poniedziałek
Artykuły, Marudzenie, Pisane prozą, Polecane, Warsztat fotograficznySprzętoholicy
Marek stanął przed małą wywieszką w ciemnym korytarzu, którą ktoś po wydrukowaniu wsadził w foliową koszulkę i niedbale przymocował trzema pinezkami. Poprawił torbę z aparatami na ramieniu i ze skrzypnięciem zawiasów wszedł do środka.
Otwarte okna wpuszczały wiosenny chłód, potęgowany przez pustkę pomieszczenia, w którym stało pięć krzeseł ustawionych w niedbały okrąg. Na krzesłach siedzieli: brzydka kobieta koło czterdziestki z okularami na długim nosie, chudy i długi blondyn ze szczeciniastą czupryną oraz mały, śniady grubasek z zezem i fotograficzną torbą obok krzesła. Dwa miejsca były puste.
– Witaj! — śmiało zagadnęła brzydka kobieta i wstała wyciągając rękę. — Nazywam się Ewa i będę prowadzić spotkanie. Siadaj, gdzie ci wygodnie.
Usiadł koło blondyna. Grubaska uznał za swojego wroga – jego torba nie napawała optymizmem. Uznał, że grubasek będzie tą torbą chciał wyrobić sobie przewagę – pewnie wyciągnie z niej jakieś super jasne szkło, albo co…
– Zaczniemy od przedstawienia się wzajemnie. Ja jestem Ewa, i mam za sobą ponad 15-letnią praktykę zawodową w obszarze leczenia od uzależnień psychologicznych i natręctw. Jak pewnie wiecie, dostajemy dofinansowanie z Unii, stąd nasze spotkania muszą mieć ściśle wyznaczony program, a my musimy trzymać się określonego harmonogramu leczenia. Chcę wam na wstępie uświadomić to, by nie było niedomówień. Trzymamy się planu, który za chwilę wam rozdam, i nie skracamy zajęć. Teraz poproszę każdego z was o parę słów o sobie – jak się tu znaleźliście i kim jesteście.
Zaczął śniady grubasek. Mówił i mówił o sobie, nerwowo przy tym rzucając na boki czarnymi oczkami, aż się niedobrze robiło. Potem zaczął mówić o swoim sprzęcie. Blondyn obok Marka zastrzygł uszami, jak temat zmienił się na aparaty i obiektywy – Marek z kolei wyczuł, że spiął się w sobie i zaczęła mu drgać powieka. Chłonął parametry sprzętu grubaska z wypiekami na twarzy, porównując automatycznie to, co słyszy, z tym, czym sam mógł się pochwalić. Wypadło nieźle.
Następny był blondyn. Blondyn… był nudny. Mówił wolno, rozwlekle, wszystko po to chyba, żeby pokazać jaki z niego luzak. Na koniec wyciągnął cyfrową Leicę niedbałym ruchem, czym wywołał widoczną niechęć u pozostałych uczestników spotkania. U prowadzącej też, która zareagowała natychmiast.
– Panie Jacku, proszę schować ten aparat! — zaskrzeczała ostrym tonem. — Dla porządku przypomnę zasady. Spotkania mają na celu wam pomóc w waszych codziennych problemach, a to oznacza, że jedyną formą porozumienia będzie rozmowa. Nie e-mail, nie robienie zdjęć, nie pokazywanie swoich fotografii, a rozmowa. Rozmowa, czyli dialog, słuchanie drugiej osoby. Może zmienimy sposób prezentacji. Panie Marku, czemu pan tu przyszedł?
Zapadła cisza. Marek czuł, jak się czerwieni. Serce zaczęło mu walić jak oszalałe, a gardło zaschło tak, że nie mógł wydobyć z siebie głosu. Był wściekły na prowadzącą, że nie pozwoliła mu się przedstawić tak, jak pozostałym.
– Ekhm… czemu… ekhm… przyszedłem? Czy ja wiem? Joasia, znaczy moja narzeczona, powiedziała, że powinienem.
Tłumiony chichot.
Nienawidził już samego siebie za to, że dał się namówić na to szaleństwo.
– To znaczy ja doszedłem z Joasią do wniosku, że chciałbym mieć z kimś robić zdjęcia. I nikt nie chce, bo… No tak wychodzi. Zawsze jak z kimś przez sieć gadam, to wychodzi, że się jakoś nie mogę dogadać. Nie to, żebym był jakoś dziwny, bo normalnie to mam kolegów, tylko…
– Nikt nie chce z panem fotografować? — domyśliła się skrzekliwa Ewa.
