Zawsze Kwadrat

Sign In

RSS


1235
uzaleznionych
od ZawszeKwadratu

sty 03
sobota
Czarno-białe, Marudzenie
Tytuł zdjęcia, czyli o podpisach

Ukradłem komentarz. ;)

Pewna Kasia napisała w pewnym miejscu:

Po co fotografia i historia? Bo fotografia to fotografia, i przynajmniej w moim mniemaniu, powinna mówić sama za siebie. Bez podpisu i dodatkowego wyjaśnienia. A historia to historia – w książce, w przewodniku.
Czy to nie jest przerost formy nad treścią, albo treści nad formą?

fot. Shomei Tomatsu - wizualizacja felietonu na fotopolis.
fot. Shomei Tomatsu - wizualizacja felietonu na fotopolis.
Swego czasu przyglądałem się z boku dyskusjom o podpisach w fotografii. Jednak dziś przypomniał mi się felieton wyczytany niegdyś na fotopolis. Tekst o fotografii japońskiej, dla której – niestety – rzadko potrafię znaleźć odrobinę zrozumienia.

Popatrzmy na fragment, który dotyka podpisów, czy też towarzyszącym fotografiom historii:

Fotografia japońska nie istnieje bez kontekstu, w którym powstała i przy oglądaniu nie można się kierować tak ulubionymi przez kulturę zachodnią względami estetycznymi. (…) Shomei Tomatsu przedmiotem medytacji i fotografii uczynił nieatrakcyjny, zwykły asfalt przy wyjściu z tokijskiego metra i tam również odnalazł wszechświat. Zgodnie z tradycją wschodniej duchowości wybór przedmiotu medytacji ze względu na jego atrakcyjność jest tylko dowodem na to, że Umysł jest jeszcze na etapie rozróżniania i klasyfikowania rzeczywistości, nie osiągnął jeszcze jasnej i czujnej świadomości, w której nie ma już dualnego podziału na to co piękne i nie-piękne.

Hmmm… Wspaniały tekst. Wspaniale się wpisuje we wszelkie dyskusje o zdjęciach. Wspaniale pasuje do obrazu, któremu towarzyszy.

Tylko chyba o czymś zapominamy. Zapominamy o tym, czym jest fotografia. Dlatego do tej pory nie bardzo miałem ochotę się odzywać w temacie. Dziś sprowokował mnie rzeczony komentarz.

Fotografia to obraz.

Jeśli towarzyszy mu tekst – nic w tym złego. Czasem tekst powinien towarzyszyć. Powinien być dopełnieniem. Jednak jest to wciąż tylko i wyłącznie margines – autor zdjęcia komunikuje się głównie przez obraz.

Jeśli jednak przedmiotem komunikacji nie jest zdjęcie, a tekst, bądź cokolwiek innego – to zwyczajnie przestańmy to nazywać fotografią. Bądźmy wobec samych siebie szczerzy – wtedy obrazek jest zwyczajną ilustracją.

Ewentualnie zróbmy z tego pomieszania tekstu i zdjęć jakiś inny twór multimedialny. A co tam, dołóżmy nawet dźwięk czy wideo. Wolno nam, dobrze mówię?

Nie jestem jakimś ortodoksem, nie chcę twierdzić, że zawsze czysta fotografia powinna być czytelna bez żadnego tekstu. Wręcz przeciwnie – tekst, niczym oprawa, ramka, passe-partout, osadza fotografię w pewnym kontekście. Ale bądźmy ostrożni, by nie przesadzić w nazywaniu fotografią tych tworów multimedialnych. Bo skończymy, jak Japończycy, którzy chyba nie do końca się w fotografii odnaleźli (co swoją drogą mnie dziwi, bo wiele ich akcentów kulturowych mnie zachwyca).


Post Tags: , , ,

21 Responses to “ Tytuł zdjęcia, czyli o podpisach ”
  1. Twój tekst zahaczył dwie kwestie, z których ciekawszą wydaje mi się ta przemycona za tematem. Japonia, czy w ogóle Daleki Wschód to dla wielu przyczyn kultura, której poszczególnych aspektów nie warto ot tak porównywać z „kulturą zachodu” bo w zależności od perspektywy ta druga wypadnie śmiesznie co najmniej. To po prostu miejsce wystarczająco odległe, żeby swoją obecnością zaprzeczyć globalizacji w warstwie kulturowej, tak sądzę przynajmniej. I git.

