środa
Artykuły, Czarno-białe, Fotografie, Kadrowane w kwadrat, Marudzenie, Pisane prozą, Plenery fotograficzne, PolecaneCzasami trzeba sobie odpuścić
Opowiem dziś historię, która – widzę to czasami – zdarza się wielu fotografującym.
Historię o krzesełku. ;)
Historia zaczyna się pewnej pięknej, księżycowej nocy, kiedy to nasz jaśniejący satelita wyzwolił we mnie – swoją obecnością – chęć fotografowania. Księżyc to strasznie tajemnicza osobistość przemierzająca nasz firmament – porusza naszymi oceanami, bywa, że wyzwala chęć wycia w jego świetle, a znajomy twierdzi nawet, że podczas pełni księżyca… błyskawicznie rosną mu włosy na całym ciele.
Tym razem zachciało mi się robić zdjęcia. Spakowałem do bagażnika czym prędzej plecak ze sprzętem, statyw, małżonkę i wyruszyłem na polowanie. Na ulicę Puławską.
Pierwszy postój – i już widzę, że coś będzie. Wygrzebujemy się ze wszystkim z auta i zaczynam się rozglądać. Chodzę w tą, z powrotem, kucam, pochylam się, patrzę w dół, w górę i na boki – a moja małżonka cierpliwie drepcze za mną w gotowości.
Wiecie, czasem tak jest, że mimo sprzyjającej aury nie daje się nic skadrować w oku tak, by w ogóle warto było brać aparat do ręki. No więc chodzimy dalej.
Widzę, że moja kobieta ma już powoli dosyć, więc póki co staram się podejść inaczej do zagadnienia, i idziemy parę kroków do przejścia podziemnego.
– Popatrz! — wykrzykuję zatrzymując się gwałtownie i wskazując ręką w lewo. Biedna dziewczyna mało co ducha nie wyzionęła.
– Co się stało, kochanie? — spytała cicho wytrzeszczając oczy.
– Krzesło, widzisz? — pytam podekscytowany. Żona patrzy na mnie jak na głupka, a bladość z jej twarzy powoli odpływa – widać, dochodzi do siebie.
Milczymy przez chwilę mierząc się wzrokiem. Patrzę w jej zmęczone oczy…
Czasami mam ochotę mieć dwie żony. Jedna na dzień, druga na noc. Wtedy nie musiałbym znosić tego bezustannego zasypiania przy komputerze o północy, jak ochoczo brołsuję po randomowych sajtach, a ona by z chęcią już wtuliła się w ciepłą kołderkę, ale upiera się, że wytrwa przy mnie. Dwuzmianowe żony nie wchodziłyby sobie w paradę, a ja miałbym 24h na dobę kogoś do noszenia statywu. Same zalety!
No ale póki co, mierzymy się wzrokiem, i widzę, że Jedyna kompletnie nie rozumie mojej ekscytacji.
– Zobacz, krzesło na trawie! — wykrzykuję, chcąc ją zarazić entuzjazmem. — Widzisz? Tam, ktoś sobie ustawił krzesło, pośrodku miasta, w zapomnianym przez wszystkich miejscu na trawie, gdzie obok przelatują nie zatrzymując się samochody, i nikt nawet nie pomyśli…
– Nieważne. — zrezygnowany przerywam. — Rozłóż statyw.
Zapominam w mig, że jestem tu jedynym, który cieszy się z zaistniałej sytuacji i pędzę łapać w kadr zastane dziwadła. Okazuje się jednak prędko, że nie mogę sobie znaleźć miejsca! Cała rzecz wygląda niezwykle, gdy tak chodzę i patrzę – atmosfera miejsca jest naprawdę niespotykana – jednak to wszystko, co widzę, jest jakieś… niewygodne do fotografowania!
No bo tak – jest krzesło na trawie. W pobliżu, z lewej – wielopasmowa ulica, po prawej brzózki, a pośród nich oparty o drzewko materac, drugie krzesełko (mniej wygodne), i turystyczny stolik.
a pośród nich (…)materac (…)drugie krzesło…
Zwalniam migawkę, ale wiem, że zdjęcie jest beznadziejne. Nie pasuje mi to, że w ogóle nie widać kontekstu – łapiąc w ten sposób scenę jednocześnie muszę pozbawić ją tej arterii komunikacyjnej z lewej.
Próbuję inaczej – mając w myśli to, co sam przecież niedawno pisałem o ciekawych miejscach, podchodzę bliżej – i próbuję łapać pojedyncze, dość ciasne kadry.
Nie wiem sam – niby lepiej, bo widać nawet sznurki, służące być może do rozwieszania ubrań (czy cokolwiek się wiesza w takim miejscu). Drugie krzesełko, przystawione do pnia brzózki robi kadrowi trochę lepiej. Stolik po prawej, poza głębią ostrości daje może trochę wrażenie przytulności, ale to jednak nie jest to.
Dobra, mruczę pod nosem, zróbmy to szeroko.
Włażę z aparatem na betonową część barierki odgradzającej chodnik od trawy i na wąskiej przestrzeni usadawiam się używając podłoża jako statywu. Pstrykam zdjęcie – kadr obejmuje ulicę, krzesełko, trawkę, nawet brzózki i ledwo widoczny już materac; ba! załapał się nawet księżyc, nie wiedzieć po co. Przewijam film, trzymając się barierek, żeby nie spaść.
