wtorek
Czarno-białe, MarudzenieTomaszewski – „Rzut beretem”
Byłem na wystawie „Rzut beretem” w CSW. Byłem, bo lubię zdjęcia, jakie – jak sądziłem – można tam zobaczyć. Takie o prawdziwym życiu, takie, na które od dłuższego czasu mam ochotę.
Było trochę ludzi, ale tym razem nie będę narzekał na tłumy.
Opowiem o zdjęciach oraz odbitkach, bo to dwie różne historie.
Mam nieodpartą ochotę odnieść się do skrajnie różnych opinii dwojga całkiem różnych autorów-fotografów: Beaty, chwalącej autora za „przygodę intelektualną i ucztę wizualną” oraz Iczka, ganiącego z drugiej strony za „nic nowego, odkrywczego, brak rozwoju„. Skąd takie skrajne oceny? Według mnie właśnie stąd, że pan Tomaszewski, będąc człowiekiem, o którym każdy fotografujący ma wyrobione (bardziej lub mniej) zdanie, zrobił coś, co jest po prostu… klasyczne!
Zagrał nam kawałek utworu, który oczywiście nie jest przebojem na miarę jakiejś, powiedzmy, Madonny, ale! – zagrał ten klasyczny kawałek w interpretacji jednak nowoczesnej, z pełnym wsparciem instrumentów elektronicznych i zaplecza technologicznego na miarę XXI wieku.
Chodziliśmy po piwnicy CSW, wśród dużych, czarno-białych odbitek i… jeden z nas oceniał wrażenia stricte wizualne, drugi kontekst zdjęć, trzeci stronę techniczną fotografii, czwarty wydruki i oprawę, a piąty obserwował to zgromadzenie wielu osobowości w jednym ciele odnotowując kolejny powód do odwiedzenia dobrego psychoanalityka. ;)
Prócz nas pięciu była jeszcze ze mną oczywiście moja legalna, stabilna osobowościowo partnerka seksualna. I to jest bardzo ważny element tej opowieści, bo okazuje się, że Kasi, jak również przynajmniej jeszcze jednej parze staruszków absolutnie przeszkadzały podpisy pod fotografiami – podpisy będące rodzajem narracji w temacie polskich, popegieerowskich wsi. Opisy, które być może pasują do artykułu w National Geographic, ale nie budowały atmosfery wokół zdjęć.
Co mi przeszkadzało? Widoczna cyfrowatość niektórych odbitek. Ale to moje osobiste zboczenie, wynikające z tego, że porównuję swoje odbitki ciemniowe ze zdjęciami drukowanymi. Sama rezygnacja z ochronnego szkła, efekt (chyba) niefrasobliwości wynikającej z postawy „a co tam, najwyżej wydrukuję sobie następne” jest jednak na plus – szkło, będące w interesie autora raczej nie pomagało odbiorcy. Prowadzi to jednak do wniosku, że cyfrowe odbitki będą wiodły prym, co jest smutne, bo bardziej jednak podoba mi się technologia analogowa. I tak, chcę powiedzieć to jasno i głośno – wolałbym, żeby ta wystawa została zrobiona w całości na materiałach analogowych.
Same zdjęcia jednak – ooo… tu, choćbym chciał, nie potrafię narzekać. Były takie, które są typowymi chwytami z dużym wow-factorem (odpowiednio szeroki kąt, kontrastowość, itd.); ale były też takie, które chwyciły mnie zwyczajnie za serce, bo to kawał dobrej fotografii! I – odnosząc się do wspomnianych wypowiedzi „znajomych z internetowego podwórka” – podkreślę stanowczo: nie wolno oceniać tych zdjęć po miniaturkach w Internecie, czy po fragmentach z filmików!
