poniedziałek
Marudzenie, Printologia: odbitki, wydruki, Warsztat fotograficznyIle brać za odbitkę?
George Barr napisał dość kontrowersyjnego posta na temat wyceniania nowocześnie zrobionych fotografii. Wynika z tego, że naprawdę spore zdjęcie, stworzone jako wysokiej jakości print, powinno kosztować ok. 50 USD. Ba, wychodzi nawet na to, że nie trzeba stosować ochronnej szyby przy wieszanych odbitkach – a co tam, jak się popsuje, wydrukuje się następną.
Dlaczego ta cena jest tak mała, skoro niektórzy cenią się na setki bądź tysiące dolarów? Czyżby rynek fotografii czekała duża korekta? Czy jednak nie opłaca się inwestować w zdjęcia?
Mam wrażenie, że niedługo zaczną się publiczne akcje niszczenia „negatywów cyfrowych”. Artyści będą na rynkach miast (przy wtórze żądnych sensacji mediów i wrzeszczącego tłumu) rozmagnesowywać swoje dyski twarde, oraz kasować specjalnym algorytmem karty pamięci. Plus rysować cyrklem płytki DVD z backupem. Wszystko w imię podniesienia ceny swoich wydruków – bo, jak sugeruje Barr, cena się drastycznie obniża właśnie ze względu na wysoką powtarzalność procesu. Dopiero gdy zabraknie pliku źródłowego – wtedy możemy spokojnie brać tysiąc dolców za „odbitkę”.
Oczywiście takie rzeczy zdarzały się już w odniesieniu do prawdziwych negatywów – artyści palą, z różnych powodów, swoje negatywowe archiwa, ale dopiero teraz ten proceder nabierze nowego wymiaru.
Albo (chyba bardziej realistyczny wariant), prawdziwi artyści będą robić tylko i wyłącznie odbitki takim procesem, który gwarantuje niepowtarzalność – im więcej błędów możesz popełnić w trakcie procesu tworzenia, oraz im mniej kontrolujesz ten proces – tym więcej weźmiesz kasy.
Ciekawa przyszłość.
Z tego wniosek, że gros fotografów – naprawdę niezłych – postępuje irracjonalnie inwestując w technologie cyfrowych printów. Niszczycie swoją przyszłość, moi drodzy. W imię wygody podcinacie sobie złotą gałąź, na której siedzicie. ;)
Post Tags: negatyw, pieniądze, sztuka
Wpisy powiązane
Related Post
Popularne
- Prezenty i gratisy od Zawsze Kwadratu (157)
- Wciąż można znaleźć samorodki (107)
- Biznes wg Mistrzów (99)
- Co złego - to nie my! (88)
- Co zrobić? (86)

wrz 17, 2007
Reply
Dobrze, ze nie kasuje z aswoje zdjecia – przynajmniej nie podcinam galezi na ktorej siedze :D
Zastanawiam sie jednak niby jak beda udowadniac, ze faktycznie na zniszczonym dysku/karcie pamieci byla jedyna kopia :) Przeciez teraz nawet dobre drukarki przechowuja wydruki tak na wszelki wypadek…
wrz 17, 2007
Reply
Powstanie Niezależne Stowarzyszenie Notariuszy-Destruktorów, którzy będą z każdym zniszczeniem wystawiać odpowiedni certyfikat, który potencjalny nabywca dostanie razem z odbitką. ;)
wrz 17, 2007
Reply
ja zainwestowałem w większe kuwety :)
wrz 18, 2007
Reply
hehehe ;)
wrz 18, 2007
Reply
a może robić jedną odbitkę w ‘jedynym słusznym’ formacie – i wtedy będzie miała wartość ‘dzieła sztuki’ przynajmniej potencjalnie. plik cyfrowy (kliszę) schować głęboko w archiwum i już nigdy do niego nie zaglądać. Wartość takiej jedynej odbitki będzie nie do oszacowania. :)
a setkami odbitek w różnych formatach za 50zł szt. niech się zajmują pocztówkowi rzemieślnicy :)
zover.