czwartek
MarudzenieCoś optymistycznego
Dostałem po łbie od żony. Dostało mi się, że zbyt marudny jestem – również od kolegów. Nawet iczek pisze mi tu jakieś antywpisy, więc postanowiłem napisać coś optymistycznego.
Tak więc – wszyscy umrzemy.
Buahahaha.
No, ale na serio: jadę po wenę do Berlina.
I tak sobie rozmyślam, co za zdjęcia będę robił? I wymyśliłem, że – prócz oczywiście takich, które robię zazwyczaj – spróbuję robić takie, od których zawsze się odżegnywałem. Takie ćwiczenie z patrzenia.
Myślę, że w ludziach ogólnie jest coś takiego, że lubią to, co znają (w jakimś polskim filmie był taki tekst, nie mylę się?). No i oczywiście ja też mam tą wadę (ja sam też się dziwię, że mam czasem jakieś wady).
No i nie lubię… nie, właściwie: nie umiem robić zdjęć, określanych mianem street photo. Wiem, że to trudna sztuka, i nie liczcie, że jeśli uda mi się cokolwiek zrobić, to wam pokażę – przecież jestem zbyt wstydliwy.
Ale tak czy siak, traktuję to poważnie, jako swego rodzaju wyzwanie.
Widzieliście kiedyś stritowe zdjęcia Michaella Kenny? Albo Ansela Adamsa? No właśnie – raczej nie. I tym bardziej cieszę się na myśl o tym wielkim eksperymencie.
Wyruszam w następny weekend wyposażony w szkło standardowe i chęć walki. Trzymajcie kciuki.
Ale, na marginesie: czy też robicie takie zdjęcia, jakie macie w zwyczaju? Czy może raczej eksperymentujecie? Czy jeśli robicie reporterkę to potraficie również sięgnąć po feszyn?
Post Tags: Ansel Adams, Berlin, eksperymenty, Kenna, optymizm, street photo, ulica
Wpisy powiązane
Related Post
Popularne
- Prezenty i gratisy od Zawsze Kwadratu (157)
- Wciąż można znaleźć samorodki (107)
- Biznes wg Mistrzów (99)
- Co złego - to nie my! (87)
- Co zrobić? (85)

cze 5, 2008
Reply
ja robie rozne proby z roznymi ‘gatunkami’ fotografii…chociaz 80% to zdjecia…moze humanistyczne…powoli zabieram sie za jakas abstrakcje. i chyba w tych kierunkach bede chcial sie rozwijac. street tez, w sumie az tak daleko z humanistycznej do streeta nie jest…
Berlin jest bardzo dobrym miejscem do streeta…pod warunkiem, ze nie zapuscisz sie w jakies bliskowschodnie dzielnice. ludzie sa wyluzowani, wydaje mi sie, ze wiekszosc Berlina ma swoj wlasny wyluzowany i tolerancyjny klimat – w przeciwienstwie do ‘calych’ niemiec.
cze 5, 2008
Reply
heheh
mi tez jakos mulilo ostatnio foto
a dzisiaj kolezanka prosi zrob mi zdjecia, takie ladne robisz
ja mowie, ze nie umiem robic dziewczynom takich ladnych
a ona sie smiac zaczela
no i zrobilem
i wyszla spiewajaca jak dostala zdjecia
a tez sie odzegnywalem :D
cze 5, 2008
Reply
> Myślę, że w ludziach ogólnie jest coś takiego, że lubią to, co znają
No, to, poprzez, no reminiscencję
Lubiłem „robić” też uliczną, dalmierzowymi i TLR-em, do 2006, kiedy to sprzedałem dalmierza i zamiast kupić nowszy model (taki miałem zamiar), po długim i dogłębnym procesie tentegowania w głowie (w jakimś filmie był taki tekst, nie mylę się?), oddaliłem streeta od siebie.
Czasem złapię coś ciekawego w 6×6 na gorąco, ale to tak tylko — dla sportu ;) pojedyncze klatki.
Bardzo ciepło wspominam ten okres.
cze 5, 2008
Reply
ha! i ja ostatnio zaczynam myśleć o przymiarkach do streeta. poza tym wyzwaniem dla mnie będą landszafciki i architektura – obydwie kategorie z reguły omijałem szerokim łukiem :)
cze 5, 2008
Reply
właśnie, może z racji podróży do Niemiec spróbować również Becherszczyzny?
cze 5, 2008
Reply
Mimo wielu lat mniej i bardziej nieśmiałych prób stritfotowych nie udaje mi się zejść poniżej małoobrazkowych 135mm. Mały paradoks: ciągnie mnie SPh, mimo że nie cierpię obcych ludzi, boję się ich etc.
Mimo to próbuję.
Paru ludzi tego strachu pozbawionych dziwiło się, jak mogę bać się babci na ulicy, skoro nie „boję” się dziewuchy w studio. No boję się babci i tyle.
W poszukiwaniu kadrów i odwagi jeździłem nawet do Paryża, takie pielgrzymki śladami HCB :)
Efekty , jak większości pielgrzymek – siermiężne.
