poniedziałek
Artykuły, Fotografie, Informacje, Kadrowane w kwadrat, Marudzenie, Polecane, Warsztat fotograficzny, Zdjęcia koloroweJak przejść z fotografii cyfrowej na analogową – poradnik
Po dwakroć osiem!!Już od szesnastu lat istnieje na rynku produkt, zwany potocznie cyfrówką. Niech to diabli – wystarczający czas, by się z nim zapoznać; wystarczający również, by zauważyć jego zalety i wady; wystarczający wreszcie, by – wiedząc, jak dużo dobrego przyniósł ludzkości – przesiąść się wreszcie z powrotem na fotografię analogową! ;)
Ale o co kaman?
Posłuchajcie tego, co gra w Waszej duszy. Posłuchajcie, czy nie brzmi tam nastrojowo nuta głębokiej tęsknoty za fotografią analogową. Za robieniem zdjęć bez komputerów, zaawansowanej elektroniki i procesów, nad którymi już dawno straciliście kontrolę.
Mi zabrzmiało tak parę lat temu, gdy będąc przekonany o własnym szczęściu (po zakupie nowiutkiego Sony F717) latałem i pstrykałem na lewo i prawo zdjęcia. Synowi pstrykałem, żonie pstrykałem, wujkowi, ojcu, siostrze i jej królikowi też pstrykałem. Nie pstrykałem psu, bo zdechł, nieszczęsny.
Nie wiem, co było pierwsze – czy spodobał mi się look&feel w starych aparatach, czy też kwadratowy kadr. Faktem jest, że wpadłem na całego i zacząłem fotografować średnioformatowym aparatem polskiej produkcji: Start66.
Czemu jednak takie „utrudnianie sobie życia” potrafi do tego stopnia wciągnąć?
Aparaty analogowe mają wciąż zalety, o których warto pamiętać:
- W większości to konstrukcje trwałe i niezawodne – w szczególności przypatrzcie się kamerom, które służą przez pokolenia po kilkadziesiąt lat. Sądzicie, że jakaś cyfrówka tyle wytrzyma? Jeśli wytrzyma, to zmieni się software do obsługi, format plików, czy standard podłączenia do komputera. I tyle.
- Duża część aparatów tradycyjnych (w przeciwieństwie do prądożernych cyfrówek) nie posiada baterii (możesz zapomnieć o ładowaniu), bądź posiada takie, które wystarczają na całe miesiące. Owszem, to się może kiedyś zmienić, ale nie do tego stopnia, żeby móc zabrać cyfrówkę na dwa lata do dżungli.
- Do pewnych typów aparatów analogowych można podłączyć cyfrowy nośnik; do cyfrówki filmu nie włożymy. ;)
Okej. Ale podobnie twardo brzmiące argumenty można znaleźć też na korzyść używania cyfrówek. I bardzo dobrze!! Technologia cyfrowa jest wspaniała! Tylko, że to analogowa ma duszę. :P
Żeby było jasne – ja używam cyfrówki. Noszę ją zawsze w plecaku, i świetnie mi służy jako rozbudowany światłomierz. Nie jest tak, że jestem przeciwnikiem, o nie.
Ale są pewne pułapki, które nowoczesność stawia przed nami, i w uniknięciu których pomagają stare, ciężkie aparaty naszych przodków.
Otóż robiąc na filmie, fotograf nie ma natychmiastowego feedbacku o tym, jak wygląda zdjęcie. Musi sobie wizualizować tak naprawdę to, co chce uchwycić, przed naciśnięciem migawki. To zmusza do myślenia. Cyfrowe aparaty natomiast, pokazują zdjęcie od razu. Do tego stopnia jest to inwazyjna(!) (ach, i jakże podstępna) technika, że fotografujący zaczynają więcej czasu poświęcać na wpatrywanie się w ekraniki LCD zawierające przegląd tego, co już ustrzelili!
Rozejrzyjcie się – prawda, że coraz więcej takich, co zamiast zastanowić się przed zdjęciem, robią to w większości tuż po?
No właśnie – ta komputerowo narzucona wizualizacja… To dążenie do doskonale odwzorowanych kolorów… to powierzanie modnego balansu bieli automatom… Hej, momencik! Tworzenie fotografii winno składać się z co najmniej dwóch zasadniczych etapów: zrobienie dobrego materiału wyjściowego (poprawnie naświetlony i skadrowany negatyw) oraz stworzenie końcowej odbitki! Negatyw to ma być swego rodzaju partytura, którą jeszcze trzeba zagrać!
Co się dzieje jednakowoż? Tak, tak – nasze nuty gra komputer.
Poza tym odrzucanie na pierwszy rzut oka nieudanych zdjęć wcale nie jest takie dobre. Taki Gierałtowski na przykład, nasz polski portrecista, publikuje wciąż zdjęcie, które powstało w wyniku błędu laboranta. Bo ma coś w sobie. Bo nie jest idealne technicznie.
Jak zacząć?
Przede wszystkim należy chcieć. Tak, tak, to jest zasadnicze kryterium, i żadne namowy, przekupstwa i inne takie nie mają racji bytu. Istnieją cztery drogi do analogowego szczęścia:
- Mały obrazek – czyli standardowy film 135 (36x24mm)
Jest to wybór dla tych, którzy zdjęcia chcą i lubią robić szybko oraz niepostrzeżenie. Jedynie słuszną formą wchodzenia w mały obrazek na materiałach analogowych jest wg mnie wybór aparatu dalmierzowego; lustrzanki zostały raczej w pełni już zastąpione ich młodszym, cyfrowym rodzeństwem.
Ja nie umiem robić zdjęć ulicznych (czasem nazywanych reporterskimi). Dlatego nigdy takiego aparatu nie używałem. Jeśli jednak, drogi czytelniku streetphoto to Twoje drugie imię – nie zwlekaj. Udaj się do najbliższego dystrybutora firmy Leica i zakup (tak! wydaj te zarabiane przez ostatnie 5 lat pieniądze jednym, niedbałym rzutem) to, co Ci najbardziej pasuje do ręki. Chyba, że nie lubisz lub nie chcesz wydawać okrutnie snobistycznych kwot na coś tak małego i wolisz np. kupić Zorkę na allegro. Taki sposób też jest dobry, a jakże. - Średni format – czyli „taśma” o szerokości 6cm (typ 120/220)
Ha! Mój ukochany segment aparatów analogowych (i nie tylko – są też przecież cyfrowe przystawki). Znaleźć tu można chyba najwięcej opcji do wyboru. To tutaj znajdziecie wybór tak różnych sposobów kadrowania: od 6×4,5 przez 6×6 (sexy i zawsze na czasie kwadrat), 6×7, 6×9, 6×12, a nawet 6×17!
Bardzo istotnym jest, by wybrać te proporcje kadru, które pasują do naszego charakteru. Niektórzy kadrują sobie po zrobieniu zdjęcia do jakichś innych formatów, niż te, które ma ich sprzęt – ale proszę – nie róbcie tak. Jest w tym coś niedobrego, jakaś Ciemna Strona Mocy; dlatego nieraz można zobaczyć zdjęcia zawierające obrzeża klatek, na znak tego, że są one przedstawiane bez powtórnego kadrowania – taki znak, że się jest po tej właściwej stronie. ;)Średni format to przede wszystkim modułowa budowa. Tak więc jest body, do którego spotkać można mnóstwo wymiennych obiektywów, akcesoriów, magazynków (ja noszę dwa – kiedyś BW i Color, dziś BW-ISO100/ISO3200), kominków, pryzmatów (i z pomiarem i bez), matówek, itd. Tu jednak należy uważać – nie każdy model pozwala na wymianę każdego elementu, rzecz jasna.
Ogólnie spotkać się można z takim przekonaniem, że średni format to brak autofocusa i obiektywów typu zoom. Otóż nieprawda – i jedno i drugie istnieje, lecz raczej w niewielu modelach i podbija skutecznie cenę. Mimo, że wg mnie używanie zoomów odbija się ogólnie czkawką, kto chętny – może poszperać na luminous-landscape i zobaczyć, jakich to zoomów używają tamtejsi fotografujący. ;)Średni format to też lustrzanki dwuobiektywowe, raczej o zwartej, niemodułowej budowie (TLR – TwinLensReflex Camera), jak powyższa Mamiya C330 – jedyny tego typu aparat pozwalający na wymianę obiektywów. Są one cichsze niż ich jednoobiektywowi bracia i siostry (nie kłapią też lustrem), jednak mają pewne (w stosunku do reszty rodziny) wady – błąd paralaksy, niewymienność magazynków z filmem, czy ogólnie niewielka ilość akcesoriów. Ale, jeśli coś jest prostsze, nie znaczy, że jest gorsze.
Naprawdę dużo informacji o średnim formacie znajdziecie tutaj.
- Wielki format – czyli naprawdę duże rozmiary filmu
Wielki i robiący wielkie wrażenie. Klasa sama w sobie – ale nie dla wszystkich. Wielki format jest wymagający – tu już nie ma żadnych ułatwień. Nie dość, że film ładuje się pojedynczo, nie dość, że wszystko robi się ręcznie, to jeszcze obraz na matówce widać do góry nogami!
