wtorek
Czarno-białe, PostprocessingSfotografuj prawdziwe wnętrze!
Zaczęło się od pieniędzy, i skończyło się na pieniądzach – Nick Veasey prowadzi firmę, która specjalizuje się w zdjęciach przedstawiających prześwietlane promieniami Roentgena obiekty. Jego klientami były już takie firmy jak Porshe, Nike, Nikon… Pewnie dobrze znacie przynajmniej jeden efekt jego pracy – niepozorne, pokolorowane piórko na pudełku Photoshopa CS3, którego fotografowanie okazało się wyzwaniem, ze względu na trudność w znalezieniu odpowiedniego aparatu i filmu o odpowiedniej czułości dla tak delikatnego i specyficznego obiektu.Ojciec mojej kobiety był kierowcą ciężarówki – opowiada Nick z figlarnym uśmiechem. — No i pewnego razu woził przez kilka dni tysiące puszek Pepsi, z których gdzieś tam jedna oferowała wygraną w wysokości 100 000 funtów. Pomyślałem, że spróbuję oszukać system. Wynająłem maszynę do Roentgena z pobliskiego szpitala, żeby znaleźć zwycięską puszkę. Oczywiście nie udało mi się, ale cała sprawa natchnęła mnie do paru pomysłów, które w pewnym sensie pokierowały moją karierą.
Co ciekawe, prawie 50-letni autor od tylu lat tworzy te specyficzne zdjęcia, wciąż tłumacząc, że odkrywa to, co tkwi we wnętrzu – co wydaje się paskudnym banałem, bo przecież widać, że to zajęcie daje mu po prostu dużą frajdę. Ale co się dziwić – nie chcielibyście się pobawić urządzeniem zdolnym sfotografować i prześwietlić autobus z ludźmi? No i okazuje się, że takie efekciarstwo fotograficzne jest niezwykle dochodowe – Nick ma 3 własne „rentgeny” i buduje specjalne studio, ze ścianami grubości 90cm (ekranowanie wspomagane rzecz jasna ołowiem) – za, bagatela, 160 000 EUR.
Oczywiście, wiele z prezentowanych zdjęć to okropne oszustwo. Wiadomo, że prześwietlenie to na długą metę rzecz szkodliwa, więc zazwyczaj zdjęcie robi się w ułamkach sekund. Ponieważ jednak nasz bohater jest artystą, i nie zadowala się półśrodkami, do odpowiedniej jakości wynikowego obrazu potrzebuje naświetleń rzędu kilkunastu minut – fotografuje więc szkielety ludzi odziane w specjalne gumowe wdzianka (do szkoleń techników RTG), albo używa do swoich dzieł… zwłok tych, którzy oddali swe szczątki ku chwale nauki. Bez photoshopa też by się nie obyło – na przykład zdjęcie przekrojowe biurowca – zostało sklejone z 200 fotografii poszczególnych obiektów, włączając 26 fotografii jednego(!) szkieleta-modela, który dosłownie dwoił się i troił. ;)
Podobnie było w przypadku autobusu – „dzięku Bogu, że Photoshop istnieje” – śmieje się Nick.
No i teraz ciekawa sprawa. Czy to jest w ogóle fotografia?
Zdjęcia są robione średnim formatem (Bronica SQ-A i Mamiya RZ67) – czyli oldskul. Obrabiane są w Photoshopie. Czyli ingerencja jak cholera. Oszustw w nich jest co niemiara, ale z drugiej strony – tylko one pokazują prawdziwe wnętrze fotografowanych rzeczy, ludzi (no dobra, ciał) czy zwierząt. Więc jak to jest?
Post Tags: autobus, oszustwo, pepsi, photoshop, pieniądze, prześwietlenia, roentgen, RTG, szkielet
Wpisy powiązane
Related Post
Popularne
- Prezenty i gratisy od Zawsze Kwadratu (157)
- Wciąż można znaleźć samorodki (107)
- Biznes wg Mistrzów (99)
- Co złego - to nie my! (88)
- Co zrobić? (86)




paź 28, 2008
Reply
A czy to szkielet męski, żeński czy nijaki..?
