wtorek
Wokół ludziKonkursy fotograficzne
Swego czasu gdzieś daleko, na północy, za górami i tuż przed morzem, wyczytałem artykuł o tym, kto to zasiada w konkursowych jury.
Dziś czytam wywiad z Aleksem Majoli, i co „słyszę”?
„W (…) konkursach nie chodzi o to, czy ktoś jest dobrym fotografem, czy nie, tylko o przyznawanie nagród. (…)Według mnie wszelkie konkursy i nagrody zabijają prawdziwą fotografię – bo w nich chodzi tylko o kariery uczestników. Większością z nich kieruje chęć pokazania, udowodnienia sobie „jesteśmy najlepsi”. A przecież fotografia to nie wyścig Formuły 1. Słyszałem nawet, że wśród duńskich fotoreporterów panuje zwyczaj, że jeśli któryś nie zdobył jeszcze żadnej nagrody w World Press Photo, nie może grać z innymi, tymi wyróżnionymi, w golfa.
(…) To, czy moje zdjęcie zostanie przez kogoś nagrodzone, czy nie, nie ma nic wspólnego z moim postrzeganiem fotografii.
(…) zdjęć w szpitalu na Leros nie robiłem, by poinformować ludzi o jego istnieniu, tylko aby pokazać doświadczenie – jak ja owo życie odebrałem, jak to przeżywałem. Jestem pewny, że tymi zdjęciami nie wygrałbym żadnego konkursu fotograficznego. I bardzo mnie to cieszy. Bo wiem, że umiem robić zdjęcia, które wygrywałyby World Press Photo, tylko nie chcę.Gdyby Henri Cartier-Bresson startował w World Press Photo, nigdy by nic nie wygrał.”
Okej, teraz pytanie do głębi każdego z tych z Was, którzy uczestniczyliście w jakimś konkursie fotograficznym – dlaczego to zrobiłaś/zrobiłeś???
Wiecie, ja się tutaj z Aleksem zgadzam, niestety. W szczególności dotyczy to fotografów, którzy są pewni tego, co sobą reprezentują oraz tych konkursów, które mają jakąś tam renomę. Bo oczywiście rozumiem, że ktoś bierze udział w konkursie po to, by sobie udowodnić, że jego zdjęcia nie są takie złe.
Albo – jeszcze lepiej – rozumiem udział w konkursie dla nagrody, o ile taka jest oczywiście coś warta. Czyli ogólnie dla pieniędzy.
Ale dla sławy? Dla rozwinięcia kariery?
A może jednak konkurs to jedyny sposób na to, by świat o tobie usłyszał, biedny fotografie? Biedaku, przecież poza konkursami nie masz szans zaistnieć mając za konkurencję miliony podobnych tobie z cyfrówkami w rękach i fotoszopem w kieszeni!
To jak to jest? Kto bierze udział w konkursach i po co? I dla kogo są konkursy?
Post Tags: Alex Majoli, kariera, konkurencja, Konkursy, nagrody, pieniądze, sława, World Press Photo, wyścig szczurów
Wpisy powiązane
Related Post
Popularne
- Prezenty i gratisy od Zawsze Kwadratu (157)
- Wciąż można znaleźć samorodki (107)
- Biznes wg Mistrzów (99)
- Co złego - to nie my! (88)
- Co zrobić? (86)

kwi 14, 2009
Reply
Bardzo podobnie jest z konkursami na Blog Roku….
Czasami nawet uczestnik otwarcie mówi, że startuje dla kasy…
;)
kwi 14, 2009
Reply
Bezczelne typy! :D
kwi 14, 2009
Reply
Hm… może czasem chodzi o ciekawe pokazanie tematu… bo np. ja widzę to w taki, a nie inny sposób. Ale na ile jest obiektywny osąd szanownego jury??? Oto jest pytanie!
Może wszystkie konkursy są do ‘bani’… Sama już nie wiem… W końcu najważniejszy jest ten, kto ogląda… Ale to przecież bardzo subektywny odbiór, nieprawdaż?
kwi 15, 2009
Reply
Chyba głownie dla korzyści materialnych (czyt. kasa), abym mógł sobie kupić nowy obiektyw, albo chemię do ciemni. Chociaż gdzieś z tyłu głowy jest ta zabłąkana i szalona myśl… może ktoś zobaczy moje zdjęcie i mu się spodoba, pokaże znajomym, znajomi swoim znajomym, itd., a pewnego dnia idąc ulicą ktoś nieznajomy mnie zaczepi i powie „to Ty zrobiłeś to świetne zdjęcie!” ;]
No ale jest jak jest… moje klisze czekają ciągle w lodówce na „wielkie nadejście chemii” :]
kwi 15, 2009
Reply
Witam
Od dawna czytam Twojego bloga [nie był wtedy tak popularny ;) i nie wygrywał konkursów ;)] nie miałem jednak potrzeby napisania czegokolwiek. Dzisiaj się przełamię ;-).
Konkursy dla mnie to takie „wprawki fotograficzne”. Jest określony temat, określony czas i współzawodnictwo. Uczestnictwo w konkursie w pewnym sensie inspiruje, zmusza do myślenia na zadany temat i poszukiwania nowych rozwiązań. I jak już zadeklaruje chęć uczestnictwa to staram się zrobić jak najlepsze zdjęcie.