Kamery wielkoformatowe powodują, że do fotografowania każdego ujęcia podchodzi się z należytą atencją. Z natury pozwalają każde zdjęcie potraktować indywidualnie – film wkłada się tam pojedynczo. Ich miechy, zakrywające drogę światła między obiektywem a płaszczyzną filmu/matówki pozwalają m.in. na tzw. pokłony, co w efekcie daje możliwość kontroli pochylenia płaszczyzny głębi ostrości (i tutaj ma zastosowanie reguła Scheimpfluga).
Dzięki temu można zrobić takie na przykład fotografie.Dobre źródło informacji na temat wielkiego formatu: www.largeformatphotography.info
- Dziwadła
Jeśli masz już dość swojej obsesji na punkcie czystości obiektywu (ach, te ryski!), przeraża cię skomplikowana obsługa aparatu, chcesz się poczuć Prawdziwym Artystą, bądź po prostu chcesz się fotografią pobawić, zawsze możesz spróbować innych form wykorzystania filmu – na przykład robiąc samemu swój aparat z pudełka po butach, drewnianej skrzynki, bądź nawet starannie sklejonego kartonu.
Tylko uwaga – brak obiektywu oznacza, że możesz pożegnać się z obrazkami o idealnych parametrach technicznych – żegnaj ostrości, witajcie aberracje!
Czasem nawet, by poprawnie naświetlić zdjęcie trzeba będzie poświęcić parę ładnych godzin. Ale co, nie warto? Warto, warto.
Mówią, że nie aparat robi zdjęcie, tylko fotograf.
Znamiennym jest, że emulsja fotograficzna nie pozwala zazwyczaj fotografującemu strzelać bez opamiętania.
Z drugiej strony, odpowiedni aparat i zaczyna się człowiek inaczej zachowywać. Mechaniczne (a czasem duże i nieporęczne) aparaty wykształcają też (chyba przez swoją aurę) kulturę fotografowania – a więc nie tylko nabiera się respektu do pojedynczej klatki negatywu, ale też do fotografowanego obiektu i innych fotografujących. Może to tylko moje pobożne życzenia, ale mam wrażenie, że robienie zdjęcia w stary, upierdliwy sposób, każe człowiekowi odczuwać większy szacunek do otoczenia, niż w przypadku pstrykania małpką.
A ile ja mogę na tym stracić?
Taki Hasselblad zawsze utożsamiany był z górą pieniędzy, jakie trzeba wydać, by wejść w posiadanie uznanej 500-tki. Dziś można kupić ten wspaniały aparat wraz ze standardowym obiektywem 80mm za ok. 2000PLN. Oczywiście używany. Chcecie nowy? Są i nowe: 4000USD.
Wielki format? Nowa Tachihara bez obiektywu kosztuje 700USD. Drogo? Biorąc pod uwagę jakość, to chyba nie ma cyfrówki, która mogłaby konkurować z formatem 5×7.
Wiadomo jednak, że patrząc z perspektywy dłuższego czasu, ważny jest całkowity koszt użytkowania, a więc liczą się ceny filmów. Jedna klatka filmu Ilford Delta 100 w formacie 4×5 to koszt niecałych 5 zł. Ten sam film w formacie 120, to klatka już za tylko trochę ponad 1PLN.
Oczywiście, do tego dochodzą koszty wywołania i odbitek; ale z drugiej strony nie zachodzi niebezpieczeństwo wpędzenia się w spiralę zakupów coraz to lepszych elektronicznych gadżetów – coraz szybszej karty pamięci, coraz lepszej drukarki, coraz lepszego body (bo stare ma najkrótszy czas 1/5000, a nowe 1/10000).
Kiedyś czytałem jakieś wyliczenia, że w sumie TCO (Total Cost of Ownership – a więc ten totalny koszt posiadania w dłuższym okresie czasu) jest porównywalny dla cyfrówek i analogów. Ja w to nie wierzę. Ale nie żałuję ani jednej złotówki na filmy, obróbkę, czy odbitkę. To jest hobby, i ma prawo kosztować.
Co to zmieni w moim życiu?
Jak już złapiesz bakcyla (czy to pierwszy raz, czy jako nawrócony), z pewnych rzeczy musisz sobie zdać sprawę. Właściwie lepiej, bym napisał o tym tu i teraz.
- Zdjęcia obejrzysz, jak wywołasz film, a nie od razu – nabiera się w ten sposób przynajmniej odrobinę cnoty zwanej cierpliwością i niezbędnego dystansu do swoich fotografii. Być może warto pomyśleć jednak o wielkoformatowych pojedynczych klatkach?
- Niewykluczone, że ogarnie Cię nieodparta chęć samodzielnego wywoływania zdjęć i robienia odbitek – musisz na to mieć odpowiedni kąt i dużo czasu. Alternatywą, którą stosuję sam (i póki co polecam) jest oddawanie filmu do wywołania w labie i potem samodzielne skanowanie i drukowanie. Ale to oznacza nabycie skanera i drukarki, o ile tychże jeszcze nie posiadasz. UWAGA – ani skanowanie, ani drukowanie fotografii to wcale nie jest prosta sprawa, i zęby można na tym zjeść.
- Niewykluczone, że wydłuży Ci się czas fotografowania – jeśli robisz zdjęcia z kolegami, znajomymi, żoną, czy kochanką – oni wszyscy mogą Ci dokuczać z tego powodu. Miej na takie okazje podręczny zestaw do jakiejś popularnej gry planszowej, by mieć czym zająć marudzących.
- W szczególnych sytuacjach, gdy na przykład masz tylko jeden czarno-biały film ISO100, zapewne zdarzy się, że zobaczysz kadr, który wymaga, byś szybko uchwycił piękny moment/pejzaż/cokolwiek na filmie nie innym niż kolorowy o czułości ISO400. Daj sobie na wstrzymanie po prostu, bogowie ćwiczą Twoją silną wolę.
- Być może firmy produkujące emulsje fotograficzne jednak kiedyś przestaną to robić. Licz się z tym i lepiej już dziś idź i daj na mszę.
No to jak będzie?
Mówią, że nie aparat robi zdjęcie, a fotograf. Wiem, wiem, powtarzam się; ale to bardzo ważne – dobrą fotografię zrobisz każdym sprzętem. Wybrać jednak musisz takie narzędzia, które „zagrają Ci w duszy”. Musisz też przejąć kontrolę nad procesem robienia zdjęcia, i pozwolić sobie na luksus poświęcenia czasu na myślenie przed naciśnięciem spustu migawki. To ważne, bo czym więcej zdjęciu poświęcisz, tym bardziej prawdopodobne, że uzyskasz z niego (i z efektu i z samego procesu dochodzenia do niego) ogromną satysfakcję.
Poza tym wszystkim, czasem po prostu zdjęcie zrobione analogiem, mimo, że technicznie wadliwe, posiada swój urok i klimat, którego próżno szukać w cyfrowych tworach.
Post Tags: charakter, ciemnia, Delta 100, Dirkon, dusza, Hasselblad, Ilford, klimat, Leica, Mamiya, otworki, pieniądze, poradnik, reguła Scheimplfuga, skanowanie, starocie, Start 66, sztuka, trwałość, urok, wielki format
Wpisy powiązane
Related Post
Popularne
- Prezenty i gratisy od Zawsze Kwadratu (157)
- Wciąż można znaleźć samorodki (104)
- Biznes wg Mistrzów (99)
- Co zrobić? (85)
- O tym, jak fotografia analogowa przyniosła mi ulgę (81)









maj 8, 2007
Reply
Ja nie wiem. – Jak mozna tak utrudniac sobie zycie. Przeciez fotografia analogowa to zupelny brak kontroli nad procesem tworczym. Fotografujac cyfrowo, moge zawsze na biezaco oceniac wyniki pracy i w razie potrzeby poprawic ujecie. Nigdy nie moglem zrozumiec tych pseudoartystow, desperacko trzymajacych sie wczorajszego dnia. Wiadomo, ze fotografia cyfrowa daje o wiele wieksze mozliwosci ekspresji.
maj 8, 2007
Reply
Ci dziwacy zasłaniają się takimi argumentami, jak np. pojemność tonalna filmu – że niby cyfrówki takiej nie dają. Wiadomo jednak przecież, że raz – nikomu to niepotrzebne, a dwa – i tak za chwilę matryce będą miały rozpiętość tonalną większą niż film.
maj 8, 2007
Reply
Tak, tak. I sto razy wiecej kolorow.
maj 8, 2007
Reply
Keek: Podejrzewam, że raczysz sobie żartować :)
Niemniej jednak, dla osoby, która tu trafi przypadkiem nadmienię, że przy analogowej obróbce fotografii masz taką samą kontrolę nad procesem twórczym jak przy obróbce cyfrowej. Trzeba jedynie, podobnie jak przy obróbce cyfrowej, posiąść pewne umiejętności.
Po prostu łatwiej nauczyć się Photoshopa niż odpowiedniej pracy w ciemni. Potencjalne możliwości ekspresji zdają mi się takie same.
Rudolf: Czytam Twojego bloga już od pewnego czasu i muszę przyznać, że kojarzę Cię bardziej z fotografią cyfrową niż analogową ;)
Dla mnie faktyczne medium, na którym zarejestrowano obraz ma mniejsze znaczenie niż sposób obróbki, a ten przecież masz wybitnie cyfrowy – nie wywołujesz sam negatywów (o ile dobrze pamiętam), skanujesz, obrabiasz na komputerze i drukujesz. Pierwiastek analogowości w Twojej fotografii zawiera się jedynie w momencie naciśnięcia spustu migawki. To trochę tak jakbyś robił zdjęcia cyfrówką z zepsutym ekranem LCD.