Wiem, że to trochę nielogiczne, ale mimo wszystko pokażę Wam tu i teraz zdjęcie, które cholernie mi się spodobało. Zdjęcie, którego mimo starań nie potrafiłem znaleźć w Internecie. Zdjęcie, które jednak udało mi się zdobyć, bo czego się nie robi dla wiernych fanek i wielbicieli. ;)
Popatrzcie i miejcie świadomość tego, że trzeba to zobaczyć na żywo. A będziecie mieć jeszcze przez jakiś czas okazję, bo wystawa ma być również w Krakowie, Wrocławiu, Poznaniu i Gdańsku.
Post Tags: CSW, klasycznie, national geographic, nowocześnie, tomaszewski, wystawa
Wpisy powiązane
Related Post
Popularne
- Prezenty i gratisy od Zawsze Kwadratu (157)
- Wciąż można znaleźć samorodki (107)
- Biznes wg Mistrzów (99)
- Co złego - to nie my! (87)
- Co zrobić? (85)


lis 12, 2008
Reply
Na 100% warto było obejrzeć tę wystawę.
Szkoda tylko, że w murach CSW, ale to jest jedynie „moje” marudzenie. Nie nastrajają mnie dobrze takie nowoczesne, zimne i przesycone nowoczesnymi metodami przekazu – mury. Brr…
Jeśli takie mury Wam nie straszne, to polecam odwiedzenie tej wystawy, zdjęcie zawarte w artykule nie oddaje w pełni odbitki…
lis 12, 2008
Reply
Czy wiadomo , kiedy wystawa dotrze do Poznania i gdzie będzie pokazywana? Nigdzie nie znalazłam tej informacji.
lis 12, 2008
Reply
Rudolfie, jak już wszedłeś na temat Tomaszewskiego to mam pytanie, czy widziałeś film Self Portrait- Tomasz Tomaszewski? Ciekawie przedstawia go jako człowieka. Kontrastuje to trochę z teraźniejszymi opiniami jakoby był jedynie snobem, dobrze zakorzenionym w polskiej branży foto.
lis 13, 2008
Reply
@julievna: ja nie wiem, niestety. podpytam autora, może coś zdradzi.
@mendoza: niestety, nie widziałem. ale postaram się obejrzeć, i jeśli będzie warto, to napiszę co nieco; Dzięki za zwrócenie uwagi :)
lis 13, 2008
Reply
Oto oficjalny plan otwarć wystaw w innych miastach kraju:
Dziękuje Panu Tomaszowi za daleko idącą współpracę ;)
lis 13, 2008
Reply
Troche sie zgubilem i troche btw. Ty Rudolf robisz zdjecia w ciemni czy drukujesz? Bo bylem swiecie przekonany, ze drukujesz…
pozdrawiam…z ciemni po upgradzie :)
lis 13, 2008
Reply
ułatwiam zadanie :) http://tiny.pl/ss1d
lis 13, 2008
Reply
Chyba pojawie sie w „Stolycy” skuszony Twoim komentarzem. Do kiedy jest ta wystawa, ja bede w sobote chyba 22 listopada…
lis 13, 2008
Reply
Dzięki za dane o wystawie! Szkoda, że tyle trzeba czekać. Rzadko mamy w Poznaniu dostęp do ciekawych wystaw foto. Mam wrażenie, że wszystko co ważne nas omija ;[ Fajnie gdyby istniało lobby miłośników fotografii pamiętające o naszym mieście. Niby dwa kroki od Berlina, jeden od Wrocławia i Wawy, ale zadupie…
lis 13, 2008
Reply
@dadan: i tak, i tak.
@mendoza: O_o (żesz w mordę!)
@iczek: no, to jak będziesz, to call me, to może coś pójdziemy też skwadratować coś bądź spolaroidować ;)
@julievna: ja to samo czuję co do w-wy. :)
lis 21, 2008
Reply
Przypadkiem znalazłem to zdjęcie w sieci, w kolorze co ciekawe, jednak lepiej się prezentuje w B&W. Czekam niecierpliwie na wystawę w Poznaniu.