niedziela
Artykuły, Książki i albumy, Marudzenie, Wokół ludziDepresja fotografa
Jakiś czas temu skończyłem czytać biografię Diane Arbus. Niesamowicie ponura książka o niesamowicie ponurej kobiecie, którą przecież tak wiele osób uważa za wielką w fotografii.Książka jest pisana przez Patricię Bosworth, a fakt, że kobieta pisze o innej kobiecie, odbija się na stylu całej biografii.
Ale sama książka jest jakby dziś dla mnie mniej istotna – bardziej istotny od paru tygodni stał się temat depresji u znanych fotografów.
Nawet „wesoły” Helmut Newton miewał depresję. Jak pisze w swojej autobiografii, w 82 roku miał taką depresję, że pomocy musiał szukać w środkach farmakologicznych. Pisał:
(…) Odkryłem, że aparat może działać jak bariera pomiędzy mną a rzeczywistością. Kiedy musiałem stawić czoło czemuś, co było bardzo nieprzyjemne, jak na przykład mój atak serca (…), robienie zdjęć bardzo mi pomagało. (…) Zawsze uważałem, że fotoreporter wojenny nie poradziłby sobie z rozlewem krwi ani z wojną, gdyby między nim a okropnościami, które rejestruje nie stał aparat. Aparat jest murem stojącym pomiędzy mną a bólem innych, dla mnie nie do zniesienia.
A nawiązując do fotografów wojennych, weźmy Capę:
Według relacji pisarza Jamesa Saltera, przyjaciela Shawa w ostatnich latach jego życia, Capa wypalał również dziury w meblach, godzinami przesiadując „bezczynnie, podczas, gdy z papierosów sypał mu się na ubranie popiół”, i cierpliwość Marion Shaw wkrótce się wyczerpała. Stwierdziła, że bez wojny, która nadawała jego życiu cel, Capa tracił nad sobą wszelką kontrolę, zaczęła więc nalegać, zeby opuścił ich dom.
(…)
Pod koniec Bob nie chciał już jeździć na wojny. Był straszliwie wyczerpany psychicznie tym, co widział do tej pory. Nikomu innemu o tym nie mówił. [wg słów Suzy Marquis]
Wracając jednak do samej Arbus, ta kobieta była wręcz mistrzynią depresji. Starożytni Grecy na pewno zrobiliby z niej Bogini Depresji, o ile by wiedzieli, co to ta depresja w ogóle jest.
Diane sama o sobie pisała:
Przez cztery lata wyobrażałam sobie, że będę wielką, smutną artystką. Wkładałam w to całą energię.
To było w college’u. A ponieważ uparte dążenie do celu kiedyś w końcu owocuje, pani Depresja zaczęła przyjaźnić się z panią Arbus bardzo prędko – i szybko się pokochały.
Każdorazowy powrót do pracy w studio przygnębiał ją, czuła się jak w więzieniu, depresja się nasilała, choć Diane usiłowała ukrywać przed Alanem swoje stany: pracował tak ciężko, kochała go całym sercem i polegała na nim całkowicie.
To kochanie całym sercem jednak nie przeszkodziło kochanej żonie zdradzić męża, co oczywiście pogłębiło problemy psychiczne pani Arbus.
Hmmm…Przyjaciele, którzy widywali ją w tamtym okresie, opowiadali, że była w depresji „prawie cały czas”. (…)
W przeszłości radziła sobie z depresją, melancholia towarzyszyła jej od zawsze, wypełniała dom Nemerovów. W dzieciństwie nawet lubiła swoją depresję, uczucie przygnębienia chroniło ją, izolowało. Ale ta nowa depresja była całkiem inna – miażdżyła jej kości, wyczerpywała.
Myślę, że jak na jeden wpis, to za dużo tu słowa na „d”. Postaram się więc użyć go tylko jeden, ostatni raz – wydaje mi się, że bycie w jakimś tam stopniu dobrym fotografem potrafi często wywołać depresję.
Dlaczego?
Bo fotografia jest niewdzięczna – na pudelku o fotografach nie piszą, ogólnie wielu fotografujących czuje się niedocenianych, popada w zwątpienie.
Ja sam znam osobiście przynajmniej jednego dobrego fotografa, którego charakter posiada znamiona de… demotywujących myśli. ;)
Wielu z naszych polskich fotografików, że ich tak nazwę (bo sami lubią tą sztuczną nazwę), wyraża się w tonie wskazującym na wspomnianą przypadłość.
Czemu ja w ogóle tyle miejsca temu tematowi tu poświęcam? Bo sam czasem się tak czuję. Czuję to coś, i nie wiem, czy z tym walczyć, czy może powinienem wykorzystać „twórczo”. Wykorzystać miotające ponure odczucia do zrobienia czegoś – może zdjęcia? Tylko to trudne, bo często nastrój tego typu polega na totalnej niechęci do czegokolwiek. Jak więc sobie radzić?