A tytuł notki jest świetny. ;)
maj 8, 2007
Reply
„…analogowej obróbce fotografii masz taką samą kontrolę nad procesem twórczym jak przy obróbce cyfrowej.” – no to taki fajny przyklad na powaznie:
http://keek.ovh.org/HN09.html – zdjecie nie do zrobienia cyfra, odbitka nie do zrobienia pod powiekszalnikiem, bez photoshopa.
maj 8, 2007
Reply
Z jakiego powodu nie do zrobienia (zarówno cyfrą jak i pod powiększalnikiem)?
maj 8, 2007
Reply
mozna dyskutowac, mozna pisac i tak w kolko ale to przeciez fotografia i trzeba te zdjecia ROBIĆ nie tylko o nich mowic. Czytam juz od dluzszego czasu Twojego bloga, czytam dużo a coraz mniej ogladam.
maj 8, 2007
Reply
Kolek, chodzi Ci o to, że moich zdjęć tu mało?
Nie publikuję, ale robię, wierzaj mi. Tylko jakoś nie mam ostatnio ochoty się chwalić nimi. Takie jakieś zwyczajne i szare wychodzą – żekłbym nawet, że czarno-białe ;)
maj 8, 2007
Reply
sharnik – bo właśnie ja szukam dla siebie odpowiedniej cyfrówki z zepsutym ekranem LCD! I jeszcze z możliwością kadrowania w kwadracie.
Jak znajdę, wyrzucę hassela. ;)
maj 8, 2007
Reply
Fajny ten Dirkon (: . Kto wie, może znajdę trochę chęci i czasu aby go złożyć…
maj 8, 2007
Reply
„Z jakiego powodu nie do zrobienia (zarówno cyfrą jak i pod powiększalnikiem)?”
Cyfra nie przeniesie sloneczka, a pod powiekszalnikiem tak rowno sie nie wymaskuje.
maj 8, 2007
Reply
Przeniesie?
Jesli dobrze zrozumiałem co masz na myśli, to chyba wystarczy parę różnych naświetleń i złożyć potem zusammen do kupy.
A kwestia wymaskowania, to ja tego nie zrobię, Ty tego nie zrobisz, ale potencjalnie się da.
maj 9, 2007
Reply
Popatrz na zdjecie i zastanow sie nad „paroma naswietleniami”.
Ty po wodzie nie chodzisz, ja po wodzie nie chodze, ale ktos tam chodzil.
maj 9, 2007
Reply
no, że tak powiem: bzdury.
narzędzie — to narzędzie.
można stworzyć Arcydzieło ołówkiem;
a gniota — pełną paletą Barw.
…………………..
to tak, jakby nawoływać do rezygnacji z DTP w komputerze; a bo ręcznie składana biblia gutenberga — była taka Pjękna!
no, była.
i co z tego?
(albo jakby nawoływać do tworzenia bloga Głosem Ludzkim — bez Sieci „bo a-humanistyczna”…;-)))
to się nazywa „luddyzm” — i jest znaną dolegliwością.
ps.
spędzilem KILKANASCIE (oj, ponad chyba) lat w ciemni, używałem wielu rożnych (tzw.) analogowych aparatów…
6×6, 24×36, 6×9, 6×4,5… horyzontalnych, innych…
no, fajne. i co z tego?
maj 9, 2007
Reply
Jakie bzdury, gdzie, psiakrew bzdury??
Zacytuję jeszcze raz: „dobrą fotografię zrobisz każdym sprzętem”.
No.
maj 9, 2007
Reply
Walcza we mnie dwie skrajne podejscia. Jak zwykle niekonczaca sie walka racjonalizmu z emocjami.
No bo cyfra to racjonalizm. To ulatwianie sobie zycia, to performance, to szybkosc i natychmiastowy efekt.
A z drugiej sa uczucia i emocje. No i moze jakis sentyment. Dokladnie wczoraj przegladalem moje stare fotograficzne muzeum…duzo ze zbiorow „pozyczyla na dluzej” moja dziewczyna, ale laskawie pozostawila mi Canona 33 i zorke… wygrzebalem tez pare filmow HP.
i…
fajnie jest powwspominac, ale na ulice pojde z KM d5d, zeby porobic te znienawidzone cyfrowe zdjecia.
maj 9, 2007
Reply
przed wczoraj kupiłem Praktisixa II :]
średni format mnie oczarował i chyba długo nie puści…
maj 9, 2007
Reply
>> Rudolf
bzdury. tak.
„dobrą… (itd). Prawda; ale:
1.
cyfrówka nie kosztuje; a więc „nie oszczędzasz” klatek; tak jak to jest w analogu
(gdzie kosztuje nie tylko materiał; ale i wolanie, odbitki, ramki do slajdów czy co tam chcesz użyć…)
2.
cyfrowe sprawdzasz od razu. analogowe — po wywołaniu.
(czasem bywa za późno…)
3.
cyfrowych „nie plamkujesz” — bo nie ma w nim (na = „filmie”) kurzu.
analogowe negatywy, szczegolnie starsze — to tragedia
4.
no i nie bez znaczenia:
o ile technologia „czarno-biała” (ale nie żaden proces E6 do wołania czy jaki tam teraz…;
a przed-analogowy ;-) wywoływacz-utrwalacz-płukanie…) — jest jakośtam trwała; o tyle negatywy barwne, diapozytywy — JEDNAK tracą coś z wiekiem.
a cyfra…
…………………………….
ja tak mogę długo.
a GENERALNIE: nowe narzędzia dają ci nowe możliwości; i zmieniają Twoją; oraz przede wszystkim optykę (!) Widza.
Ansel Adams — był (BYŁ!) wybitnym fotografem; ale dziś zdjecia takie jak jego — robią amatorzy.
i często lepiej…
coś z tego wynika (= dla nich?)
nic.
(zwykle.)
maj 9, 2007
Reply
@makowski: czysta prowokacja, no po prostu czysta prowokacja :)
Nie dam się.
Ale punkt trzeci mogłeś sobie darować; każdy bardziej doświadczony użytkownik cyfrowej lustrzanki Ci powie, że to nie jest prawda.
maj 9, 2007
Reply
Rudolf, ale wiesz, że chyba każdy cyfrowy aparat ma taki sprytny guziczek do wyłączania LCD?
maj 10, 2007
Reply
@Anonimowy – ale prócz jednego maleńkiego Rolleia nie widziałem, żeby którakolwiek kadrowała w kwadracie ;)
Poza tym wyłączenie świadome to nie to samo co brak możliwości użycia – musi chyba być ten LCD zepsuty ;))
maj 10, 2007
Reply
a taki Olympus (e500 bodaj) ma np. filtr do kurzu w środku…;-)
maj 10, 2007
Reply
To już koniec fotografii analogowej, koniec i już. Jeśli ktoś jednak chce do niej wrócić to niech wraca, jest w końcu demokracja i wolność. Każdy może wyrzucić płyty CD i wrócić do kaset magnetofonowych, wyrzucić DVD, HD-DVD i cofnąć się do VHS, przesiąść się z traktora na konia itd. itp. To jest potęga wolności!!!
maj 10, 2007
Reply
I wyrzucic skrzypce, i fortepian a kupic wszystkomajacy keyboard Rolanda. Swieta racja!
maj 10, 2007
Reply
I wyrzucić pióra i długopisy, i pisać tylko na klawiaturze ;)
maj 13, 2007
Reply
@makowski
>o ile technologia „czarno-biała” jest jakośtam trwała
to fajne :)
>Ansel Adams — był (BYŁ!) wybitnym fotografem; ale dziś zdjecia takie jak jego — robią amatorzy.
finis coronat opus.
maj 23, 2007
Reply
Ten argument o wiecznie zmieniajacych sie formatach, nowym oprogramowianiu, zeby sprzet dzialal, co komplikuje caly prozes twórczy, jest moim zdaniem najwazniejszym za fotografia analogowa. Nie rozumiem szczekania tych mazgajów cyfrowych na ten blog, w którym wszystko jest swietnie wytlumaczone, dlaczego akurat pewne „upierdliwosci” elementów analogowych zmuszaja czlowieka do namyslu, do refleksji zanim pstryknie. Przeciez to jest glówny temat autora blogu, nie prawdaz? Zeby sie po prostu zastanowic nad tym co sie robi. Czy to jest tak trudne do zrozumienia???
Jest jeszcze cos: element rzemieslniczy w procesie twórczym musi byc opanowany perfekcyjnie i wejsc w podswiadomosc na tyle, zeby automatycznie wiedziec co nalezy zrobic aby dany efekt uzyskac. To znaczy, w trakcie tworzenia nie moge sie wielce zastanawiac, który z dziesieciu przycisków mam nacisnac, martwic sie która cyfrowa opcje naswietleniowa wybrac itd, to komplikuje sprawe na tyle, ze sam objekt przed kamera zanika, nie mówiac juz o subiekcie za kamera. To jest podobne do jazdy autem: sa trzy pedaly (czasem tylko dwa), kierownica i biegi, i to jest najwazniejsze, to musi byc opanowane bez namyslu, a wtedy moge sie skoncentrowac na drodze, na moim celu. Odwrotnie to by bylo, jakby samochody byly projektowane przez takie firmy jak Microsoft. No nie chce juz wspominac… Jakos gitara elektryczna nie zastapila kompletnie gitary analogowej. A którz przy ognisku chcialby grac na gitarze elektrycznej? Ani syntesizer nie zastapil dotychczas orkiestry. Jest to i tamto obok siebie, i tak jest dobrze. Cóz to wiec za dziwna dyskusja?