Marek potrząsnął skwapliwie głową. Rozejrzał się wokół i zobaczył, że już nie wzbudza śmiechu – jego „koledzy” czekali z zainteresowaniem na to, co będzie dalej.
– No właśnie! — tryumfalnie oznajmiła prowadząca. — Każdy z was ma problem z jedną podstawową rzeczą. Nie potraficie rozmawiać o fotografii! Jedyne, o czym potraficie mówić, to parametry. Sprzęt! Wielkość! Ciężar! Obiektywy, lampy i baterie!
– Ja przepraszam — mruknął wysoki blondyn podnosząc rękę — ja nie jestem onanistą sprzętowym.
– Umie pan porozmawiać z kolegami o fotografii? — zapytała chytrze kobieta. — Potrafi pan, panie Jacku, rozmawiać swobodnie również o sprzęcie nie skupiając się, jak to pan nazwał, na onanizmie sprzętowym?
– Yyyyy… no… I tak i nie.
– To znaczyyy??? — Ewa aż pochyliła się z namaszczeniem w stronę rozmówcy.
– No, wie pani… Ja… tak czasem się trochę blokuje. Gardzę tymi, którzy gadają tylko o sprzęcie, ale… jakby to powiedzieć… W sumie, nie mam o czym rozmawiać. No bo o czym, jak nie o sprzęcie? Ludzie same gnioty robią. Nieostre, poprześwietlane, poruszone, szumy im wyłażą…
– Stop!!! — Pani psycholog zatkała sobie uszy rękami w geście rozpaczy. — Nie, nie! NIE ROZMAWIAMY o parametrach! Nie tylko o parametrach aparatów, ale i parametrach fotografii! Panowie, teraz trochę zasad i zadam wam jedno ćwiczenie do domu. Chcę, żebyście wiedzieli, że jestem dumna z tego, że tu przyszliście. To pierwszy, bardzo ważny dla was krok do wyleczenia. Dwa, leczenie możemy przeprowadzić tylko i wyłącznie w dwóch etapach. Pierwszy etap, to rozmowa z drugim fotografującym bez poruszania tematu parametrów. Również parametrów technicznych obrazu! Jak już się tego nauczycie, przejdziemy do drugiego etapu, który jest nieodłącznym elementem leczenia. Nauczymy się rozmawiać o sprzęcie.
Ładny gnój, pomyślał Marek. Przez chwilę miał wrażenie, że cała ta heca ma jakiś sens, ale jak kobieta zaczęła nakręcać się i gadać o tym, że nauczy ich rozmawiać o sprzęcie… nie ma mowy, żeby coś z tego wyszło. Znowu będziemy się atakować i się w końcu pokłócimy, jeśli nie gorzej, stwierdził w duchu z goryczą.
– Przełom nastąpił w momencie, gdy oficjalnie zaakceptowano uzależnienie od Internetu. Wtedy posypały się jak z rękawa następne definicje uzależnień i innych rodzajów natręctw, które wreszcie możemy przy dofinansowaniu z pieniędzy publicznych leczyć. Wtedy też okazało się, że ja sama muszę się czegoś o tej fotografii nauczyć, by ich zrozumieć, wiedzieć, o czym mówią. — opowiada Ewa J., psycholog leczący uzależnienia od lat. — Dlaczego pomagamy takim ludziom? Bo to naprawdę poważny problem. Proszę sobie wyobrazić artystę, który nie może spotykać się z innymi artystami, bo zaraz się wdaje w bójkę. To coś w tym stylu. Tyle, że tutaj mamy do czynienia ze zjawiskiem szerszym, bo dotyczy nie tylko artystów, ale i tak zwanych rzemieślników. Ci ludzie często fotografią zarabiają na życie.
– Miałem taki problem dwa lata temu — opowiada Jerzy S., fotograf ślubny. — Do ośrodka trafiłem przez Internet, na którymś portalu było ogłoszenie. I okazało się, że są efekty! Mogę rozmawiać z kumplami o moich zdjęciach, mogę rozmawiać o ich zdjęciach, jak mi przychodzi młoda para do zdjęcia, to nie wrzeszczę na faceta, który okazuje się fotografem amatorem, tylko zaczynamy miłą gadkę. Zleceń mi przybyło! — śmieje się swobodnie.