Wszystko rozchodzi się o to czy fotografujemy, by pokazać wnętrze czy ze_wnętrze… Lub jedno poprzez drugie. Uff.
paź 28, 2008
Reply
W normalnej sytuacji napisał bym coś w stylu:
„Czy więc zdjęcia Williama Mortensena można nazwać fotografią, jest wszak na nich więcej tuszu niż srebra”, po krótkim riserczu nazwisko pewnie dał bym inne, bo tego już chyba użyłem przy jakiejś okazji,
nie napiszę jednak tego,
bo mi się te twory nie podobają i nie będę mistrzów (tu raczej szarlatanów) światła wykorzystywać do dawania twarzy przedsięwzięciom rodem z „Kalejdoskopu” w TVN24.
paź 28, 2008
Reply
dawno mnie tu nie było, wpadam z kawą poczytać :) a tu taka niespodzianka.. ta kolumnowa konstukcja mnie niepokoi, się zrobiło gazetowo i reklamowo, a tak było sympatycznie i po ludzku… nie da się bez kolumn? :) może dwie wystarczą?
paź 28, 2008
Reply
Świetnie, pogratulować rozwoju i zyczyć wytrwałości.
paź 28, 2008
Reply
Dla mnie to realizowanie takiego odwiecznego dziecięcego marzenia, żeby mieć magiczne okulary co skanują wszystko i widać co jest w środku. :)
paź 28, 2008
Reply
@Witek, ale widzisz, sprawa nie jest prosta – wg mnie to nie moda chwilowa, tylko stały trend – ludzie potrzebują czegoś, co ich wyróżni i non-stop płacą za tego typu fotografię. I zastanawia mnie – czy fotografia jako typ wizualizacji rzeczywiście dąży w stronę takiego efekciarstwa? Bo może rzeczywiście tak jest?
@zover: pożyjemy, zobaczymy, jak mówili starożytni amerykanie.
@counterfeit: ale to do obrazków i przedstawianego autora? On raczej nie przeczyta tego tekstu…. ;)
@rysielec: ano właśnie. Mimo wszystko to straszna frajda się wydaje… :)
paź 28, 2008
Reply
> czy fotografia jako typ wizualizacji rzeczywiście dąży w stronę takiego efekciarstwa?
No właśnie, fotografia?
Bardzo żałuję, naprawdę nie pamiętam kto, jakieś dwa lata temu oddzielił fotografię i o b r a z o w a n i e (jakiś Amerykanin chyba, bo pamiętam, jak szukałem fajnego słowa dla „imaging”), z dłuższego tekstu jasno wynikało, że fotografia niebawem otrzyma status, jaki dziś ma choćby fotoplastikon.
Obrazowanie znów – dziś pojmowane jako śmiałe, czasem eksperymentalne, dziwaczne (vide mąż stojący z piekarnikiem w drzwiach 80cm) – stanie się tak naturalne..
jak kiedyś, gdy fotografia dopiero stawała się fotografią i jeszcze wszystko było możliwe (brak kolein)
tylko klasa jakby inna..
http://www.cyberfoto.pl/galeria/data/15/ba2954b09d12916324e87df42366b4c8.jpg
lut 11, 2009
Reply
Ten dylemat: fotografia czy niefotografia pojawia się od dłuższego czasu z coraz to większą częstotliwością. I trudno się dziwić skoro w trzymanym właśnie przeze mnie numerze National Geographic, obok typowych dla tego pisma landszaftów i fotografii (jeśli można ją tak określić) społeczno-podróżniczej, opublikowano serie zdjęć żywych płodów różnych ssaków. A obrazy z mikroskopów elektronowych? Może zkwalifikować je jako zdjęcia makro?
kwi 19, 2010
Reply
Mam mieszane odczucie jeśli chodzi o te zdjęcia. Z jednej strony efekt końcowy w miarę fajny. ale z drugiej strony mam taki poczucie, że są to szczątki ludzkie i chyba w nie właściwy sposób są traktowane…
Co do tego czy to fotografia… sama nazwa mówi „fotografia rentgenowska” więc jest to jakaś forma fotografii, tylko technika specyficzna. Ale… jeśli mamy do czynienia z całą masą „oszustw” i obróbki w Photoshopie to to jest bardziej grafika wg mnie stworzona na bazie zdjęcia.
Pamiętam, że widziałem parę lat temu w polskim wydaniu National Geographic świetne zdjęcia kwiatów wykonane rentgenem przez pewnego lekarza duzo bardziej mi się podobały