Czlowiek grajacy na fortepianie doskonale wie dlaczego akurat gra na fortepianie, a nie na keyboardzie: tak, fortepian ma dusze, a keyboard nie. Ale to nie znaczy, ze kazdemu potrzebny jest instrument z „dusza”! Przeciez jest tyle niewiernych, dla których to slowo nie ma znaczenia.
sie 21, 2007
Reply
Wiecie co… Fotografię analogową to bym porównał do malarstwa, a cyfrową – do grafiki komputerowej. Jedno i drugie potrafi powalić na kolana, a jeszcze lepiej – żyją sobie jednocześnie, równolegle. Ktoś by powiedział (a widzę tu takich wielu), że po kiego grzyba komuś pędzel, po cholerę ma się farbą uwalić, wypaprać ubranie i w furii wywalić kolejne nieudane płótno, skoro może sobie tablet na czystym biureczku położyć i na dwudziesto paro calowym monitorze arcydzieło stworzyć. Ach ten soft, a jeszcze monitory z czułum ekranem dotykowym. Farba to przeszłość, nie? Mania prześladowcza jakaś, uprawiana techniką starą już nawet w dziedzinie renowacji wnętrz. Pewnie, że NIE! To po prostu nieco inny rodzaj sztuki. Po cholerę ludzie rzeźbią dłutem, skoro można używać doskonałych frezarek 3D – można nawet odtworzyć ciosy dłuta. Nieraz do tego samego zdjęcia prowadzą dwie różne drogi – każdy może lubić inną. Nie wydaje mi się, żeby wychodzenie na Kasprowy Wierch, zamiast wyjazdu kolejką było głupie, irracjonalne i w ogóle do d… Po prostu inna droga. Uważam, że porównywanie fotografii cyfrowej z analogową nie ma sensu. Po prostu są nieco INNE. Nawiasem mówiąc – obecnie używam dwóch aparatów, analogowego i cyfrowego. Dzięki temu mogę dostrzec istotne różnice i z każdym dniem widzę coraz lepiej, że wdawanie się w polemikę, który rodzaj fotografii jest lepszy, jest chore. Często jest też próbą usprawiedliwienia się człowieka, który wpakował właśnie kilka tysięcy w aparat i nie ma do końca przekonania, że dobrze zrobił :)
wrz 9, 2007
Reply
Dużo tu popisów wiedzą teoretyczną pięknych określeń technicznych i do tego w języku jakby nie naszym … A ja powiem tylko tyle: ja patrzę na fotografię i porównuję i cyfra dla mnie to pomyłka gdzie głębia ??? gdzie przestrzeń ??? … wszystko moi mili panowie po prostu pomyłka jedna wielka byle jakość poprawna technicznie (żałuję wydanych na cyfrę pieniążków)
wrz 27, 2007
Reply
Jest jeszcze trzecia droga, na razie tylko czysto teoretyczna. Wyobraźcie sobie stary aparat analogowy typu Praktica MTL5 lub Bessaflex TM o prostej i intuicyjnej obsłudze, z manualnym nastawianiem ostrości (obowiązkowo klin dwupolowy, którym nastawiam ostrość na wybrane źdźbło trawy podczas mgły o świcie na łące gdy ryczą jelenie) który miałby wmontowaną matrycę cyfrową, jednak bez wyświetlacza LCD. Szkoda prądu. Mnie najbardziej razi w cyfrówkach to, że wszystkie mają autofocus. Manualne ustawienie ostrości jest jak w lornetce – dla mnie jest to utrata kontroli nad zarządzaniem głębią ostrości. Wyobraźcie sobie, że po ustawieniu ostrości AF na pień drzewa otrzymujemy zawsze tę samą proporcję głębi ostrości trawy przed (ok. 1/3 odcinka) i za drzewem (ok. 2/3 odcinka). Ustawiając ostrość za pomocą klina w swojej manualnej Minolcie MD mogę sobie jednym ruchem pierścienia ustawić ostrość tak, aby na przykład kończyła się na pniaku tegoż drzewa (lub czegokolwiek innego). Natomiast nie ma dla mnie znaczenia czy to co jest w mojej Minolcie jest kliszą. Mogłoby być równie dobrze matrycą. Ja po prostu chcę mieć aparat z klinem, MF za pomocą pierścieni na obiektywie i prostą obsługę. Żadnych tematów, poza – regulacji czułości ISO, czasu naświetlania, pomiaru TTL, rozwarcia przesłony. Koniec, kropka. cała reszta to niepotrzebny balast. Tylko kiedy taka lustrzanka cyfrowa powstanie????
Krzysiek, l. 28
paź 16, 2007
Reply
Fotografia,tak…właśnie w kwietniu
2007 minęło 36 lat,czas było się pożegnać,lampka wina,kwiatki a przedtem rozliczenie ze sprzętu i tu niespodzianka,stary na odchodnym wręczył mi pudło mówiąc OBYŚ NIE ZAPOMNIAŁ !Razem z kolegą Stefanem już wolni dziarskim krokiem pomaszerowaliśmy do …ulubionej knajpy na wspominki,po kilku lornetach przypomniałem sobie o pudle
i je otworzyłem,w środku leżał mój ostatni aparat a jakże cyfrowy Nikon,obiekt westchnień wielu fotografujących,popatrzyliśmy ze Stefkiem na siebie o k…. tylko nie to,ostatnie lata pracy jak roboty,w teren ,powrót,końcówka
w PC DTP i do domu,tylko nie to !!
W pobliskim zakładzie fotograficznym i zarazem komisie,
właściciel obdarzył nas uśmiechem
jak Golden Gate,wyszliśmy od niego
niosąc w pokaźnej torbie dwa EOS-y
600, trochę szkieł,karton filmów,
trochę chemii.
Obecnie (przeniosłem się na wieś),
szykujemy w moim domu atelier i ciemnię,cieszymy się jak dzieci na wołanie pierwszego po latach filmu,
jedynie nasze żony od czasu do czasu pukają się znacząco w czoło
mówiąc ZACHOWUJECIE SIĘ JAK DZIECI,
i w tym jest sedno,fotografię cyfrową zostawiamy dorosłym nie Stefciu !!
Serdecznie pozdrawiamy wszystkich
klasyków !
gru 20, 2007
Reply
Dyskusja nad tym czy lepszy jest analog czy cyfra jest tak samo bezsensowna jak to czy skóra mielona jest lepsza od naturalnej.
Bez sensu!
Cyfrowe kompakty to sprzęt dla ludzi, którzy mają gdzieś przesłony, czasy, obiektywy i poprostu chcą robić fotki z urlopu albo imprezy.
Lustrzanki (w tym aktualnie cyfrowe) zawsze były sprzętem dla reporterów (bo mają wysoki FPS), profesjonalistów.
Dopiero w wielkim i średnim formacie można się sprzeczać, ale nie ma o co! Cyfrowy średni format to straszne komplikowanie sobie życia (cyfra to głównie szybkość i mobilność – reporterka), a z rozdzielczością 6×6 mogą konkurować tylko większe formaty.
Po co się sprzeczać? Profesjonalni reporterzy używają lustrzanek cyfrowych (szybkość), profesjonalni landskapiści średnio i wielkoformatowych analogów. Spróbujcie wysłać zdjęcie z cyfrówki do Outdoor Photographer.
Analog to przede wszystkim rozpiętość tonalna i ogromna rozdzielczość. Właściwie nie ma porównania gdy zestawić ze sobą identyczne zdjęcia wykonane cyfrówką (nawet najlepszą lustrzanką z pełną klatką 35mm – D3) i byle analogowym kompaktem na film 35mm.
A jeśli chodzi o hobby… O gustach się nie dyskutuje. Ja nie mam cierpliwości i dość pieniędzy by ryzykować z analogiem mając już cyfrę (kiedyś napewno ;). Z drugiej strony, strasznie lubie oglądać swoje pierwsze ‘poważne’ zdjęcia robione Zenitem 12XP z niedziałającym światłomierzem :p. Efekty nie do powtórzenia ;).
Nie zgodzę się tylko ze zdaniem, że przy cyfrze myśli się po, a nie przed zrobieniem zdjęcia. Oczywiście szybki podgląd bardzo temu sprzyja, ale jeśli się chociaż trochę poważnie do tego podchodzi (ja się staram), nie ma takiego problemu. Kiedyś potrafiłem zrobić z 500 zdjęć za jednym zachodem (temat jak temat), z czego zostawało mi na karcie 50, używałem do czegokolwiek najlepiej dwa. Teraz zrobię ze 100 zdjęć, zostawię 20, użyję nawet 10 ;).
