środa
Informacje, Marudzenie, PostprocessingJak kupić tanio Photoshopa CS3
Opowiem Wam dzisiaj smutną historię o firmie Adobe. O tym, jak chciałem dać tej firmie moje pieniądze, i jak owa korporacja moich pieniędzy nie chciała.
O tym, jak ta wspaniała amerykańska organizacja traktuje klientów z innych rejonów świata.
Zaczynamy: kamera! światła!
Dawno, dawno temu, gdy jeszcze w naszym kraju było tak ciepło, że kobiety chodziły w bardzo kusych spódniczkach (czyli w drugiej połowie kwietnia tego roku) wystąpiłem z oficjalnym zapytaniem do firmy Adobe, czy mogę kupić ich oprogramowanie o znanej chyba wszystkim nazwie: Photoshop CS3 w ich sklepie online. Jak już pisałem, polityka cenowa Adobe jest bardzo dziwna, ale ja miałem plan.
Plan był prosty:
- Kupić jakiegokolwiek starego Photoshopa, który pozwoli mi na upgrade do najnowszej wersji;
- Zrobić upgrade przez sklep online płacąc w dolarach, tak, jak klient amerykański.
Udało mi się znaleźć wersję na Windows Photoshopa 7.0 za 30 PLN – którego oczywiście szybciutko kupiłem. Czasem można takie oferty znaleźć, tylko trzeba poszukać. :)
Moje pytanie do supportu brzmiało:
czy mogę zrobić tzw. cross-platform upgrade (z Windows na MacOSX)?
oraz
czy mogę kupić w stanach, a nie od polskiego dystrybutora (czy to jest legalne)?
Dostałem bardzo enigmatyczną odpowiedź, bardzo wykwalifikowanego pracownika supportu (dokładny cytat):
thank for your contact and I tell you that you can do it your upgrade
but if you do it in USA you must ask htem at first time if thez do it
why Idont know where do you bought it .but it is possible by us.and we
need your POP and the PSN .its the same for your X-Platform to.
thank you for giving info
Prawda, że pełen profesjonalizm?
Dobra, cierpliwy przecież jestem. Udało mi się dowiedzieć w końcu, że niby problem nie jest, ale raz, że zostanę bez supportu, a dwa, przy procedurze cross-upgrade’u trzeba przesłać tzw. Letter of Destruction. Dowiedziałem się również, że robiąc zakupy w ten sposób nie będę miał w przyszłości możliwości zrobienia następnego upgrade’u.
Whatever.
Jedziem dalej – kupuję przez stronę Adobe upgrade, płacąc 199USD. Następnie próbuję uruchomić z Customer Supportem procedurę cross-platform upgrade’u.
Customer Support wysyła mi zgrabne formułki, wyjaśniające, gdzie i jak mogę kupić taki produkt, jak cross-platform upgrade, i żebym się wystrzegał, bo „tego typu zakupy nie są dostępne przez Resellerów Adobe”.
Tłumaczę cierpliwie, w kilku następnych aktualizacjach mojego case’a, że ja już mam kupiony upgrade, wiem o procedurze z Letter of Destruction i tylko czekam na dalsze instrukcje.
Za każdym razem oczywiście odpowiada mi nowa osoba, nie zaznajomiona oczywiście z tematem, bo po co czytać historię zgłoszenia???
W końcu któryś z „fachowców” zdecydowanie stwierdza, że sprawa przerosła ich kompetencje i teraz to już muszę zadzwonić do supportu i pogadać z innymi fachowcami.
Dobra – na szczęście Skype’em można się dodzwonić na infolinię Adobe. Dla równowagi – trzeba czekać kilkadziesiąt minut na połączenie.
No ale w końcu udaje mi się!! Gadam z jakimś (chyba) Hindusem – angielski ostro łamany. Bardzo ostro.
Konsultant wystawia nowego case’a, każe przesłać LoD i przez chwilę mam wrażenie, że sprawa zaraz ruszy.
W międzyczasie nastaje lipiec.
Żeby nie było mi zbyt łatwo, konsultanci zamykają moją sprawę bez wyraźnego powodu nie kończąc jej – pewnie im się znudziłem.
Zaczynam się denerwować – otwieram ponownie zlecenie, i dzwonię. Znowu czekanie – kilkadziesiąt minut. Dobrze, że to Skype, i nie trzeba za to płacić. :/
Dobra, łączę się z konsultantem. Wyjaśniam, tłumaczę – i zrywa mi połączenie.
