piątek
Marudzenie, Wokół ludziNajwiększa polska fotograficzka
Przy okazji czytania ostatniego numeru kwartalnika Fotografia, zwróciłem uwagę na dość częste wspominanie w nim osoby, która zajmuje wyjątkowe miejsce w moim prywatnym spisie polskich fotograficznych twórców.
Kobieta ta zajęła się fotografią w latach bodajże 60-tych; w roku 2007 jest opisywana przez niektórych jako największa z żyjących i fotografujących polskich artystek.
Od 1964 roku jest członkinią ZPAF. Prace, które tworzy, są doskonałym przykładem tego, jak wyglądać może sztuka kobieca. Jej twórczość jest przez niektórych wciąż odkrywana na nowe sposoby, co sprawia, że można sobie wyobrażać jej dzieła jako coś tak pięknego, że człowiek ma ochotę wracać do nich po kilka razy i kontemplować cudowny warsztat, formę, wymowę, czy czegokolwiek ten biedny człowiek w fotografii szuka. Ale nie, nie jest lekko.
Nie ma cudownego warsztatu. Nie ma pięknej formy. Jest jakiś feministyczny manifest, powstały w wyniku (jak sądzę) frustracji czy niespełnienia – w szczególności na tle seksualnym. Jest dużo autoportretów, które wzbudzają we mnie śmiech. Są portrety budzące moją odrazę – od delikatnej do dość potężnej. Odrazę, bo ja lubię piękne kobiety. A tu moje oko trafia na podobiznę starszej pani, która – z braku innych pomysłów – siedzi naga na czarnej kanapie z żółtą rurą od odkurzacza i starą maską przeciwgazową. Siedzi co najmniej podwójnie, a podpis zdjęcia… – ach, ten podpis! To on tutaj pracuje za całą ekipę – otóż ten podpis bo prostu zajebiście brzmi. „Erotyzm trwogi„.
Drżyjcie, męscy dyletanci.
Na zdjęcia, które ta artystka zrobiła, mam okazję trafiać co i rusz – zbyt często, jak sądzę. Całego obrazu tej kochanej kobietki uzupełniają artykuły o niej – na ten przykład we wspomnianym kwartalniku. Artykuły stworzone z tak misternie tkanych zdań, że ile razy je czytam, tyle razy mój mały i prosty mózg odrzuca treść, zostawiając pustą formę:
(…) To z kolei doprowadziło do zadania sobie pytania, jaki impuls zadziałał, że Natalia LL między Fotografią intymną (1971), która była aranżacją przestrzenną w typie environment, na pograniczu fotografii erotycznej, ale i seksualizmu oraz egocentryzmem, z wyraźnymi odwołaniami do po-partu, ale w stylizacji a przejściem do zdecydowanie bardziej radykalnej Sztuki konsumpcyjnej (od 1972) i Sztuki post-konsumpcyjnej?
…
Cisza.
(tak, tak, to było całe zdanie – od początku do końca. Strona 79 numer 23/2007, dla chętnych)
Natalia LL. Kobieta, która prezentuje wszystko to, czego nie znoszę w fotografii.
Pani Natalio, dziękujemy.
Post Tags: Natalia LL, obrzydlistwo, sztuka, ZPAF
Wpisy powiązane
Related Post
Popularne
- Prezenty i gratisy od Zawsze Kwadratu (157)
- Wciąż można znaleźć samorodki (104)
- Biznes wg Mistrzów (99)
- Co zrobić? (85)
- O tym, jak fotografia analogowa przyniosła mi ulgę (81)