Spodobał mi się tekst, przejrzę jeszcze co tu wypisujesz ;).
gru 21, 2007
Reply
Jak pojawiła sie fotografia, wieszczona śmierć malarstwa. 168 lat później malarstwo ciąż ma się dobrze. Podobnie będzie z fotografią analogową.
Rozumiem, że nie ma sensu, żeby fotoreporter w Sejmie pracował na negatywie. Rozumiem, że fotografia pamiątkowa też lepiej się sprawdza w cyfrze.
Chciałabym tylko, żeby entuzjaści cyfry zrozumieli, że są dziedziny fotografii, w których analog się świetnie trzyma. Dużych odbitek z cyfry się nie zrobi (tak wiem o pompowaniu…), lata miną zanim rozdzielczość i rozpiętość tonalna cyfry dogoni negatyw (o ile wogóle to nastąpi).
Ograniczenia w sztuce są niezwykle twórcze. Skończona ilość klatek jaką mamy dostępną na negatywie powoduje, że zastanowimy się przed zrobieniem zdjęcia. Podobnie konieczność czekania do wywołania, żeby sprawdzić czy zdjęcie wyszło – spowoduje, że głębiej się zastanowimy zanim ustawimy ekspozycję. Robiąc odbitkę w ciemni zastanowimy się najpierw czego oczekujemy i potem będziemy tę wizję realizować (papier kosztuje, generowanie kolejnych wariantów w photoshopie nie).
A co do przykładu keeka, to zrobienie takiej odbitki pod powiększalnikiem to zaprawdę banał; zakładając oczywiście, że prawidło naświetla się i wywołuje negatyw – wtedy nawet maskowanie nie będzie potrzebne.
Co do argumentów Makowskiego: plamkować trzeba negatywy niechlujnie obrobione i tak też przechowywane, a pozostałe mniej więcej w takim samym stopniu jak pliki cyfrowe. Trwałość materiałów czarno-białych znamy z życia, cyfrowych tylko z pewnych szacunków producentów, które ze swej natury są zawsze superoptymistyczne. Wiadomo już, że zapis cyfrowy jest dużo mniej trwały niż początkowo sądzono (proszę spróbować odczytać płytę cd-rw nagrywaną 10 lat temu – można się srogo rozczarować). No i zapis cyfrowy wymaga oprogramowania, żeby go zobaczyć. Jeżeli ktoś za 200 lat odkryje odbitkę platynową i płytę cd ze zdjęciem, to do odbitki wystarczą mu oczy, a do płyty komputer z odpowiednim programem i wogóle pomysł, że ten krążek ma w sobie schowany jakiś obraz.
Autorze tego bloga: nie ma sensu fotografowanie na czarno-białym negatywie (szczególnie na delcie, która jest chorobliwie wrażliwa na błędy procesowe) jeżeli nie wywołujemy tych negatywów sami. To co dzieje się z naszym negatywem w labie woła o pomstę do nieba. Koreks + kilka dodatkowych bajerków to koszt około 250zł, całość inwestycji zwraca się bardzo szybko z oszczędności na kosztach wołania. A rozdzielczość i zakres tonalny naprawdę potrafią zaskoczyć!
A i jeszcze w tej sprawie:
„Każdy może wyrzucić płyty CD i wrócić do kaset magnetofonowych, wyrzucić DVD, HD-DVD i cofnąć się do VHS”
Wiele osób porzuca CD i wraca do winyli, po prostu ze względu na lepszą jakość (ciągłość zapisu analogowego kontra skokowy zapis cyfrowy). Jakość taśmy filmowej też jest lepsza od jakości DVD. A co do kaset magnetofonowych i wideo, to były jeszcze parę lat temu reklamowane jako lepszej jakości i trwalsze od analogów, teraz podobnie mówi się o cyfrze..
Na koniec tych chaotycznych rozważań jeszcze jedna myśl:
Pizza mrożona podgrzana w mikrofalówce zaspokoi głód, ale ja osobiście większą przyjemność czerpię z pizzy z pieca opalanego drewnem…
gru 21, 2007
Reply
@Analogia: co do tej rezygnacji z labu to możesz mieć dużo racji. Bardzo dużo racji. :)
sty 23, 2008
Reply
Lubię tę stronę (może za tytuł?) – jednak przeraża mnie zawziętość ludzi w udowadnianiu własnych racji. Pytam – jakie znaczenie ma to, czy fotografia cyfrowa jest lepsza, czy gorsza od analogowej?! To tylko fotografia… Może być dobra lub zła – piękna lub banalna. To kwestia mózgu – nie aparatu.
Ale – sądzę, że każdy ma prawo wybrać to, co mu bardziej pasuje. Wbrew „krakaniu” niektórych, fotografia analogowa ma się coraz lepiej – firmy wznawiają produkcję filmów czarno-białych, pojawiają się nawet nowe lustrzanki (no, może jedna…). Dlaczego? Pewnie dlatego, że człowiek oprócz zmysłu praktycznego ma duszę – to coś, co sprawia, że niektórzy odnajdują radość w nieśpiesznym pstrykaniu 50-letnim Fiedem, czekaniu az film sie utrwali, itd.
Ja osobiście jestem purystą – jak słyszę o przsuwaniu słoneczka na fotografii to mnie trzęsie. Ale – każdy robi to co lubi.
W pracy, codziennie używam cyrówki i Photoshopa – i nie wyobrażam sobie swojego zawodu inaczej. To błogosławieństwo! Jednak – gdy mam czas i gdy chcę poczuć smak dawnego, spokojniejszego świata – biorę „analog” i cieszę się jak dziecko :-) Nie ma sensu zastanawiać się co jest lepsze. Kiedy wynleziono fotografie – wieszczono koniec malarstwa…
Pamiętajcie – cyfrowi czy analogowi – wszyscy jesteśmy fotografami. Oby jak najlepszymi :-)
sty 26, 2008
Reply
Kochani cyfrowo-analogowi koledzy! Po raz kolejny emocje biorą górę. Przecież nieważne czym się te fotki robi: analogiem czy cyfrą… ważne jak się przedstawia efekt końcowy. Ja sam z konieczności w pracy korzystam z Photoshopa i cyfry, a w domu i na codzień ze starego ale niezawodnego Nikona F90X. Każda z metod ma swoje wady i zalety. Nie można uogólniać tematu co jest lepsze. Jeżeli jesteś wrażliwym fotografem to zrobisz kapitalne zdjęcia każdą metodą. Wg mnie takie dyskusje są nic nie warte! Zamiast się przepychać w argumentach i udowadniać wyższość jednej metody nad drugą, skupmy się raczej na fotografowaniu… po prostu. Niech każdy robi to co mu pasuje, a dyskusje ograniczmy może do wymiany doświadczeń, a nie jałowej polemiki. Pozdrawiam Rafał
lut 10, 2008
Reply
Ostatnio w National Geographic opublikowano odnalezione negatywy Arkadego Fidlera z Madagaskaru. Zdjęcia okazały sie pewnego rodzaju sensacją. Pytanie brzmi…. Jak za 70 lat ktoś odnajdzie płytkę czy pamięć z dzisiejszego Canona co odczyta? czy w ogóle da sie cokolwiek odczytać? moja płyta CD sprzed 9lat już nie działa?
mar 29, 2008
Reply
Fotografia analogowa to przeżytek – takich wypowiedzi jest najwięcej… Tak na prawdę, to cyfrowa fotografia jest dla ludzi zwykłych i pseudo artystów… ludzi, którzy nie poświęcają zbyt wiele czasu na stworzenie czegoś dobrego… obróbka komputerowa w tej chwili pozwala stworzyć „cuda” – to też może być dzieło – ale już nie fotografika, lecz artysty grafika. Cyfrowa fotografia to nie 100 – procentowa fotografia. Obraz jest płaski, a ziarno to nie ziarno, lecz modyfikacja pikselowa…
Osobiście nie znam nikogo, kto by używał „cyfrówki” w ten sam sposób co analoga… Ludzie nie myślą – „trzaskają” fotki… W ciągu jednego dnia potrafią zrobić setki zdjęć… Prawdziwy fotografik (nie fotograf!) zrobi w tym samym czasie 1-2 filmów… i każde zdjęcie z filmu będzie lepsze od najlepszego z cyfry (kadr, światło, głębia…).. Fotografik to artysta – mistrz! Ludzie tworzący „dzieła cyfrowe” to nikt inny jak zwykły człowiek, który lubi „trzaskać fotki” – czyli fotograf.
Druga ważna rzecz to prezentacja… Obejrzyjcie sobie zdjęcia cyfrowe, rzucone na ścianę rzutnikiem multimedialnym i zdjęcia z diapozytywów wyświetlone tradycyjnymi rzutnikami…
Trzecia uwaga: Cyfry nie zabierzesz w wysokie góry, na biegun lub w miejsca pozbawione cywilizacji – szkoda ciężaru.
