Zawsze Kwadrat

Sign In

RSS


1240
uzaleznionych
od ZawszeKwadratu

cze 20
sobota
Felietony gościnne, Marudzenie, Warsztat fotograficzny
Fotograf w Internecie

Rozmawiałem ostatnio z Rudolfem, a on rozmawiał również z innymi fotografami – i tak sobie myślę, że dość gadania.

Psiakrew, zauważyliście, że nie ma spójności w jaki sposób fotograf powinien manifestować swoją obecność w internecie? Może to i dobrze, bo każdy robi po swojemu, ale wynalazłem (no dobra, może nie ja, ale cicho) uniwersalny sposób na pokazywanie swoich zdjęć.

O nim za chwilę, ale najpierw parę słów komentarza.

Osobiście znam dwa podejścia do prezentacji zdjęć w sieci. Jedno zakłada zrobienie strony-wizytówki, gdzie zdjęcia nowe pojawiają się rzadko, i są dość starannie wyselekcjonowane. Nie szukając daleko, właśnie Rudolf tak ma – i wiele razy dostawało mu się za to, że zdjęcia pokazuje rzadko, a strona jest praktycznie martwa. No bo przecież właśnie tak jest – tyle że jest tak dlatego, że takie było założenie!

Niedawno napisał o tym Mike Johnston – w zalewie zdjęć, szczególnie bolesnym dzisiaj, gdy każdy ma cyfrówkę, oraz istnieje tendencja do prezentowania zrzutów z kart, zamiast wyselekcjonowanych prac – łatwiej namówić oglądającego do obejrzenia mówiąc “to jest 10 moich najlepszych fotografii” niż “chodź, pooglądamy ostatnie 4000 fotek, które zrobiłem moim nikonem”.

Racja?

No więc powstają takie strony, i pewnie jakieś tam wytłumaczenie ich istnienia jest.

Ale, ale – otóż fotograf (nawet nie zawodowy) jest zawsze swego rodzaju sprzedawcą; on w pewnym sensie sprzedaje swoje zdjęcia – walutą, w której otrzymuje wynagrodzenie jest pozytywny feedback na temat jego prac. No a klient dziś chciałby coraz bardziej poznawać tego, od kogo kupuje, i komu “płaci” dobrym słowem.

Więc pojawiła się potrzeba poznania ścieżki rozwoju fotografa. Ludzie chcą widzieć również te zdjęcia, które powstają na bieżąco – niekoniecznie selekcjonowane, ale raczej pokazujące co ten fotograf właśnie teraz robi. Takie trochę włażenie z butami w jego życie. Co zrobić, żeby temu sprostać? Proste – wrzucać na swoją stronę wszystko jak leci. Tylko że wtedy ta strona jest takim mniej lub bardziej uporządkowanym… śmietnikiem, na którym można znaleźć tak skarby, jak i zdechłą rybę.

No więc pomysł, żeby sprostać obydwu wymaganiom jest prosty. Wymaga tylko trochę nadążania za tzw. tryndem.

Składa się z dwóch elementów:

  1. Strona główna – jako wizytówka, zawierająca naprawdę odzwierciedlenie fizycznego, papierowego portfolio, oraz…
  2. Fotoblog. Tak jest. Fotoblog jako uzupełnienie strony-wizytówki. Tylko mała uwaga – fotoblog nie może być oddzielnym bytem. On musi się wpisywać w sposób, w jaki fotograf jest widoczny w sieci. Nie może też być sposobem na zawiązywanie jakichś kółek adoracji, jak to często bywa – zalecam więc zdecydowanie wyłączenie wszelakich komentarzy. Jedynym dopuszczalnym sposobem interakcji miałby być prosty system oceny zdjęcia, czym prostszy, tym lepszy. I jeszcze jedno – jak robisz zdjęcia czarno-białe, i takie prezentujesz na stronie-wizytówce, to jaki jest sens pokazywania kolorowych na fotoblogu? Nie ma. Właśnie o to chodzi – fotoblog ma być spójny z tym, co prezentujesz bardziej “oficjalnie”!

No dobra. Nie jest to nic nowego. Przyznaję. Ale pokażcie mi kogoś, kto tak zrobił – kto fotoblog traktuje jako swego rodzaju dokumentację postępów, zamiast sposób na istnienie w Towarzystwach Adoracji. Ja nie widziałem.

Swoją drogą, tak na marginesie, to ostatnio gdzieś w sieci widziałem parę sposobów na zrobienie strony. Ale to już kwestia techniczna.


Post Tags: , , , , , ,

13 Responses to “ Fotograf w Internecie ”
  1. Po pierwsze nie piszesz nic nowego – mnóstwo ludzi ma fotoblogi razem ze stroną-portfolio.
    Po drugie, to całkiem bez sensu. Fotoblogi są bytami, których istnienie jest uzasadnione tylko i wyłącznie próżnością autora oraz modą na włażenie z butami w życie fotografa.
    Nie widzę uzasadnienia dla tego, by dzielić się każdym zrobionym przez mnie zdjęciem z jakimś anonimowym tłumem.

  2. amen.

