środa
Czarno-białe, Marudzenie, Warsztat fotograficznyCzym jest zdjęcie?
Zastanowiło mnie w pewnym momencie, co tak naprawdę kryje się pod pojęciem zdjęcie.
Wszyscy robią zdjęcia – technik w szpitalu robi zdjęcie rentgenowskie, nastolatka pstryka komórką zdjęcie do internetu, artysta-fotograf „wykonuje” zdjęcie kamerą wielkoformatową a fotograf ślubny pstryka serie zdjęć swoją wypasioną cyfrówką z lampą błyskową. A niektórzy hobbyści robią zdjęcia wręcz kadrując je i zapisując tylko w głowie – przykładając do oczu pomocniczy prostokąt wyobrażający kadr!
Kiedyś pisałem nawet o sytuacji, która pewnie już na nikim nie robi wrażenia, gdzie obiekt fotografowany znajduje się w jednym miejscu świata, a medium, czyli to, gdzie zapisuje się obraz – na drugim końcu kuli ziemskiej.
Czy to nie czas, by trochę przyjrzeć się definicji tego słowa?
Popatrzmy więc na kilka etapów powstawania fotografii, które często w skrócie są określane tym mianem:
- wykadrowany obrazek w danym momencie – teoretycznie, według niektórych jest to już zdjęcie; jego zapis istnieje tylko w głowie fotografa, i jest dość ulotny – według wszelkiej mojej wiedzy taka pamięć o kadrze ulega z czasem zniekształceniu i upraszczaniu;
- obraz zapisany na jakimś nośniku – praktycznie nie zdarza się, by na tym etapie był to obraz, który można zwyczajnie zobaczyć; jest to albo zbiór mało czytelnych informacji w krzemie, albo obraz utajony w negatywie czy innym nośniku tradycyjnym; taki obraz jest poddawany obróbce (albo chemicznej, albo cyfrowej);
- etap pośredni, negatyw – czyli mamy już wstępnie obrobioną fotografię, ale wciąż nie nadającą się do prezentacji – to właśnie z tego etapu wychodzą właściwe, widoczne obrazki; zwykle negatywy, bądź RAW;
- zdjęcie właściwe – czyli ogólnie rzecz biorąc, odbitka; na drodze do tego etapu powstają właśnie zmiany, które niektórzy porównują do „odgrywania partytury„;
- zdjęcie z podpisem – tu już zaczyna się część kontrowersyjna: niektórzy nie uznają wartości zdjęcia, o ile jest nie opisane/podpisane; szczególnie podpis jest dla niektórych niezwykle istotny – również podpis autora w postaci autografu czy jakiegoś suchego stempla;
- zdjęcie w oprawie – passe-partout, antyramy i tak dalej; są tacy, dla których tylko oprawione zdjęcia są godne tego, by zwrócić na nie uwagę.
Wikipedia twierdzi, że zdjęcie to „ogólna nazwa czegoś, co zostało sfotografowane, czyli sam obraz zapisany dowolną techniką fotograficzną.”
No dobrze, ale czy jeśli chcemy porozmawiać o zdjęciach, to nie lepiej mieć je w jak najpełniejszej formie? Czyli z podpisem i w ramce?
Pierwsze zdjęcie, którego wygląd znamy to „Widok z okna…” Niépce‘a. Nigdy nie miałem go w ręku, ale jest zapisane w jakiejś tam formie (cyfrowej) i ma podpis zarówno osadzający go w kontekście, jak i definiujący autora. Nie wiem jednak, czy ta fotografia prezentuje mi się rzeczywiście tak, jak chciał autor – jest’li więc zdjęciem, czy nie? Czy aby ta partytura nie jest grana fałszywie?Czy w ogóle coś cyfrowego może być zdjęciem? Nie mogę tego ani dotknąć, a tak naprawdę nie mam pewności, że jest efektem „techniki fotograficznej” – przecież te komputery strasznie kłamią! ;)
Ale poważnie – czy nie powinno być zdjęciem coś, co mogę wziąć do ręki? Co rzeczywiście jest wynikiem naświetlania fotograficznego? Czy – jeśli tak – to całe rzesze fotografów przesiadających się na cyfrówki w jednej chwili przestają robić zdjęcia?
Ależ herezje!
