec wymagań! Dziś w zasadzie każda cyfrowa małpka potrafi zrobić „ładne” (czyli kolorowe i ostre) zdjęcie – po co więc kombinować? Szczerze polecam takie podejście – oszczędzi to wielu frustracji.
Co interesujące – powstają też modele małpek, które nawiązują do stylowych aparatów średnioformatowych – podejrzewam więc, że producenci będą coraz śmielej projektować swoje produkty. Weźmy takiego Rolleia MiniDigi – piękna, a jednocześnie (przez swój rozmiar) śmieszna zabawka.
Zawodowcy
Z zawodowcami to sprawa w sumie jest prosta – oni mają swoje wymagania w postaci parametrów, które wynikają z charakteru pracy. Dobierają więc sprzęt pod te parametry, et voilà! Zazwyczaj wychodzi na to, że muszą mieć sprzęt szybki (zarówno w sensie czasu reakcji, jak i ilości klatek na sekundę, czy czasu potrzebnego obiektywowi na wyostrzenie), oraz wygodny i wyposażony w dużą ilość akcesoriów. Dlatego tu królują wysokobudżetowe cyfrowe lustrzanki i czasem średni format nierzadko z doczepioną cyfrową ścianką. Bywa też, że właśnie zawodowcy cenią sobie tak duży nacisk na ergonomię, jaki kładzie na swe produkty niemiecka firma Leica.
Hobbyści
Hobbyści z kolei to najbardziej marudna grupa kupujących. Wiecznie niezadowoleni ze sprzętu, w poszukiwaniu idealnego narzędzia próbują robić zdjęcia za pomocą pudełek po butach z dziurkami, bądź też wielkich kamer wielkoformatowych, nierzadko przesadzając w tym całym wydziwianiu. To właśnie na tym polu dzieją się najciekawsze rzeczy – powstają takie wynalazki, jak Seitz 6×17, o którym pisałem, a to dopiero początek!
Na ostatnich targach Photokina2006, Horseman zaprezentował kilka produktów właśnie do tej grupy odbiorców – między innymi bardzo szerokokątny model cyfrowego średniego formatu Horseman SW-D, oraz enigmatycznie nazwany system LD. Ten ostatni to tak naprawdę rewolucja na rynku cyfrówek – mieszek dający możliwość pokłonów i przesunięć obiektywu względem matrycy! W ten sposób lustrzanki cyfrowe dostają możliwość korekcji perspektywy i głębi ostrości rodem z wielkoformatowych kamer! Podobny produkt, Cambo X2-Pro został opisany przez fotopolis.pl. No, ja nie mam pytań! :)
No właśnie – tak wiele nowych pomysłów, tak wiele wdrożonych rozwiązań, a mi brakuje jednego. Brakuje mi tego, żeby mi aparat nie wpieprzał się do robienia zdjęć.
Bo posłuchajcie.
Dawno temu, gdy nikomu nie przychodziły do głowy technologie cyfrowe, obraz był rejestrowany na materiale światłoczułym, który miewał swoje kaprysy – przede wszystkim na samym początku nie rejestrował koloru. Potem, jak już rejestrował – był problem tego typu, że rejestrował nie tak, jak człowiek widział. Oznaczało to, że sam fotograf musiał zadbać przy procesie tworzenia odbitki o właściwe kolory, a to z kolei oznaczało, że mógł kontrolować wygląd zdjęcia tak, by pasowało do jego subiektywnych wrażeń zapamiętanych, bądź wyobrażonych w momencie naciskania spustu migawki.
Co teraz się dzieje? Otóż nasze kochane aparaty same nadają zdjęciu interpretację kolorystyczną, automatycznie dobierając sobie balans bieli. Owszem, może – obiektywnie rzecz biorąc – kolory są w porządku, ale według mnie to jest jakieś nieporozumienie!
Już sam fakt, że taki aparat-łajdak pokaże właśnie zrobione zdjęcie na tylnym LCD-ku, powoduje, że po prostu narzuca nam jedynie słuszną interpretację – i to jest złe!
Przecież wiele osób tworzy chociażby HDR-y – a więc obraz na LCD-ku pokazuje im coś, co nie ma zbyt wiele wspólnego z efektem końcowym.
No to co zrobić?
Może pokazać coś zupełnie innego? Może chociażby zwizualizować jaki zakres tonalny został zarejestrowany, jakie gdzie będą szumy, ile się da wyciągnąć z informacji z pliku RAW, czy pokazać w jakiś sposób rozkład lokalnych kontrastów? Nie wiem, wymyślam. Ale chodzi mi o to, że pokazać należałoby możliwości do dalszej obróbki tkwiące w zarejestrowanych megabajtach, a nie ich stworzoną na podstawie jakichś tam algorytmów interpretację w postaci obrazka. Bo potem się okazuje, że obrazem rządzi aparat, nie fotograf.
Tak poza tym, to nawiązując do obrazowania w wizjerze fotografowanego obiektu, to mam taką teorię – obraz w aparacie powinno się odwrócić. Tak po prostu – do góry nogami, jak w wielkoformatowych kamerach.
Po co?
Okazuje się, że na taki obraz zupełnie inaczej się patrzy. Fragment w wizjerze nie tworzy już całości z resztą widocznego poza nim świata – jest jakby oddzielnym bytem, a należy przecież pamiętać, że odbiorca tak właśnie będzie go postrzegał – bez tego całego tła, które widzimy zerkając z wizjera na prawdziwy świat poza aparatem. Spójrzcie kiedyś na świat do góry nogami – zupełnie inaczej się go odbiera.
Ja, gdy robię zdjęcia, mam odwrócone strony na matówce (lewa z prawą) – i niech mnie diabli, jeśli mi to przeszkadza. Więcej – dobrze mi z tym, i jak podnoszę do oczu zwyczajny aparat (chociażby mojego cyfraka), to przez pierwsze parę sekund nie potrafię się zorientować w którą stronę przesunąć obiektyw, żeby widziany przeze mnie obraz przesunął się w prawo czy w lewo.
Jednak mimo dobrego dopasowania sobie narzędzi – wciąż szukam. Głównie szukam jakiegoś genialnego sposobu pomiaru światła. Pomiar światła to ważna rzecz, a trochę po macoszemu jest traktowany; co prawda wychodzą nowe światłomierze (Fotopolis.pl pisał niedawno o jednym Sekonicu, który uwzględnia profile rozpiętości tonalnej), ale chyba jeszcze coś przed nami jest, coś wymyślimy, prawda?
Post Tags: HDR, kadrowanie, Leica, pstrykacze, światło, światłomierz, wielki format, zawodowcy
Wpisy powiązane
Related Post
Popularne
- Prezenty i gratisy od Zawsze Kwadratu (157)
- Wciąż można znaleźć samorodki (107)
- Biznes wg Mistrzów (99)
- Co złego - to nie my! (88)
- Co zrobić? (86)