    Z podpisami to jest tak, że nie lubię. Tytuł – ok, jeśli autor ma coś do powiedzenia tytułem. Jakiegoś skupienia jednym słowem „rozlazłych” myśli odbiorcy. Jakiś szerszy opis, z okolicznościami, datą itd ma sens chyba tylko w dokumencie, a to dla mnie trzeciorzędny typ fotografii. Tak mi się zdaje.

  2. A ja jestem całkowicie przeciwny dodawaniu opisów zdjęciom pojedyńczym w serii. Rozumiem, komentarz do serii czy w jakis sposób nazwanie serii, ale musi to być ogólne i nie zakłócać osobistego odbioru pojedyńczych zdjęć. Wiele tez zalezy od tego jaki typ fotografii uprawiamy. W przypadku reporterki przyjęło się, że jeżeli zdjęcia są prezentowane bez żadnego tekstu, dostajemy informacje pod zdjęciem o tym co widzimy i gdzie miało to zajście, to jest max. Gdy te same fotografie są okraszone dłuższym tekstem i połoączone w spójną historie nazywa się to już reportażem, a fotografie stają się ilustracją do opowiedzianej histori, to już nie jest fotoreportaż.

    Czysta fotgrafia artystyczna to nie jest dodatkowy czynnik pobudzający wyobraźnie, ona sama ma coś przekazać, zachwycić doznaniami wizualnymi. Bo przeciez dlatego wykonujemy zdjęcie bo cos nas urzeka w kadrze, nie dlatego, ze obok mieszka interesujący człowiek.

    Problem tej dyskusji polega na tym, że ludzie zapominają, że dobra i urzekająca fotografia jest od dawna połączona z gatunkami literackimi, jest w pewnym sensie dodatkiem. W połączeniu z tekstem i np dzwiekem ma słuzyć efektywnemu przekazaniu historii i wzbudzeniu uczuć. Ona nie stoi na pierwszym miejscu, najwazniejszy jest tekst. Tylko niektorzy po prostu skupiają się na fotografii.

    Ten przypadek fotografii japońskiej to jakaś bzdura. Przecież gość po prostu wykorzystuje duchowość swojego społeczeństwa i próbuje wmówić widzom, że jeżeli nie dostrzegają w jego tworach sztuki i piękna to nie wzniesli się na odpowiedni poziom duchowy. No po prostu WTF?
    Nie wiem jak się mu udało opowiadając takie brednie uzyskac światową sławe. Naprawde, ci krytycy szutki to mają ciężko poprzewracane w głowie. Nie wiem też co im wyznacza jakieś granice tego co
    można nazwać sztuką a co już nie. Ale to chyba jest nam znane, szkoda tylko że ci gówniani pseudoartyści wdzierają sie do fotografii.

    Czy ludzie zapomnieli o czasach, w których prace stworzone przez wielkich mistrzow były genialne dla prostego odbiorcy(oczywiscie otwartego na sztuke)? Nie potrzebował się on wznosić na jakieś wyzyny duchowe, osiągać jakiś stanów umysłu żeby dostrzec piękno sztuki.

  3. Hello!

    Pozwolę sobie skomentować jedynie wycinek tej dyskusji.
    mendoza, nie zgodzę się z Twoim tak mocno krytycznym głosem w kwestii wmawiania ludziom czegośtam. Umiejętność dostrzegania w wycinkach wszechświata obrazów wartych przekazania innym, jest inna dla każdej istoty ludzkiej. Nie da się więc łatwo i szybko określić kanonów tego co JEST prawdziwą, czystą Sztuką. Tak samo nie masz i Ty prawa kilkoma słowami zabierać tak kategorycznego głosu w sprawie czy coś NIE JEST Nią. Wygląda na to, że nie zająłeś sobie zbyt wiele czasu wdzierając się w kontekst sprawy.

    Nie jest to temat przy okazji którego jest sens rozwodzić się nt. w czym leży siła japońskich sztuk wizualnych, jednak w bardzo wielkim skrócie opiera się (i nie tylko ona) głównie na prostocie. Do tego trzeba też podpiąć duchowość i pewną filozofię, która uzasadnia to podejście.

