poniedziałek
Artykuły, Marudzenie, Pisane prozą, Plenery fotograficzne, PolecanePoranne przy śniadaniu rozmowy
PROLOG
4 nad ranem, wracam do domu i od razu wbijam się do łazienki…
– Fajnie było? — pyta rozbudzona i zaciekawiona żona.
– Uhu… A wiesz, ile zdjęć zrobiłem? — przerywam mycie zębów, żeby się pochwalić — Całe dwa!!
– O, to fajnie. Opowiesz teraz, czy jutro?
– Jutro. Dziś już nie mam siły, idę spać.
NAZAJUTRZ…
W piękną sobotę nad ranem, wstałem z bólem serca i zawlokłem swój niewyspany tyłek do pokoju, gdzie czekała już moja partnerka seksualna z gotowym śniadaniem.
– Cześć kochany! — zaszczebiotała radośnie.
– Ziew…
– No to opowiadaj, bo w nocy tak szybko zasnąłeś.
– No dobra. Zaczęło się, jak wiesz, jeszcze w pracy…
DZIEŃ WCZEŚNIEJ…
…W piątek późnym popołudniem dostałem wiadomość na gg od nierozpoznanego numeru o mniej więcej takiej treści: „jakiś nocny spacerek?”. Oczywiście w pierwszej chwili pomyślałem, że to jakaś napalona nastolatka, co mnie z jednej strony ucieszyło (bo nikt mnie jeszcze na gg nie podrywał), a z drugiej strony zaniepokoiło (bo kto, i jakim, do cholery prawem?).
Złudne nadzieje rozwiały się po następnych minutach – okazało się, że wina leży po stronie mojego tymczasowego braku Internetu w domu. Pomińmy szczegóły – okazało się, że to KEEK. Umówiliśmy się na 22-gą.
O dziesiątej wieczór zajechała pod blok limuzyna i ruszyliśmy. Plener spontaniczny to nie jest taka prosta sprawa, szczególnie w piątek, kiedy człowiek jest zmęczony pracą, życiem i pozostał mu tylko film o czułości ISO 100. Bo tak właśnie było – i spostrzegłem to dopiero tuż przed wyjazdem.
Na początek poszły tory i przejazdy kolejowe. Nic, zero weny – żaden z nas nie poczuł tego dreszczyku emocji, który się czuje, jak właściwy kadr wchodzi w oko.
Swoją drogą ten dreszczyk czasem jest większy, czasem mniejszy, a często nawet tak malutki, że trzeba się pilnować, żeby go nie przegapić. Bo jak się przegapi, to człowiek ma potem coraz większe i większe wyrzuty. Nawet kaca moralnego można dostać.
Tak czy siak – próbujemy następnie kładki nad torami – nadal nic.
W końcu kierowca rzuca „Zegrze!” i skwapliwie udajemy się w kierunku Zalewu.
W międzyczasie granatowe niebo zamienia się w czarne, a droga coraz szybciej umyka spod kół potężnej bryki. W Dębem zwalniamy niedaleko krzaków, które ukrywają jakąś pikującą ostro w dół ścieżkę. Ścieżka wygląda z mojej pozycji (pasażera) jak skraj urwiska, i naprawdę w pierwszej chwili nie wiem o co chodzi, jak słyszę zdawkowe „tylko nie krzycz” zza kierownicy. Dopiero jak odzyskuję oddech, wykrztuszam z godnością „dzięki za ostrzeżenie”. Ha, zajeżdżamy tuż nad tamę, przy jakimś niegłupim uskoku wody – i od razu czuję, że będą zdjęcia!
Rozstawiamy się ze statywami i strzelamy takie „wprawki” – krótkie ujęcia, tak na dobry początek, żeby się rozgrzać. Ja robię 3-minutową ekspozycję, Keek naświetla przez 13 minut. W międzyczasie planujemy sobie już następne kadry – niebo jest całkiem interesujące, jedynie Łysego jeszcze nie ma, więc trochę ciemnawo. Jak się za chwilę okaże, będzie to miało kluczowe znaczenie dla przebiegu kolejnych chwil.
Ustawiam się w następnym miejscu, statyw jakimś cudem zastyga w stabilnej pozycji tuż nad wodą, oparty o ledwo widoczne kamienie. Mierzę światło, obliczam poprawki i… wychodzi mi prawie półtorej godziny naświetlania przy F/4!!!