  3. Pokazuj WYŁĄCZNIE to to chcesz pokazać, to absolutna konieczność. Szajs, jaki Ci przypadkiem wyszedł, nie może dostać się do czyichkolwiek rąk.

  4. A nie lepiej pokazywac srednio-duzo – tak z 12 miesiecznie – dobrych, aczkolwiek w roznym guscie? Nie wiem skad te skrajnosci u autora postu: “Osobiście znam dwa podejścia do prezentacji zdjęć w sieci.”

  5. Fotoblog, kojarzy mi się tylko i wyłącznie z kolorowym śmietnikiem, zdjęciami obszernej rodziny – “O popatrzcie, jak pięknie uśmiecha się moje dziecko” :/ Śmieci jak wiadomo są wyrzucane, i na ogół nikt nie chce patrzeć na takie kolorowe śmietnisko, no bo i po co?? O jednostkach, które łażą po śmieciach i szukają “nie potłuczonych butelek” nie rozmawiamy, wiadomo że zawsze zdarzy się jakiś margines błędu.

    Propozycja moja jest taka – trzymaj się Fotografie jednej strony (w sensie strony internetowej), która jest Twoją wizytówką, selekcjonuj zdjęcia dokładnie, staraj się, aby na Twojej wizytówce znalazły się tylko takie zdjęcia, z których jesteś zadowolony – dumny. Co miesiąc staraj się wrzucać, choć jedno zdjęcie, narzuć sobie określony rygor, aby Twoja strona “żyła”.

    Średnio co dwa lata, rób generalne porządki na swojej stronie, bo przecież rozwijasz się, i za dwa lata, to co było kiedyś boskie, później może być jedynie znośne. W ten sposób, jeśli rygorystycznie wklejałeś co roku 12 zdjęć, to za dwa lata, masz 24 do wyrzucenia, aby na następne 2 lata zrobić “miejsce” na następne 24 świeże zdjęcia, które sukcesywnie będą wklejane.

    Strona “żyje”, a Ty masz satysfakcję, że pokazujesz to, co najlepsze z Ciebie :)

    No.
    I bez żadnych fotoblogów mi tu!!!
    Co za pomysły???

  6. Tak własciwie to są dwie drogi prowadzenia fotobloga. Jedną jest ta o której pisze Kasia i tej należy własnie się wystrzegać, żeby fotoblog nie stał się miejscem w którym “fotograf” wylewa swoje mdłe dywagacje na temat jego własnego życia, dorzucając do tego jakieś niezawsze ciekawe zdjęcie. Drugą jest ta, którą ja obrałem: wrzucam zdjęcia które uważam za dobre, ewentualnie pisze jak powstawały, historię jaka stoi za danym kadrem, i oczekuje na negatywny feedback opisujący co zrobiłem źle, co należało by poprawić, a potem jak się da ide, poprawiam zdjęcie i wrzucam je na nowo. W ten sposób mam szanse na poprawę mojej techniki.
    Oczywiście istnieją wariacje obu sposobów, jedną jest własnie sposób o którym piszesz.

  7. Eh pany artysty, straszni z Was frustraci.

    Internet, niejako z definicji, jest kojarzony z wolnoscia wypowiedzi a Wy tu jakis artystyczny terror chcecie wprowadzac. Niech sie kazdy prezentuje tak jak ma ochote. Przynajmniej nie jest nudno, a i radosc wieksza jak sie znajdzie jakis rodzynek.

  8. No tak ptashek, to wlasnie taki smietnik ten internet gdbys nie skojarzyl wczesniejszych postów :)
    Jestem za stroną/wizytówką aktualizowana z rzadka, acz regularnie.
    Na takiej stronie powinn byc maks 30 fotek w kategoriach lub 20 w jednej..

  9. Ja uważam podobnie jak iczek.
    Podoba mi się strona [rK]. I nieraz lubię tam zerkać na nowości które się pojawiają.
    Ale jednocześnie podoba mi idea fotobloga, tylko nie jako śmietnik dla reszty zdjęć, tylko jako miejsce na dobre prace, ale nie pasujące do strony głównej/wizytówki.

  10. tak, nic odkrywczego. kijem Wisły nie zawrócisz.

  11. A ja myślę że każdy z nas jest kreatorem własnego wizerunku. Trzeba być sobą. Jeżeli masz ochotę prowadzić bloga prowadź. Jeżeli masz ochotę pisać na nim o różnych głupotach i nie tylko, pisz. Ale nie wydaje mi się żeby było to robienie śmietnika z internetu. Tak jak napomniałem wcześniej każdy z Nas jest kraterom własnego wizerunku. Ja np. robię zdjęcia głównie sportowe (deskorolka, bmx) i zawsze te asy umieszczam an stronę (portfolio), a na blogu piszę informacje zarówno z wyjścia na deskorolke z kolegami na zdjęcia, z imprez i zawodów, ze wspólnych imprezek… Ale wszytko robię świadomie…

    Z jednym zdaniem zgodzić się nie mogę. “…zalecam więc zdecydowanie wyłączenie wszelakich komentarzy”. Wydaje mi się że jeżeli ktoś już prowadzi blog, warto mieć moduł w którym inni mają prawo wypowiedzieć się, może bardziej profesjonalni coś poradzić, mniej procesjonalni wyrazić zachwyt…