    Mam też w związku z Twoimi słowami taką skromną propozycję (nie skierowaną do nikogo konkretnego), aby gównianych pseudoartystów nie szukać wszędzie dookoła, tylko zacząć może od własnego podwórka.

    Pozdro i Wesołego 2009.
    Fut

  4. Cholernie ciekawy temat.
    Ja czasami mam wrażenie, że zależnie od tego co robię w danej chwili jestem za a nawet przeciw podpisom :)

    Stosuje je sam. Raczej, jak wspomniał mendoza, do opisu serii, a nie pojedynczych prac. Co nie zmienia faktu, że byłem i jestem często przeciwnikiem nachalności w tym temacie. Widziałem już prace „zasrane” tekstem do bólu. Utopione wręcz w nadmiarze dywagacji i głupiego zazwyczaj udawadnianinia, że artysta wiedział co robi. Takie robienie z odbiorcy imbecyla.

    Tutaj zazwyczaj stają mi jednak przed oczyma prace „współczesnej” szkoły fotografii i np.: zdjęcia białej ściany z cieniem krawata. Tutaj niestety nie jestem w stanie sam domyśleć się i wysilić wyobraźni na tyle, by skumać co ten „srtysta” miał na mysli. No, ale zaraz potem wrzucam to do worka fotografii konceptualnej i … odwracam głowę :)

    Złoty środek to klucz. Dobrze prawisz na końcu Rudolf…
    Ja niestety nie rozumiem japońskiej kultury… kompletnie.
    I chyba nie chce jej zrozumiec…:)

  5. Przepraszam @przemo, rozumiem Cię. Jednak ja się również z tobą nie zgadzam. Nie wiem dlaczego mam szukać u siebie pseudoartyzmu, po prostu nie jestem tolerancyjny wobec tego co tworzy np Shomei Tomatsu. Jego zdjęcia nie zaistniałyby bez tej wydumanej filozofii. Jestem zwolennikim czystej estetyki jaką niesie ze sobą sama fotografia. Nie znosze dobarwiania jej wydumanymi opisami i innymi wizualizacjami.

    „…jednak w bardzo wielkim skrócie opiera się (i nie tylko ona) głównie na prostocie. Do tego trzeba też podpiąć duchowość i pewną filozofię, która uzasadnia to podejście.”

    OK, ale nie nazywajmy tego fotografią.

    Z takim podejściem można sfotografować cokolwiek i w jakikolwiek idiotyczny sposób. Posiedzieć trochę prz biurku i pomyśleć jak by to fajnie połączyć z rownież bezsensowną filozofią. Jak mamy dobre zaplecze to sukces gwarantowany. A dodatkowo przyprawi to jakiegoś bezmózgiego krytyka sztuki orgazmu.

    I jeszcze raz na koniec powtarzam. Krytykuję nazywanie tego czegoś fotografią. Nie mam nic przeciwko istnieniu tych sztuk. Dzieki temu będe omijał takie „wydarzenia kulturalne” wielkim łukiem i nie będe musiał się denerwować.

    Pozdrawiam

  6. @iczek: z tym zrozumieniem kultury japońskiej , jest jak ze wszystkim, co w dużej mierze odstręcza nas swoją obcością – trzeba poznawać po kawałku; polecam jednak, byś spróbował – niektóre kawałeczki potrafią być ogromne inspirujące :)

  7. Dodam jeszcze, że chodzi mi konkretnie o tego typu „fotografie” jak ta powyżej z jednej z jego serii.
    Nie znam dokładnie twórczości tego człowieka, ale widziałem też kilka jego zdjęc które potrafię zaakceptować i są jakiś sposób inspirujące.