– Byłem przekonany, że to wielka ściema — zwierza się Marek, pasjonat fotografii. — Ja na zdjęciach nie zarabiam, nikomu nie sprzedaje swoich prac, ale bardzo je cenię. Nie, żebym był jakimś wielkim artystą, ale wie pani… No i jak poszedłem na pierwsze spotkanie, to myślę sobie, że to niemożliwe, żebyśmy rozmawiali spokojnie o swoich aparatach i różnicach sprzętowych. Zresztą po co? Okazało się, że to potrzebne. Dobrzy kucharze, szefowie kuchni, jak nam mówili, też czasem muszą pogad
ać o dobrych garnkach czy patelniach. To normalne i nie ma się czego wstydzić. A tym bardziej nie ma co się kłócić, czy coś w tym rodzaju. Dzięki rozmowom zmieniłem swoje nastawienie do robienia zdjęć w ogóle. Kupiłem sobie starą, wielkoformatową kamerę, i teraz mam frajdę z robienia zdjęć. No i żona się cieszy – mniej nerwowy w domu jestem.
– Najważniejszy jest ten pierwszy krok — tłumaczy psycholog Ewa J. — oni muszą dobrowolnie i samodzielnie przyjść, zgłosić się. Potem już idzie jak z płatka. Uczymy ich jednej najważniejszej zasady: o sprzęcie możemy opowiadać tylko wtedy, gdy zmienia on nasz sposób działania. Chcesz opowiedzieć o swoim „średnim formacie”? Okej, ale tylko wtedy, jak pokażesz czym różni się dzięki temu twój sposób robienia zdjęć. To bardzo ważne – mów o sprzęcie, mów o parametrach, obiektywach czy ciężarze, ale tak, by wykazać, że to ma wpływ na Twoje rzeczywiste zachowanie. Był w jednej grupie fan wielkiego formatu; na początku co drugie jego słowo w rozmowie z resztą grupy to było „jakość!”. Potem, jak się nauczył rozmawiać o sprzęcie, okazało się, że to właśnie ten wyniosły facet zintegrował resztę uzależnionych opowiadając, jak musiał tą ogromną kamerę taszczyć przez jakieś tory, uciekając przed pędzącymi pociągami towarowymi.
Z powodu nerwic na tle sprzętowym każdego roku z fotografii rezygnuje 2 dobrych fotografów.
Post Tags: fotograf weselny, Leica, nałóg, psychoanaliza, psychologia, terapia, uzależnienie
Wpisy powiązane
Related Post
Popularne
- Prezenty i gratisy od Zawsze Kwadratu (157)
- Wciąż można znaleźć samorodki (107)
- Biznes wg Mistrzów (99)
- Co złego - to nie my! (88)
- Co zrobić? (86)

mar 10, 2008
Reply
Zajefajne! Po prostu w samo sendo trafiłeś! Brawo! :-)
mar 10, 2008
Reply
no najlepszy z Twóich ostatnich tekstów. ;]
mar 10, 2008
Reply
Wspaniałe. Możesz jeszcze dodać natręctwo nie pozwalające przejść obojętnie obok pięknego aparatu czy szkiełka.
mar 10, 2008
Reply
Wypasik :)
mar 10, 2008
Reply
zabawane, że akurat w ciągu ostatnich kilku dni tymczasowo zmieniłem się w sprzętoholika -przez szukanie aparatu dla siebie. teraz muszę go tylko dostać w swoje ręce, i ekspresowo odwyknąć od wpatrywania się w szumy, porównywania rozkładu przycisków, dźwieku migawek itp., aby znów móc robić zdjęcia jak należy;)
mar 11, 2008
Reply
Superowe Koleś :D
mar 11, 2008
Reply
Ach, jak jak lubię jak mnie chwalicie ;)
Tylko mi brakuje gorących lasek rzucających się na szyję (albo chociaż czekających na autografy)
mar 11, 2008
Reply
gorąca to ja już pewnie nie jestem, ale niech będzie…czekam na autograf :)
mar 11, 2008
Reply
na ostro
znajac zycie mi tez potrzebne :))
ale dzieki,ze napisales
mar 13, 2008
Reply
> wyciągnął cyfrową Leicę niedbałym ruchem, czym wywołał widoczną niechęć u pozostałych uczestników spotkania. U prowadzącej też, która zareagowała natychmiast.
No mistrzostwo świata!