  12. Panowie, dajcie spokój – tu się jakiś dramat dzieje. Czytam trzeci wątek i robi mi się słabo. Moim zdaniem uprawiacie niepotrzebną i bzdurną filozofię.
    “Po drugie, to całkiem bez sensu. Fotoblogi są bytami, których istnienie jest uzasadnione tylko i wyłącznie próżnością autora oraz modą na włażenie z butami w życie fotografa.
    Nie widzę uzasadnienia dla tego, by dzielić się każdym zrobionym przez mnie zdjęciem z jakimś anonimowym tłumem.” – że co? Rudolf, z całym szacunkiem, ale wydaje mi się, że nie masz wiedzy ani legitymacji, żeby produkować takie dogmaty. Ile jest fotoblogów tyle pobudek do tego, żeby je prowadzić. Co w tym próżnego, że chcę podzielić się ze znajomymi (i z nieznajomymi, jeżeli ktoś ma ochotę) zdjęciami z ostatniego pleneru? Pobrzmiewa mi tutaj jakaś “ahtystyczna” nuta. Jeżeli ktoś ma ochotę przez tydzień bić się z myślami, które zdjęcie ma zostać “zdjęciem miesiąca” i jako jedyne wzbogacić jedyną portfolio-ołtarzyk Wielkiego Twórcy to ja chyba nie rozumiem takiego rozwiązania. Robię dużo zdjęć, z miesiąca na miesiąc nabieram wprawy i ćwiczę oko. Fotoblog jest dla mnie formą dokumentacji mojego rozwoju i pamiętnikiem a dla reszty – zapisem świata widzianego moim okiem. Nie wypisuje tam o tym, że mi się ząb kiwa tylko w skrócie relacjonuję wydarzenia, których byłem świadkiem. Taka relacja to zdjęcia + trochę tekstu. Może Wam większą satysfakcję sprawia godzinne bicie pianki nad niuansami świateł i cieni w “zdjęciu kwietnia” w portfolio, ja wolę obejrzeć solidną relację, poczytać o kulisach powstawania zdjęć, wolę mieć większy wybór dla oka i szerszy ogląd. Pisząc swojego bloga zakładam, że wielu podziela moje podejście do tematu. Zanim się wziąłem za pisanie dużo przeczytałem i uzmysłowiłem sobie, jaki rodzaj bloga mi pasuje. Na swój blog nie wrzucam całej zawartości karty. Zamieszczam kilka-kilkanaście zdjęć, które uważam za ciekawe, które opowiadają historię.
    Nie szkoda mi czasu na oglądanie cudzych, nie zawsze doskonałych zdjęć. Jeżeli czyjś styl mi podchodzi – mogę obejrzeć i tysiąc, jeżeli nie – nie dojdę nawet do “zdjęcia czerwca” w portfolio mistrza.
    Wśród tych, którzy pasjonują się fotografią jest całkiem sporo takich jednostek, które nie mają wśród znajomych żywego ducha z taką pasją (to na szczęście nie ja). Znajomym można pokazać kilka zdjęć ze wspólnej imprezy, ale mało komu będzie się chciało oglądać 30 fotek ze spaceru po parku. Co wtedy? Mają oglądać sobie cichutko w pokoiku swoje zdjęcia i wybierać jedno miesięcznie godne pokazania światu? Niech piszą sobie do woli blogi i dzielą się nie tylko perełkami fotografii, ale też zdjęciami, które ich zdaniem są ciekawe, udane. Nie twierdzę, że robię zdjęcia dla poklasku i chwały, ale nie wstydzę się tego hobby i dobrze mi robi wiedza, że mój blog regularnie odwiedza kilkadziesiąt osób: coś im w moim postrzeganiu leży, coś im daje oglądanie tych zdjęć. Porównywanie fotobloga do portfolio to jak porównanie Stara i małego fiata – jedno i drugie jeździ, ale służy zupełnie czemu innemu. Jeżeli byłbym profesjonalnym fotografem mody proszę bardzo: założyłbym portfolio i włożył tam kilkadziesiąt zdjęć, które byłyby moją wizytówką, dowodem na to, że moja usługa jest warta sporych pieniędzy. Nie jestem. Dlaczego miałbym trzymać dziesiątki zdjęć, które mi się podobają na dysku? Dlaczego mam nie móc wrócić sobie do nich choćby siedząc w pracy korzystając ze służbowego komputera albo gdziekolwiek indziej?
    Pozdrawiam.

  13. Hmm.. no to ja wpadłem na bardzo zbieżny z roderykową konwencją pomysł na fotobloga.. Galeria – pokazać co się ma, co w duszy gra.. fotoblog – sprawy warsztatowe, przemyślenia, fotki roboczo-szybkie, spisane wyprawy dalsze i bliższe.. słowem – warsztat i świat.. autora galerii.


Post a Comment



Utwory autora tej strony sa dostępne na licencji Creative Commons. | News Plus wordpress theme brought to you by Zidalgo.