Próbuję ponownie – czekam, łączę się, wyjaśniam, tłumaczę – konsultant, dla którego angielski jest widoczną męczarnią po zadaniu mi kilku dodatkowych pytań stwierdza, że jednak przełączy mnie do bardziej kompetentnej osoby.
I rzeczywiście – nawet jego angielski jest super! Tylko, że nie wie o co chodzi i jak mi pomóc, bo jest specjalistą od Licencji Wolumenowych. Rozłącza się i tak się kończy kolejny beznadziejny wieczór – kolejna bitwa przegrana.
W końcu udaje mi się (wysyłając kolejną wersję Letter of Destruction oraz ponownie otwierając niezakończone zlecenia zamykane z uporem maniaka przez konsultantów Adobe) uzyskać potwierdzenie akceptacji dokumentu LoD. Zbliża się końcówka sierpnia.
W efekcie moich ponagleń, pytań i upierdliwości dochodzę do kulminacyjnej rozmowy telefonicznej z miłą panią, która informuje mnie, że:
- to właśnie u niej mogę przeprowadzić (tu i teraz) do końca proces zakupu Photoshopa z cross-upgrade’em;
- ale niestety, nie może mi pomóc, bo moja karta kredytowa jest wystawiona przez polski bank, na dodatek mój adres jest również – o zgrozo – polski.
Może jestem zbyt miękki, ale w tym momencie rezygnuję.
Postanawiam zrobić cross-upgrade za pomocą polskiego dystrybutora. Jest początek października, jednak polski dystrybutor twierdzi, że nie ma na magazynie tego konkretnego towaru, ale będzie pod koniec miesiąca. Oczywiście cena takiej operacji to ponad 860PLN (brutto, więc tragedia to nie jest).
Dobrze, przecież mogę poczekać, prawda?
Czekam do końca miesiąca. 31 października dostaję info, że mam poczekać następny miesiąc. Pod koniec listopada dostaję info, że pan za chwilę oddzwoni bądź odpisze na mojego mejla i dziś, 5 grudnia, oficjalnie oświadczam, że zaprzestaję starań kupna Photoshopa.
Poradzę sobie. Jakoś sobie poradzę.
[Kurtyna]
PS. Dziś, w związku z tak dużym spadkiem dolara, cena 199 USD w przeliczeniu na PLN daje kwotę 487,53.
Doliczając 30zł, jakie wydałem na wersję 7.0 dałoby to 517PLN brutto za legalny program, którego pudełkowa cena to ponad 3000PLN. Jeśli więc ktoś ma lepszy plan – może warto…?
Post Tags: Ameryka, Hindusi, MacOS, photoshop, pieniądze, polityka Adobe, skype, upgrade, zakupy
Wpisy powiązane
Related Post
Popularne
- Prezenty i gratisy od Zawsze Kwadratu (157)
- Wciąż można znaleźć samorodki (107)
- Biznes wg Mistrzów (99)
- Co złego - to nie my! (88)
- Co zrobić? (86)

gru 5, 2007
Reply
Wow… Brzmi niemalże jak moja ostatnia batalia z błękitną linią TP bussiness… Tylko moja sprawa niestety nie dotyczyła mojej skromnej osoby a 100 numerów firmowych. I też musiałem sobie jakoś inaczej poradzić… Ale żeby Adobe? I jeszcze ten hinglish… I tak jesteś wytrwały…
gru 5, 2007
Reply
Stary, Roman Bratny to przy Tobie mięczak ;)
gru 5, 2007
Reply
Myślałem, że to poważniejsza firma… Chyba nadal będę używał Gimpa. Wiem, że dla prawdziwych pasjonatów to za mało, ale ja sobie poradzę. A w przyszłości może kupię cokolwiek… Jakis Corel :p
gru 6, 2007
Reply
Może i taniej ale nadal nie masz Photoshopa mimo, iż czekasz na niego od kwietnia. Dla kogoś, kto potrzebuje pracować na takim sofcie to cena nie do zapłacenia. Hobbystycznie można czekać i 5 lat tylko po co?
