Zawsze Kwadrat

Sign In

RSS


1151
uzaleznionych
od ZawszeKwadratu

maj 07
czwartek
Książki i albumy
„Uchwycić moment”

Pojawiła się na rynku książka reklamowana hasłem „Pierwsza książka z wykładami o fotografii, którą przeczytasz przy kawie”. Widziałem jej zapowiedzi tu i ówdzie, więc naszła mnie ochota na przeczytanie, tym bardziej, że usłyszałem w tak zwanym międzyczasie, że nie jest to pozycja dla początkujących.

Może i nie jest. Ale tak naprawdę to nie wiem, jaki jest docelowy odbiorca. Chyba najzwyczajniej w świecie docelowym odbiorcą jest każdy, kto chce za to zapłacić – ot, takie amerykańskie podejście. ;)

Ale poważnie – amerykańskość wprost bije z kart tej książki. Jest tam wiele cwaniactwa (acz równoważonego jednak pokorą), mnóstwo kolorów, dużo lamp, statywów, muchos dolaros i w ogóle showbiznes.

I mimo wszystko świetnie się czyta niektóre opowiastki, mimo, że są bardzo krótkie (tak na jedną stronę). Owszem, zapowiedź jest przesadzona (pozycja ma inspirować, rzucać wyzwanie i pomagać zrozumieć fotografię i sztukę robienia zdjęć na poziomie dotąd niemożliwym), ale cóż – byznes ys byznes, jakoś trzeba postroić piórka.

I wiecie co? Mam wrażenie, że to się dobrze sprzeda. Bo jest ciekawie napisane. A w polskiej bibliografii naprawdę wieje nudą, co mnie niezwykle złości.

McNally ma dobry styl, zdjęcia są kolorowe, i mimo, że mi się nie podobają, to wiecie – przy kawie rzeczywiście da się przełknąć. No i koniec końców jest tam parę porad, które jednak mogą komuś się przydać. Na przykład, wycinek o zoomach:

(…) ciemną stroną tych technicznych cacek jest to, że robimy się leniwi. Wielu fotografujących pojawia się, wbija statyw w ziemię, jakby właśnie odkryło złoża ropy, i pracuje nad pierścieniem ogniskowej, jakby to było pokrętło w jakimś zwariowanym radiu tranzystorowym. Wykazują energię i mobilność rośliny doniczkowej.

Musisz być rozluźniony jak bokser – musisz podskakiwać i lawirować, prześlizgiwać się i przesuwać. Świat nie stoi w miejscu. My też nie możemy.


Post Tags: , , ,

10 Responses to “ „Uchwycić moment” ”
  1. Parę dni temu przyszła do mnie paczka z „The Hot Shoe Diaries” tego samego autora. Trzy czwarte tego co piszesz o „The Moment It Clicks” (nie za bardzo podoba mi się polski tytuł) to opis także i tamtej książki. Pewnie HSD ma więcej porad technicznych, chociaż spodziewałem się dokładnych rysunków, a dostałem opowiastki. Cóż, taki styl.

    „Letting go of the camera” i „On being a photographer” pewnie nie zostały jeszcze wydane w Kraju, prawda?

  2. Jasiu z Rybnika

    maj 8, 2009
    Reply

    Skusiłem się również na zakup tego wydania i nie żałuję.
    Gdy się zacznie od słowa wstępnego Scott

  3. Jasiu z Rybnika

    maj 8, 2009
    Reply

    Skusiłem się również na zakup tego wydania i nie żałuję.
    Gdy się zacznie od słowa wstępnego Scotta Kelbyego wszystko staje się jasne.
    To jest po prostu zbiór złotych myśli autora, streszczenie, sens jego wykładów prowadzonych na różnych kursach..
    Kelby pisze, że namówił Autora na taką formę książki, by zawierała „same mądrości” lub raczej przebłyski inspirujące do działań.
    Podchodząc w ten sposób do lektury nie sposób się rozczarować, a czytać można ją od środka, od końca lub w dowolnym miejscu – np od słowniczka pojęć na końcu, napisanego z humorem.

  4. Jestem świeżo po lekturze “The Hot Shoe Diaries”, która jest opisywana w recenzjach jako zawierająca więcej technicznych porad (w dodatku jak mówi tytuł -ukierunkowanych), niż “The Moment It Clicks”.