    Z nim trochę tak jak z Tomkiem Sikorą :)

  8. Podoba mi się, że ta dyskusja nawet do czegoś prowadzi. Poważnie, nie sądzicie że z naszych słów wyłania się pewien wniosek? Jakiś jeszcze nieokreślony fundament nowego nurtu wynikły z czystej i konkretnie zaakcentowanej potrzeby widza? Tak właśnie powstaje Sztuka :)
    Pozdro

  9. Mendoza – dziś własnie w Empiku wdziałem albym Sikory. Nie da sie teog przejść… on chyba z Japoni jest…:)

  10. Wiecie co, takie podpisywanie fotografii, nie jest wcale prostą sprawą.
    Czasami fotografia jest tak „dobitna”, że podpisywanie jej w jakikolwiek sposób jedynie burzy jej odbiór, wtedy jest niesmacznie :/
    Ja ostatnio tak się zniesmaczyłam podpisami pod zdjęciami Tomaszewskiego – wystawa jakiś czas temu prezentowana  w Wawie w CSW. Podpisy moim zdaniem”od czapy” zupełnie nie nawiązujące do zdjęcia, ale może to tak jak ze sztuką japońską? W sensie jest zbyt górnolotna, abym mogła to zauważyć ;)

  11. Fotografia – zdaniem autora – to „obraz”, natomiast dodatnie do fotografii tekstu powoduje, że staje się on „zwyczajną ilustracją”.  Z tego można wyciągnąć wniosek, iż, albo żadna fotografia nie jest zwyczajną ilustracją, albo iż fotografie dzielimy na „obrazy” i „zwyczajne ilustracje”.  Trudno to rozstrzygnąć w oparciu o powyższy wywód.  Trudno też zrozumieć zachętę autora do „szczerego przyznania” powyższych okoliczności przez każdego z czytających. 

    Pomijając powyższy chaos definicyjny, domyślam się, że chodzi o to, czy opatrywanie fotografii tekstem (rozumiane też jako umieszczanie jej w pewnym kontekście) jest celowe, czy też nie.   Odpowiem tak: każdy przejaw działalności twórczej posiadający treść – w tym fotografia – pozostaje w jakimś kontekście względem rzeczywistości.  Od autora zależy, czy ten kontekst ukryje – utrudniając tym samym zadanie osobom, które zechcą zrozumieć jego przekaz, czy też kontekst ten ujawni – ułatwiając to zadanie.  Jeśli zatem postulujemy nieopatrywanie fotografii tekstem (tj. nieumieszczanie jej w jakimkolwiek kontekście), to tym samym z jednej strony podnosimy sobie poprzeczkę na drodze do jej zrozumienia, z drugiej zaś, możemy interpretować ją w sposób wolny od podpowiedzi i sugestii autora (co ciekawe, czasem pozwala to na ustalenie, że autor przekazał szereg treści w sposób zupełnie niezamierzony).  Z obydwu powyższych powodów skłonny jestem przyłączyć się do postulatu autora-Rudolfa o oszczędność w podpowiedziach.  Wszak sztuka wieloznacznością stoi.

  12. @Kraftsman – nie, dodanie do fotografii tekstu nie powoduje automatycznie, że staje się ona ilustracją.
    To tak w temacie chaosów definicyjnych.
    ;)
    Piszesz jednak, że „sztuka wieloznacznością stoi”, jednak wydaje mi się to stwierdzenie zbyt niebezpiecznym – właśnie przez to, że pozwala na zbyt daleko idącą dowolność w określaniu pewnych granic (tu: co i kiedy pozostaje fotografią). To tak, jak z samym pojęciem słowa sztuka – tam to dopiero chaos definicyjny!

  13. Za wycieczki formalne – przepraszam.  W sumie były niepotrzebne. 

    Co do reszty:  nie dostrzegam niebezpieczeństwa.  Jestem fanem wieloznaczności, intryguje mnie i inspiruje wieloznaczny przekaz.  A co i kiedy pozostaje fotografią?  To chyba już inne pytanie.  Nie jestem pewien, czy je dobrze rozumiem.