Nie można jasno powiedzieć, że fotografia cyfrowa jest gorsza/lepsza od analogowej. Jedno i drugie ma plusy i minusy… Jednakże osobiście uważam, że na dzień dzisiejszy fotografia cyfrowa prędko nie dorówna fotografii analogowej… i nigdy nie stanie się przedmiotem dla prawdziwych fotografików!
mar 31, 2008
Reply
A ja mam pytanie: Który z Was – posiadaczy (tylko i wyłącznie) cyfrówek, przeglądał ostatnio swoją galerię? Analog sprawia, że wkładasz siebie w fotografię, a cyfra? tylko wciśnij przycisk i masz gotowe – bez większego wysiłku. Cyfrowe foto jest dobre, bo od razu widzisz co pstryknąłeś, ale do zdjęć z kliszy wraca się częściej i z sentymentem. Siadasz wygodnie przed kominkiem i otwierasz album – to jest to.
kwi 1, 2008
Reply
Kilka dni temu sprzedałem cyfrówkę, kiedy w końcu uświadomiłem sobie że od dwóch lat nie włożyłem do albumu nowych zdjęć. Po drodze dwukrotnie formatował mi się komputer i tysiące zdjęć…( to prawda że cyfrówką trzaska się bez opamięyania ) poszło w eter, zresztą i tak nigdy chyba bym ich nie wywołał. Kupiłem lustrzankę analogową z wielką lampą i dżwigam ten sprzęt, ale nie żałuję, pomijam fakt zakupu gramofonu z którego jeszcze bardzo długo muzyka będzie brzmieć dużo lepiej. Mam pytanie: mnie więcej od 23 lat kupuję płyty cd. Dlaczego najstarsza jaka się zachowała ma jakieś 10 lat??… Mam natomiast jeszcze od cholery analog.ów które zniszczyć się nie chcą. Ha… Cyfra to wirtualny świat, matrix. Przydaje się ale na krótko. Pozdrawiam wszystkich.
cze 5, 2008
Reply
Robiłem kiedyś zdjęcia starym zenitem i były rewelacyjne!! Mam cyfrówkę i co z tego ? wpierdzielasz fotke do kompa i zapominasz o niej. Pamietajmy że nie wszyscy maja jeszcze kompa w domu i nie pochwalisz się fotami przeniesionymi na pena! A album zabierzesz wszędzie. Czyż nie milej ogląda się foty przy lampce wina z ukochaną i przewraca się stronice albumu wspominając upływający czas? A tak siadamy przed monitorem włączmy pokaz slajdów i co ?? Miga nam coś przed ekranem i nie zastanawiamy się nawet kiedy i w jakich okolicznościach zrobiłeś tą fotkę. Ja właśnie wracam do starych poczciwych analogów i robię to z pełną świadomością. Dla mnie liczy się właśnie dusza, a wszystkie udogodnienia elektroniczne powodują tylko że człowiek staje się osowiały i nie czuły na piękno otaczającego nas świata, nie trzeba wyjechać za granicę aby podziwiać piękne krajobrazy. Nasza Polska to piękny kraj tylko my tego nie doceniamy.Wracając do tematu analog czy cyfra dla mnie jest to jasne że analog bo ma w sobie piękno, którego tak nam brakuje w życiu.
lis 18, 2008
Reply
No i stało się! Wczoraj przyszedł analog (6×4,5), pierwsza rolka poszła w 10 minut. Tego respektu dla klatki mi trzeba…. tylko skąd go brać?
lis 18, 2008
Reply
@filhandilas: gratulacje!
respekt przyjdzie sam. zapuka do drzwi o 3 nad ranem. ;)
gru 1, 2008
Reply
Tak se czytam i czytam i jestem coraz blizej anologowego kwadratu :)
mar 24, 2009
Reply
Ansel AdamsJa też zamierzam wrócić do analoga a po przeczytaniu tego wszystkiego jestem w tym jeszcze bardziej utwierdzony. W piwnicy mam 3 powiększalniki, kuwety, koreks i jakąś starą chemię…..Brakuje mi tej magicznej chwili gdy na papierze ukazuje się obraz, eksperymentów z podbijaniem czułości błony, no i ZIARNA. Zakup cyfry to był mój kosztowny błąd. Aż żal myśleć jaki analog by za tą kasę był……..Cyfrę mam i używam ale to nie to.Swoją drogą nie mam na paierze zbyt wielu obrazów z digi a zdjęcia z analoga oglądam do dziś i mam do nich sentyment. Może wracam do analoga z tego właśnie sentymentu? Pewnie takpozdrawiam wszystkich
mar 24, 2009
Reply
nie wiem skąd się ten Ansel Adams u góry wziął….
kwi 18, 2009
Reply
A ja jestem analogowo-cyfrowy. Jak mam ochotę pofocić analogowo to sięgam po moją niezawodną lejkę M3 z negatywem b&w. A jak nie mam ochoty focić analogowo to focę cyfrowo. Ot i wszystko. Po co kruszyć kopie o to która technologia lepsza. W pełni świadomy fotograf zrobi dobre zdjęcie każdym aparatem i w każdej technologii. Ważne żeby robić zdjęcia, które dadzą nam satysfakcję i czerpać z tego radość. A czym i jak to już sprawa drugorzędna.
A artykuł IMO jest fajnie napisany :-)
pozdrawiam
kwi 22, 2009
Reply
moim zdaniem analog jest lepszy, nie ma co porównywać, ale każdy może mieć swoje zdanie.Jest w tym cos magicznego, ma to coś.Pozdrawiam
lip 9, 2009
Reply
Czasami jest tak,że fotograf „zawodowiec” pracuje w dalszym ciągu analogiem. Dlaczego ?
Strach przed komputerem, plikami i resztą spraw związaną z cyfrą. A czego tu się bać?
Z drugiej strony dobra „cyfra” zawsze będzie droższa od analoga, i niektórzy bronią tej „analogowej magii”
bo po prostu ich nie stać skompletować nowy sprzęt za bagatela 20 baksów. Wcale się nie dziwię.
A czas ucieka i robisz się coraz starszy, a młodzi rosną i budują cyfrową wyobraźnię w tempie megabitów/s.
Nie czekaj, nie nadążaj, nie spiesz się. Wyprzedzaj !!!!
lip 9, 2009
Reply
Moje zainteresowanie fotografią przypadło już na okres cyfry. Przeszedłem przez mnóstwo małpek, w końcu sprawiłem sobie lustrzankę, z czasem skompletowałem obiektywy, lampę i inne duperele. Szacunkowo w ciągu, powiedzmy, trzech lat zrobiłem jakieś 30-40.000 zdjęć. Dzięki cyfrowej lustrzance nauczyłem się panować nad głębią ostrości, z każdym tysiącem klapnięć lustra coraz bardziej świadomie komponuję kadr. Być może paradoksalnie to wszystko przyszłoby mi szybciej, a jeżeli nie szybciej to łatwiej gdyby moja pasja rozwijała się w dobie fotografii analogowej.
Tej klasycznej fotografii trzeba się było po prostu nauczyć – z książek, od mądrych, doświadczonych fotoamatorów, na własnych błędach. Trzeba było wykazać się inteligencją, samozaparciem i wieloma innymi cechami, które u posiadacza cyfrówki nie są niezbędne. Raczej niewielu było stać na to, żeby zrobić 36 identycznych zdjęć drzewa w polu każdorazowo zmieniając i notując parametry, zakładając i zdejmując filtry… O tym trzeba było poczytać (i to nie w internecie ani w pdf-ie), trzeba było wykazać inicjatywę i chęci, poświęcić czas na zrozumienie. Lenistwo kosztowało żywe pieniądze liczone na metry zmarnowanej kliszy i metry kwadratowe drogiego papieru. Na tym, który naciskał spust wciąż spoczywała swoista odpowiedzialność, każde zdjęcie było praktycznym egzaminem z podejścia do tego, czym jest fotografia.
Największą różnicą w obu rodzajach fotografii moim zdaniem nie jest ziarno, rozpiętość tonalna ani nic z tych rzeczy. Najważniejsze jest to detaliczne podejście do procesu, do każdego jednego wpuszczenia światła przez obiektyw. Element emocji, pytanie bez szybkiej odpowiedzi – „jak to wyszło?” – to coś, co chyba powinien poznać każdy uważający się za fotoamatora. Znam takich, których cyfrowe lustrzanki mają po kilkadziesiąt tysięcy przebiegu a oni nie mają pojęcia, jak dobrać parametry ekspozycji bo nigdy nie wystawili nosa poza program P. Jeden z takich cyfrowych kolegów swego czasu spytał, ile kosztuje superszerokokątny obiektyw, bo dziecko mu się rodzi i będzie mu potrzebny;)
Na mnie jakiś czas temu przyszła pora. Zupełnie niespodziewanie dla samego siebie poczułem potrzebę kontaktu z fotografią analogową. Nie z mody, nie przez żaden artykuł ani niczyje sugestie. Po prostu, któregoś dnia tak się stało. Przypomniałem sobie ojca, który Zenitem E z „kitowym” Heliosem czynił cuda. Bawiąc się „split toningiem” na komputerze zobaczyłem echo czaru slajdów. To, co pamiętam z dzieciństwa, z niezapomnianych wieczorów, kiedy wszyscy oglądaliśmy nie 1000 średnich jpg-ów, tylko 70 świetnych slajdów z wakacyjnego, dwutygodniowego wyjazdu w góry.
