wtorek
Felietony gościnne, Warsztat fotograficznyKwadratowe widzenie świata, czyli rzecz o stronach i galeriach
Wpis ten jest odpowiedzią na marudzenie Roderyka w temacie stron internetowych. Tym samym Zawsze Kwadrat oficjalnie zyskał nowego autora, czego sobie, rzeczonemu autorowi i wszystkim czytelnikom serdecznie gratulujemy ;)
„Nie ma zdjęć dobrych – są tylko niedobre … bardziej lub mniej!!!”
„Nie ma zdjęć niedobrych – są tylko dobre… bardziej lub mniej!!!”
Oba te poglądy te wbrew pozorom są prawdziwe i świetnie funkcjonują obok siebie od czasów, gdy pojawiły się pierwsze zdjęcia. Fotografia to dziedzina życia dla indywidualistów… Wszystko w niej ma wymiar jednostkowy: zdjęcie, fotograf i odbiorca. U jednego dane zdjęcie wzbudzi emocje od skrajnego uwielbienia do obrzydzenia przechodzącego w nienawiść, a inny przejdzie obok niego obojętnie, dziwiąc się, dlaczego rzecz tak błaha i niegodna uwagi wywołuje aż tak skrajne reakcje. Widać, że ze zdjęciami jest jak z psią kupą na pięknie wystrzyżonym angielskim trawniku…
W zabawie zwanej fotografią chodzi przede wszystkim o to, by robić jak najwięcej zdjęć, które potrafią wyrwać widza ze stanu obojętnej obojętności. Jeśli robisz dużo takich zdjęć i chcesz je komuś pokazać, to pokazuj i nie marudź, że dużo znaczy śmietnik i w ogóle źle… Trzeba być naiwnie kwadratowym, aby wierzyć, że moje ukochane zdjęcia rzucą cały świat na kolana… Czyżby kolejny kwadratowy mit? Parafrazując Kazika: na kolana chamy! Zdjątka zrobił pan Czesiu, Mieciu, czy pani Dziunia z Konina i cmokać mi tu z zachwytu…, bo inaczej „elyta” artystyczna was obśmieje i będzie koniec.
Oczywiście są różnego rodzaju kulturowe sztance, którymi posługują się wybrani, aby jednych wywyższać, a innych dołować. Strach przed krytyką sparaliżował już niejedną artystyczną duszyczkę … teorie twardych i miękkich punktów, teorie wibrujących płaszczyzn i przenikających się krzywych powodują, że każde pstryknięcie staje się bólem egzystencjalnym prawie nie do zniesienia… zwłaszcza dla pstrykaczy z ambicjami. Myślą, mierzą, analizują i kiedy są gotowi do pstryknięcia fotki, to zazwyczaj już nie ma czego uwieczniać; światło zgasło, a dorożkarz pojechał na piwo.
Pstrykaj, a potem jak lubisz … myśl. Pamiętaj, jeśli zrobiłeś tysiąc zdjęć, to masz znacznie większe prawdopodobieństwo, że znajdziesz wśród nich dwa dobre, niż wtedy, gdy zrobisz tylko dwa. Mały przykład na zastosowanie rachunku prawdopodobieństwa w służbie fotografii. Chcesz mieć więcej dobrych zdjęć, to więcej pstrykaj… proste i pięknie prawdziwe. Trening czyni mistrza, a w dobie cyfrowej fotografii możliwości treningowe ograniczone są wyłącznie pojemnością karty pamięci i akumulatora … jak wracam do domu po całodniowej sesji ulicznej i nie mam tysiąca zdjęć na karcie, czuję ogromny niedosyt … za dużo było piwa, za mało ruchu i znowu setki straconych bezpowrotnie ujęć! Brrr…
Tworzenie pseudo elitarnych stron fotograficznych w myśl przykazania jakiegoś guru myśli porządnie wylizanej: rób dużo, ale mało pokazuj… wcale mnie nie kręci. Zdjęcia robi się dla siebie i jeśli przypadkowo znajdzie się ktoś, kto odnajdzie w nim cząstkę siebie i poczuje się lepiej, to znaczy, że odwaliłeś chłopie kawał dobrej roboty.
