Zawsze Kwadrat

Sign In

RSS


1120
uzaleznionych
od ZawszeKwadratu

gru 22
poniedziałek
Czarno-białe, Kadrowane w kwadrat, Wokół ludzi, Wywiady i rozmowy
Marcin Stawiarz – wywiad

Ponieważ jest czas prezentów, pod choinkę przynoszę Wam wywiad. Ponieważ lubię być nieznośny, starałem się zadawać również niewygodne pytania. Ponieważ serwuję sporo tekstu naraz, nie spodziewajcie się do Świąt następnych porcji. Ponieważ nie ma co dalej strzępić języka, zapraszam do czytania – Panie i Panowie, przed wami… Marcin Stawiarz! :)

fot. Marcin Stawiarz
fot. Marcin Stawiarz
Od kiedy fotografujesz?

Wszystko zaczęło się ok 2003 roku po obejrzeniu zdjęć przedstawiających morskie pejzaże pewnego autora, którego nazwiska niestety nie znam. Moje pierwsze zdjęcia dalekie były od ówczesnych inspiracji i przedstawiały głownie moje miasto Częstochowę, szczególnie tę jej bardziej mroczną, brudną i zrujnowaną stronę.

Jak oceniasz te 5 lat? Mało to, czy też dużo, jak na fotografa?

Maciej Skawiński powiedział mi kiedyś, ze jeszcze nie raz wszystko wywróci się do góry nogami, jeśli chodzi o to, co robię. Miał 100% racji, przez ten niby krotki czas zmieniło się tak wiele, ze każdy następny okres przynosił całkowicie inne zdjęcia. Zmieniało się wszystko – od absolutnej negacji kadrów, które nie są w pionie, po eksperymenty z kolorem, na coraz to większej ilości filtrów użytych jednoczenie skończywszy. Te kilka lat, to był najlepszy okres w moim życiu, i szczerze mówiąc, gdybym wtedy nie sięgnął za aparat, to moje dorosłe życie, w które właśnie w tym czasie wchodziłem zmieniłoby się w pozbawioną sensu rutynę.

Kto jest dla Ciebie inspiracją? Kogo – wśród żyjących fotografów – cenisz najbardziej?

Jest wielu klasycznych fotografów, których zdjęcia pobudzają moją wyobraźnie, mam ich albumy, i do których lubię wracać. Są to przede wszystkim prace Eugene Atgeta i Henri Cartier-Bressona, a także dwóch naszych rodzimych fotografów Jana Bułhaka i Mariana Schmidta. Wśród współczesnych fotografów najczęściej śledzę prace Bruno Merciera, Denisa Oliviera i Phlippe Marchanda.

HCB to nie jest ktoś, kogo można by doszukać się w Twoich pracach – jak to jest, że robisz tak różne od niego zdjęcia, a mimo to pozostaje Twoją inspiracją?

Tak, jest to całkiem inna fotografia, całkiem inne podejście, szczególnie do człowieka, od którego ja uciekam. W zdjęciach HCB, to człowiek opowiada historie, jest głównym motywem i właśnie ten element kształtuje nasz odbiór i uczucia, jakie temu towarzyszą. Dla mnie człowiek w fotografii to najczęściej jedynie sylwetka, ledwie zarysowana postać, po której nie da sie ocenić emocji, jakie przedstawia. To, co mnie inspiruje w twórczości HCB, to przede wszystkim sposób, w jaki komponował swoje zdjęcia, miał genialny zmysł odnajdywania się w sytuacji i natychmiastowe wyczucie, z jakim tworzył swoje kadry. To zupełnie inaczej niż Marian Schmidt, który wywodzi się z tej samej szkoły fotografii humanistycznej, jednak w jego przypadku, każde zdjęcie wymagało o wiele większych przygotowań w poszukiwaniu idealnej kompozycji.

fot. Marcin Stawiarz
fot. Marcin Stawiarz

A czy nie jest tak, że Ty od tego człowieka uciekasz? Może tak naprawdę czegoś się boisz? Jak to jest?