Kupiłem za kilkadziesiąt złotych najprostszy z możliwych, 60-letni aparat 6×6, założyłem film, zrobiłem zdjęcie i bezmyślnie spojrzałem na tylną ściankę. Od tamtej pory każde ze zdjęć z tego aparatu, chociaż jeszcze nie zobaczyłem żadnego, budzi we mnie nieporównywalnie większe emocje niż każde z 200 zrobionych na tym samym spacerze cyfrą (skąd inąd już dawno „wywołanych” i dość udanych). Przymierzam się do kupna systemowej, analogowej lustrzanki. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że samodzielne wywoływanie negatywu i przenoszenie efektu na papier to jedna z najciekawszych i najdziwniejszych rzeczy, która mnie czeka w życiu dorosłego człowieka. Czasami mam flash back’i sprzed 25 lat – widzę, jak w zagraconej łazience-ciemni w ciemnoczerwonym świetle gapimy się z ojcem w kuwetę, gdzie dzieją się cuda. Tego, że niedługo będę miał chemię, kuwety i przytacham starego Krokusa ojca jestem bardziej niż pewien. Koreks kupiony na aukcji już do mnie jedzie;)
Pozdrawiam.
lip 9, 2009
Reply
Gdyby mój tato był fotografikiem, a ja uczyłbym się w jego ciemni, to nie tworzyłbym żadnych cudów,
ale jednego jestem pewien,że dziś komponował bym arie.
Mam kolegę fotografa, jest bardzo dobry technicznie, oczytany, perspektywa, głębia, naprawdę jest idealny.
I co z tego kiedy on się taki właśnie urodził, nie wrażliwy na to co inny nieznany amator swoim kieszonkowcem nagle i bez wysiłku wyczaruje, w biegu tego nie dostrzeżesz bo zasłaniają go inne „cuda”.
Nie wielu ma ten dar dostrzec w fotografii coś więcej niż tylko cud, bo ten komu jest darowany taki talent,
robi jakieś swoje zdjęcie i się nad nim nie zastanawia, a już w ogóle nie dyskutuje nad sztuką jego wykonania.
To jest jeden z Fotografów których jest dzisiaj nie wielu, być może nie chcą się ujawniać.
Myślę, że to my powinniśmy odszukać te chodzące dzieła sztuki, to w nich drzemie pasja i potencjał.
Dziękuję i Pozdrawiam.
lip 12, 2009
Reply
Nie mylcie fotografii z fotografiką.
Jestem fotoamatorem często pstrykam hehe tylko poco ?
Ostatnio zainteresowałem się analogiem szkiełka pasują co Pentax to Pentax :) zrobiłem kilka rolek i czegoś się nauczyłem, nie robię każdego ujęcia 100 razy wystarczy raz bez patrzenia co mi wyszło. Po prostu idę dalej. Robienie zdjęć analogiem sprawia jeszcze więcej frajdy i coś w tym jest chociaż nie chce żadnej wojny analogowo cyfrowej (taka występuje w każdej dziedzinie np: Winyle vs MP3). Może za jakiś czas kupię coś 6×6 :) To by było coś :)
lip 12, 2009
Reply
„Nie mylcie fotografii z fotografiką.”
Whaaat?
lip 13, 2009
Reply
myślę, że Twój tekst paru osobom pomógł w namysłach :) A i widzę, że jak zwykle przy kwestii fotografii cyfrowej i analogowej mała burza w komentarzach się rozpętała.
lip 13, 2009
Reply
Pomyślałem sobie, że powinienem jeszcze coś ciekawego dopisać.
Zajmuję się jak to niektórzy raczą nazywać „pstrykaniem” od pewnego czasu, a jak to wszystko wychodzi pozostawiam do oceny innym, ale nie o tym.
W jakimś okresie swojego życia, wziąłem ślub z moją ukochaną żoną, ja robiłem zdjęcia, filmowałem, żona zajmowała się różnymi codziennymi sprawami w domu.
Po ośmiu latach małżeństwa nastał kryzys, bo po prostu nie mogłem się rozdwoić i stało się.
Żona po raz pierwszy wzięła ciężki aparat do ręki, a to, co jak to mówią „napstrykała” zrobiło takie na mnie wrażenie,że nie potrafiłbym tego w żaden sposób opisać słowami.
Nigdy bym nie przypuszczał, że posiada ten właśnie dar o którym wcześniej pisałem, a zaznaczę przy tym, że od początku do teraz t.j około 4 lat śmigała na cyfrze z lampą bez żadnego TTL-a, wszystko ustawiała w „akcji” ręcznie : czas w lampie, czas w aparacie i przysłonę (niewiarygodne że dała sobie z ty wszystkim radę),
a do tego perspektywa, dobre kadry, no wiadomo na samym początku był problem z całą regulacją bo to wszystko było dla Niej nowe.
Nie utrwala zdjęć w jakieś formie artystycznej, ale ja uważam, że robi dobre zdjęcie reportażowe.
Musiałem się tym z kimś podzielić, bo nigdy jej o ty nie mówiłem.
Zdarzały się czasem sytuacje, że wpadły nam w ręce materiały konkurencyjne („tragiczne” materiały) i wtedy było troszeczkę problemu, ponieważ żona komentowała to w ten sposób : „skoro inni robią taką popelinę, to po co mam się tak starać”, ale to było na szczęście już dawno temu i dzisiaj wzoruje się na najlepszych.
Wyszukuje jakieś strony w sieci na których są naprawdę dobre zdjęcia, zaczyna odnajdywać w fotografii, coś do czego ja już nigdy nie dojdę ponieważ wpadłem po uszy w film.
Jest lepsza ode mnie.
Teraz ma dobry sprzęt idealnie dopasowany, oczywiście już zero stresu z ustawieniami w akcji.
Morał tego jest taki, „nigdy nie wiadomo co drzemie w każdym z nas”,
a ja osobiście uważam, że każdy sprzęt czy to analog czy to cyfra, jest na swój sposób dobry i nie należy ich do siebie porównywać, bo każdy maluje inną bajkę.
Dziękuję za to, że istnieje ten portal.
Pozdrawiam.
paź 10, 2009
Reply
Witam
Pierwszy raz tutaj zawitałem i jestem pod wrażeniem. Nie wiem czy przesiądę się z cyfry na analog, choć pamiętam czasy, kiedy o cyfrówkach filozofom się nie śniło i coraz częściej myślę o powrocie. Nie chcę się wtrącać do dyskusji stricte fotograficznej, gdyż na razie za mało umiem, ale może dorzucę kamyczek do aspektu ogólniejszego. Ponieważ padały już a propos dyskusji cyfra vs. analog porównania do malarstwa, druku itp, to myślę, iż ucieka Wam coś ogólniejszego. Cyfra, nie tylko w fotografii, otwiera wrota badziewiu, nieukom i nieudacznikom. Weźcie książkę wydaną przed wejściem w życie składu cyfrowego (choćby stare wydania Trylogii) i spróbujcie tam wyszukać błąd. Weźcie teraz którąkolwiek z nowości, z tych „bestsellerów”. Sami zobaczycie. Poleganie na komputerze to pułapka. „Morze” i „może” – nieprędko komp zobaczy różnicę. Nie znaczy to, że komputer jest zły. Najsłabszym ogniwem jest zawsze człowiek. Technologie cyfrowe ułatwiają życie cieniakom, którzy w epoce analogowej co najwyżej za pługiem by chodzili. Te gwiazdy, które nie potrafią niczego zrobić bez cyfrowej obróbki ich głosu, te piękności, które w naturze wyglądają jak brzydule, ci znawcy prawa, co słowa wydukać nie umią. Błędy wszędzie i we wszystkim. Kiedy patrzę na stare zdjęcia, choćby portrety robione przed wojną, zwłaszcza tą pierwszą, podziwiam kunszt starych mistrzów. Nie mieli szans na powtórkę a zdjęcia do dziś przemawiają. Gdyby car albo Lenin miał stawać do powtórki, nowe zdjęcie robiłby nowy fotograf a stary gniłby tu albo tam. Teraz też są mistrzowie, profesjonaliści i wirtuozi, giną jednak powoli w masie tandety, coraz rzadziej są obiektem do naśladowania. Są dostrzegani tylko przez wąskie grono profesjonalistów i zaawansowanych amatorów. Coraz częściej i powszechniej naśladuje się tandetę i miernotę. Jest tańsza i łatwiej przyswajalna dla większości. Takie miejsca jak Kwadrat się temu przeciwstawiają!
Postępu nie da się jednak zatrzymać, nawet jeśli nie we wszystkim są to zmiany na dobre. Najlepiej jest wtedy, gdy zachłyśnięcie się nowymi technologami nie zabija starego, zanim to nowe zostanie do końca ocenione, gdy da się uniknąć urawniłowki, zwłaszcza tej umysłowej. Dlatego właśnie KWADRAT tak mnie zainteresował. I dlatego będę tu wracał. Nie wiem, czy analog czy cyfra, ale ważne że jest wybór i są ludzie, którzy swoje preferencje potrafią uzasadnić. Gratulacje!