  14. hm, Ci najwięksi w sztuce jakiekolwiek to ludzie, którzy stawiają na prostotę, prostotą właśnie się zapisali tacy Beatlesi. Zawsze, nawet jak kombinowali to mimo wszystko starali się nie utrudniać odbioru. To samo jest z fotografią – im dłuższe widzę wytłumaczenie tego co mam zobaczyć, tym większe budzi to moje podejrzenia. Trzeba być celnym, a nie rozwlekłym, zwłaszcza w naszych czasach. ;)

  15. Trochę mnie zastanawia, po co Wam te rozróżnienia, czy coś jest fotografią, czy ją już nie jest. Czy może jest prawdziwą fotografią, a może nieprawdziwą? Spotykam się z tym bardzo często w komentarzach do blogów i portali tematycznych, a w istocie problem jest równie „istotny”, jak to czy canon jest lepszy od nikona i równie nierozwiązywalny. Co to w ogóle znaczy, że coś jest fotografią? We współczesnej kulturze sztywne granice dawno straciły znaczenie. Chyba ważne jest, czy dany przekaz przemawia do nas, a nie to, czy jest fotografią, wideo-artem czy jeszcze czymś innym. Osobiście bardzo lubię łączenie różnych mediów. Choćby tekstu, literatury z fotografią. I nie mam zamiaru zastanawiać się, co tu pełni rolę służebną, ilustracyjną, a co jest meritum. Czasem może lepiej dać sobie sposkój z katalogowaniem świata, etykietowaniem go i opisywaniem, bo być może daje to co prawda złudzenie oswajania rzeczywistości, ale zawęża też horyzonty.
    Trochę dziwi mnie także Wasz (nie wszystkich) ostry stosunek do pewnych rodzajów twórczości, jak choćby prezentowanego Japończyka, czy też ostatniego albumu Sikory, który chyba wszyscy znawcy „klasycznej fotografii” zrównali już z błotem. Nie zapominajmy, że nie żyjemy w renesansie. Postmodernizm przyniósł nieskończenie wiele możliwości przekazu i nieskończenie wiele możliwości twórczej ekspresji. Nie ma już ludzi, krytyków, twórców, manszardów, samych artystów, którzy są w stanie ogarnąć całość współczesnej sztuki i kultury, a nawet jej najważniejsze trendy. Dziś percepcja sztuki nie jest możliwa bez poznania KONTEKSTU. Dlatego jak wchodzę na wystawę, na której widzę przysłowiowe kreski na białym tle, to (mimo że nie przepadam za minimalizmem estetycznie) nie reaguję stwierdzeniem „każdy by tak umiał”, tylko biorę do ręki katalog i staram się poznać ów KONTEKST i czegoś dowiedzieć o artyście i jego drodze. Nie nazywajmy tego „dorabianiem ideologii” albo „wymysłami teoretyków” bo to integralna część sztuki współczesnej. Nie ma odbioru bez znajomości kontekstu. Co najwyżej niezrozumienie (a może po prostu ignorancja?), irytacja i odrzucenie, które pozwoli nam wrócić do oglądania po raz setny klasycznie pięknych i bezpiecznych w odbiorze przykładowo portretów Richarda Avedona (które niewątpliwie są „prawdziwą fotografią”). Pozdrawiam

  16. Trochę mnie zastanawia, po co Wam te rozróżnienia, czy coś jest fotografią, czy ją już nie jest. Czy może jest prawdziwą fotografią, a może nieprawdziwą? Spotykam się z tym bardzo często w komentarzach do blogów i portali tematycznych, a w istocie problem jest równie „istotny”, jak to czy canon jest lepszy od nikona i równie nierozwiązywalny. Co to w ogóle znaczy, że coś jest fotografią? We współczesnej kulturze sztywne granice dawno straciły znaczenie. Chyba ważne jest, czy dany przekaz przemawia do nas, a nie to, czy jest fotografią, wideo-artem czy jeszcze czymś innym. Osobiście bardzo lubię łączenie różnych mediów. Choćby tekstu, literatury z fotografią. I nie mam zamiaru zastanawiać się, co tu pełni rolę służebną, ilustracyjną, a co jest meritum. Czasem może lepiej dać sobie sposkój z katalogowaniem świata, etykietowaniem go i opisywaniem, bo być może daje to co prawda złudzenie oswajania rzeczywistości, ale zawęża też horyzonty.
    Trochę dziwi mnie także Wasz (nie wszystkich) ostry stosunek do pewnych rodzajów twórczości, jak choćby prezentowanego Japończyka, czy też ostatniego albumu Sikory, który chyba wszyscy znawcy „klasycznej fotografii” zrównali już z błotem. Nie zapominajmy, że nie żyjemy w renesansie. Postmodernizm przyniósł nieskończenie wiele możliwości przekazu i nieskończenie wiele możliwości twórczej ekspresji. Nie ma już ludzi, krytyków, twórców, manszardów, samych artystów, którzy są w stanie ogarnąć całość współczesnej sztuki i kultury, a nawet jej najważniejsze trendy. Dziś percepcja sztuki nie jest możliwa bez poznania KONTEKSTU. Dlatego jak wchodzę na wystawę, na której widzę przysłowiowe kreski na białym tle, to (mimo że nie przepadam za minimalizmem estetycznie) nie reaguję stwierdzeniem „każdy by tak umiał”, tylko biorę do ręki katalog i staram się poznać ów KONTEKST i czegoś dowiedzieć o artyście i jego drodze. Nie nazywajmy tego „dorabianiem ideologii” albo „wymysłami teoretyków” bo to integralna część sztuki współczesnej. Nie ma odbioru bez znajomości kontekstu. Co najwyżej niezrozumienie (a może po prostu ignorancja?), irytacja i odrzucenie, które pozwoli nam wrócić do oglądania po raz setny klasycznie pięknych i bezpiecznych w odbiorze przykładowo portretów Richarda Avedona (które niewątpliwie są „prawdziwą fotografią” i nie wymagają podpisów). Pozdrawiam