Mam bardzo miłe wspomnienia z polskim helpdeskiem, nawet dali mi nowy całkiem numer-klucz do CS2, bo ten z pudełka nie działał za dobrze
gru 6, 2007
Reply
jakos mnie to nie dziwi. to jest typowa amerykanska jakosc uslug, absolutnie zgodna z wdrozonymi przez firme i audytowanymi co 3 tygodnie normami iso.
co do adresu, miales format adresu niezgodny z amerykanskim standardem i panienka nie mogla tego do komputera wklepac, i tyle (poza tym, swiat to ameryka, ze moze istniec cos poza sobie nie sa w stanie wyobrazic). z karta kredytowa to nic dziwnego w kraju, w ktorym ludzie wciaz wypisuja czeki placac za zakupy w spozywczym.
gru 6, 2007
Reply
Tia…a zaraz po nowym roku znowu CEO Adobe albo inny Ktos Wazny z Firmy bedzie sie zalil w mediach, ze nadal wiekszosc ludzi korzysta z promocji na torrencie albo emule….
gru 6, 2007
Reply
Wpłać im 200$ na konto, wyrzuć 7.0, ściągnij CS3 i po kłopocie.
gru 6, 2007
Reply
Rowniez przechodze przez proces zakupu CS3. Pomysl jest taki – znajomy kupuje na Amazon w USA, za dolary (620) i wysyla mi zwykla poczta do Irlandii. Bo amerykanski Amazon tego zrobic nie moze, taka polityka. Moze natomiast Amazon brytyjski i niemiecki, tyle, ze cena to 818EUR. Dziekuje. Wole kombinowac.
Co do jakosci helpdesku… coz, tak oto wyglada outsourcing w praktyce.
gru 7, 2007
Reply
„Wpłać im 200$ na konto, wyrzuć 7.0, ściągnij CS3 i po kłopocie.”
Merde, mam wrażenie, że miałbym jeszcze większe kłopoty – pewnie chcieliby zwrócić kasę, do tego musiałbym przejść przez bolesną procedurę, która by nie zadziałała, a na końcu by się do mnie dopieprzyli panowie w czarnych garniturach. ;)
gru 8, 2007
Reply
weź się nawróć na torrenty: będziesz bogatszy i zdrowszy
gru 10, 2007
Reply
skoro tak sytuacja wyglada, zostales z PS7 na stanie bedac w plecy 30zł to ja Ci oszczedze smutku i odkupie od Ciebie tego fotoszopa za 35zł, ni bede taki ;p
gru 10, 2007
Reply
Drogi Anonimowy, jak dorzucisz do tego 35pln butelkę ziroł-seven wyborowej, to możemy zacząć negocjacje ;)
gru 17, 2007
Reply
Ściągnij sobie z torrenta. Działa dokładnie tak samo, ma wszystkie pluginy i dodatki, masz do tego darmowe upgradey i dokładnie taki sam support u polskiego przedstawiciela jak na tego kupowanego w USA. Jak doliczysz trzy dni na szukanie i ściąganie cracka który w końcu zadziała do każdej następnej wersji jaka wyjdzie przez następne 50 lat to i tak zajmie Ci to mniej czasu niż kupienie go „legalnie” za pośrednictwem hindusów.
p.s. po mojemu to oni Cię legalnie walą w pupala, więc daruj sobie skrupuły.
sty 3, 2008
Reply
jest teraz taka opcja, potrzebujesz tylko jakiegoś studenta żeby mieć legalnego photoshopa cs3 (niestety po polsku) do celów niekomercyjnych za 175 zł ;)
kwi 25, 2008
Reply
Panowie, mam taką obawę (potwierdzoną jedym przykładem) przychodzi do domu BSA (a tak naprawde jej zbrojne ramie – tj. policja) i twierdzi, że jeżeli kupuje software za granica to nie mam prawa do użytkowania tego w Polsce. Co wtedy?
Nic takiego nie znalazlem w euli ale jest to podobno opisane w zakiś załącznikach.
kwi 27, 2008
Reply
@anonimowy: wtedy śmiejesz się z ignorancji, dyletanctwa, niekompetencji i chamstwa nieproszonych gości, po czym wychodzicie razem, a Ty oczywiście dostajesz swój zarekwirowany sprzęt dopiero po ok. 8 latach; po czym piszesz książkę o tych wydarzeniach, stajesz się sławny, jeździsz do Stanów na prelekcje („O działaniach policji w środowiskach dotykających zagadnień praw autorskich”)…
:D
Poważnie – nie ma takiego prawa, które zabraniałoby Ci używać czegoś kupionego poza granicami kraju – chyba, że to coś jest nielegalne w jednym bądź w drugim kraju, albo w licencji na używanie jest wyraźnie napisane, że można tego używać siedząc tylko i wyłącznie na danym terenie (nie widziałem jeszcze takiej licencji, i chyba nigdy nie zobaczę)