Z natury jestem samotnikiem i zabrzmi to banalnie, ale charakter danego fotografa można odnaleźć w pracach, które tworzy. Oczywiście jest to pewne uogólnienie, ponieważ ludzie robią zdjęcia z rożnych powodów, lub nawet bez powodu. Faktem jest, że zdecydowanie lepiej czuję się w miejscach, które są wyobcowane, wyludnione, lub rzadko uczęszczane przez innych ludzi. To daje mi pewna swobodę oraz poczucie posiadania tylko dla siebie sceny, którą chce sfotografować.

fot. Marcin Stawiarz
fot. Marcin Stawiarz
No to co, teraz możesz już powiedzieć, że jesteś stabilny w tym, co robisz? Czy wciąż czegoś szukasz?

Jestem raczej bardziej samolubny w tym, co robię; wynika to z doświadczenia i zasad, które bardzo mocno wpisują się w moje podejście do fotografii. Można to tez nazwać stabilnością, jednak to właśnie dzięki temu każdy z etapów, który składa się na stworzenie zdjęcia ma sens i daje wielką radość. Takie podejście może prowadzić do pewnego wyrachowania, dlatego – o ile niektóre zasady są niepodważalne dla zachowania spójności estetycznej (jak np. robienie zdjęć tylko w pochmurne dni), to wyluzowanie w kwestii proporcji boków w kadrze, włączenie innego myślenia o obrazie, jaki chcemy przestawić, często może dodać wiatru w żagle.

Jednym słowem starasz się dobrze bawić, dobrze rozumiem? W takim razie – dla kogo jest Twoja fotografia? O czym ona mówi?

Radość z fotografowania to ważny element tworzenia, jednak nie można traktować czegoś jak zabawy, jeśli podchodzimy do tego wyjątkowo poważnie. I to właśnie jest najistotniejsze, zdjęcia robię dla siebie. Mimo to, trzeba rozgraniczyć sam proces twórczy od momentu zaistnienia obrazu, który potrzebuje odbiorców. Ja ich nie wybieram, nie szukam ani nie zabiegam, tym bardziej jestem daleki od dorabiania jakichkolwiek ideologii. Wydaje mi się, ze każdy powinien czytać oglądany obraz na własny sposób, i odnaleźć (lub nie) treść dla siebie. Uchwycenie jednej klatki czasami może mówić wiele, czasami praktycznie nic, wszystko zależy od tego, w jakim stopniu oglądany obraz jest w stanie pobudzić odbiorcę do przeżycia tego samego uczucia, które skłoniło fotografa do naciśnięcia spustu migawki.

fot. Marcin Stawiarz
fot. Marcin Stawiarz
No właśnie – pobudzić odbiorcę. Do tego, jak widać na zdjęciach, używasz wielu innych narzędzi, prócz „gołego” aparatu. Co więc jest tak naprawdę Twoim głównym narzędziem: aparat, photoszop, czy statyw?

Wszystko razem ma duże znaczenie i składa się na efekt końcowy. Każdy etap tworzenia zdjęcia wymaga odpowiednich narzędzi, od wspomnianego już statywu, bez którego nie wyobrażam sobie robienia zdjęć, po wydruk już gotowych prac. W międzyczasie trzeba jeszcze mieć szczęście do ulubionego światła, dobrać odpowiednie filtry na obiektyw, czy też dopracować szczegóły w programie graficznym. Jednak w dzisiejszych czasach, kiedy opanowanie warsztatu w wielu przypadkach zajmuje wyjątkowo niewiele czasu, najważniejszym narzędziem i tak pozostaje nasza wyobraźnia.

Mówisz „nie szukam odbiorców”. Ale na Twojej stronie jest wiele informacji, które świadczą, że jesteś rozpoznawalny w różnych środowiskach około-fotograficznych – jak to się stało? To Twoja promocja, czy same zdjęcia tak zadziałały (nie musiałeś nic robić?)?

Jak już wspomniałem, fotografia – żeby zaistnieć – potrzebuje odbiorcy. Najłatwiejszym obecnie medium do jej prezentacji stal się internet, który daje wiele możliwości. Jedną z nich i jednocześnie pośrednikiem jest m.in. Deviantart – serwis, na którym można znaleźć rożnego rodzaju wytwory artystyczne, w tym fotografie. Tak się złożyło, że moje portfolio jest jednym z najpopularniejszych (ok 5 milionów wyświetleń zdjęć, ponad 50 tysięcy komentarzy pod nimi i ciągle rośnie), co daje wiele możliwości kontaktów z przeróżnymi instytucjami, grupami, ludźmi. Codziennie dostaje listy w przeróżnych sprawach, od chęci zakupu moich zdjęć, po sędziowanie w konkursach fotograficznych, czy publikacje portfolio w magazynach fotograficznych. Wszystko to pozwala mi żyć fotografią praktycznie cały czas, i mimo, ze czasami są to drobnostki, to dają wiele satysfakcji.