Mizerere…
PS. W temacie „pierwszego zdjęcia” – podobno pierwszy portret przedstawiał Polaka, Jana Werbowskiego, uczestnika wojen napoleońskich, a naświetlanie trwało 30 minut. Fotografował sam Daguerre, ale tego zdjęcia nawet w formie cyfrowej nie widziałem. Czy to znaczy, że to już nie zdjęcie? Chyba raczej „legenda”, nie mylę się? ;)
Post Tags: Daguerre, definicja, Jan Werbowski, mizerere, Niepce, partytura, pierwsze zdjęcie, prostokąt, pytania, zdjęcie
Wpisy powiązane
Related Post
Popularne
- Prezenty i gratisy od Zawsze Kwadratu (157)
- Wciąż można znaleźć samorodki (104)
- Biznes wg Mistrzów (99)
- Co zrobić? (85)
- O tym, jak fotografia analogowa przyniosła mi ulgę (81)


lut 12, 2009
Reply
chodzą mi samemu po głowie takie myśli z okazji różnych rozmów. przydałaby się definicja, przydałoby się określenie i rozróżnienie językowe tego co jest punktem wyjściowym od tego co oglądamy jako efekt przedstawiony przez autora albo sami przedstawiamy. Dla mnie osobiście moment od wyzwolenia migawki po skadrowaniu jakiegoś fragmentu przestrzeni to ujęcie, albo zdjęcie właśnie. Takie zdejmowanie jakby warstewki rzeczywistości widzianej przez obiektyw. Z mniejszą lub większą dokładnością mogę przewidzieć jak dalej potoczą się losy tego obrazu, ale nie widzę go jeszcze [choć w cyfrze ulega to skrótowi - wyświetlacz]. Dalej jest negatyw, albo RAW, czyli plik surowy, bez mojej ingerencji ponad wybór samego materiału zdjęciowego. Ostatecznie pozytyw, czy wydruk [i tu już dla mnie na trzeci plan spychane są takie rzeczy jak opis/kontekst czy oprawa choć wynika to ze specyfiki moich zainteresowań fotograficznych]. Efekt nazywam sobie w głowie dopiero fotografią. Rozróżnienie przydaje mi się dla potrzeb rozmów np o grafikach powstałych na kanwie zdjęcia. Zazwyczaj nie przerabia się graficznie gotowej fotografii, przynajmniej dla mnie to byłoby niszczenie czegoś skończonego. W miejscu rezygnacji z obróbki tradycyjnie wiązanej z fotografią projekt odbija w stronę grafiki. Ale to dygresja tylko w celu uzasadnienia podziału. Sama prewizualizacja pozytywu/wydruku [tj przed naciśnięciem migawki czy wręcz przed dokonaniem pomiarów], o ile ma silny wpływ na proces, dla mnie osobiście nie należy do niego. Choćby dlatego, że konsekwencja nieczęsto gości w moich projektach ;)
Każdy jakoś sobie sam tworzy wewnętrzny słownik i choć upiera się przy stosowaniu dokładnych definicji [trudno przestawić się całkiem wewnętrznie na czyjś słownik], przy kontakcie z innymi przechodzi na breję zwaną językiem potocznym. Jeśli zapytam kogoś „czy mógłbym zrobić jego ujęcie” zabrzmi to dziwnie, a staramy się upłynnić ten etap dla własnego dobra. Ograniczę się więc do szerokich i niewiele uściślających sformułowań jak portret, czy zdjęcie właśnie.
lut 12, 2009
Reply
A czy blog w w komputerze naprawdę istnieje? Czy może jest tylko czymś wymyślonym?
A może cały nasz świat nie jest rzeczywisty? Może jest tylko cieniem rzeczywistego świata rzucanym na ścianę jaskini w której siedzimy uwięzieni? Czy podczas kręcenia Awantury o Basię naprawdę wrzucono kobietę pod pociąg? Myślę, że nigy się tego nie dowiemy…
lut 12, 2009
Reply
o to to, ten blog bylby prawdziwy, gdybym mogla przeczytac go w Empiku na kanapie, DOTYKAJAC i przewracajac kolejne strony… a tak, phi, czuje sie oklamywana!
lut 12, 2009
Reply
stałeś się komercją!!!
piszą o Tobie na fotopolisie!!!
lut 12, 2009
Reply
@emsi: z tą Basią to ja w końcu naprawdę nie wiem… :)
@Marta: prowokatorko!
@wyrocznia: wypraszam sobie! albo odszczekasz, albo ubita ziemia!
(ależ bojowy jestem)
lut 12, 2009
Reply
czy przez „pomocniczy prostokąt” to patrzy niejaki pan Tomasz P.? :)
lut 13, 2009
Reply
z prostokątem dobry pomysł. sam tak czasem robię, tyle że zamiast prostokąta używam oprawki okularów, dzięki czemu wychodzą mnie ładne panoramy (szkoda, że Państwo tego nie widzą). od czterech miesięcy „fotografuję” w ten sposób pewien wiadukt kolejowy, czuję się jak Claude Monet. megalomania ze mnie wyłazi.
lut 14, 2009
Reply
@Rob: tak, zwany również Tomaszkiem. :)
lut 14, 2009
Reply
W sumie to Niepce zrobił Heliograf – pokrył kawałek metalu asfaltem syryjskim – substancją bitumiczną otrzymywaną z ropy naftowej o właściwościach śiatłoczułych. Hmmm może się czepiam, ale w „The Photograph” Clarke pisze o 8 godzinach naświetlania ;) Pozdrawiam!!!!
lut 15, 2009
Reply
>Każdy jakoś sobie sam tworzy wewnętrzny słownik..
Dokładnie, tak ja to „widzę”:
Zdjęcie zdarza nam się „zobaczyć” — jak wspomniałeś — już na etapie kadrowania, stuprocentowe zdjęcie. Takie zdjęcie to skarb!
Jeżeli uda nam się uzyskać je również na odbitce to mamy piekielnie dużo szczęścia,
a wykończenie należy do procesu jego powstawania (przynajmniej w/g „the print”) więc odbitka wykończona jest wykończonym zdjęciem a niewykończona — niewykończonym ;-)
lut 15, 2009
Reply
Zdejmujesz fragment rzeczywistości i wtłaczasz go w małą ramkę. Nie jest już rzeczywistością, ale to nie ważne. Zdjęcia nie można dotknąć, bo nie istnieje w sensie fizycznym. Nośnik nie jest zdjęciem i jest istotny tylko z przyczyn praktycznych: bo potrafi zdjęcie pokazywać. Samo zdjęcie istnieje tylko w głowie.