czwartek
Artykuły, MarudzenieMartwi Mistrzowie Fotografii
Z tymi Mistrzami to nie jest taka prosta sprawa.
Jedni są pełni natchnionej duchowości, drudzy kapryśni, z jeszcze innymi nie można pogadać.
Z tymi ostatnimi to jest dość ciekawie, i nie jestem do końca przekonany, czy można ich nazywać Mistrzami. Szczególnie na myśl przychodzą mi Ci, z których czerpiemy natchnienie, inspirację oraz kierunek rozwoju, a którzy są… martwi.
Popatrzcie, ilu nieżyjących już fotografów zrobiło na Was ogromne wrażenie… Wrażenie tak wielkie, że czerpiecie z ich dorobku wciąż i wciąż. Nie da się z nimi pogadać w sensie dosłownym, ale okazuje się, że odkrywanie ich kolejnych fotografii, kolejności ich powstawania, kierunku rozwoju takiego fotografa – a dodatkowo czerpanie z tego, co ów człowiek zrobił inspiracji w naszych codziennych fotografiach – to wszystko zaczyna się składać na jakiś tam dialog!
Czemu akurat teraz o tym piszę?
Dwa powody – pierwszy powód, to sugestia Emsiego, żeby zamienić mistrza na coacha. Osobiście jakoś nie widzę „kołczowania” w sferze fotografii. Ten rodzaj relacji między uczniem, a trenerem jest oparty na posiadaniu konkretnego celu – być najlepszym skoczkiem narciarskim, programistą, Menadżerem Roku…
A jaki jest cel w mojej fotografii? Jak go zmierzyć? Ilością opublikowanych zdjęć w National Geographic? Czy może wysokością rocznego honorarium za zdjęcia?
To tak, jak z pływaniem na żaglach – możesz lubić ścigać się w regatach, ale możesz też przedkładać nad to spokojne halsowanie po morzach i oceanach. Ja ścigać się nie zamierzam, więc coach nie jest mi potrzebny. Chyba, że chciałbym osiągnąć mistrzostwo w jakiejś egzotycznej technice fotografii.
Druga rzecz, która spowodowała temat martwych Mistrzów, to fakt, że mój osobisty Mistrz zaczął najzwyczajniej w świecie być kapryśny. Wymyślił, że powinienem wypracować jakąś formę uległości wobec niego, na przykład statyw mu nosić, albo robić herbatę i kanapki.
No żesz w mordę!
Post Tags: coaching, Emsi, kaprysy, Mistrz, rozwój, żagle
Wpisy powiązane
Related Post
Popularne
- Prezenty i gratisy od Zawsze Kwadratu (157)
- Wciąż można znaleźć samorodki (107)
- Biznes wg Mistrzów (99)
- Co złego - to nie my! (87)
- Co zrobić? (85)

maj 1, 2008
Reply
Mówiłem Ci ! Mistrzowie są przereklamowani i ich ulotność mistrzowska ulatuje wraz z każdą minutą podczas, której musisz się domyślać jak się mu przypodobać i czy czasami nie zrobić jednak tych kanapek z jajecznicą (luźną, bo mistrzowie jedzą tylko luźną jajecznicę) :)
maj 1, 2008
Reply
Martwy mistrz jest zdecydowanie lepszy. Zdecydowanie. Poza tym, martwy mistrz nie je jajecznicy… luźnej. Mniej z nim roboty i łatwiej się dogadać. Bo Martwy Mistrz tylko słucha :)
maj 1, 2008
Reply
By przesiąknąć zapachem róż, trzeba często spacerować po różanym ogrodzie.
maj 2, 2008
Reply
a jak więdną to zwiędnąć razem z nimi? ;)
fajny blog, miło się czyta! pozdrawiam.
maj 2, 2008
Reply
@anonimowy: cudowny komentarz.
maj 2, 2008
Reply
@iczek: Ty to byś od razu uśmiercał Mistrzów – a może trzeba trochę porobić tej jajecznicy, może ona się jednak odbije w przyszłości pozytywnie na zdjęciach? ;)
maj 2, 2008
Reply
no tylko nie odbije
maj 2, 2008
Reply
Rudolf – ja strasznie nie lubię trzepać jaj(ecznicy) :) W tym czasie wolę walić foty :)