poniedziałek
Wokół ludziNie jestem fotografem wojennym
Szufladki.
Czemu szufladkujemy? Pewnie po to, by świat był prostszy – tak przynajmniej mówią niektórzy psycholodzy. Gdy widzimy więc człowieka w dobrym garniturze z aktówką bądź laptopem – nasuwa się skojarzenie: „biznesmen”. Na widok człowieka w sutannie myślimy „ksiądz”. Widząc człowieka z przewieszonym karabinem, w mundurze – najchętniej pomyślelibyśmy „żołnierz”.Oczywiście, nie każdy w garniturze to biznesmen, sutanna księdzem nie czyni, a i wśród ubranych niczym żołnierze trafiają się zarówno aktorzy, terroryści jak i inni dziwacy.
Wiele razy, w dobie wszechobecnego nawoływania do fałszywie pojmowanej tolerancji słyszę: „nie szufladkuj!”. W dość ciekawym wywiadzie Tim Hetherington, zwycięzca jednej z edycji World Press Photo protestuje:
Ja nie jestem fotografem wojennym. (…) Dosyć agresywnie reaguję, gdy próbuje się mnie wrzucić do jakiegoś worka. Dzisiaj jestem fotografem wojennym, a jeżeli jutro będę robił dokument społeczny, zajmę się problemem sprawiedliwości, to będę fotografem sprawiedliwości? Czy takie etykiety mają sens?
No właśnie, mają sens?
I dalej: jeśli biorę kamerę, to czy jestem filmowcem? Jeśli wycinam ze zrobionego filmu pojedynczą klatkę, to kim wtedy jestem? Montażystą, operatorem kamery, czy może jednak fotografem (bo statyczna klatka to jakby fotografia)?
Według Tima, etykiety nie mają sensu – dzisiejsze czasy powodują, że człowiek może mieć tyle ról, że sam nie potrafi się czasem nazwać – po prostu robi to, co umie, bądź lubi. Według Tima fakt, że niedługo na arenie dynamicznych zdarzeń będą tylko operatorzy kamer, wycinający zdjęcia ze swoich filmów, jest naturalną konsekwencją rozwoju technicznego.
Na pewno?
Dobrze, Tim. Idź z kamerą po fotoreportaż. Ja mam wciąż nadzieję, że tacy jak ty zgubią się w zalewie produkowanych przez siebie obrazów.
I wiesz co jeszcze, Tim? Etykiety mają sens. Szczególnie wtedy, jak muszę szybko się komuś przedstawić – szczególnie, gdy właśnie z masą sprzętu w rękach zrobiłem zdjęcie i sprawne wyjaśnienie, że jestem fotografem, ma mnie uratować przed ciosem w szczękę.
Post Tags: biznesmen, etykiety, kamerzysta, ksiądz, szufladkowanie, Tim Hetherington, World Press Photo, żołnierz
Wpisy powiązane
Related Post
Popularne
- Prezenty i gratisy od Zawsze Kwadratu (157)
- Wciąż można znaleźć samorodki (107)
- Biznes wg Mistrzów (99)
- Co złego - to nie my! (88)
- Co zrobić? (86)


sty 5, 2009
Reply
Ześ się przyczepił… :) Czytałem rano ten wywiad, ale dla mnie on jest jałowy. Mnie od warstwy fotograficznej najbardziej interesuje to, że dziennikarz jest w stanie przeprowadzić tak nudny i jałowy wywiad z kims, kto moze ma cos wiecej do powiedzenia niz to, ze kręci filmy.
Obawiam sie, ze Tim akurat stal sie tutaj ofiarą dzinnikarki. Nie znam Weroniki, ale tak slabego „wywiadu” dawno nie widziałem.
Poza tym, odgrzewany kotlet niemiłośiernie.
A do meritum wpisu wracając nieudaolnie – chcę tylko napisać, że Rudolfie drogi przed ciosem w szczękę z pewnością nie uratują Cie same słowa, że jesteś fotografem :)
Może jakieś foto Twoje, to bardziej… :)
Jak mówię ludziom, że jestem miłym, grubawym amatorem fotografii z długimi włosami i brodą, to zaraz wywalają mi jakąś kótnię z Gumą :)
Ech… mam wrażenie, że żyjemy w jednej, wielkiej szufladzie….
sty 5, 2009
Reply
Mnie przeraził w tym wywiadzie motyw tego, że on uważa klatki wycinane z filmu za równoważne fotografii.
Niezbyt przyjemna to myśl, że nagrody fotograficzne zdobywać będą klatki filmowe a nie fotografie.
Fotografia przestaje mieć wtedy znaczenie, skoro i tak przegra ze stołem montażysty.
Kamerzysta musi po prostu być i biec tam gdzie pojawia się zdarzenie.
