niedziela
Plenery fotograficzneNie strzelać do fotografa!
Wróciłem z Krakowa, zwiedziwszy parę wystaw w ramach Miesiąca Fotografii. Było fajnie, ale pozwólcie, że o fotografiach, które widziałem, opowiem za momencik, czyli jutro. Najpierw muszę odtajać, odpocząć, wywołać film i napić się eeee…. soczku.
No ale mimo wszystko muszę się podzielić doświadczeniem. Nasza dawna stolica jest miejscem, które jakoś zawsze kojarzyło mi się pozytywnie w łepetynie, i gdyby nie korki czy inne dziwactwa (na przykład duża część pytanych osób twierdzi błędnie, acz z uporem maniaka, że małych kin już nie ma w mieście), to byłoby to idealne miejsce do życia. Notabene z korkami sobie poradziłem przesiadając się na rower, a co do kin, to wiem już kogo pytać.
Często można spotkać dziwne przywiązania ludzi do poszczególnych miast – bazujące na „rzekomym” fakcie, jakoby miasta miały swój charakter. Pisałem kiedyś o Berlinie, teraz przyszło na Kraków. Bo widzicie, w Krakowie nie strzelają do fotografów!
Cała rzecz opiera się na – jak zwykle wydziwnionym – pomyśle zrobienia paru zdjęć pewnej młodej damie w nocy, w tym jednego ujęcia na przejściu dla pieszych, w centrum, oczywiście ze sznurem samochodów i starym tramwajem w tle. Nie jestem jeszcze na tyle majętny, żebym mógł posłużyć się specjalną aranżacją, tuzinem asystentów i pomocą oddziałów policyjnej drogówki – więc musiałem korzystać z czasu, jaki dawały urządzenia odmierzające czas świecenia się zielonego światła dla pieszych. A świeciło się krótko.
Oczywiście robienie kwadratowych zdjęć nieporęcznym aparatem na statywie w nocy nie sprzyja szybkości – przeginałem więc zostając na środku skrzyżowania i każąc modelce pozować podczas gdy sznur pojazdów zgodnie z sygnalizacją ruszał z kopyta.
Owszem, miny kierowców i pasażerów były czasem komiczne, ale jedna rzecz ujęła mnie za serce – nikt nie zrobił ani jednego ruchu w stronę opieprzenia przeszkadzających (czyli nas) – ani słowa negatywnego komentarza, czy klaksonu ze strony kierowców! Wręcz starali się – pełni zrozumienia – przejechać odcinek drogi tak, by nam nie przeszkadzać. No naprawdę, wzruszyłem się. Wychodzi na to, że naprawdę pewne miasta roztaczają magiczną aurę, która wpływa na zachowanie ludzi. Albo odwrotnie :)
Post Tags: kierowca, Kraków, nocne, plener, portret, samochód
Wpisy powiązane
Related Post
Popularne
- Prezenty i gratisy od Zawsze Kwadratu (157)
- Wciąż można znaleźć samorodki (107)
- Biznes wg Mistrzów (99)
- Co złego - to nie my! (88)
- Co zrobić? (86)

maj 31, 2009
Reply
z niecierpliwością czekam aż opublikujesz wyżej rzrczoną klatkę!
maj 31, 2009
Reply
Ehh… małych kin mamy jeszcze w Krakowie kilka i co najlepsze – wciąż nie serwują w nich popcornu. Mam nadzieję nie dożyć dnia, w którym nastanie ich koniec.
Co do ludzi – przy okazji następnej wizyty proponowałabym zrobić mały eksperyment: usiąść w jednym miejscu i liczyć, ile ludzi z aparatami przejdzie obok w ciągu… powiedzmy 10 minut. Zapewniam, że poczucie własnej wyjątkowości szybko gaśnie w trakcie tejże obserwacji.
Wniosek? Krakowianie są przyzwyczajeni do bycia obstrzeliwanymi. ;)
cze 1, 2009
Reply
ja mysle ze te poczucie wartosci nie zgasnie
bo cóz bedzie mozna naliczyc w ciagu tych 10 minut?
20 pstrykaczy z małpkami i bladym pojeciem o fotografi?
cała wycieczkę skosnookich turystów ktorzy pstrykaja dookolasiebie?
moje poczucie wartosci w takich warunkach napewno by nie ucierpiało
cze 1, 2009
Reply
Fart? Przypadek? ;-)
cze 1, 2009
Reply
Pewnie omijali Cię jak nieszkodliwego wariata, myśląc „lepiej z takimi uważać, pewnie jest chory umysłowo, przejadę sobie o tutaj boczkiem i wszystko będzie dobrze”.
:P
cze 1, 2009
Reply
Jednym okiem czyutam wpis, drugim kończe w osobnym okienku „Vicky.Cristina.Barcelona”. I tak myslę o tych miejscach.Chyba Paweł Kosicki na sowim blogu pisał cos o miejscach fotogenicznych, czarownych dla fotografa.
Z drugiej storny, ponoc najtrudniej sfotografowac własną dzielnicę, własne 100 metrów od klatki, w której mieszkamy.
Z tymi ludzmi uprzejmymi, to bym nie przesadzal, aczkolwiek miło, że Cie to spotkało.
Może racja jest w tym, ze miejscowi są przyzwyczajeni do turystów… po prostu. A moze jest w nich szacunek dla sztuki z racji historii.
Może.
Generalnie, to miejsca czarowne są i ja w nie wierzę. Każdy musi kiedyś swoje znaleźć. I zrobić tam zdjęcie.
cze 1, 2009
Reply
A ja zaraz wyląduje na Centralnym i zobacze po raz kolejny warszawską gościnność… Trzy dni bede mial by się przekonać jak to u Ciebie wygląda Rudolfie… :):):)
cze 1, 2009
Reply
Może to dlatego, że miałeś analogowy aparat z czarno-białym filmem i to na domiar wszystkiego, jeszcze w kwadracie…. jakbyś miał cyfrę to by Cie wszyscy obtrąbili i zbluzgali ;]
cze 1, 2009
Reply
,,myśląc “lepiej z takimi uważać, pewnie jest chory umysłowo”
To za niedługo przestanie być problemem, jak zamykną Kobierzyn :-)
sie 18, 2009
Reply
Cieszym się, że się podobało. Zapraszam ponownie.
Ale odskoczcie od Chińczyków!
Sam widziałem jak kilku z pinholami latało. Gdzie nam do nich!