Zawsze Kwadrat

Sign In

RSS


0
uzaleznionych
od ZawszeKwadratu

cze 02
wtorek
Czarno-białe, Informacje, Marudzenie, Pisane prozą
Miesiąc Fotografii w Krakowie 2009 – relacja

Żydowskie okolice, koszerne jedzenie, korzenny sernik i mnóstwo fotografii – nie tylko oglądanej przecież, ale też trochę robionej, łapanej zarówno ukradkiem, jak i wykreowanej i z pełną premedytacją planowanej.

Jednak siedzę tu teraz, przed niedużą białą klawiaturą po to, by przede wszystkim napisać o wystawach.Wystawach, zdjęciach i wrażeniach, jakie na mnie zrobiły – wszystko po to, by sprostać oczekiwaniom niemoralnej, wściekłej i pełnej żądzy krwi tłuszczy; wszystkich tych, którzy uwielbiają nurzać się w odmętach do przesady szczerej krytyki. ;)

Kurtyna, akcja!

Kawiarenka Krakowska, dwoje młodych (ale bez przesady) ludzi siedzi naprzeciwko siebie, jedząc deser. Wokół rozchodzą się zapachy, jest piękny majowy dzień.

Parodia malarza pejzażysty; Witkacy
Parodia malarza pejzażysty; Witkacy
– Witkacy. Pierwsza wystawa. Płatna, goddamnit! Ale niech tam, chyba było warto. Portrety. Właściwie autoportrety.

– No dobra, czy ten koleś był aż tak narcystyczny?

– Gówno nie narcystyczny. Nie zauważyłaś tego? Owszem, to pierwsze nasuwające się pytanie po rzucie okiem na pierwsze zdjęcia. Pytanie, które milknie chwilę po tym, jak do widza dochodzi fakt, że ten człowiek… on po prostu czuł magię fotografii całym sobą!

– A zauważyli państwo — zagadnął z głupia frant kelner  – że tam były zdjęcia, które były jakby… nieostre, poruszone? Czy to przypadkiem, czy on nie umiał robić zdjęć?

– Umiał doskonale robić zdjęcia — mruknął siedzący brodacz przeżuwając kęs sernika — a te, o którym był pan łaskaw się wyrazić, to były portrety, w których ta „nieostrość” dała specyficzny błysk w oku. Widziałaś to? — zwrócił się do partnerki naprzeciwko stolika.

– Nie.

– A widzisz. Tak jakby przez te oczy dusza wyłaziła, rozumiesz?

– …

– Nieważne. Mi się podobało.

Brodacz opychający się sernikiem wyraźnie czuł narastającą sympatię do nieżyjącego już artysty. Wręcz obejrzana wystawa sprawiła, że odkrył więź emocjonalną z Witkacym. Czuł, że w obejrzanych zdjęciach nie chodziło autorowi o zabawę samą fotografią, a raczej o jakieś odkrywanie człowieka przez zatrzymanie chwili.

– A następna wystawa? Jak szanowni państwą ją znajdują? — Spytał obfity szef kuchni, który nie wiadomo skąd się wziął tuż obok.

– Bleeee — z emfazą rozległo się od strony sympatycznej blondynki siedzącej przy stoliku. Jej partner uśmiechnął się przepraszająco.

– To prawda — przyznał. — Szczególnie niesmaczne były te czarno-białe slajdy. Zresztą, samochody również.

– A ci Czesi to są zwyczajnie szaleni! No weź popatrz – jak jest taki artysta, to on robi zdjęcia dokumentujące, jak przenosi w ręce kawałek wody do rzeki. Czy to nie jest śmieszne? Że on w ogóle wpadł na taki pomysł, żeby takie zdjęcie zrobić. A te samochody się nadawały do takiej gazetki, wiesz, taki papier gazetowy i ogłoszenia sprzedaży samochodów – „Anonse”. Szarość, nijakość i powtarzalność.

– A performens z rzutnikiem? Podobał ci się? Dźwięk był super! Taki oldskulowy odgłos przerzucania klatek, gorące powietrze z układu chłodzenia…

– Dźwięk był rzeczywiście super, ale co z tego? Co to za zdjęcia były?