Cholera, coś musiałem spieprzyć, myślę sobie i mierzę od nowa. Znowu – dokładnie 89 minut. Damn it!
No cóż – nie ma rady, chcesz mieć zdjęcie, to czekaj, albo – jak złośliwie komentuje Keek – kup sobie najnowszą cyfrówkę z obiektywem F/1.2 i prawie-nie-szumiącym ISO3200.
– Bardzo śmieszne — komentuję — A co to za turecka flaga? — pytam zaciekawiony czerwonym znaczkiem na wyświetlaczu LCD w cyfrówce kolegi.
– Jaka flaga, jaka flaga, to tryb nocny, nie widzisz? Księżyc i gwiazdy – znaczy noc.
– Buehehe, niezłe, naprawdę niezłe. No, ale przynajmniej będziemy mogli przechodzić swobodnie przed obiektywem — mruczę ustawiając półtoragodzinne odliczanie i wciskając spust migawki w swoim aparacie.
Keek błyskawicznie robi swoje następne 30-minutowe zdjęcie i czekamy. Czas mija, a my nadal czekamy; w międzyczasie wchodzimy do samochodu, a Keek pakuje manatki, bo kolejny kadr został zepsuty przez nieposłuszne chmury.
Koło drugiej nad ranem, w jakąś godzinę po rozpoczęciu mojej ekspozycji (więc jeszcze pół godziny czekania) z morderczej ścieżki nadjeżdża auto. Zatrzymuje się kilkadziesiąt metrów od nas i wysiadają z niego cztery męskie postacie.
Zastygamy w samochodzie. Panowie po opuszczeniu swojego auta schodzą nad wodę i tam wykonują jakieś dziwne, na pół taneczne ruchy. Przyświecają sobie jakimś mdłym niebieskim światełkiem. Oglądamy ten spektakl z coraz większym niepokojem – w końcu co czterech facetów może robić o drugiej nad ranem nad głośno brzmiącą tamą i to bez latarek?
Na tle jaśniejszej od reszty tafli wody widać ciąg dalszy ruchów nieznajomych – jeden z nich dość nagle „zalicza glebę”.
– Widziałeś go? Upadł chyba, nie? — szepczę do kolegi.
– Nie wiem…
– Może to jakiś rytuał jest? Sekta może jakaś?
– Może i tak – kto mądry bez latarek wybierałby się w takie miejsce o tej porze?
– No, niby my bez latarek jesteśmy — zauważyłem przytomnie.
– Może więc oni też na zdjęcia przyjechali?
– A może to ufo? Nie wygląda, żeby rozstawiali jakieś statywy. Poza tym jak na robienie zdjęć, to za dużo machają rękami i zbyt dziwne pozy przyjmują.
– A może to Teletubisie?
Zalega krótkotrwała cisza.
– Jakby co, to w schowku leży naładowany glock.
„Pytanie, czy będę na tyle szybki, żeby go dosięgnąć”, myślę sobie.
W końcu nadchodzi ten czas, kiedy trzeba zatrzymać naświetlanie. Trzeba więc będzie się ujawnić, przebyć te kilkanaście metrów, które mnie dzielą od sprzętu – i to w obie strony! Pewnym ruchem otwieram drzwi, spokojnie podchodzę do aparatu i sprawnie pakuję sprzęt. Wskakuję do grzejącego się już auta – i ruszamy.
– Nie wytrzymam, muszę zobaczyć — rzuca przesadnie ciekawski kierowca i oświetla reflektorami podejrzaną „szajkę” – światła wydobywają z mroku cztery sylwetki z ustawionymi wędkami.
Wracamy przez nielegalną i magiczną trasę, na której nie możemy się zatrzymać, żeby nie kusić patrolu ochrony do interwencji.
Z POWROTEM PRZY ŚNIADANIU…
– …No i jak wyjechaliśmy już na bardziej cywilizowane i legalne tereny, to się okazało, że na niebie jest już jasno od wstającego dnia. — kończę śniadaniową opowieść z ustami pełnymi jedzenia.
– No dobra, ale ja tu widzę, że tylko parę zdjęć zrobiłeś. A reszta?