Czy myślisz, że jest sposób (który mógłbyś zdradzić młodym, nieodkrytym jeszcze fotografom) na zaistnienie w świecie fotograficznym na Twój wzór? Wydaje mi się, że jak na okres 5-letni, osiągnąłeś bardzo duży sukces promocyjny!

Wciąż mam wrażenie, że na wszystko przyjdzie jeszcze czas i że jedyne, co powinienem robić, to zdjęcia. To uczucie jest tak silne, ze nie pozwala mi włazić z butami tam, gdzie mnie nie zapraszają, dlatego poza robieniem i pokazywaniem zdjęć staram się nie narzucać. Portfolio jest najważniejsze, zawarte w nim prace nadają pewien prestiż, dzięki któremu mogą otworzyć się kolejne furtki. Ważne również jest rozgraniczenie promocji i chęci prezentacji swoich prac od sukcesu komercyjnego, ponieważ łatwo wtedy zatracić prawdziwą istotę tego, co się robi.

W maju 2008 dla „Asian Photography” mówiłeś, że sprzedałeś ponad 400 zdjęć przez ostatnie dwa lata – da się wyżyć ze sprzedaży takiej fotografii, jaką robisz?

Mimo, ze liczba ta znacząco powiększyła się, to nadal nie jest to coś, z czego można by w pełni opłacić rachunki. Galerie i serwisy pobierają spore prowizje od każdej sprzedanej sztuki, dlatego wszelkie profity z fotografii przeznaczam na – fotografie (śmiech). Co jest w sumie dobrym sposobem na nienaruszanie domowego budżetu. Mimo, że starcza na sprzęt, dobry papier czy wyjazdy, to nie sądzę, że mógłbym żyć tylko i wyłącznie z fotografii, bez podjęcia typowych komercyjnych zleceń. Na dzień dzisiejszy jednak nie jestem tym zainteresowany i jeśli już wchodzi w grę sprzedaż zdjęć, to tylko takich, które zrobiłem dla siebie, nie dla klienta.

fot. Marcin Stawiarz
fot. Marcin Stawiarz
W takim razie powiedz – co sprawia Ci w fotografii największą trudność?

Takie zapisanie treści zdjęcia, które będzie pokrywać się z moim wyobrażaniem o danej scenie. Czasami wymaga to sporej dawki szczęścia, któremu można dopomóc, jeśli się będzie dostatecznie cierpliwym. Choć i to nie gwarantuje powodzenia. Uzależnienie od warunków, na które nie ma się wpływu stanowi barierę, która sprawia, że czasami dochodzi do sytuacji, kiedy aparat pozostaje nietknięty. Może to być powodem sporego rozczarowania, co nie raz mnie już spotkało, jednak pewne kadry wciąż mam w pamięci i czekam na ich realizację w przyszłości.

Dużo podróżujesz – dla fotografii czy dla samych podróży (a fotografujesz przy okazji)?

Ostatnio będąc przez dłuższy czas bez aparatu, uświadomiłem sobie, że mam pewne opory przed wyjazdem w jakiekolwiek miejsce bez sprzętu. Zdecydowanie lubię podróżować dla fotografowania, co wyjątkowo negatywnie odbija się na humorze mojej żony, dla której nie mam wtedy czasu.

Jakie plany masz na najbliższe miesiące, jeśli chodzi o fotografie? Planujesz fotografowanie, czy raczej idziesz na żywioł?

Mam w planach Irlandię, którą na 100% zahaczę w czasie dnia św. Patryka, a następnie Wenecję w maju. Jednak, co do tego drugiego, to nadal jest to sprawa ciągle otwarta z przyczyn, które nie są zależne ode mnie. Ponieważ mieszkam poza Polską, a pewne problemy ze zdrowiem mojego taty sprawiają, że chce spędzać urlopy z rodziną, to fotografia w tej sytuacji schodzi na dalszy plan.

Jeśli nie znacie jeszcze prac Marcina Stawiarza, myślę, że warto odwiedzić jego oficjalną stronę.


