sobota
Marudzenie, Plenery fotograficzneKlątwa jakaś?
Pojechałem po małżonkę, odebrać ją z pracy. Pełen optymizmu, z synem na tylnim siedzeniu. Podjeżdżamy, czekamy, gadamy, śnieżek pada, niebo zachmurzone – jednym słowem tylko na plener!
Wpada Kasia. Powiew mrozu, zapach, uśmiech. Promienie słońca w samochodzie – z siedzenia pasażera. :)
Ruszamy, jedziemy, gadamy. Jest okej.
Wyłuszczam, że może plenerek, taka pogoda czarno biała, jest fajnie, w pewnym momencie kobieta moja przerywa mi rzucając (ni stąd, ni zowąd):
– Kochanie musimy po buty dla mnie potem pojechać. I buciki dla Mateuszka. W ogóle zakupy musimy zrobić.
Shutting down DobryNastrój immediately.
W mordę! Momentalnie tracę ochotę na cokolwiek. Pass.
Plenerek jednak doszedł do skutku. Jak się okazało, nie „musieliśmy” jechać na jakieś bzdurne zakupy. Pewnie niedługo temat wróci, ale na razie – uff…
Cholera wie, gdzie byliśmy. Łaziłem po polach, wiatr smagał, deszcz ze śniegiem zabrudził mi szerokokątny obiektyw, i zamoczyłem buty, spodnie i skarpetki.
I co? Została mi (cholera!) ostatnia klatka na filmie do zrobienia. Faken! Klątwa? Znowu, do diabła? Coś jest nie tak…
Post Tags: Kasia, klątwa, plener, zakupy
Wpisy powiązane
Related Post
Popularne
- Prezenty i gratisy od Zawsze Kwadratu (157)
- Wciąż można znaleźć samorodki (107)
- Biznes wg Mistrzów (99)
- Co złego - to nie my! (88)
- Co zrobić? (86)

lis 4, 2006
Reply
A ja byłem z żoną na zakupach. Kupiliśmy i buty (nieprzemakalne) i kurtki (też podobno) i spodnie.
No! Teraz to możemy iść na plenerek i nie straszne nam mokre skarpety… czy jakoś tak.
lis 5, 2006
Reply
Ja to mam takie życie, małżonek mój odpowiednio wcześniej musi sobie termin zakupów w roox’a wpisać, żeby się oswoić z myślą i nie zapomnieć ;)