Zawsze Kwadrat

Sign In

RSS


1120
uzaleznionych
od ZawszeKwadratu

mar 11
środa
Czarno-białe, Marudzenie, Wkręty historyczne
Misja fotografa

Przeczytałem o tym, jak to wojenni fotografowie jeżdżą po świecie dla zdjęcia, a nie dla misji.

Chciałem oczywiście napisać coś takiego, że teraz to nie ma pracy w imieniu idei, czy misji, i tak dalej.

Owszem, ja pracuję dla idei. Tylko dlatego, że nie robię zdjęć na zlecenie. Dlatego, że robię zdjęcia, bo coś sobie wymyślę.

Niestety, świat jest brutalny, i trzeba iść do przodu – zmagać się z konkurencją, wyżywić rodzinę, kupić ajfona, opłacić prąd, wodę i gaz. Do tego jednak – trzeba pieniędzy. A niestety, wokół nas wszystko jest tak urządzone, że pieniądze kłócą się ze wzniosłymi ideami.

Chciałem też napisać coś o tym, że teraz praktycznie wszyscy jesteśmy zepsuci komercjalizacją. Chciałem się odnieść do czasów sprzed lat, kiedy to byli prawdziwi idealiści.

Wiecie co? Dałem sobie spokój. To takie typowe marudzenie zgreda. O ile marudzić lubię (i potrafię), o tyle zgredem to chyba jeszcze być nie chcę.

Zacząłem więc się zastanawiać, jak to jest teraz, a jak było kiedyś z tym poczuciem misji. Tak naprawdę – jak to było wtedy, gdy nikt jeszcze nie znał słowa „fotoreporter”.

Marcus Sparling na wozie Fentona
Marcus Sparling na wozie Fentona
Rok 1855. Wojna Krymska. Roger Fenton, syn brytyjskiego bankiera na zlecenie wydawcy Thomasa Agnew i za namową Księcia Alberta pakuje do specjalnie przygotowanego wozu-ciemni sprzęt, kamery, materiały, brodatego asystenta w postaci Marcusa Starlinga (na zdjęciu) oraz służącego – i… wybiera się na swoją misję.

I to jest bardzo ciekawy moment, bo w przyszłości zostanie on odebrany przez wielu jako dzień, w którym narodziła się fotografia wojenna. Najciekawsze jednak jest to, co tak naprawdę było misją Mr Rogera! Otóż wyobraźcie sobie, że w tej wojnie miał on fałszować obraz, jaki sam musiał oglądać – stosy trupów, tysiące rannych, które opisywał w listach do małżonki, magicznie przekształcał (na swoich kolodionowych płytach) na dumnie wyprostowanych oficerów i wyluzowanych szeregowców. Miał przekonać Brytyjczyków do toczącego się konfliktu z Rosją.

Rodaków raczej jednak nie przekonał, a cała wyprawa dała mu nieźle w kość – mimo, że przed wyjazdem przez kilka tygodni zaprawiał się w Yorkshire, na miejscu przeżył piekło. Temperatura była wysoka, naświetlenie jednego zdjęcia zajmowało kilka/kilkanaście sekund, a na dodatek wyobraźcie sobie niewygody polowe w tamtych czasach na froncie. Nie dziw, że wrócił do Anglii przed końcem konfliktu z cholerą i połamanymi żebrami!

Wkrótce po jego powrocie ukazała się w Londynie wystawa z ponad 300 pracami – która jednak nie odniosła jakiegoś oszałamiającego sukcesu – być może dlatego, że wojna zaraz się skończyła. Nie można więc powiedzieć, by ta misja zakończyła się sukcesem.

Ale skoro tak wyglądały początki fotoreportażu wojennego, to jak jest teraz?

Niestety, ucinając zgłosy zgredów – teraz jest lepiej. Na front nie raz wyruszają tacy, co to naprawdę chcą pokazać okropieństwa wojny. Owszem, dostają za to pieniądze, ale przynajmniej nie wciskają takiego kitu, jak planował wcisnąć Fenton.

Zaczęło się więc źle, by w ciągu dziesięcioleci się poprawić. Obyśmy tylko tego trendu nie zepsuli.

Za inspirację dziękuję anonimowemu czytelnikowi, wikipedii oraz przekrojowi.

 

UPDATE od czytelnika svistakk:

Początki fotografii prasowej i fotoreportażu wiąże się najczęściej z osobą brytyjskiego reportera i fotografa Rogera Fentona, który z ramienia „Timesa” fotografował wojnę krymską. W rzeczywistości Fenton przybył na Krym w 1855 roku, a rok wcześniej fotografowanie tego konfliku rozpoczął Carola Szathmari, rumuński fotograf węgierskiego pochodzenia. Od marszałka tureckiego Omera Paszy i feldmarszałka Michaiła Gorczakowa uzyskał zgodę na fotografowanie obu stron konfliktu i swobodne przechodzenie linii frontu. Kiedy jego zdjęcia wystawiano na Światowej Wystawie w Paryżu, Fenton dopiero przybył na Krym2.