– Jaka reszta?
– No, mówiłeś, że dwie rolki zrobiłeś…
– Dwa zdjęcia, kobieto, dwa zdjęcia!!
Niedowierzanie i szok widoczny w oczach mej partnerki każą mi się zastanowić – czy ja jestem nienormalny, czy też fakt, że czerpię satysfakcję z takich wyników jest domeną wszystkich pasjonatów fotografii??
SŁOWO KOMENTARZA…
Samotne wyprawy nocą są naprawdę w porządku. Ale czasem rzeczywiście warto wybrać się we dwóch, żeby – jeśli nawet spotka się niegroźnych rybaków – wspierać się moralnie. Wierzcie mi, wiem, co mówię. ;)
Czasem nawet warto zachować daleko idącą ostrożność nawet wtedy, jak już wiadomo, że ta druga strona, to ktoś zupełnie legalny.
Post Tags: Dębe, ISO 100, Keek, nocne, plener, podejrzane typy, śniadanie
Wpisy powiązane
Related Post
Popularne
- Prezenty i gratisy od Zawsze Kwadratu (157)
- Wciąż można znaleźć samorodki (107)
- Biznes wg Mistrzów (99)
- Co złego - to nie my! (88)
- Co zrobić? (86)

cze 11, 2007
Reply
Tak tak. Prawdziwa przygoda – „Pan Samochodzik i nocna ekspozycja”. :D
cze 11, 2007
Reply
Najbardziej mnie fascynuje jak można pojechać na nocne fotografowanie bez latarki, ale za to z naładowanym glockiem ;)
cze 11, 2007
Reply
Ja tam wole nie spotkac ich w ciemnej ulicy :D
Jeszcze zamiast spustu w aparacie nacisna ten w glocku i bedzie miazga jak nie przymierzajac w Pulp Fiction :D
cze 11, 2007
Reply
czym ty miezysz 1,5 godzinną ekspozycje? nawet cyfrowka przy najnizszej wartosci przyslony i iso 1600 nie wyliczy tego wiec dalsze mnozenie przez przyslony i iso nie da rady
cze 12, 2007
Reply
czym mierzę?
najpierw cyfrówką mierzę właśnie przy najbardziej otwartej przysłonie i dużym iso, a potem to przeliczam na to, co chcę ustawić w aparacie. :)
cze 12, 2007
Reply
Niezle zdjecia. Ja fotografuje troche dla przyjemnosci jako „fotograf amator”. Pare moich zdjec pokazujacych szwedzkie krajobrazy (bo mieszkam juz od 22 lat w Szwecji) mozna zobaczyc w moim albumie na: http://www.myfalcon.photosite.com/Album1/.
Na moim blogu – http://www.myfalcon.blogspot.com zamieszczam tez sporo innych zdjec. Pozdrawiam. Jurek.
cze 12, 2007
Reply
Stary, ale jak oni tak machali tymi rękami nad wodą to powinno wam coś zaświtać. Wiesz, że niby po co tak machać a potem walić glebę? :)
No w każdym razie, jak czytałem ten opis to mi zaświtało. A Wy zaraz „Teletubisie”. Pedały jesteście, czy jak? :)
cze 12, 2007
Reply
widzisz, emsi, dajesz się wkręcić medialnemu szumowi dezinformacyjnemu ;)
cze 16, 2007
Reply
No cudnie,
ale gdzie te dwa zdjęcia?
cze 18, 2007
Reply
Jeszcze się zejdzie – nie skończyłem filmu do tej pory, bo ostatnie 4 dni byłem bez aparatu na mazurskich jeziorach. :)
cze 18, 2007
Reply
O szczęśliwi cierpliwi i wstrzemięźliwi,
mogący powstrzymywać się przed naciśnięciem spustu.
O zgrozo,
może to mania, ale kładąc ‘flexa spać, na liczniku jest zawsze 12.
sie 5, 2007
Reply
Pozwolilem sobie wkleic linka pod wlasne zdjecie.
sie 6, 2007
Reply
czuję się zaszczycony, K.
:)
(tylko nie marudź, że jestem zbyt uprzejmy!)
sie 6, 2007
Reply
Marudze tylko w poniedziali do 12:00, wiec nie ma oba… Shit! – Poniedzialek jest.