Zdjęcie ma wymiar jednostkowy i jest zrobione przez jednostkę dla jednostki. Tyle opinii, ilu oglądających i wbrew pozorom ci, którym się nie podoba nie liczą się wcale – liczy się zawsze ten jeden jedyny, który potrafi się zachwycić i… nie ma znaczenia, czy jest to zachwyt nad jelonkiem na rykowisku. Zdarza się i to często, że jest to właśnie jelonek…
Roztrząsanie – czy… pokazywać dużo, czy też mało? … tworzyć strony żywe, czy też martwe? … mieszać, czy też nie mieszać zdjęć czarno-białych z kolorowymi? – bez próby odpowiedzenia sobie na parę prostych pytań nie ma moim zdaniem najmniejszego sensu. W żargonie z moich studenckich lat jest BEZ SENSU i już.
Tworząc galerię w Internecie powinieneś wiedzieć, jakie zdjęcia chcesz w niej zamieścić, dlaczego te, a nie inne, kto jest odbiorcą i czego oczekujesz po publikacji zdjęć? Jeśli znasz odpowiedzi na te pytania, reszta to banał w rękach specjalistów od marketingu i lepszego widzenia świata.
W internecie możemy znaleźć setki tysięcy stron ze zdjęciami … galerie, blogi i inne trudno definiowalne przypadki. Mamy tam strony w permanentnej budowie (każdy szanujący się fotograf ma przecie swoją stronkę – nie wypada nie mieć, tylko to myślenie przed pstrykaniem jest tak czasochłonne, że brakuje czasu, aby coś tam wrzucić, a chłamu niezgodnego z kulturowymi matrycami tzw. dobrego zdjęcia osoba wrzucać nie będzie i już), mamy strony chuderlaczki i giganty, strony dla wtajemniczonych i żądnych mocnych wrażeń, strony sklepy i magazyny, strony klubowe i muzealne, zwierzęce i ludzkie, strony nijakie i krajobrazowo zakręcone; strony uznanych i wielkich, a także kiczmenów i napastliwych … i tak być powinno, to jest istota i siła Internetu. Nie ma gotowej recepty na dobrą stronę internetową poświęconą fotografii. Być może te najlepsze jeszcze nie powstały? Róbmy swoje, a nasza grupa docelowa sama się wkrótce ujawni … ludzie wiedzą, co jest dobre dla nich, jedni wolą winko owocowe, a drudzy Brunello di Montalcino. Samo życie.
Kumasz Kwadratowy? Jeśli nie, pocałuj żabkę, a być może w ramionach znajdziesz przepiękną księżniczkę … Masa, „elyta” … nigdy w żabce nie dostrzeże ukrytej księżniczki, dla nich zawsze to będzie obrzydliwa ropucha, ale zawsze też znajdzie się ten jeden, który widzi więcej, niż inni … i właśnie o niego chodzi w tej zabawie zwanej fotografią!!!
Post Tags: angielski trawnik, księżniczka, portfolio, prawdopodobieństwo, prezentacja, psia kupa, selekcja, strona, wino, żaba
Wpisy powiązane
Related Post
Popularne
- Prezenty i gratisy od Zawsze Kwadratu (157)
- Wciąż można znaleźć samorodki (104)
- Biznes wg Mistrzów (99)
- Co zrobić? (85)
- O tym, jak fotografia analogowa przyniosła mi ulgę (81)

cze 30, 2009
Reply
Taki luzny potok mysli… ale zgadzam sie prawie w calosci :)
cze 30, 2009
Reply
Uuu la…!
Aleś zajechał..
cze 30, 2009
Reply
moje pytanie jest takie:
a po cholerę fotografowi strona internetowa?
i tym pytaniem kończę swój udział w komentowaniu,
pozdrawiając wszystkich.
lip 1, 2009
Reply
strumień świadomości? rwący potok! – dałem się porwać. popieram! podobnie jak inne Twoje poglądy nt. fotografii. strrrrrrasznie przyjemnie czyta się Twój blog! zaglądam codziennie!
lip 1, 2009
Reply
Takie trochę bez ładu i składu. Zaczęło się czym innym, a skończyło na jeszcze czym inniejszym.
I nie zgadzam się zupełnie z autorem na temat pstrykania tysięcy zdjęć.