Jednak zdjęcia Fentona wywołały pierwszą dyskusję związaną z teorią i praktyką fotografii prasowej. Przed jego pojawieniem się na Krymie, czytelnik brytyjskiej prasy poznawał konflikt oczami reportera Howarda Russela, który z iście naturalistycznym podejściem opisywał losy żołnierzy, nie szczędząc swoim, wychowanym w duchu wiktoriańskie ogłady i konwenansów, czytelnikom brutalnych opisów walk, śmierci, czy fatalnych warunków na foncie. Było to szalenie odległe od oficjalnego obrazu dziarsko maszerujących wojaków.

Roger Fenton był natomiast idealnym produktem swojej epoki. Jego zdjęcia były delikatne, wręcz grzeczne, żołnierze w nienagannych pozach i mundurach, jeśli fotografował pole walki, to już po jego uprzątnięciu ze zwłok. W praktyce ukazywały wojnę, jakiej nie było.

To zderzenie „wojny Fentona” i „wojny Russela” doprowadziło do pytania o to, czym powinien kierować się reporter wykonujący zdjęcia. Oddaniem rzeczywistości, czy może wpasowaniem się w ramy istniejącego sposobu pojmowania rzeczywistości i kanonów, według których rozpatruje się świat i zjawiska w nim zachodzące.

Taki głos w dyskusji – czemu Fentonowi się nie udało “wcisnąć kitu” ;)


Post Tags: , , , , , , , , ,

15 Responses to “ Misja fotografa ”
  1. takaczapka

    mar 12, 2009
    Reply

    tki fotoreportażu wojennego, to jak jest teraz?

    Niestety, ucinając zgłosy zgredów – teraz jest lepiej. Na front nie raz wyruszają tacy, co to naprawdę chcą pokazać okropieństwa wojny. Owszem, dostają za to pieniądze, ale przynajmniej nie wciskają takiego kitu, jak planował wcisnąć Fenton.Wspomnialbym jeszcze o fotografii wojennej wojny secesyjnej. Panowie fotografowie z Timothy O’Sullivanem na czele potrafili przenosic ciala poleglych aby uzyskac lepsza kompozyje!

  2. marudzenie zgreda

    Nic nie mam do powiedzenia :). Chciałem tylko przetestować nowy sposób komentowania :P

  3. Owszem, dostają za to pieniądze, ale przynajmniej nie wciskają takiego kitu, jak planował wcisnąć Fenton.

    Boże, Rudolf, a na czym Ty opierasz te bulwersującą opinie?Nie wciskają kitu?A zdjęcia dorabianych rakiet, dorabianych dymów, inscenizowane wynoszenie rannych, przekładanie zwłok i wreszcie udawanie martwych dla dobrego kadru…. to wszystko przykłady sprzed maks. 3-4 lat z największych agencji.Więc o jakim niewciskaniu kitu Ty mówisz!? (powinieneś iśc na ten wykład Miękusa – on właśnie o tym mówił).O zakłamaniu kontekstu w fotografii, który jest dużo bardziej szkodliwy od klasycznego fotomontażu, który łatwo wyłapać.Koledzy z Gazety dorabiający nóżki szpakom wiedzą to najlepiej :)Ja tam odbieram dzisiejszą fotografię wojenną, jako jedno wielkie zakłamanie.Fotograf zależnie od kraju, z którego pochodzi trzyma jedną ze stron i pokazuje tak, jak powinien :)Zresztą akurat to nie jest dla mnie powodem do stawiania zarzutów… cóż… albo pracuje się za kasę i pokazuje „prawdę dostosowaną” albo sam fotograf ma wewnętrzną ocenę sytuacji i robi pod to właśnie.Misja!?Uważam, że są tacy, którzy kierują się misją. Ale Ci nie pracują dla agencji.Ich zdjęcia pozostają poza głównym nurtem…Oni praktycznie tworzą eseje… opowiadania… dotykają tkanki nie tylko wojennej… szerzej kadrują.

  4. Iczek, wyrywasz z kontekstu zdanie. A wcześniej jasno stało:

    Na front nie raz wyruszają tacy, co to naprawdę chcą pokazać okropieństwa wojny

    Już przestałeś się bulwersować?

