czwartek
Lenswork i czasopismaCzy abstrakcja to następny stopień wtajemniczenia?
W najnowszym numerze Lenswork jest wywiad z fotografem abstrakcyjnym, Carlem Chiarenza. Ta rozmowa może powodować daleko idące wnioski, więc posłuchajcie.Carl fotografuje od lat 50-tych obrazy abstrakcyjne. Jednak nie fotografuje znajdowanych na skałach czy drzewach wzorów, tylko tworzy własne. Dlaczego abstrakcja? Jak wyjaśnia na przykładzie Siskinda, zaczyna się to mniej więcej tak: najpierw czujesz, że twoje fotografie nie mają takiego efektu, jak zaplanowałeś, by zmienić świat. Potem angażujesz się w robione przez siebie obrazy coraz bardziej osobiście (żeby nie powiedzieć „intymnie”). Wchodzisz wciąż głębiej w coś, co prędzej łączy się z wysublimowaną poezją, niż jakąkolwiek prozą. Zaczynasz robić abstrakcyjne obrazy, które z kolei inspirują następne obrazy.
Albo z innej strony: najpierw fotografujesz dla innych ludzi. Potem fotografujesz dla siebie. Czym dalej jednak idziesz w tą stronę, tym bardziej fotografujesz raczej w odpowiedzi na te wszystkie obrazy innych wielkich (bądź nie) fotografów, zatracając się w tej spirali i nakręcając kolejne fotografie poprzednimi. Pewnie dlatego album Carla nazywa się Pictures in Pictures.
Smutne to, według mnie. I wciąż – niewiele rozumiem z wysoce abstrakcyjnej sztuki, której niektórzy fotografowie sprzedali swoje dusze.
Czuję, że abstrakcja to ostatni stopień wtajemniczenia. To jak złapanie króliczka, który okazuje się być ubłoconą świnią. Jednak niektórych to mimo wszystko cieszy (ubłocone świnie też potrafią sprawiać radość, a co!).
Dziwne jest to tym bardziej, że uwielbiam minimalizm. Nie tylko w fotografii! A wydawać by się przecież mogło, że od minimalizmu do abstrakcji jest krótka droga – tym większe więc ostrzeżenie dla mnie!
O ile dobrze rozumiem całe zamieszanie wokół abstrakcji, to idea polega na tym, że te prace są bardzo osobiste, bardzo powiązane z twórcą. Ale czy nie są w ten sposób cholernie egocentryczne?
Post Tags: abstrakcja, Lenswork i czasopisma, Wokół ludzi
Wpisy powiązane
Related Post
Popularne
- Prezenty i gratisy od Zawsze Kwadratu (157)
- Wciąż można znaleźć samorodki (104)
- Biznes wg Mistrzów (99)
- Co zrobić? (85)
- O tym, jak fotografia analogowa przyniosła mi ulgę (81)


lis 20, 2008
Reply
Nie chcę nikogo obrażać ale dla mnie taka abstrakcyjna fotografia jest bez sensu… za dużo w tym artyzmu. Ja lubię taką prawdziwą (normalną) fotografię, fotografie ludzi, przedmiotów i miejsc, które istnieją w rzeczywistości i są realne, a nie jakieś specjalnie stworzone na potrzebę danej fotografii. Niby to też jest sztuka no bo w zasadzie to nie ma tutaj ograniczeń co do przekazu ale eh… dla mnie to nie działa w ten sposób. I faktycznie chyba masz rację, że to taki ostatni poziom wtajemniczenia, ale ja bym to ujął tak, że w wielu przypadkach to taki ostatni poziom do zaliczenia, kiedy nie pozostało Ci już nic innego.
lis 20, 2008
Reply
Chyba żadne wtajemniczenie, twórca ma potrzebę robienia takich a nie innych prac. Oglądający z kolei czują w tym harmonię kształtów, tonów, kolorów, czy jakichś innych walorów albo nie.
Rob, dla mnie bardzo rzadko i tylko w „rażących” przypadkach twórczość może być bez sensu. Może mi się nie podobać, mogę nie rozumieć, czy nie czuć ale staram się nie negować wartości czyjegoś myślenia i pracy. Warto też przeczytać wymieniony artykuł w Lenswork lub gdzie indziej o autorze, czy nawet o innym abstrakcjoniście. W dalszym ciągu pewnie nie będzie Ci się podobać ale może przestanie być „bez sensu”.
lis 20, 2008
Reply
Żeby było jasne, ja nie neguję tych wartości. Szanuję to, że autor tworzy taką sztukę, jeżeli mu się to podoba to ok, ja nic do tego nie mam. Po prostu mi się nigdy takie coś nie będzie podobać.
lis 20, 2008
Reply
Może nie jest to kolejny stopień wtajemniczenia, a może i jest. Zależy. Napewno nie najwyższy, nie ostatni. Dla mnie to raczej taka odnoga, rozwidlenie, gałąź może – maksymalnie w stronę dominującej formy, prawie do zatracenia resztek treści… Czy jest osobista? To pewnie zależy od fotografa, pewnie nawet od konkretnego cyklu czy zdjęcia. Dla mnie jest to wytchnienie od nahalnej dosłowności, widocznej coraz bardziej wraz ze zwiększającą się świadomością. Widocznej absolutnie we wszystkim, nie tylko w fotografii, poezji… sztuce… Jest to nadzieja, że odbiorca sam dostrzeże w tym treść. Uniwersalną lub swoją własną. Może nawet dostrzeże lepiej niż autor kiedykolwiek będzie mógł dostrzegać. Bez dosłownego pokazywania palcem… Takie zbliżanie się do absolutu… Ale to moja opinia, a ja ciągle kołyszę się w zawieszeniu pomiędzy formą a treścią – w nierównowadze – wciąż bliżej formy niż treści…
lis 21, 2008
Reply
> Ale czy nie są w ten sposób cholernie egocentryczne?
Niekoniecznie, Rothko pokazując efekt brzegowy między życiem a śmiercią, czy między życiem a upodlonym życiem, czy wreszcie między nami a całością istnienia, odmieniał — świadomie — postawy ludzkie i z pełną determinacją wbijał oglądających głęboko w posadzkę galeryjną. Dla wielu nic już nie było takie samo.
Zrezygnował z fizjoplastyki właśnie dlatego, gdyż nie dawała takich możliwości oddziaływania.