Jeszcze kilka słów o przyszłości. Słusznie już wspominano, iż malarstwo przetrwało pomimo wynalezienia fotografii. Nie liczyłbym jednak, że bez zorganizowania się miłośników analogów w silną, zwartą grupę, chemia przetrwa cyfrę. Tak jak CD i DVD zabiło video, tak i cyfraki mogą zabić analogi. Nawet nie będzie to może tylko i wyłącznie kwestia opłacalności. Może się zdarzyć tak jak z żarówkami – ktoś stwierdzi, że stara wersja jest be i nie będzie się jej sprzedawać ani produkować, nawet jeśli będzie to opłacalne. Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie i Kwadrat ma tutaj pole do popisu. Jest głosem przeciwko tym, którzy mając cyfraka uważają, iż wszyscy inni też tylko z takiego sprzętu powinni korzystać. Trzeba uświadamiać wszystkim, bo niewielu to dostrzega, że najcenniejsza jest możliwość wyboru a stare technologie bezsprzecznie mają swój urok :-) Niech sobie będzie analog niszą ale niech będzie. Póki jest każdy ma wybór. Gdy zniknie, powrotu ani wyboru już nie będzie. Więc chwalcie analogi i róbcie wciąż lepsze zdjęcia. Tak trzymać!
sty 8, 2010
Reply
No i wojna stara jak świat ,czyje co je lepsze moje.Nie chodzi tu wcale o tak zwane odczucia artystyczne moi kochani,artystą to był Leonardo da Vinci czy Michał Anioł z tych dużych a fotograf (a nie jakiś tam fotografik bo niby co to ma być) to człowiek mający potrzebę tworzenia dokumentu czasu teraźniejszego przy pomocy urządzenia zwanego „camera abscura” i tyle.Od jego wyczucia,refleksu czy też spostrzegawczości zależy efekt końcowy jaki rejestruje aparat,potem należy to dogłaskać i tu przechodzimy do sedna sprawy.Popieram całkowicie zdanie autora o fotografii analogowej to jedyny sposób aby nauczyć się dobrze fotografować,uczy bowiem cierpliwości oraz daje wiedzę z różnych dziedzin ,pracując cyfrą i zdając się na automatyczny balans bieli (90% uzytkowników cyfry,bo potem sie poprawi) nigdy nie nauczymy się poprawnie określać temperatury barwowej światła i korzystać z filtrów kompensacyjnych.Lampy błyskowe całkowicie zdominowały studia i dziś mało kto potrafi poprawnie ustawić światła do banalnej kiedyś „główki”a tylko operowanie światłem ciagłym
pozwala nam stworzyć atmosferę i odpowiedni światłocień,popatrzcie na stare flimy jak cudownie pracowano światłem,dziś na planie mamy płasko i bez wyrazu,no bo potem Photoshop i jego rozmaite pluginy.
Fotografuję od 40 lat a zawodowo pstrykałem lat 30,dziś też to robię bo to moja pasja mam sprzęt cyfrowy jak i analogowy ale ten ostatni ma u mnie pierwsze miejsce na równi z ciemnią i atelier bo w takim otoczeniu człowiek wie że coś przeżywa.Ostatnio czytałem ogłoszenie o sprzedaży aparatu cyfrowego że w dobrym stanie ,ma dwa lata i zrobione 55 tys zdjęć…..włosy mi stanęły na głowie(resztka) toć ja przez całe życie tyle nie zrobiłem,to jest choroba a nie fotografia.
Jakkolwiek nie spojrzeć to jeśli chcesz dobrze fotografować i świadomie,panować nad światłem i planem to po stokroć warto wejść w zaczarowany świat analogu i ciemni bo to świątynia wiedzy której za parę lat może nie być .
Z miłym pozdrowieniem w Nowym Roku 2010.
mar 8, 2010
Reply
Świetny artykuł, przeczytałem z przyjemnością :) !
kwi 9, 2010
Reply
Wpadłem na ten artykuł przypadkowo, po 3 latach od kiedy powstał.
3 lata to bardzo dużo przy obecnym tempie rozwoju techniki ale temat aktualny, tyle, że już można nieco więcej na ten temat wiedzieć.
Moje nocne grzebanie w gąszczu informacji w internecie miało na celu skompletowanie wiedzy koniecznej do samodzielnej regeneracji sparciałej migawki do Zorki. Wpisując różne kombinacje haseł, również po polsku natrafiłem przypadkiem na ten blog. Takie spotkanie to dowód, że temat nie jest martwy.
Jednak na mój gust ton artykułu jest nieco zbyt dramatyczny, żeby nie powiedzieć histeryczny.
Przecież film tez był wytworem zaawansowanej produkcji przemysłowej i też mówiono o jego bezduszności, kiedy zastępował ręcznie nakładane na płytę emulsje i też, kto bardziej uparty, może i dzisiaj takie płyty sobie przyrządzić, tyle, że może a nie musi.
Czy malarza oceniamy po tym, że jego pędzle są z borsuczego włosia a nie stylonu?
Prawdziwa przyczyna frustracji ukrywa się gdzie indziej.
To właśnie urok cyfrowej fotografii, kusząca zapowiedź spełnienia marzeń każdego ciemniowego amatora czy zawodowca (o całkowitej kontroli nad procesem) i zderzenie z brutalną rzeczywistością, że nie dożyjemy czasu, kiedy funkcjonalność matrycy dorówna materiałom światłoczułym w tych bardziej subtelnych aspektach fotografii, wywołuje frustrację.
80% popytu na film i odczynniki generowała fotografia użytkowa, ta najbardziej bezduszna – komu szkodzi, że teraz matryca CCD przejęła pogięte zderzaki aut do raportów ubezpieczeniowych, nieopłacone samochody na parkingu, fotki do paszportu czy dokumentację proszków do prania w gazetce hipermarketu? to tylko zysk dla mniej zatruwanej przyrody.
A ten ogrom byle jakich zdjęć pamiątkowych, których poprawić już nie mógł ani autor ani operator w labie?
Nie boję się, nadal najlepszym i (wielokrotnie) najtańszym sposobem uzyskania fotki na papierze jest naświetlenie w labie i z tego powodu odczynniki długo jeszcze będą w użyciu a co za tym idzie i filmy, tyle, że nie kupimy ich już w każdym kiosku. Jeśli chodzi o brom – to skoro przy dostępności taniej fotografii barwnej ostała się pewna grupa użytkowników, to nie ma powodu, żeby i teraz się coś miało zmienić. Podobnie z bardziej wyrafinowanymi materiałami barwnymi.
Wszelka technologia produkcji matryc jak i materiałów do fotografii chemicznej jest w rękach tych samych koncernów, tak więc „przesiadka” odbywa się planowo i bez dramatów. Jak autor zauważył, koszt posiadania sprzętu jest podobny – właśnie dlatego. Tu nie ma przypadku.
Tak naprawdę, to w głębi duszy nas boli, że Zorka w wersji cyfrowej, która potrafi wszystko, co nasza stara, poczciwa, sześćdziesięcioletnia – kosztuje ok 25 000 zł (niedawna premiera M9)
Obecnie „cyfra” z powodzeniem przejęła ten zakres, gdzie wszystko od końca do końca ma być ostre i powoli wkracza na teren manipulacji planami przy pomocy G.O.
Moim zdaniem Autor błędnie zlokalizował istotę zła, które jego (i mnie) irytuje. Nie matryca jest istotą problemu, tylko wszechwładza automatyki i ciemnych zoomów.
Przypadkowo się składa, że automatyka, która komplikowała i podrażała produkcję jeszcze 30 lat temu, obecnie działa odwrotnie – ułatwia produkcję a utrudnia używanie. Minoltą SRT zrobię zdjecie nie przerywając rozmowy i będzie dokładnie takie, jakie chcę – kompakt cyfrowy wymaga skupienia i kombinacji, jak oszukać krnąbrną maszynkę i gdzie to w menu programu znaleźć.
Obecnie, zamiast narzekać realizuję pomysły, które od dziesiątek lat czekały na techniczne możliwości cyfrowego minikompaktu Fuji i reperuję Zorkę, żeby pstryknąć to, w czym zagra „smaczek” Jupitera.
Na przestrzeni lat zrobiłem kilka dobrych portretów – 1 Industarem w Zenicie, 1 Heliosem w Zenicie, 1 Pentaconem z Biometarem, jeden Heliosem w Kijewie,(bromy) 1 Industarem w Zorce (Fuji color) i 1 Fujinonem w cyfraczku f60.(SuperCCD)
Oczywiście było więcej, ale wybieram te, które uznałem za naprawdę dobre.
Tego ostatniego nie dałoby się zrobić tak żadnym z poprzednich sprzętów ani tych poprzednich nie zrobiłbym tym Fuji. Zmierzam do tego, że każdy obraz ma swoją technikę wykonania a my mamy jakąś pulę środków, które trzeba dobrać do zamierzonego efektu.
Narzucanie sobie ideologii to bzdura, ważna jest spójność formy a nie czy to było robione radełkiem czy szydełkiem.
Znajomy fotograf, który od lat wykonuje poważne prace typu dokumentacje zabytków, przygotowuje je do druku dla poważnych wydawnictw – czyli jego opinia jest wiarygodna – twierdzi, że cyfrowy sprzęt dysponuje lepszą dynamiką (analogowy ma średnioformatowy najwyższej klasy) i jedynie rozdzielczością ustępuje analogowemu.(w którymś komentarzu ktoś twierdził odwrotnie).
Jeszcze jedno – „Tylko uwaga – brak obiektywu oznacza, że możesz pożegnać się z obrazkami o idealnych parametrach technicznych – żegnaj ostrości, witajcie aberracje!” – błąd! – kamera otworkowa jest wolna od aberracji i dystorsji, i w tym jej istota, jedynie rozdzielczość ogranicza wielkość otworka a ten nie może być za mały.