– Co jest? — pytam nagle zaniepokojony wytrzeszczonymi oczami małżonki.
– Kochanie, nie boisz się? — pyta delikatnie.
Szlag by to, przemyka mi przez głowę. Zupełnie zapomniałem o swoim panicznym lęku wysokości. Kurczowo już czepiając się barierek, przechodzę w bezpieczniejsze miejsce.
Mam jednak problem – żadne ze zdjęć nie jest tym, o które mi chodzi. Nie potrafię tego miejsca sfotografować tak, by zaznaczyć najważniejsze elementy sceny, mimo, że mam wrażenie, że jednak da się to zrobić!
Cholera, cholera!
Widzę czasem zdjęcia (w Internecie), którym coś brakuje. Widać, że scena gdzieś ma potencjał, a autor nie potrafił jej wykorzystać. Albo kadrował zbyt z boku, albo zbyt ciasno, albo zbyt szeroko (chyba jednak najczęściej zbyt szeroko). I właśnie z takim problemem mam do czynienia, a doświadczenie i wiedza nie potrafią pomóc. Ki czort? W głębi duszy cały czas – co gorsza – czuję, że da się to zrobić lepiej. Ale jakby nie kadrować – zawsze coś mi nie pasuje. Z daleka, z blisko, od tyłu – wszystko nie tak, jak trzeba. Może z lekka z góry po prawej stronie? Tak z dwóch metrów. Tylko skąd wziąć platformę antygrawitacyjną? ;)
Tak czy siak, ku uciesze żony – daję za wygraną, i… odwracam się, by zostać zauroczonym świeżo położoną, piękną i chropowatą powierzchnią asfaltu. Oczywiście strzelam klatkę i wracamy do domu.
Czasem po prostu trzeba sobie odpuścić, nie?
Post Tags: asfalt, ISO 3200, kadrowanie, kobieta, krzesło, księżyc, lęk wysokości, małżeństwo, nocne, plener, Puławska
Wpisy powiązane
Related Post
Popularne
- Prezenty i gratisy od Zawsze Kwadratu (157)
- Wciąż można znaleźć samorodki (107)
- Biznes wg Mistrzów (99)
- Co złego - to nie my! (87)
- Co zrobić? (85)





wrz 12, 2007
Reply
Trzeba bylo zrobic 50ka nieostre krzeslo na pierwszym planie z wiaduktem w tle, albo powiesic je na cieniutkiej zylce.
wrz 13, 2007
Reply
Hehehe, a ja wiem kto położył tam to krzesło i materac ;P
W przejściu podziemnym jest chyba Monar, albo podobny ośrodek, a dokładniej jadłodajnia tego ośrodka i tam albo pracownicy, albo użytkownicy, albo i jedni i drudzy robią sobie przerwy. Ale fakt faktem, że miejsce intrygujące….
Ale dlaczego B&W… kolory tam są przecież magiczne :D tu biel reflektorów samochodowych, to pomarańczowe światło sodówek :D
W sumie to muszę się tam kiedyś wybrać, dzięki za inspiracje =)
wrz 13, 2007
Reply
@K: tak, tak, na cieniutkiej żyłce. Muszę sobie taką kupić ;)
@antygon: tak podejrzewałem.
dlaczego bw? bo jestem głupi. :)
polazłem z przeświadczeniem, że wszystko mam spakowane, a okazało się, że zostawiłem w domu szyberek wyjęty z kasetki dołączonej do aparatu. Ergo, nie mogłem zmienić filmu – a miałem włożoną Deltę 3200!! Chyba sobie kupię Nikona D3.
wrz 13, 2007
Reply
Po co kupic? Bylo odwiazac od brzozki.
wrz 13, 2007
Reply
No coś Ty! Przecież nie będę komuś przemeblowywał pokoju!
wrz 13, 2007
Reply
I dlatego w sztuce daleko nie zajdziesz. Neron nie mial klopotu z „przemeblowaniem” Rzymu.
wrz 13, 2007
Reply
Jeszcze Neron będzie mi wiązał rzemyki u sandałów, zobaczysz.
wrz 13, 2007
Reply
Ładny ten asfalt, nie przejmuj się krzesełkiem, ono tam stało tylko po to, żebyś zrobił zdjęcie asfaltu :-)
wrz 13, 2007
Reply
Trzeba było krzesło na asfalcie postawić ;) i ładować, szeroko i trochę pod kątem ;)
Albo dać je na linii horyzontu, tam gdzie asfalt się kończy to by było dobre ;) Już sam to widzę.
Całkiem nie wykluczone, że jak w temacie po przemeblowaniu trzeba by było sobie odpuścić hehe
wrz 17, 2007
Reply
O! I już widzę te pielgrzymki fotografików udające się na To skrzyżowanie przy Puławskiej aby sfotografować To krzesło!
p.s. na zdjęciu z asfaltu, w lewym dolnym rogu widać cień jakiejś łysej głowy…
wrz 17, 2007
Reply
Emsi, skad wiesz, że jest łysa, skoro wyraźnie zarysowana jest czapeczka z daszkiem? :P
wrz 24, 2007
Reply
bo emsi ma filterek x-ray w okularach i widzi to, co jest pod czapką :)