  5. No dwa razy nie musiałeś //:)I nie wyrywam…! To ty dodałeś mechanizm cytowania…!A do meritum – podsumowałeś wpis tym zdaniem, które zacytowałem… Nie wiem dlaczego zarzucasz mi wyrywanie z kontekstu…? Wyboldowałeś słowa: „teraz jest lepiej”… sugerując, że jest lepiej. Czy ja po prostu po wczorajszym spotkaniu z JP nie myślę trzeźwo…?Rudolfie Drogi!Podtrzymuje to, co napisałem i czego nie zauważyłeś… że są misyjni fotografowie. Są!Myśle, że jak zwykle myślimy tak samo, ale każdy z nas musi to powiedzieć sam.Takie z nas Waćpany!:)

  6. I wnerwia mnie, że tekst leci jednym ciągiem!!! Akapity są potrzebne – jak rozpocząć myśl w tym edytorze od nowego akapitu do jasnej cholery!??

  7. każdy z nas musi to powiedzieć sam.Takie z nas Waćpany!:)

    Niewykluczone, że masz rację.
    I tu pewnie jest pies pogrzebany, jeśli chodzi o większość długich dyskusji w internecie ;)

  8. @

    iczek

    I wnerwia mnie, że tekst leci jednym ciągiem!!! Akapity są potrzebne – jak rozpocząć myśl w tym edytorze od nowego akapitu do jasnej cholery!??

    Ale że jak? Nie możesz nacisnąć enter?
    Zobacz:
    Tu jest akapit.
    Tu następny.
    Da się?

    Poza tym czego mi tu jakieś techniczne sprawy wrzucasz, jak od tego był poprzedni wątek?
    Łajdactwo, naprawdę…

  9. Polecam książkę „Marsz” E. L. Doctorowa. To powieść o wojnie secesyjnej, ma jednak bardzo rozbudowany wątek o fotografii podobnej do tej, jaką uprawiał Fenton.

  10. “Marsz” E. L. Doctorowa

    Dzięki, RJ :)

  11. Początki fotografii prasowej i fotoreportażu wiąże się najczęściej z osobą brytyjskiego reportera i fotografa Rogera Fentona, który z ramienia „Timesa” fotografował wojnę krymską. W rzeczywistości Fenton przybył na Krym w 1855 roku, a rok wcześniej fotografowanie tego konfliku rozpoczął Carola Szathmari, rumuński fotograf węgierskiego pochodzenia. Od marszałka tureckiego Omera Paszy i feldmarszałka Michaiła Gorczakowa uzyskał zgodę na fotografowanie obu stron konfliktu i swobodne przechodzenie linii frontu. Kiedy jego zdjęcia wystawiano na Światowej Wystawie w Paryżu, Fenton dopiero przybył na Krym2. Jednak zdjęcia Fentona wywołały pierwszą dyskusję związaną z teorią i praktyką fotografii prasowej. Przed jego pojawieniem się na Krymie, czytelnik brytyjskiej prasy poznawał konflikt oczami reportera Howarda Russela, który z iście naturalistycznym podejściem opisywał losy żołnierzy, nie szczędząc swoim, wychowanym w duchu wiktoriańskie ogłady i konwenansów, czytelnikom brutalnych opisów walk, śmierci, czy fatalnych warunków na foncie. Było to szalenie odległe od oficjalnego obrazu dziarsko maszerujących wojaków. Roger Fenton był natomiast idealnym produktem swojej epoki. Jego zdjęcia były delikatne, wręcz grzeczne, żołnierze w nienagannych pozach i mundurach, jeśli fotografował pole walki, to już po jego uprzątnięciu ze zwłok. W praktyce ukazywały wojnę, jakiej nie było. To zderzenie „wojny Fentona” i „wojny Russela” doprowadziło do pytania o to, czym powinien kierować się reporter wykonujący zdjęcia. Oddaniem rzeczywistości, czy może wpasowaniem się w ramy istniejącego sposobu pojmowania rzeczywistości i kanonów, według których rozpatruje się świat i zjawiska w nim zachodzące.Taki głos w dyskusji – czemu Fentonowi się nie udało „wcisnąć kitu” ;)

  12. @

    svistakk

    O, dzięki – good point!

  13. Tak poniekąd na marginesie, ale w temacie: kredo Jamesa Nachtweya http://born66.net/?p=958

  14. wg mnie fotografia nigdy nie oddawała rzeczywistości i zawsze stanowiła jedynie bardziej lub mniej świadome odzwierciedlenie indywidualnego podejścia fotografa do tematu. podobnie jak z malarstwem czy innymi sztukami. to w głowie fotografa tworzy się jakiś obraz, który mniej lub bardziej świadomie ukazywany jest poprzez zdjęcia. i do tyczy to każdego etapu. od momentu doboru sprzętu, kliszy, obiektywu, filtrów, poprzez obróbke i wreszcie dobór materiału do publikacji.


Post a Comment



Utwory autora tej strony sa dostępne na licencji Creative Commons. | Logo design by Michał Apanowicz | News Plus wordpress theme brought to you by Zidalgo.