Zawsze Kwadrat

Sign In

RSS


0
uzaleznionych
od ZawszeKwadratu

kwi 29
wtorek
Artykuły, Czarno-białe, Fotografie, Informacje, Marudzenie, Warsztat fotograficzny, Wokół ludzi
Poznański Francuzik

Ostatnią sobotę spędziłem w Poznaniu. Wybrałem się tak naprawdę właściwie tylko na jedną wystawę, ale podróż obfitowała też w nocny plenerek, o którym kiedy indziej.
Właściwie to miałem cały czas problem z zapamiętaniem, jak dokładnie się nazywa autor zdjęć. Nazwisko miał francusko-brzmiące, więc ochrzciłem go Poznańskim Francuzikiem, i tak zostało.

Wystawa była przednia. Fotografie zostały zrobione głównie w latach 20-tych bądź 30-tych XX wieku, ale zdarzały się również wcześniejsze (z tysiąc osiemset dziewięćdziesiątego któregoś).

Londyn, 1899, mediobrom, (odbitka z końca lat 30.),
własność rodziny Misonne,
© Photographies Léonard Misonne

Muszę przyznać, że fotografie były dość… niezwykłe. Miały w sobie jakiś czar, który autor potrafił zatrzymać na papierze. Była tam magia, mówię wam.
Magia tym bardziej widoczna, gdy porównało się oglądane obrazki z sąsiednią wystawą polskich „mistrzów fotografii”, którzy mając Leona (bo tak ów „Francuzik” miał na imię) za inspirację, próbowali coś tam podobnego wydobyć ze swoich oczu, dusz czy aparatów.

Na fotografiach Leona widać kilka „tricków”, które mogły w moim zapatrzeniu zostać uznane za wspomnianą magię:

  • światło – piękne, delikatne światło, często w kontrze, podświetlające kontury postaci;
  • miękki i specyficzny rysunek – wynikający chyba przede wszystkim z wad ówczesnej optyki, która nie była przecież powlekana żadnymi technologicznie zaawansowanymi warstwami powłok ochronnych;
  • pora dnia – i to jest rzecz, która zostawiła po paru dniach największe na mnie piętno, jeśli mogę się tak wyrazić.

Dlaczego pora dnia? Leon robił zdjęcia często z samego rana, gdy słońce potrafi jeszcze być delikatne, a ludzie dopiero co wybudzeni potrafią dość szczególnie się układać w kadrze. Potrafił też fotografować odważnie w deszczu (ach, wiem, że teraz to niemodne, bo się cyfrówki od takiej pogody psują), oraz o takich porach dnia, gdzie nikomu się nie chciało wychodzić z domu – gdzie na dworze stały mgły, i ogólnie pogoda była pod psem.

Ten poranek najbardziej mnie dotknął – to jest właśnie taka część dnia, którą najczęściej zwyczajnie przesypiam. A wszystko oczywiście przez to, że zbyt późno chodzę spać, bo późno wracam z pracy. Ergo, żeby robić lepsze fotografię (z nutką magii) wychodzi, że powinienem rzucić robotę.
;)
Albo wziąć solidny urlop, na którym będę się zrywał przed wschodem słońca.

Zdjęcia Belga, pana Léonarda Misonne, którego błędnie nazywałem „Poznańskim Francuzikiem”, możecie jeszcze oglądać (do 11-go maja) w poznańskim CK Zamek.


Post Tags: , , , , , , ,

5 Responses to “ Poznański Francuzik ”
  1. Tez widzialem ta wystawe. Przyznaje, ze zdjecia sa magiczne. Kawal porzadnej, klasycznej fotografii.
    W pewnym momencie zastanawialismy sie z kolega, czy nie wykorzystac jego zony i syna do odwrocenia uwagi pilnujacych pan i nie buchnac po odbitce. Na szczescie uczciwosc przewazyla.

  2. Ciekawe, podczas oglądania przebiegła moją głowę podobna myśl ( ta co do kolegi i żony) ;-)) Zdjęcia rzeczywiście piękne ! Dotad nie lubiłem piktorialistów, ale teraz … A polska część tej pięknej wystawy to całkowita porażka.

    pozdrawiam
    PAweł K

  3. to nie „Francuzik” tylko Belg

  4. @anonimowy: może umówmy się tak, że zanim zaczniesz poprawiać biednych ludzi, naucz się czytać ze zrozumieniem. ;)

  5. No rzeczywiście Rudolfie – już się nie będę odzywać z tak rażącym brakiem elementarnych zasad myślenia. Zazdroszczę, że inni porafią i już usuwam się w cień


Post a Comment



Utwory autora tej strony sa dostępne na licencji Creative Commons. | Logo design by Michał Apanowicz | News Plus wordpress theme brought to you by Zidalgo.