niedziela
Artykuły, Czarno-białe, Fotografie, Kadrowane w kwadrat, Marudzenie, Polecane, Postprocessing, Warsztat fotograficzny, Zdjęcia kolorowePodszewko, aleś ty przenicowany…
Dawno, dawno temu, za górami, za lasami, żył sobie pewien smok, który zeżarł piękną księżniczkę.
Wróć, to nie tak.
Co wcale nie oznacza, że tego obrazu nie można zobaczyć na jednej z klatek zrobionego przeze mnie filmu! Otóż obraz jest zwyczajnie odwrócony – przenicowany przez nieskończoność, jakby napisał mój ulubiony (i jednocześnie martwy) pisarz.
Cała rzecz nie zrobiłaby na nikim wrażenia, gdyby ktoś nie zauważył tego niecnego odwrócenia. Bo widzicie, ja to zrobiłem specjalnie.
Czytałem kiedyś, że bywały takie błędy w dziejach fotografii, które wypominane były dopiero po publikacjach zdjęć przez uważnych obserwatorów, a tyczyły się odwróconych napisów. Działo się to w czasach, gdy jeszcze odbitki tworzono pod powiększalnikiem, a więc istniało rzeczywiste ryzyko popełnienia takiego błędu. No ale dzisiaj mamy cyfrówki i nikomu nie przyjdzie do głowy taka myśl, że ktoś chciałby swoje zdjęcie „przenicować” – a tym bardziej przenicować specjalnie!
Jak to jest, że taki Rudolf, pstrykając fotki lanserskim hasselkiem nie potrafi – mimo oczywistych lewostronnych ząbków – poprawnie zaprezentować rzeczywistości?
Zdradzę więc straszną prawdę, ukrytą pod straszną prawdą. Rzeczywistość mnie tak naprawdę obchodzi tyle, co zeszłoroczny bigos (przekręcanie przysłów odziedziczyłem po ojcu).
Chodzi mi tylko o to, żebym na fotografii nie miał czegoś, co mi przeszkadza w odbiorze. Raz są to krzaki, drugi raz słup wystający z głowy, a trzeci raz jest to właśnie zamiana stronami.
Powiem tak – czasem, jak kadruję, a kadruję przez kominek, to zwalniam migawkę tylko dlatego, że wszystkie elementy (na matówce!) – a czytam je, jak każdy Europejczyk od lewej do prawej – układają mi się tak, jak trzeba.
Na matówce, nie inaczej. Podnosząc głowę do góry i patrząc oczami – znika magia i czar pryska. Schylam się i patrzę znowu – i jest! Magia wraca – tam właśnie, na dole, na tej matówce, która przenicowuje widziany obraz na drugą stronę, lewe oko zmieniając na prawe i odwrotnie.
Niewykluczone, że gdybym robił cyfrówką, to nie dostrzegłbym takich czarów. Niewykluczone, że coś bym w życiu stracił.
Zastanawia mnie jedna rzecz – bo oczywiście są różne zdjęcia. Są takie, na których widać jednoznacznie, że ze stronami jest coś nie tak; są też takie, na które trzeba się nieźle przypatrzeć, by dostrzec odwrócone „60″ na znaku ograniczającym prędkość (tak, tak, to powyżej). Są jednak przecież i takie, na których nigdy, ale to nigdy nie da rady dostrzec, która wersja jest właściwa.
Dopóki nie odwracam bezczelnie napisów, dopóki to nie przeszkadza (a, jak mówię – czasem pomaga) w odbiorze – jakie ma znaczenie, czy zdjęcie jest odwrócone? Ja sam (żeby nie było) nie mam pojęcia, czy zdjęcie rzeczywiście jest odwrócone. Owszem, mógłbym zerknąć w negatyw i się dowiedzieć. Ale – zupełnie mnie to nie interesuje.
W porządku, może dziwny jestem. Ale piszę to dla jednego ważnego powodu. Jeśli są wśród Was tacy, którzy zawsze zgodnie z rzeczywistością przedstawiają obrazki tylko dlatego, żeby nikt nie posądził autora o ingerencję – odpuśćcie sobie. Wyrzućcie strach, bawcie się dobrze i róbcie to, co chcecie robić. Dopóki nie robicie zdjęć dla szanującego się periodyku jako zawodowi reporterzy, nie obowiązuje żadna fotograficzna analogia Pierwszej Dyrektywy. Możemy ingerować, byle w granicach dobrego smaku. A definicję dobrego smaku zostawiam każdemu z Was.
Dzisiejszy wpis sponsorują literka K oraz Z (Z jak pewna Zosia, której też zdarza się przenicowywać ludzi).
Post Tags: Ania, Hasselblad, kadrowanie, nierzeczywistość, Pierwsza Dyrektywa, przenicowanie
Wpisy powiązane
Related Post
Popularne
- Prezenty i gratisy od Zawsze Kwadratu (157)
- Wciąż można znaleźć samorodki (107)
- Biznes wg Mistrzów (99)
- Co złego - to nie my! (88)
- Co zrobić? (86)




wrz 23, 2007
Reply
ale dlaczego ingerować? odbijając w lustrze? jeśli kadr jest dobry z prawej na lewą – odwrotnie też powinien się obronić :) co innego obrócenie zdjęcia… ale odbicie lustrzane zmienia realność w jej przeciwieństwo. To bardzo lucyferiańskie :) a może nawet satanistyczne :)
zover.
wrz 24, 2007
Reply
To jest wytłumaczone naukowo ;) a kilka zdań jest na ten temat
tutaj.
Ogólnie kwintesencja jest taka, że prawa półkula zwraca uwagę na rzeczy z lewej, a lewa na rzeczy z prawej – jako, że lewa jest bardziej sprawna, to lepiej przyjmujemy rzeczy, które są z prawej. Dlatego chłopczyk był miły i przeskoczył na prawo ;)
wrz 25, 2007
Reply
to już bardzo indywidualna sprawa, która kula jest bardziej sprawna :) niektórzy mają obie bardzo sprawne – taki leonardo np :)
zover.
lis 18, 2008
Reply
Mi też się to zdarzało, że robiłem skany, a nawet odbitki po powiększalnikiem odwrotnie i nie zauważałem tego na początku: po prostu tak mi się bardziej podobało i nie myślałem o tym czy to lewa czy prawa strona. I wiesz co, masz rację, że czasem robi się zdjęcie które lepiej wygląda na matówce niż w rzeczywistości. Teraz pisząc to zdałem sobie sprawę z tego, że nigdy o tym nie myślę robiąc kwadratowe zdjęcia. Patrzę na matówkę i widzę to co chcę zobaczyć kompletnie bez świadomości że tak na prawdę jest odwrotnie! I faktycznie, częściej podoba mi się odwrotnie niż normalnie! Mam nadzieję, że po napisaniu tego komentarza nie posiądę jakieś obsesji na punkcie tego lewostronnego, odbitego i nieprawdziwego kadrowania.