Zawsze Kwadrat

Sign In

RSS


1120
uzaleznionych
od ZawszeKwadratu

sie 13
środa
Artykuły, Czarno-białe, Fotografie, Informacje, Pisane prozą, Polecane, Wkręty historyczne, Wokół ludzi
Prawdziwy uśmiech, czyli eksperymenty z XIX wieku

Nie zastanawiało cię nigdy, dlaczego niektóre uśmiechy na zdjęciach wychodzą tak sztucznie? Dlaczego czasem bez patrzenia na usta można poznać, że ktoś aż się „śmieje oczami”?
To nie są próżne przesądy i naiwne wyobrażenia romantycznych nastolatek, czy starych babć siedzących na ławce przed domem w gorące popołudnie.
To się dzieje naprawdę.

Wyobraź sobie szpital. Nie, nie teraźniejszy – francuski szpital z XIX wieku. Oglądasz siedzącego człowieka – w tajemnicy zdradzę, że ma on sparaliżowaną połowę mięśni twarzy i lewą rękę.
Człowiek siedzi bez jakiegokolwiek zaangażowania (o ile w ogóle można siedzieć z zaangażowaniem). Nagle w od strony wejścia do szpitala słychać hałas i harmider – podniesione głosy, lekarze przez chwilę głośno rozmawiający z przybyszem, a potem jeden z nich prowadzący go do naszego chorego. Przybysz z iskrami w oczach przygotowuje jakieś diabelskie urządzenie, które podłącza do biedaka z paraliżem, po czym – po krótkiej konsultacji z lekarzem lewa ręka pacjenta drga i tańczy, wywołując zdumienie w oczach doktora, i przerażenie w mózgu właściciela ręki.
Zapamiętaj sobie tego cwaniaka z przenośnym, elektrycznym urządzeniem do stymulacji mięśni – mówią na niego Duchenne de Boulogne i uwielbia eksperymenty. Mimo, że nie był umówiony, nie jest oszustem – ma w kieszeni prawdziwy dyplom doktora medycyny, prosto z Paryża.

Teraz wyobraź sobie pracownię – również XIX-wieczną – fotograficzną. Też we Francji, w końcu to piękny kraj. Scena składa się z 6 osób – dwie kobiety (starsza i młodsza), lekko wstawiony robotnik, młody student (nazywa się Jules Talrich, ale to nie jest aż tak istotne), stary szewc oraz postać najlepiej ubrana, ale za to z czarnymi palcami – dobitny znak tego, kto tu jest fotografem (w czasach, gdy modne było mokre kolodium, czarne palce były znamienne dla fotografów). Fotograf to nasz znajomy, Duchenne. Stoi właśnie wzburzony naprzeciwko pijanego robotnika i dwóch kobiet, słuchając ich narzekań.
– Panie Duchenne, panie Duchenne, może ja porobię panu miny do aparatu, przecież umiem na zawołanie, tak bez niczego — pociągnął mistrza za rękaw Jules, wykrzywiając twarz w przedziwnym grymasie.
– Daj mi dokończyć, młody człowieku — mistrz skarcił studenta, strzepując go z rękawa niczym natrętną muchę. — Zdaje się, że zapłaciłem paniom za 4 godziny, a siedzimy dopiero dwie i pół — zwrócił się do kobiet surowo.
– Musimy odpocząć! — wyrwała się hardo młodsza ze łzami w oczach. — Nie rozumiesz człowieku, że to boli??? — prawie wykrzyczała.
– Racja — zawtórował damom pijaczyna. — Przyjemne to to nie jest. Weź pan szewca, przecież jemu wszystko jedno, on i tak, głupek jeden, nic nie rozumi.
Szewc siedział i tępo patrzył się w podłogę. Nie protestował.
– Panie Duchenne, panie Duchenne — odezwał się cicho student — oni mają rację, tak sobie myślę. Szewc jak się zdaje, nie czuję niczego nieprzyjemnego. To co, ustawiać aparaty?

Jules miał rację, i Duchenne doskonale o tym wiedział. Małomówny szewc miał – poza innymi przypadłościami – jedną specyficzną cechę – prawie nie odczuwał bólu w obrębie twarzy.

Szewc tego dnia był modelem numer jeden – tyle, że nie była to sesja, jakie łatwo można napotkać w dzisiejszych czasach. Nasz bohater, doktor-fotograf, podłączał do portretowanego elektrody wywołując najróżniejsze stany mimiczne – po czym uwieczniał i dokumentował efekty.

Wyobraź sobie teraz powrót do naszych czasów. Wyobraź sobie galerię, na której ścianach wiszą stare fotografie. Portrety.
Para oglądających właśnie przystanęła blisko jednego ze zdjęć i możesz usłyszeć stłumione komentarze, artykułowane z zaniepokojeniem:
„Dlaczego on na nas patrzy? Dlaczego on do licha musi wpatrywać się w aparat? Nie mógłby się skoncentrować na obiekcie swojego eksperymentu?”

Po zamknięciu galerii w prasie będzie można przeczytać długo potem urywki opinii: „…uczucia bardzo mieszane patrząc na tego „demiurga”, który chciał stać się panem ludzkich uczuć i móc je wywoływać przy pomocy prądu elektrycznego…”

Te zdjęcia, prócz tego, że stworzyły kawałek historii medycyny, potrafią niepokoić widza, bo są całkiem niezłymi fotografiami. Autor aranżował pozy z należytą starannością, dobierał odpowiednie światło i potrafił zainicjować w jakiś sposób kontakt z widzem. To nie są tylko dokumentacje badań naukowych.

Duchenne de Boulogne wykrył za pomocą swych eksperymentów istotną rzecz – na uśmiech, będący efektem prawdziwego szczęścia, pracują nie tylko mięśnie wokół ust, ale i wokół oczu. Pomyśl o tym, gdy będzie ci potrzebna uśmiechnięta modelka na zdjęciu.

Inspiracja: Słynne zdjęcia i ich historie
Zdjęcia: Wikipedia Commons


Post Tags: , , , , , , , ,

2 Responses to “ Prawdziwy uśmiech, czyli eksperymenty z XIX wieku ”
  1. Cha, cha,
    dlatego tak istotny jest sposób uśmiechania się:
    1) przez wykrzywienie się — wiadomy efekt.
    2) „Poprzez… No reminiscencję”.
    Pracuje wtedy większość z ponad czterdziestu mięśni twarzy i również uruchamiane są tzw półkola pod dolnymi powiekami:

    krowa normal, krowa półkola

  2. farmaceuta

    sie 14, 2008
    Reply

    a prezydent Czeskiej Republiki, Vaclav Klaus, uśmiecha się obydwoma koniuszkami ust do dołu. (tak zwykł mawiać David Černý).


Post a Comment



Utwory autora tej strony sa dostępne na licencji Creative Commons. | Logo design by Michał Apanowicz | News Plus wordpress theme brought to you by Zidalgo.