poniedziałek
MarudzenieNie cierpię, gdy kamerzysta…
Po wielu bojach udało mi się obejrzeć film, o którym dowiedziałem się od Mendozy. Film o wiele mówiącym tytule „Self Portrait- Tomasz Tomaszewski”. Rzeczywiście, bohater przedstawiony jest dość sympatycznie, czego niech będzie ilustracją kadr obok. :)Ale ja nie o tym.
Po raz kolejny zaobserwowałem specyficzną manierę filmowców, która dotyka tematu fotografii. W szczególności przejawia się ona w filmach, które są o konkretnych fotografiach, czy fotografach. Maniera ta jest widoczna nie tylko tutaj – można ją zaobserwować w wielu produkcjach; zdaje się, że filmowcy wręcz mają w jakimś podręczniku opisane, że jeśli się pokazuje statyczne fotografie, to właśnie tak trzeba zrobić. I wreszcie miarka się przebrała – muszę o tym oficjalnie i głośno powiedzieć – proszę mi nie narzucać, do licha, jak mam oglądać zdjęcie!!!
Chodzi o to: jest zdjęcie. Scena wkadrowana w jakiś tam prostokąt, kwadrat, czy cokolwiek innego. Skadrowana i gotowa. Tak, jak ją widzi fotograf. Co robi kamerzysta? Wybiera fragment, od którego uważa, że się zdjęcie powinno oglądać, robi na niego zbliżenie i jedzie po fotografii tak, jak sobie wymyślił. Na samym końcu wspaniałomyślnie pokazuje wreszcie fotografię w całej jej okazałości. Ale kto ci, kamerzysto paskudny, powiedział, że to jedyny słuszny sposób czytania tego zdjęcia???
Protestuję!
Zdjęcie jest po to zdjęciem, by było obrazem statycznym. Po to jest skadrowane tak, a nie inaczej, by tak właśnie wyglądało. Proszę, nie psujcie mi zabawy odkrywania wszystkich jego niuansów.
Post Tags: film, kamerzysta, NG, tomaszewski
Wpisy powiązane
Related Post
Popularne
- Prezenty i gratisy od Zawsze Kwadratu (157)
- Wciąż można znaleźć samorodki (107)
- Biznes wg Mistrzów (99)
- Co złego - to nie my! (87)
- Co zrobić? (85)


lis 24, 2008
Reply
wczoraj oglądałem dokument o Anselu [American Experience, PBS] i kamerzysta, czy kto tam się zajmuje statycznymi obrazkami w filmie, przy niektórych kadrach nie był nawet tak wspaniałomyślny żeby pokazać choćby i na końcu całe zdjęcie :| niemniej i tak obejrzę go pewnie jeszcze raz.
lis 24, 2008
Reply
dokładnie… też protestuję… przez to nie oglądam prawie wcale filmów o fotografii. Jeden taki przejazd przez zdjęcie i moja cierpliwość się kończy… Tylko kilka razy widziałem dokument, w którym pokazywali zdjęcie w całości przez chwilę a później przejazd w zbliżeniu – ale bez żadnych wygibasów, tylko z lewej do prawej albo z góry na dół jeśli kadr był pionowy. I tylko te widziałem do końca…
W kwestii formalnej: czy obecnie jest możliwość czytania komentarzy przez RSS, tak jak było na bloggerze? Jakoś nie mogę znaleźć kanału…
lis 24, 2008
Reply
@derywat: w kwestii formalnej; oczywiście, przepraszam, że mi umknęło – na stronie subskrypcja jest już wstawiony link do kanału RSS komentarzy.
lis 24, 2008
Reply
Zastanawia mnie skąd do licha się wzięła ta kiczowata klisza wśród operatorów, dlaczego nikt nie kombinuje i nie próbuje zrobić tego inaczej, hm.
lis 24, 2008
Reply
W sumie się zgadzam. Ale nie lubię też, gdy ktoś operatora kamery nazywa kamerzystą. To takie sztuczne i nieudane słowo.
lis 24, 2008
Reply
Też mnie to wnerwia niemiłosiernie…
Lepsze już jest jak widać fragment zdjęcia i kamera odjeżdża pokazując coraz więcej, aż wreszcie widać całość.
lis 24, 2008
Reply
A ja jakoś mam odwrotnie. Zawsze szukalem programu, który mi pozwoli zrobić taką fajną zabawę w jeżdzenie po własnych fotkach i na końcu pokazanie całego kadru…
Do dzisiaj nie znalalzem, bo wiekszosc nie ma opcji zatrzymania się na całym kadrze :)
lis 25, 2008
Reply
cała seria „Geniusz zaklęty w fotografii” też tam miał – i było to naprawdę irytujące
lis 25, 2008
Reply
Polecam krótkie filmy z serii „Contacts” – pokazywane są tam portfolia słynnych fotografów w formie stykówek. Kamera grzecznie jedzie z lewej do prawej (czasem z góry na dół), zatrzymując się niekiedy przy najlepszych. Wszystko z komentarzem samych fotografów.
lis 25, 2008
Reply
Po pierwsze nie kamerzysta :-) Operator albo autor zdjęć. Kamerzyści są ew. na weselach.
Po drugie bardzo często ten schemat to „sprawka” montażysty nie operatora. Zwykle nie filmuje się rzeczywiście zdjęć (to dość skomplikowane, odblaski, cienie itd.), tylko wmontowuje się skan, natomiast pozorny ruch kamery jest niczym innym jak efektem montażowym z final cuta lub innego programu edycyjnego. Może dlatego też rzeczywiście wygląda to prawie zawsze tak samo. Nie dotyczy to oczywiście np. zdjęć filmowanych w galerii czy na wernisażu.
A sama idea takiego obrazowania wywodzi się zapewne z narzucanego przez telewizje i producentów wymogu dynamizowania narracji i unikania „nudy” oraz „dłużyzn”. Takie czasy, niestety.
lis 25, 2008
Reply
@graf, a właśnie dlaczego nie kamerzysta? Forma słowa jako takiego poprawna…
A z tymi wrednymi montażystami, to rzeczywiście – łajdactwo. Tym bardziej, że dla oglądającego laika to sprawka nieświadomego „operatora”.
gru 2, 2008
Reply
Oczywiście – z językowego punktu widzenia „kamerzysta” jest jak najbardziej poprawne, ale z kilku względów przyjęło się tak nie nazywać ludzi twórczo pracujących z kamerą. W filmie fabularnym jest to najłatwiejsze do wyjaśnienia: operator (autor zdjęć) z reguły w ogóle nie stoi za kamerą, tylko ustawia światło, kadry itd. a technicznie obsługuje kamerę szwenkier. W dokumencie i TV nie ma już tego podziału, ale myślę, że dla ludzi parających się tym zawodem słowo „kamerzysta” miało w sobie coś degradującego. Tak, jakby opisywało tylko i wyłącznie osobę obsługującą jakąś maszynę (a więc jakiegoś technika), a nie twórcę, kreatora, którym operator powinien być (choć w telewizjach często nie jest, ale to inna bajka). Znam wielu operatorów i wszyscy nienawidzą słowa „kamerzysta” – jakoś przyjęło się je kojarzyć z weselami, a nie pracą twórczą (choć wideofilmowcy weselni także z reguły nie nazywają siebie „kamerzystami”). Generalnie myślę, że to określenie w zbyt wielkim stopniu eliminuje pierwiastek twórczy i dlatego jest mało lubiane. Tyle dywagacji ;-) spóźnionych parę dni, ale byłem za granicą i nie miałem netu.
gru 2, 2008
Reply
Może i spóźnionych, ale istotnych – dzięki graf :)