Szczerze jednak życzę powodzenia w Berlinie.
cze 5, 2008
Reply
Przede wszystkim – street foto nie da sie zrobic Hasselbladem. To wiedza wszyscy.
Poza tym – szkoda, ze nie napisales wczesniej. Duzo czytalem o tym miescie i chetnie bym sie wybral, ale z drugiej strony rozumiem Cie doskonale. Zeby zrobic dobre zdjecia uliczne nalezy podejsc do tego raczej w pojedynke. Zgubic sie w tlumie, zlac sie z nim, stac sie niewidzialnym. Wpolne wypady sa bez sensu.
Aha. Z innej fotografii – lubie robic zdjecia makro krysztalkom cukru i swinskim pecherzom.
cze 5, 2008
Reply
Bardzo jestem ciekaw Twoich zdjęć. Jako wyznawca streetphoto powiem tylko, że tak jak na ulicy czuję się jak ryba w wodzie, tak w studio jak w akwarium … duszę się … oczywiście próbowałem i to wiele razy, nieźle nwet mi poszło, ale nadal k daleko od OK. pozdrawiam i trzymam kciuki
cze 5, 2008
Reply
e tam, ze średnim to nawet łatwiej jak się boisz, patrz w kominek, zawsze lepiej niż przez pryzmat centralnie w twarz :) a jak się dalej boisz to może małego kielicha?
A ja robie reportaż i do tego najzwyklejszą lustrzanką AF ze standardem, żadne dalmierze, one po po prostu mi nie wchodzą, zacząłem od canoneta skończyłem na olympusie xa poprostu nie idzie.
Mam wrażenie ze od reportażu to najbliżej do pozostałych dziedzin fotografi, bo w nim jest wszystkiego po trochu.
Berlin jest piękny! zajrzyj do muzeum H. Newtona
cze 5, 2008
Reply
street foto to zajebiście pociągająca dziedzina, wymagająca odpowiedniego podejscia i predyspozycji, w warunkach kiedy nie mamy do dyspozycji modela/modelki zawsze mozna isc w miasto i strzelac. obserwacja ludzi i beczelne strzelanie do nich z obiektywu ma swoj urok. przybieranie dziwnych póz na chodniku, kuczanie czajenie sie itp. to tylko streetfoto. czesto poluje sie na jakies ujecie i przewiduje jak zachowa sie obiekt i czy stanie tam gdzie bysmy chcieli. potem juz tylko jego twarz , mina i foto. lubie to.
ps nie znam sie na SF, ale podoba mi sie
cze 5, 2008
Reply
Kumpel mówił, że robił pentaconem street photo i ludzie się nie bardzo przejmowali, bo chyba nie wiedzieli co to za bardzo jest, że człowiek się patrzy w kominek. Wiesz, geodeta jakiś, czy co?
@mp: ja myślę, że Marcinowi nie chodziło o to, że się boi, tylko, że nie czuje, że się w tym sprawdzi. Sama odwaga nie wystarcza. A i brak odwagi czasem nie musi być zły. Doisenau podobno kadrował tak szeroko na początku, bo się bał podchodzić blisko i teraz niektórzy się zachwycają tym jak pokazał zabudowę paryża, która jest tłem do ciekawych zdarzeń. Czy jakoś tak ;).
cze 5, 2008
Reply
Życzę powodzenia. Street dla mnie to zawsze wyzwanie, czasami nie jestem w stanie i rezygnuję po kilku minutach a czasami mam jakąś siłę w sobie i jestem w stanie pstryknąć komuś w twarz. Podobnie z reportażem, rozmowy z ludźmi itp. też muszę mieć nastrój. Próbowałem trochę fashion, portretu, krajobrazu ale to wszystko marność. Myślę że Berlin to świetne miejsce na street’a.
cze 6, 2008
Reply
Berlin: Wszędzie dobrze gdzie nas nie ma.
Co nie znaczy że nie życzę pełnego sukcesu.
cze 6, 2008
Reply
Ja natomiast kiedy nie jestem na ulicy lubię fotografować w klubach jazzowych i od czasu do czasu popełnię w ramach eksperymentu jakiś akcik ;)
cze 6, 2008
Reply
z każdą dziedziną fotografia mz jest tak, że się trzeba przestawić, wczuć itd…jadąc co roku na tygodniową objazdówkę ze studiów…(np.Słowacja, Węgry) dopiero po trzech dniach łapałem to coś…co pozwalało mi widzieć trochę inaczej i zrobić parę ciekawych zdjęć…wcześniej nic… inna sprawa, że zorganizowane wycieczki nie sprzyjają streetowi :)
powodzenia!
cze 6, 2008
Reply
z tym stritem to jest troche tak, ze fajniej sie go robi, niz pozniej patrzy na efekty… nie pamietam kto, ale chyba winogrand stwierdzil, ze niezla praktyka do robienia takich zdjec jest chodzenie po ulicy i rozdawanie banknotow dolarowych przypadkowym ludziom. przyzwyczaja to i do tego, ze efektow nie ma a filmu sie zuzywa sporo, i do obcowania – badz co nie badz z dziwnym zachowaniem – z ulica :-)
pzdr, r