To tak samo można powiedzieć, że malarz powinien powiesić na ścianie wszystkie swoje płótna, kupić pojemniki z farbą i… bryzgać, rozchlapywać i obszczywać…. Bo przecież statystycznie 2 obrazy z tego burdelu wyjdą dobre! Tylko zapomniałeś dodać, że to będą obrazy przypadku, a nie wizji autora. I takim bezmyślnym pstrykaniem obrazów niczego się nie nauczy.
Tak jak powiedziałeś „ćwiczenie czyni mistrza” więc należy patrzeć, analizować kadr, analizować kompozycję, barwy, światło, szarości, cienie, tematy, bo to wszystko uczy fotografii. Po czasie przez wizjer aparatu będziesz dostrzegał wszystkie niuanse znacznie szybciej, a nawet można powiedzieć, że instynktownie.
Natomiast pstrykając tysiące zdjęć aż akumulator zapłonie, a karta pamięci straci pamięć, wyćwiczysz sobie co najwyżej palec serdeczny (albo wskazujący, zależy którym robisz). I po 10 latach staniesz się mistrzem w podnoszeniu samochodów jednym palcem……………..
lip 1, 2009
Reply
Od jakiegos czasu mam wrazenie, ze fotografia oraz wszelkie zjawiska medialne osiagnely swoj rubikon. Nazarly sie samym soba, ugiely i pekly wydzielajac jakby to powiedzial Witkacy, odkloaczny smrod metafizyczny wyjakujac w ostatnim tchnieniu – A po co to wszystko? Wystarczylo 8 lat nieokielznanego wypuszczania na swiat co raz to nowszych modeli cyfrowek oraz wypatroszenia z komisow wszystkich starych aparatow wielkoformatowych aby zadac sobie to nieszczesne pytanie – a po co to komu? Z tego najfaniej smieja sie fotografowie komercyjni robiacy za solidna kase. Oni robia to za pieniadze i maja w nosie cala ta pseudometafizyke ;) Robie miejsce w zoladku na baranine z ryzem. Do zobaczenia.
lip 1, 2009
Reply
@ Jacek Gąsiorowski:
„Oni robia to za pieniadze i maja w nosie cala ta pseudometafizyke”
W ogólności masz rację, ale też zauważ, że są lepsi i gorsi. Za tych lepszych trzeba słono płacić (5000zł za sam plener), ale oni właśnie nie mają tej metafizyki w dupie i później ludzie wieszają ich zdjęcia na ścianie i przez lata gdy tylko na nie spojrzą to przypominają sobie te urocze chwile. A dla tych gorszych jest tylko płyta DVD i od czasu do czasu od niechcenia pokaże się te zdjęcia znajomym…
Widzę, że wszyscy lubią tutaj bardzo generalizować i opierać daleko idące wnioski na pojedynczych przypadkach, które może, a może i nie znają ze swojej autopsji, a nie zerkną jak tak na prawdę wygląda rynek komercyjnej fotografii ślubnej. Nawet w tej wyklętej komercji są fotografowie z prawdziwego zdarzenia. A są tam bo na tym można zarobić… zarobić na sprzęt, podróże fotograficzne, studio… bo jak w końcu zwykły amator ma dorobić się szklarni wartej 20tys zł???
Natomiast zgodzę się z Tobą, że popularyzacja i dostępność fotografii cyfrowej sprawiła, że do tego pięknego metafizycznego ogrodu jakim jest świadoma fotografia wdarła się wataha świń, która poryła wszystko, posrała się pod drzewami i zostawiła duszący fetor. Ale i tak jak ktoś chce i dobrze się rozejrzy to piękne kwiaty nadal tam są….
lip 1, 2009
Reply
@Sir Qrcze, od jakiegos czasu odnosze wrazenie, ze fotografia komercyjna = slubna, cos ze mna nie tak? ;) Masz racje, piekne rzeczy powstaja za wielkie pieniadze w wyobrazni utalentowanych tworcow wedlug wzoru piekno do kwadratu, tym kwadratem jest kasa. Zrob badania focusowe, poloz piekna fote opublikowana w np. Vogue obok pieknej foty nigdzie nie opublikowanej. 90% ludzi bedzie sie podobala bardziej ta z Vogue ;) ciekawe dla czego? Casus Newtonow i Avedonow i innych takich ;)
lip 1, 2009
Reply
Drogi Sir Gareth.
