czwartek
Książki i albumy, Marudzenie, Wokół ludziTakie o prawdziwym świecie…
Moja przygoda z tym fotografem, zaczęła się oczywiście w Internecie. Najpierw powiedziałem tak: „(…)wg mnie za bardzo kombinuje z kadrowaniem, no ale być może to takie moje brzydkie uprzedzenie…”
Bo, że jestem uprzedzony wobec wszystkiego, co nie kwadratowe, to chyba nie muszę nikomu tłumaczyć, co?
No.
Potem zapomniałem na chwilę o jego zdjęciach.
Kilka ładnych miesięcy później, Los w postaci kolejnego Znaku z sieci, postanowił mi delikatnie przypomnieć o tych fotografiach. Spojrzałem po raz kolejny – i oglądałem je prawie z łezką w oku – tak mi się podobały; takie znajome, takie epickie, a jednocześnie takie o zwykłym człowieku, który jakoś tam się wprasowuje w ten dziwny świat. No i miały coś magicznego, rzecz jasna, magicznego nie tylko w treści, ale i w formie.
Wtedy napisałem komentarz już z większym przekonaniem co do chęci obejrzenia zdjęć:
„Szkoda, że albumu żadnego nie ma w Polsce, ale – kupię, jeszcze taki kupię…
Chyba, że ktoś wcześniej u nas wystawę jakąś zrobi.”
Przez następne miesiące nikt wystawy nie zrobił.
Postanowiłem więc – zgodnie z odgrażaniem – kupić ten album. Zamówiłem raz – okazało się, że coś jest nie tak z autoryzacją w banku. Okej, zdarza się. Zamówiłem ponownie – znowu nie comprende!
Po bojach z bankiem i ze sklepem, zamówiłem po raz trzeci, używając innej karty.
Udało się!
Dziś, po 3 tygodniach od zamówienia przyszedł wreszcie, sprawiając mi niewysłowioną radość. Album Hong Kong Yesterday.
To są zdjęcia o prawdziwym życiu, prawdziwym świecie – pomyślałem idiotycznie.
Po czym spojrzawszy z góry przez wielkie okno wychodzące na Aleje Niepodległości, zastanowiłem się nad swoją głupotą.
Dlaczego zdjęcia sprzed 50 lat mają być o prawdziwym życiu, a to, co wokół, ma być tej prawdziwości pozbawione???
Dlatego, że jest tam człowiek brudny i biedny?
Dlatego, że ludziom jest zimno i w rześkim porannym słońcu zajmują się praniem parującej bielizny?
Dlaczego wolę oglądać ten świat, którego przecież już nie ma, zamiast samemu robić zdjęcia, które ktoś kiedyś nazwie „takie o prawdziwym świecie”?
Cholera, zamiast coś dawać moim wnukom, dzieciom, czy nawet nieznajomym – wściubiam nos w album skośnookiego fotografa, który kiedyś sfotografował uliczki Hong Kongu.
Egoista ze mnie.
Mimo wszystko, wróciłem do domu i pokazałem album żonie. Zapadł zmrok, a ja dziś znów nie zrobiłem zdjęcia. Przeglądam te piękne fotografie i tłumaczę sobie, że ich oglądanie coś mi jednak da…
Post Tags: Fan Ho, Honk Kong, prawdziwy świat, skośnoocy, światło
Wpisy powiązane
Related Post
Popularne
- Prezenty i gratisy od Zawsze Kwadratu (157)
- Wciąż można znaleźć samorodki (107)
- Biznes wg Mistrzów (99)
- Co złego - to nie my! (88)
- Co zrobić? (86)

wrz 4, 2008
Reply
Pozyczysz?
wrz 4, 2008
Reply
Jasne.
PS. Jak to „z drugiej strony”?
wrz 4, 2008
Reply
Takie o prawdziwym świecie… Seria „getty images” by Nick Yapp. Małe to, poręczne, można zabrać w tramwaj, metro, pociąg. W środku – życie XX-wieczne w różnych aspektach. Większość zdjęć nie umywa się do twórczości Fan Ho, ale przez swoją pospolitość potrafi pokazać to, co było kiedyś widziane oczami zwykłych ludzi i poczuć panujący wówczas klimat.
„Mnie osobiście to się bardzo podobało”.
Pozdrowienia do kwadratu.
wrz 5, 2008
Reply
a co to są zdjęcia „o prawdziwym życiu”? Szczerze mówiąc nie widziałem takich jeszcze.
wrz 8, 2008
Reply
skąd wiemy, że ten świat jest prawdziwy? może to zbiorowa halucynacja?
lip 10, 2009
Reply
troszkę wzruszasz Rudolf