    Ja się nie zawiodłem. Jest tam mnóstwo przykładów kreatywnego wykorzystania sprzętu, „sztuczek”, sposobów na radzenie sobie w konkretnych sytuacjach. To, że autor nie zamieszcza diagramów z rozstawieniem sprzętu co do centymetra nie jest absolutnie żadną wadą. Opisuje konkretne sytuacje wystarczająco dokładnie… No chyba, że komuś zależy na uzyskaniu idealnej kopii jakiegoś kadru McNally’ego

    No i wyszło nie na temat… Na usprawiedliwienie dodam, że jest to bardziej odpowiedź na komentarz Pawła…
    W każdym bądź razie wiem, że po „The Hot Shoe Diaries” chętnie przeczytam “The Moment It Clicks”. Ci ludzie po prostu wiedzą jak pisać książki, a wiedza przekazywana w „THSD” moim skromnym zdaniem jest wcale niemała…

  5. Recenzja trafna. Dodałbym tylko, że polską wersję charakteryzuje kanciaste i nieporadne tłumaczenie.

  6. Tomasz, pewnie trochę źle się wyraziłem pisząc o HSD (które zresztą kilka schematów ustawień świateł ma). Nie spodziewałem się diagramów co do centrymetra, ale ogólnych szkiców co gdzie i jak. I wcale nie po to, żeby kopiować jakieś pomysły, ale po to, żeby szybciej zrozumieć sposób w jaki autor buduje klimat zdjęcia. Styl HSD to opis z posta Rudolfa; „pozycja ma inspirować, rzucać wyzwanie i pomagać zrozumieć fotografię i sztukę robienia zdjęć na poziomie dotąd niemożliwym”. Taki to styl. Ja tam nie mam nic przeciwko, ale wolałbym prosty podręcznik :). Wyzwań mam wystarczająco w codziennej pracy.

  7. A ja kupiłem dzisiaj album Helmiego Newtona „Work”. Ot taki prezent se zrobiłem :) Tam naprawde nie trzeba nic czytać, a tłumaczenie jest uniwersalne :)

  8. Paweł – no to ja się zastanawiam, czy my czytaliśmy tą samą książkę… :)
    Niemal w każdym rozdziale, będącym omówieniem konkretnego zdjęcia (czy serii prób prowadzących do efektu końcowego) opisuje jakiego sprzętu użył, jakie miał ustawienia w „puszce”, jakie światło zastane, wprowadzone korekty, ustawienie świateł, najczęściej łącznie z tym na jakim typie statywu/mocowania, filtry na lampach, sposób wyzwalania lamp, praca w iTTLu czy manualnie… Do tego najczęściej dodaje „szkic sytuacyjny” (może niezbyt dokładny). Jesteś pewien, że czytałeś właśnie „THSD”? :)

  9. Tomasz, a gdzie ja napisałem, że nie ma wszystkich potrzebnych informacji? Są, schowane w całkiem dokładnej opowieści jak powstawało dane zdjęcie i jakie autor napotkał trudności. Ciekawie napisana książka, mnóstwo porad. Sądząc opisu „TMIC” Rudolfa całkiem do niej podobna. I wcale nie żałuję kupna, bo alternatyw nie widziałem. Ale zastrzegam sobie prawo do moich własnych utyskiwań nad stylem/formą, bo tego typu książki wolałbym przejrzeć niż przeczytać :).

  10. Bla bla bla. Czytajcie po polsku, czekajcie na te potłuczone polskie tłumaczenia, hi hi. Tak myślałem, że będzie „zbyt amerykańsko”, zbyt kolorowo i zbyt na luzie. Lepiej polakom się czyta podręczniek z rysunkami technicznymi na kartoflowym papierze milimetrowym, a jak zdjęcia to co najwyżej gołe baby w balck’n white, albo szary beton polskich burych miast. Tak się zastanawiam, bo właśnie wróciłem z kina, obejrzawszy przeciętny amerykański film, który gdyby był zrobiony w Polsce i przez Polaków, okrzyknięty zostałby gigaprodukcją i hiciorem wszechczasów. Kiedy w tym kraju ludzie wreszcie zaczną myśleć swobodnie, żyć pełną piersią, być dumnymi, a nie zadufanymi bucami? Kiedy nakręcimy dobry film akcji, kiedy napisze ktoś dobrą książkę o foceniu? I kiedy tłumacz będzie miał doświadczenie, a nie CAE i szkółkę w UK?


Post a Comment



Utwory autora tej strony sa dostępne na licencji Creative Commons. | Logo design by Michał Apanowicz | News Plus wordpress theme brought to you by Zidalgo.