niedziela
Artykuły, Informacje, Marudzenie, PostprocessingAugmented reality, czyli Kasia Cichopek nago
Rozglądam się wokół i widzę nierzeczywistość.
Idę ulicą – patrzę na reklamy na billboardach – widzę Tworzywa Sztuczne; twarze, które nie istnieją, sytuacje, które nie miały miejsca, ludzi, których nie ma.
Ale mój problem polega jedynie na tym, że ja wiem, że ich nie ma. Gdybym nie wiedział, byłbym o niebo szczęśliwszy. ;)
Dlaczego?
Popatrzcie na to, czego szukają „anonimowi użytkownicy Internetu” – szukają rzeczy, których nie ma. Z tego co się orientuję, nie ma żadnej sesji zdjęciowej wspomnianej w tytule Kasi Cichopek (nie pytajcie kto to, sam dokładnie nie wiem), która ukazywałaby ją w stroju Ewy. A stron poświęconych temu tematowi jest mnóstwo. Komu przeszkadza, że znalezione zdjęcia nie przedstawiają w żaden sposób owej pani? Kto się zastanawia, że obrazy znajdowane w ten sposób tworzą tzw. retuszerzy?
Temat dotyka również pewnego ciekawego „pojedynku”, który odbywa się na łamach forum Promodels; jak można się spodziewać, każdy retuszer tworzy obraz inaczej – tutaj to wychodzi czarno na białym. Polecam przyjrzeć się wynikom. Szczególnie ciekawie wygląda porównanie oryginału z ostatnią pracą – to przecież inne osoby! Znowu wraca temat „pięknych modelek”, na temat których jakiś czas temu powstał niezły filmik.
Ergo – to, co widzimy na zdjęciach, plakatach, w czasopismach to już dawno nie jest odwzorowanie rzeczywistości – to jest już coś pomiędzy rzeczywistością, a światem wirtualnym, coś co sprawia wrażenie, że istnieje, żyje, a czego próżno szukać. Coś właśnie na kształt augmented reality – zjawiska, którego dobrego tłumaczenia na język polski nie znalazłem, a które oznacza rzeczywistość z elementami dodanymi, nieistniejącymi fizycznie.
Ale nieistniejące obrazy powstają nie tylko w wyniku retuszu. Właściwie najbardziej rzucają mi się w oczy nierzeczywistości w różnych filmach. Ot, taki przykład – Monachium. Bardzo dobry film, bardzo dobrze zrobiony (Janusz Kamiński pokazuje klasę), ale już podczas oglądania go jakiś czas temu w kinie spostrzegłem coś dziwnego – rzecz, która (jak później zauważyłem) nagminnie jest wykorzystywana w nowoczesnej kinematografii – podświetlanie postaci w autach.
Kto widział, żeby w jadącym nocą wozie tak dobrze było widać twarze kierowcy, czy przedniego pasażera, nie mówiąc już o pasażerze z tylnego siedzenia!
Wrażenie jest super, ale zaczyna dochodzić do tego, że w filmach powstają inne niż znamy prawa (między innymi takie, że w nocy widać wszystkich pasażerów jadącego ulicą auta)- gorzej, jak ktoś będzie się spodziewał w krytycznej sytuacji spotkać je (i wykorzystać) w rzeczywistości, i srodze się zawiedzie.
Światła to jedno – ale coraz bardziej czuję też, że twórcy z Holywudu chcą nas z każdym dniem mocniej w coś wkręcić – tworzą produkcje, które na pierwszy rzut oka pokazują wyraźnie różnice między fikcją a rzeczywistością, a tak naprawdę wrzucają nam mimochodem jakieś wkręty, które łykamy przeświadczeni, że radzimy sobie z rozróżnianiem prawdy od pomysłu zrodzonego w głowie autora.
Kto widział A Scanner Darkly (wiem, trudno go zobaczyć legalnie, bo w Polsce nikt tego nie wypuścił), ten może sobie wyobrazić, co mam na myśli.
Film zrobiony na animowany, ale grają prawdziwi aktorzy.
Mówiący o problemach z przyszłości, ale już teraz dotykających obecnie żyjących ludzi.
Realny, ale odrealniony techniką i pomysłem. Można się pogubić?
To nie jest tak, że problem dotyczy tylko i wyłącznie zmian wyglądu kobiety – retuszu noska, poprawieniu kości policzkowych czy uwydatnieniu biustu. Do diabła, być może nikt do tej pory nie nazwał nawet tego zjawiska problemem! Ale coraz częściej, w natłoku informacji (przede wszystkim w natłoku informacji wizualnej) przesuwają się subtelne granice między tym, co akceptujemy jako realne, a tym, co odrzucamy jako fikcję. Właśnie przez to, że ta granica jest tak subtelna!
Na zakończenie anegdota, związana z szumem informacyjnym: sytuacja, która zdarzyła się parę dni temu.
Miejsce akcji – restauracyjka, poranek, ładna pogoda na zewnątrz, miłe śniadanie z kolegą. Nie wiadomo kiedy zaczyna się temat o dietach. Kolega – zwolennik diet, takich jak dieta bezwęglowodanowa opowiada o swoich perypetiach, ja – trochę żartobliwie – wykazuję, że najlepsza dieta to nic nie jeść. Dochodzi do rzuconego niedbale, ale kluczowego pytania ze strony kolegi:
– Ciekawe jak to jest, ile można nie jeść…
– Tak, żeby nic a nic, bez wody i jedzenia wytrzymać?
– No tak, ciekawe ile człowiek może dać rady bez niczego.
– No jak to ile, nie wiesz? Czterdzieści dni. Dokładnie czterdzieści dni i czterdzieści nocy. Jezus na pustyni tyle wytrzymał, nawet jego rekord jest zapisany w Księdze Guinessa.
– Naprawdę???
I jeszcze momencik, a przetrawiłby i zapisał tą informację w swoim mózgu. Przeszkodził mu w tym mój obłąkańczy śmiech, sugerujący, że jednak mogę nie mówić serio.
Post Tags: A Scanner Darkly, dieta, film, grafika, Jezus, Kasia Cichopek, modelki, Monachium, nago, nierzeczywistość, rekord Guinessa, retusz, światło
Wpisy powiązane
Related Post
Popularne
- Prezenty i gratisy od Zawsze Kwadratu (157)
- Wciąż można znaleźć samorodki (107)
- Biznes wg Mistrzów (99)
- Co złego - to nie my! (88)
- Co zrobić? (86)



gru 11, 2006
Reply
Sam się przykładasz do tworzenia augmented reality :-) chociażby oststnie zdjęcie – lustrane odbicie. Gdyby nie obgryziona ramka, byłby wiadukt, którego nie ma. Wiem… nie o rzeczywistość na tym zdjęciu chodzi, ale to tylko tak btw…
gru 11, 2006
Reply
O stary…
No to ładnie – człowiek sobie sam sprawy nie zdaje…
;)
gru 12, 2006
Reply
To dobrze, bo czasem jak brakuje emotikona, to myśli się, że to nie żarty ;)