  17. Mi się wydaje, że duże znaczenie w tej dyskusji ma to, jaką fotografię osobiście lubimy, jaka nas interesuje najbardziej i porywa.  Dla mnie osobiście fotografia nie jest sztuką samą w sobie i samą dla siebie, ale przede wszystkim dokumentacją świata lub jego kreacją. W obu przypadkach zdjęcie powinno przemawiać samo przez siebie, przykuwać uwagę, zastanawiać, inspirować, zmuszać do poszukiwania własnej ścieżki lub poszerzania wiedzy o temacie przedstawionym. Przypisy do fotografii reportażowej jednak są dla mnie równie ważne jak ich treść. Wielokrotnie od nich zaczynała się moja podróż do sedna danego tematu.
    Nie interesuje mnie jednak w sztuce abstrakcja, dlatego odrzucam te kreacje i fotografie, których znaczenie i symbolika zależy od przeczytania podpisu. Może to proste i schematyczne – ale albo fotografia na mnie działa albo nie. Tak samo jest z poezją, filmem, muzyką, malarstwem. Jak zachwyca skoro nie zachwyca – rzekłby Gombrowicz.

  18. Wydaje mi się, że dużo zależy od motywacji twórcy. Jeśli pragnie się skomunikować z odbiorcą, to może chcieć ułatwiać to tytułem lub podpisem. Może też chcieć pozostać milczący, ale musi być wtedy odporny na niezrozumienie.

  19. Fotografia to fotografia. Opis ZAWSZE musi pozostać tłem, uzupełnieniem, dodatkiem etc. dla obrazu. Tu nie chodzi o postrzeganie fotografii, bo w/w zasada jest dogmatem. Takim samym, jak fakt, że do zrobienia zdjęcia potrzebny jest aparat. W opisywanym w nocie przypadku obraz jest tłem dla tekstu. Tzw. tekstografia.

  20. Do zrobienia zdjęcia nie jest potrzebny aparat :-) Czy Man Ray nie był fotografem? wiele jego zdjeć powstało bez użycia aparatu. Uważajmy na dogmaty. Nie ma dogmatów poza tymi, które sami sobie budujemy w głowach.

  21. Man Ray był fotografem, ale był też eksperymentalistą. Rayografia to technika wykonywania obrazu. Nie tworzenia zdjęcia. Zdjęcie to obraz, który powstaje przy nieodzownym udziale aparatu. A dogmaty budujemy sobie w głowach po to, byśmy mogli określać rzeczywistość. Gdyby nie dogmaty, można by zaprzeczyć wszystkiemu. Dzięki dogmatom filozofowie nie zrobili jeszcze wszystkim prania mózgu. Nadal jednak niektórym dogmatom można się przeciwstawić. Np. mówiąc, że Boga nie ma. Jednak negacja samej idei dogmatu to najkrótsza droga do klęski zupełnej.


Post a Comment



Utwory autora tej strony sa dostępne na licencji Creative Commons. | Logo design by Michał Apanowicz | News Plus wordpress theme brought to you by Zidalgo.