Konkursy „zmuszają” mnie to do wypraw z aparatem i zaprzestania robienia zdjęć tylko „w głowie.”
Zakładając, że zdjęcia robię głównie dla siebie uczestnictwo w konkursie to sprawdzenie przed samym sobą (poznanie zdjęć i podejścia do tematu pozostałych uczestników), następnie zebranie informacji w jaki sposób inni odbierają twoje prace i jest oczywiście nagroda ;-))).
Tak na marginesie konkurs fotograficzny to nie tylko World Press Photo :)
Pozdrawiam Elmo
kwi 15, 2009
Reply
A ja wystartowałem w życiu w trzech konkursach… W dwóch dostałem wyróżnienie… i nie były to portrety :)
A ten jeden to… uwaga… World Press Photo :)
Tak, tak… był rok 1999 kiedy wziąłem udział tylko w jednym celu…
Wówczas wszyscy uczestnicy otrzymywali darmowy egzemplarz albumu konkursowego wiec i ja dostałem świeżutki album po zakończeniu.
Wiec widać, ze zrobiłem to dla kasy.
Świadomie wziąłem udział w jednym konkursie. Świadomie, to znaczy, ze przygotowałem sobie temat i zrealizowałem go w ciągu 3 miesięcy.
Powodów jest tyle samo, ilu uczestników. Dla mnie powód materialny jest równie dobry co powód artystyczny.
A powód obłaskawienia własnego ego, waży tyle samo, co udział dla jaj.
Liczy się zaangażowanie w konkurs… To już coś.
Bo ludziska, po prostu – róbmy coś! :)
kwi 15, 2009
Reply
Warto startować w konkursach, bo zawsze można potem wybrać się na darmowe wino – to się chyba wernisażem nazywa :-)
Raczej nie wygrywam, ale tak naprawdę konkursy są żeby ruszyć tyłek i w końcu przejrzeć te negatywy, a w nagrodę można dowiedzieć się, jak inni patrzą na ten sam temat.
kwi 15, 2009
Reply
@Fiona, wydaje mi się, że absolutnie nie na miejscu jest jakiekolwiek wspominanie o rzekomym obiektywnym spojrzeniu jury ;)
@Sir Gareth: a znajomym nie możesz ot tak, pokazać swoich zdjęć? Albo nawet oprawić w ramkę i podarować?
@Elmo: no coś w tym jest. rzeczywiście, konkursy nabierają czasem jakiegoś tam sensu, gdy się traktuje je jako
„zlecenie”, czy coś, co cię trzyma w ryzach;
@Iczek: a co to jest „powód artystyczny”??
@Michał: jakoś nie wiązałbym konkursu z wernisażem. Jak pisał kiedyś Iczek, namnożyło nam się tyle konkursików, i tyle z nich jest tak wątpliwych, że ja podejrzewam że taki wernisaż wystawy pokonkursowej to już luksus. ;)
kwi 15, 2009
Reply
Konkursy? W paru bralem udzial, głównie ze wzgledu na nagrodę (zeby wygrac, trzeba grac… kasy nigdy za malo ;) ) albo dla tego ze bylo mi to przydatne (np. szkolny konkurs – lepsze oceny z jakiegos przedmiotu) Ale też dla pokazania siebie, robię zdjęcia bo sa moja pasją, ktoś gra na pianinie bo to jego pasja… dlatego czasami chce podzielic się tym z innymi, zamiast dla siebie tylko, chce zagrac dla innych… ;)
kwi 15, 2009
Reply
Ja chciałem fotoramkę i dostałem fotoramkę. Z lenistwa, bo mi się kupować nie chciało, to sobie fotkę wysłałem na konkurs. Więc, w sumie, dla kasy. :)
Obecnie mamy tyle konkursów, że słanie czegoś w celu uzyskania prestiżu ma niewielki sens. Ale generalnie zgadzam się z Iczkiem – jak ktoś potrzebuje impulsu, żeby ruszyć się i coś zrobić, to lepszy taki, niż żaden.
kwi 15, 2009
Reply
Ostatnio modne stało się wpisywanie w swoje „Artystyczne BIO” udziałów w konkursach. Jaja co! :)
Jak nie masz co napisać, to można wymienić dziesiątki konkursów, a wygląda ładnie :)..
kwi 15, 2009
Reply
Iczek, aż sprawdziłem, czy na Twoich stronach jest jakieś Bio z info o konkursach! ;)
kwi 16, 2009
Reply
Witam.
To było jakieś 11 lat temu.
Chciałem wygrać dla własnego EGO. Się podbudować, sprawdzić, poddać ocenie i usłyszeć co na ten temat powiedzą inni. Czy jestem dobry w tym co robie, czy nie?
Z 3 miesięce myślałem nad tematem, potem film Agfa Ultra 50, obiektyw Tamron 90 f2.8, światło słoneczne.
Wszystko dopracowane. Zrobione zdjęcia, wybrałem 6.
No i pierwsze miejsce na 320 startujących i 1800 prac.
Udowodniłem sobie, że potrafie, że umiem, że mam wiedzę na ten temat.
Pokazałem to innym i „oni” to potwierdzili. Tak, jestem dobry.
I wróciłem do moich ślubów, chrztów i komunii.
To był pierwszy i ostatni mój konkurs.