Póki co, pocieszam się – i wszystkich, którzy mają podobne problemy – że skoro tacy wielcy fotografowie z tą przypadłością potrafili zrobić tak wiele, sam fakt, że mnie to również dosięga, oznacza, że jestem następny krok bliżej tego, by samemu być wielkim.
Ha!
Post Tags: Arbus, Capa, depresja, Helmut Newton, psychologia, terapia
Wpisy powiązane
Related Post
Popularne
- Prezenty i gratisy od Zawsze Kwadratu (157)
- Wciąż można znaleźć samorodki (104)
- Biznes wg Mistrzów (99)
- Co zrobić? (85)
- O tym, jak fotografia analogowa przyniosła mi ulgę (81)



sie 3, 2008
Reply
Tylko Rudolfie nie staraj się za bardzo naśladować Diane Arbus w tym dążeniu do bycia wielkim, bo w jej przypadku to się przecież tragicznie skończyło ;]
sie 3, 2008
Reply
Obawiam się, że jest w zasadzie odwrotnie.
Pewien rodzaj wrażliwości i niezgody na rzeczywistość zmusza ludzi do krzyku, którym może być fotografia, malarstwo, poezja, cokolwiek. Te same przyczyny, nawarstwione leżą u podstaw d.
To nie proces twórczy pogrąża, on niejednego uratował a wielu pozostawił możliwość jako takiej egzystencji. Czasem jednak ten wentyl ma zbyt małe światło..
sie 4, 2008
Reply
Powiesic sie, tylko sie powiesic…
sie 4, 2008
Reply
Wiesza to się emo.
sie 5, 2008
Reply
wybaczcie Panowie, ale piszecie bzdury. depresja to bardzo ciężka choroba psychiczna, u podstaw której leżą zaburzenia przewodnictwa neuronalnego (poczytajcie na http://www.depresja.net.pl/) i nic ona nie ma z romantycznością, wrażliwością i innymi sentymentami. każdy rodzaj depresji kwalifikuje się do leczenia farmakologicznego, więc jeśli stwierdziliście u siebie obniżony nastrój, brak napędu i popędu przez dłużej niż dwa tygodnie radzę udać się do najbliższego psychiatry.
sie 5, 2008
Reply
farmaceuto: myslę, że nie zrozumiałeś gdzie jesteś. To nie jest forum medyczne :)
sie 5, 2008
Reply
@sarniak: będę się starał. Znaczy będę się starał nie naśladować, rzecz jasna ;)
@witek: cieszę się, że to napisałeś, powaga. :)
A btw, to nie wiedziałem, że „Adi to też emo” ;)
@farmaceuta: przy najbliższym spotkaniu ze znajomym psychiatrą podpytam go o to i owo, okej? ;)
@iczek: uspokój się, tylko byś straszył i wyganiał. :P
sie 5, 2008
Reply
Chciałbym mieć takiego farmaceutę w swojej okolicy – naganiałby mi do gabinetu każdego smutnego klienta swojej apteki ;) Swoją drogą takie podejście do depresji przypomina rozpatrywanie estetycznych walorów fotografii przez pryzmat użytych do jej powstania substancji wywołujących.
sie 6, 2008
Reply
@iczek: sory Batory, ale Rudolf sam zaczął tekstem o depresji na blogu fotograficznym. zresztą chodziło mi o zdanie z wpisu Witka: Te same przyczyny, nawarstwione leżą u podstaw d. , z którym się nie zgadzam. ot co.
@leszeg: no wiesz, to nieetyczne. poza tym z Rzeszowa trudno odsyłać do Sandomierza.
@Rudolf: no cóż, nikt nie mówił, że będzie lekko.
good night and good luck!
sie 8, 2008
Reply
iczku, nie zgadzam się z Tobą, to że jesteśmy na forum fotograficznym nie sankcjonuje ignoranctwa …
Robert W
sie 8, 2008
Reply
rudolfie, czytałem ta ksiażke jakiś rok temu i nie zgadzam się takze z Tobą, :-) to wcale nie jest ponura książka o bardzo ponurej kobiecie …
Robert W
sie 8, 2008
Reply
@Robert W: trudno, jakoś to przeżyję ;)
sie 21, 2008
Reply
na depresje leczę się od 8 lat, za klika lat dojdzie do tego że połowa mojego życia to jest depresja… ja muszę się tylko nauczyć z nią żyć, czasem nawet sama nazywam się panną depresją… moje dzieciństwo i dorastanie tak mnie ukształtowało, najbliżsi i to co mnie spotykało.
Rozumiem tą fotografkę… z resztą to nie jest trudne w moim przypadku…
I to co wyznaje to mimo wszystko ponad wszystko trudno nie wierzyć w nic… to jest moje przekleństwo, bo w najgorszych chwilach mojego życia nie potrafiłam skończyć z sobą, bo musiałam wierzyć w lepsze jutro, bo mam dla kogo żyć, więc muszę żyć mimo iż jest mi tak bardzo ciężko…
pozdrawiam i zapraszam jak to ktoś określił do psychicznego bloga