Post Tags: , ,

19 Responses to “ Marcin Stawiarz – wywiad ”
  1. Rudolf, ale gdzie są te niewygodne pytania!?…
    Zabrałem się w sobie, kawkę spreparowałem z kardamonem, dzieciaka z matką odesłałem do usypiania, bo się spodziewałem krwawej jatki. Szczególnie, że Marcin wzbudza skrajne emocje wśród moich znajomych, a tutaj po 5 minutach kurcze jakoś tak czuję się laurką poczęstowany…

    A może to dopiero pierwsza cześć..?!

  2. Fajny, wywiad miło się czytało. Dzięki :)

  3. @iczek, przecież napisałem „starałem się”. widać świąteczny nastrój mnie opętał.
    Ale Marcin to czyta, myślę, że jak zadasz mu tu dalsze pytania, to odpowie.

  4. No nie wiem… nie wypada jakoś tak za Ciebie czy obok Ciebie. Może poczekam i za pół roku go przycisnę… :)

  5. Pierwsze co mi się nasunęło. Fajna reklama Warszawskiej Szkoły Fotografii. Subtelna i nieagresywna.
    Druga rzecz. Czy nie byłeś Rudolfie zawsze zwolennikiem klasycznej fotografii? Spodziewałem się, że wygrzebiesz z podziemi i podzielisz się z nami jakąś perełką w stylu ostatnio pokazanego Stephena Vanfleterena, a tymczasem prezentujesz nam pięknie wyszopowane obrazki, które niezaprzeczalnie mają swoją wartość:
    „(ok 5 milionów wyświetleń zdjęć, ponad 50 tysięcy komentarzy pod nimi i ciągle rośnie)” ale w których nie znajduję (podobnie jak w Twoim wywiadzie) żadnej pasji i życia z fotografią. Ot. Zaczątki na dobry biznes i sposób zarabiania pięniędzy. Żeby chociaż jak wspomniał Iczek, padło jakieś świdrujące pytanie.
    Z kim planujesz rozmawiać następnym razem? Z Andrzejem Draganem?

  6. Nastepny bedzie Maciek Duczynski, wtedy bedzie mozna sobie jeszcze raz uzlyc i wyladowac kolejne frustracje.

  7. Ech, Wam dogodzić :)
    Zawsze przecież możecie podsyłać propozycję fotografów do porozmawiania – być może się zgodzą na rozmowę, a nawet na publikację.
    @Markus, o co chodzi z tą reklamą WSF?

  8. Nie jestem fotografem. Poza „pstrykaniem” żony i dzieci cyfrowym kompaktem nie zajmuję się robieniem zdjęć, wiec nie wiem czym miałbym się frustrować. Lubię oglądać oryginalną fotografię i czytać o ludziach, ktorzy nie tylko posiadają ale oddają wszystko swojej pasji. Po oryginalnym i ciekawym blogu jakim jest Zawsze Kwadrat, oczekiwałbym czegoś więcej niż od kinowego multipleksu. Wolał bym coś na kształt studyjnego kina.
    Podsyłać propozycję fotografów? Rudolfie, swojego czasu pisałeś coś o swoim mistrzu. Zakładam, że skoro nigdy nie pokazałeś jego zdjęć, nie zdradziłeś nazwiska i dosyć szybko skończyłeś ten wątek, był on  postacią przez Ciebie wymyśloną. Może podjął byś wyzwanie i wspomagając się swoją wyobraźnią, przeprowadził z nim wyimaginowany wywiad? Oczywiście o ile mogę mieć wymagania tego rodzaju.
    A WSF? Coż. Duch i słowa Mariana Schmidta prawie żywcem przniesione z jego wykładów unoszą się nad tym wywiadem.

  9. Ja tez nie wiem czemu jestes sfrustrowany, bo z Twoich wypowiedzi zionie jadem, jakies uprzedzenia do obu panow, w tym do jednego nawet wieksze?

  10. Owszem. Masz mnie. Wydało się. Jeden z nich przejechał mi psa na pasach, a drugi zabrał ostatnią miskę kaszy w Victorii. Bo niemożliwym przecież jest, zeby nie podobały się cudne widoczki, dopieszczone w fotoszopie. Jakże oryginalne i odkrywcze:
    http://www.stawiarz.com/links.php

    Dziekuje Ci Marto za tę wnikliwą analizę i za przypomnienie mi, że powinienem pozostać wierny
    zasadzie nie dyskutowania w internecie.

