piątek
Informacje, Lenswork i czasopisma, MarudzenieKwartalnik Fotografia – reaktywacja
Wbrew ponurym znakom na niebie i ziemi pokazało się małe światełku w tunelu – wyszedł (jednak) nowy numer kwartalnika Fotografia!Oczywiście, że kupiłem.
Oczywiście, że nie żałuję 20 pln.
Ale jednak – trochę mi dziwnie na duszy. Zdjęcia są różne – kwadratowe i podłużne. Są też takie, które mi się podobają. Jednak trzymając dziś wieczorem nowy magazyn w ręku miałem delikatne wrażenie, że gdzieś, ktoś, z kimś, w jakimś temacie się rozminął.
Parę lat temu byłem na weselu kolegi. Fotografem był znajomy Krzysiek, który wówczas był pod wrażeniem swojej szkoły (skądinąd znanej fotografom i filmowcom) do której musiał dojeżdżać z Warszawy do Łodzi. Krzysiek na tym weselu pił wódkę bez popijania, czym zyskał sobie uznanie w moich oczach, i tak od słowa do słowa, jak to dwaj zboczeńcy, zostawiliśmy pląsające na parkiecie kobiety, żeby pogadać sobie o fotografii. Kolega mój wyjawił mi wtedy, że zrobić dobre zdjęcie to nie wszystko. Trzeba umieć o zdjęciu opowiedzieć. Trzeba o fotografii umieć rozmawiać – i to jeszcze rozmawiać na poziomie. Opowiadał mi jak wyglądają egzaminy, zaliczenia, i w ogóle jak to jest studiować fotografię, ze szczególnym naciskiem na ludzi, którzy te studia prowadzą i na to, jak się o tej fotografii z tymi ludźmi rozmawia.
Dlaczego o tym piszę? Kwartalnik Fotografia wcale nie jest o fotografii. Jest o pisaniu o fotografii. Jest o wysławianiu się starannie dobranymi wyrazami o tym, co ktoś chciał przekazać jedynie obrazem. Jest o teorii fotografii jako dziedziny sztuki.
Powiedzcie, czy to jest magazyn dla fotografa? Czy ja naprawdę chcę czytać „dyskursy” i „teksty teoretyczne o fotografii”? (no dobra, czasem chcę. ale nie żeby zbyt często!)
Cytując Waldemara Śliwczyńskiego z bieżącego numeru – „czy taka refleksja nad refleksją jest potrzebna? A jeśli tak, to komu?”
Mam wrażenie, że jeszcze parę numerów i Fotografia będzie pismem jedynie dla krytyków sztuki. Bo chyba nie dla tych, którzy zdjęcia robią.
Ach, zapomniałbym. Na dołączonym (niczym do jakiejś Pani Domu) krążku DVD jest wspaniały, głęboki i artystyczny performens. Żeby ktoś nie pomyślał, że co innego.
Post Tags: dyskursy, kobiety, Krzysiek, refleksja, sztuka
Wpisy powiązane
Related Post
Popularne
- Prezenty i gratisy od Zawsze Kwadratu (157)
- Wciąż można znaleźć samorodki (107)
- Biznes wg Mistrzów (99)
- Co złego - to nie my! (87)
- Co zrobić? (85)


wrz 1, 2007
Reply
Ech… A ja glupi zawsze myslalem, ze jedyne co sie liczy w fotografii to zdjecie. Niestety, ostatnie czasy wciaz pokazuja mi jak bardzo sie myle, i jeszcze Twoj tekst Rudolfie…
wrz 1, 2007
Reply
Nie przejmuj się, zawsze zostanie grono dyletantów, takich jak Ty czy ja, którzy będą robić swoje :)
Jedziesz na jakieś zdjęcia w ten łikend?
wrz 1, 2007
Reply
A mam jakis inne wyjscie?
wrz 5, 2007
Reply
Rudolf wiem, że jestem spóźniony (jak zawsze zresztą) ale może przekazałbyś nam parę informacji jak to jest na tych studiach w Łodzi (bardzo mnie to ciekawi bo chciałbym też odwiedzać tą szkołę) lub skontaktować nas z tym panem (może ma np. bloga?) {Pozdrawiam}
wrz 5, 2007
Reply
Krzyśka dawno nie widziałem w sumie, i nie wiem, czy znajdę na niego namiar…
Ale z tego co pamiętam, na początku jest ciężko. Ciężko w takim sensie, że musisz trafiać za wykładowcami, a potem robić zdjęcia jak na zlecenie – dany jest temat i jedziem. Jak się nie ma weny, to się zwleka do ostatniej chwili i potem robi prawie-że-seryjnie. Krzysiek mówił, że z tym zwlekaniem to może i źle bo stres, ale popuszczenie wodzów fantazji przynosi lepsze efekty niż trzymanie się jakiegoś ścisłego planu (jak to z weną bywa).
Dodatkowo, jak wspomniałem trzeba się nauczyć mówić o swojej (i nie tylko) fotografii. Trzeba obraz umieć opowiedzieć – oczywiście niekoniecznie na zasadzie relacji tego, co przedstawione.
Podobno, jak już się załapie na czym to wszystko polega, to dalej jest łatwo.
Jak mi się uda skontaktować z Krzyśkiem, poproszę go o dalsze parę słów. :)
wrz 13, 2007
Reply
Nie tylko trzeba się nauczyć mówić o fotografii (o swojej najłatwiej, gorzej z cudzą), ale też często (niestety) trzeba trafić w to co myśli na jej temat wykładowca… i wtedy przestaje być fajnie….