Fotograf musi w każdym momencie myśleć i czuć, by zdobyć to jedno symboliczne zdjęcie.
Zgadzam się z tym, że rośnie rola łączenia fotografii z dźwiękiem, stąd popularność photocastów i innych form multimedialnych.
Nie zgadzam się na odbieranie fotografii jej prawdziwego znaczenia i jej deprecjonowanie wskutek pogoni za obrazem wartym miliony.
A Hetherington ma po prostu chyba mocno przerośnięte ego. Szufladki to dla mnie temat poboczny w tym wywiadzie. Bardziej interesująca jest nowa wizja obrazu i multimediów i ewolucja samej fotografii jako dokumentacji świata otaczającego.
sty 5, 2009
Reply
Ja się tam takiej wizji nie boję. Po pierwsze nie wierze, że taki fakt miałby nastąpić szybko. Po drugie za bardzo nie widzę tu momentu tworzenia fotografii. Po trzecie nie wiem o co się Tim burzy. Jak zrobi inne zdjęcie to go inaczej skatalogują. I tak kręci się wokół reporterki w tym co mówi. Aktu nie zrobi i vice versa, chyba nie chciał przez to powiedzieć, że jest uniwersalny. A dziś ludzie lubią „tagować”.
sty 6, 2009
Reply
Rudolf, to się kupy nie trzyma! Chciałoby się zapytać „o co cho” w Twoim tekście? Tim akurat się obronił i trafnie argumentuje dlaczego nie powinno się go nazywać fotografem wojennym.
Jeśli chodzi o sam wywiad to faktycznie jest trochę mdły – chyba nie był specjalnie zainteresowany rozmową, aczkolwiek mówi tam ważne rzeczy. Co bardziej kumaci i wybiegający w przyszłość swojego zawodu fotoreporterzy już widzą zarodek rewolucji, która po cichu dokonuje się na naszych oczach. Zdjęcia wypierane są przez formy multimedialne, raczej filmy niż fotokasty, które do tej pory nie zyskały wielkiej popularności. Wszelkie agencje informacyjne czy wydawnictwa coraz częściej korzystają z materiałów, które mogą zdobyć niewielkim kosztem – vide choćby tvn24 i filmiki od widzów:
„Nie jakość, ale treść wyznacza teraz wartość zdjęcia. Nieważne, jakim aparatem fotografuję, nieważne, jaką kamerą, ważne, aby temat mojego ujęcia był niepowtarzalny, abym był jedną z niewielu osób, które dają świadectwo owego wydarzenia.”
Fotografia sama w sobie przestaje istnieć jeśli chodzi o formy dokumentalne. Może to i smutne, ale to znak naszych czasów.
Tim jednak mówi rzeczy całkowicie prawdziwe:
„…Jakość reprezentują fotografowie pracujący na aparatach analogowych. Z czasem to oni zyskają miano artystów. Ich prace trafiają do wąskiego grona, są poddawane debatom intelektualnym, wytyczają kanony i kosztują bardzo dużo przy niewielkiej produkcji.”
Już wylewam mokre kolodium :]
ps. „Krok dalej niż blisko” – jestem ciekaw kto wpada na tak genialne nazewnictwo, chciałoby się teraz zaśpiewać „im więcej ciebie tym mniej…” ;]
sty 6, 2009
Reply
@julievna, piszesz: Nie zgadzam się na odbieranie fotografii jej prawdziwego znaczenia i jej deprecjonowanie wskutek pogoni za obrazem wartym miliony.
Dokładnie. Mam tylko nadzieję, że prawdziwa fotografia coraz bardziej się oddziela od jej skomercjalizowanej młodszej siostry, która właśnie się rodzi na stołach montażowych.
A że szufladki to wątek poboczny – pewnie masz rację. Ale ja czasem lubię, jak rozmawiamy wielowątkowo. :)
@kuba: Trzyma się kupy. Żyjemy w czasach, gdzie różni ludzie lubią swoimi słowami gorąco protestować przeciw utartym schematom. Tim jak widać to taki buntownik. Ten buntownik w jakiejś części pewnie siedzi w każdym z nas, ale moim zdaniem powinniśmy zachowywać umiar – opamiętać się w negowaniu pewnych zachowań.
Tak naprawdę cała postawa Hetheringtona jest w tym wywiadzie jednym dużym buntem – abstrahując od jego (wywiadu) wartości jako dzieła dziennikarskiego. Taki bunt trochę na siłę – „nie nazywajcie mnie fotografem, mimo, że zajmuję się robieniem fotografii” czy „fotografia to przeżytek, teraz dokument to tylko kamerą filmową!”.
Wbrew tym zawołaniom, zarówno szufladki, jak i fotografia jako taka przetrwają – bo tacy jesteśmy my, ludzie.