  11. Oh, Twoja argumentacja jest iscie internetowa. Wychodzi na to ze 30 fotografow zrzyna z siebie na calego.

  12. Ja się z Markoosem zupełnie zgadzam. Do mnie też akurat taka fotografia niespecjalnie przemawia. Wiem, że Marcin wkłada w to sporo pracy co jednak nie musi automatycznie oznaczać, że wszystkim się będzie podobało. Zupełnie nie widzę Marto, gdzie w wypowiedziach u Markoosa zionie jadem. Poza tym jeśli chodzi o wywiad – no to jak wywiad – ale jeśli Rudolf zapowiada, że będzie zadawał niewygodne pytania i że będzie nieznośny to niechże tak zrobi. Albo niech nie zapowiada ;-). Pozdrawiam.

  13. Marto. Sądzę że ich jest więcej nawet niż 30. :-)

  14. Wywiad jest OK – choc rzeczywiscie pytan niewygodnych nie bylo.
    Ale po obejrzeniu strony autora – zdjecia robia na mnie wrazenie. Racej smutku i samotnosci.

    A tak juz technicznie zapytam – bo nie wiem – czy faktycznie one sa mocno „krecone” w fotoszopie? Jak myslicie?
    Bo ja robiac klasycznie, w ciemni, nie umiem uzyskac takich kontrastow, z zachowaniem pelnej skali szarosci, ale to moze wina zlego naswietlania negatywow czy roboty ciemniowej. Da sie takie zdjecia uzyskac w analogowej ciemni?

  15. Drogie misiaczki – bardzo dobrze, że niektórym z Was nie podobają się zdjęcia Marcina. Jednak wiem, że części się podobają – stąd pomysł na zadanie kilku pytań autorowi.
    Owszem, być może było zbyt delikatnie, ale jak mówiłem – starałem się. Jeśli nie wyszło, to zapewne dlatego, że opętał mnie duch Świąt. Dziwię się, że mimo napisania wyjaśnienia czasem trzeba go powtórzyć, naprawdę mnie to zadziwia po raz kolejny w tym całym Internecie.

    @Markus: Mistrz istnieje naprawdę. Trochę ostatnio nam się nie układa, jak to w każdym prawdziwym związku bywa ;)
    Dziwię się, że potrafisz tu wykryć jakieś reklamy jakichś szkół. To, że ktoś jest przesiąknięty ideologią swojego nauczyciela to wg mnie wcale nie nazywa się reklama – ale może ja się nie znam.

    Weźcie się więc wszyscy w garść i lepiej podeślijcie mi jakieś porządne zdjęcia w kwadracie, żebym mógł sobie popatrzeć i z nikim się nie podzielić. Buahahaha!

  16. Bardzo ciekawy wywiad;) Motywuje do wyjścia z aparatem i eksperymentowania.

  17. a gdzie ten „kwadrat”?

  18. Po pierwsze dziwie sie, ze Marcin zgodzil sie na publikacje w takim miejscu.

    Po drugie, ten totalny brak szacunku, szukanie ‘niewygodnych pytan’, az kole w oczy. No ale jesli tego chce spragniony lud, to trzeba im tego dac, bo inaczej beda zawiedzeni, jak niestety pokazuja komentarze. Skoro nie dalo sie zbrukac w wywiadzie, to trzeba w komentarzach. Zawsze Kwadrat jak widze, to taki ‘fotograficzny’ pudelek, merytorycznie momentami ten sam poziom.

    Co do Mariana Schmidta, to mialem przyjemnosc poznac tego wspanialego fotografa, ale to calkiem inna fotografia od tutaj prezentowanej, inne medium, choc podejscie jest tak uniwersalne, ze gdyby wieksza ilosc ludzi robila zdjecia, z powodu wewnetrznego poruszenia, to czytalibysmy na tym blogu o wiekszej ilosci rodzimych fotografow.

  19. Drogi Cezarze, jeszcze jedno porównanie Zawsze Kwadratu do Pudelka i będę naprawdę nieprzyjemny…
    Jeśli potrafisz napisać coś więcej niż komentarz o fotografii, by podnieść poziom tekstów tutaj – zapraszam, a gdy będzie dość dobry bądź na odpowiednim poziomie – opublikuję go.


Post a Comment



Utwory autora tej strony sa dostępne na licencji Creative Commons. | Logo design by Michał Apanowicz | News Plus wordpress theme brought to you by Zidalgo.