Tak pompatycznego zadęcia się tutaj nie spodziewałem.
„do tego pięknego metafizycznego ogrodu jakim jest świadoma fotografia wdarła się wataha świń”
Cholera, zabierzmy przedszkolakom kredki by nie kalały swoimi „bazgrołami” malarskiej spuścizny wieków. Litości.
lip 1, 2009
Reply
„Cholera, zabierzmy przedszkolakom kredki by nie kalały swoimi „bazgrołami” malarskiej spuścizny wieków. Litości.”
A widziałeś tabuny przedszkolaków skanujących swoje dzieła i zarzucających nimi sieciowe galerie?
lip 1, 2009
Reply
Drogi korek chyba mylisz pojęcia. Zresztą SlawekBe już Ci odpowiedział.
@ Jacek Gąsiorowski:
Ależ oczywiście, że masz racje, do fotografii komercyjnej jak najbardziej zaliczana jest fotografia ślubna.
„Zrob badania focusowe (…)”
Jak widzę Ty już takie zrobiłeś, skoro posiadasz tak precyzyjne dane…
Ale osobiście wydaje mi się że te Twoje badania marne były bo uważam, że większości spodoba się ta „piękna, nigdzie nie publikowana”. To takie małe badanie focusowe wśród moich znajomych nie związanych z fotografią.
lip 1, 2009
Reply
„Zrob badania focusowe, poloz piekna fote opublikowana w np. Vogue obok pieknej foty nigdzie nie opublikowanej. 90% ludzi bedzie sie podobala bardziej ta z Vogue”
Jeśli im powiesz że to zdjęcie z Vogue to tak, możliwe że tak będzie. Tyle, że wtedy takie badanie niewiele będzie warte bo zadziała „magia marki” – skoro jest w Vogue to musi być dobre. W zawoalowany, ale jednak, sposób sugerujesz z góry lepszość tego zdjęcia. Gdy dasz te dwie piękne foty bez żadnej otoczki, wtedy może otrzymasz jakieś wiarygodne wyniki.
lip 1, 2009
Reply
@frans
wlasnie to mialem na mysli, fota na okladce Vogue a obok fota „no name” jako odbitka – taki skrot myslowy. Pieniadz „podbija” walor artystyczny z czego wielu znanych ale niezbyt utalentowanych fotografow zdaje (lub nie) sobie sprawe i vice versa, brak otoczki finansowej czyni wielu utalentowanych ale nie znanych fotografow lekko sfrustrowanych ;) Zrobiwszy sytuacje odwrotna, montujac w komputerze okladke Vogue z foty „no name” i zabierajac layout Vogue z foty w nim opublikowanej, pokazujac ja „soute” uzyskamy efekt odwrotny ;)
lip 1, 2009
Reply
Przyklaskuję tekstowi, czekam na kolejne!
lip 4, 2009
Reply
Primo: o czym traktuje ten artykuł? O stronach internetowych jest tu w zasadzie niewiele.
„Pstrykaj, a potem jak lubisz … myśl. Pamiętaj, jeśli zrobiłeś tysiąc zdjęć, to masz znacznie większe prawdopodobieństwo, że znajdziesz wśród nich dwa dobre, niż wtedy, gdy zrobisz tylko dwa.”
Dawno większego idiotyzmu nie czytałem. 1000 przypadkowych i z nich selekcja zestawione z przemyślanymi kilkoma..
no cóż, podejście może się i sprawdzi, np. w dokumencie albo fotografii sportowej, ale też nie do końca, bo trzeba pozycję własną, ustawienia aparatu i inne rzeczy przemyśleć – jeszcze przed robieniem zdjęć.
Ale idąc tym tokiem myślenia fotografia kreacyjna, abstrakcyjna, krajobrazowa, portretowa, nawet kotlety, glamoury itd. wszystko to jest „BEZ SENSU i już.”
Nawet nie wiadomo, z której strony zacząć krytykować, polemizować, bo ta myśl od samego zarania jest błędna. Z błędnych założeń wyszedłeś autorze do błędnej i absurdalnej tezy. Gratuluję, kij w mrowisko wsadzony. Niemniej noty za styl niziutkie.