Zapadło niezręczne milczenie. Scena samorzutnie zmierzała do aktu drugiego.

***

Arnold Odermatt, Karambolage
Arnold Odermatt, Karambolage
– No dobrze. Byliśmy na Karambolage.

– To straszne! — odezwał się portier w czerwonej liberii. Przechadzające się młode małżeństwo, zatopione w rozmowie, nie usłyszało komentarza.

– Ale to nie było jakieś powalające.

– No widzisz… Zdjęcia od strony technicznej… podobały mi się bardzo. Doskonałe odbitki. Ale sama fotografia? Sam nie wiem. Takie estetyczne dokumentowanie wypadków.

– Zwyczajne dokumentowanie.

– Nie, właśnie nie. I nie chodzi mi o tą dziwną prawidłowość, że auta zwykle były dość czyste – bo to świadczy raczej o społeczeństwie. Ale widać wyraźnie, że ten człowiek starał się komponować swoje fotografie. Wiesz, jak policjant robi zdjęcie na miejscu zdarzenia, to stara się jak najlepiej udokumentować tylko dowody i ewentualnie inne elementy istotne dla dochodzenia. A tutaj – wijąca się droga, drzewko, łabądek…

– Tak, tylko czegoś mi tam zabrakło. Takiego… rytmu. Wiesz, te zdjęcia jakoś nie potrafiły mi się ładnie ułożyć w całość. Owszem, łączy je temat i tak dalej, ale wciaż – brak tego rytmu. Takich bębenków.

Fot.: I. Zjeżdżałka
Fot.: I. Zjeżdżałka
– Okej, to teraz Zjeżdżałka. Podobało ci się?

– Nie zachwycał.

– No jak nie zachwyca, to nie zachwyca. A innych – zachwyca — zamruczał przejeżdżający wolno rowerzysta. Brodacz i blondynka spojrzeli po sobie.

– Hmmm… One są takie jakby… puste. Ale jedno mnie zdziwiło – to, co piszą w opisach tych zdjęć. O ile pamiętam wyczytałem coś takiego, że te zdjęcia są… niewystudiowane. Cholera, to nieprawda! Przecież widać, że fotografie są robione z podejściem wręcz… perfekcjonistycznym. Zobacz taki stół do ping-ponga. Niezła rzecz.

– No, a dlaczego ci się podoba?

– Jak to dlaczego??? Matka Boska tam była! Zobacz, jak tam gra wiele elementów – i ten piękny światłocień, nowy stół, na pewno dla jakichś biednych dzieciaków, stare okiennice, całe pomieszczenie jakoś na szybko przystosowane i ta Matka Boska…

– No to teraz na tapetę Japończyk.

– O jejku! Nie mówmy o tym. Może nie mówmy w ogóle, że tam byliśmy?

– Ale widzisz, to jest facet, który potrafi robić zdjęcia – widać to, że naprawdę potrafi!

– Ja nie chciałam nawet tego oglądać. Dlatego tak szybko wyszłam.

– Bo zwyczajnie przekombinował, to taki Japończyk. Ale z drugiej strony, trochę mnie to dziwi – bo japońska sztuka potrafi być piękna przez prostotę, spójność… A tutaj – toż to nie fotografia, tylko jakaś instalacja artystyczna. Porozrzucał po ścianie różnych rozmiarów fotki… Czy ja chcę takie coś oglądać? Niekoniecznie.

– Może jesteśmy za głupi, by to zrozumieć? Przekaz jest zbyt złożony? Uciekamy, bo nie łapiemy o co kaman? Wiesz, człowiek zrobił coś dla ambitnych ludzi, a tu przychodzi jakiś chłop ze wsi i krytykuje…

***

Brodacz i blondynka siedzieli przy pustym stoliku. Nikt do nich nie podchodził, mimo, że co chwila obok przelatywały zaaferowane kelnerki.

– No to Archiwum Centralne. Po kolei.

– Fajne były fotografie robione z ukrycia. Tylko takie… bez motywu przewodniego.

– Taaaa… te policyjne kartoteki na pewno dałyby więcej zdjęć. Na tysiące drzemiących negatywów na pewno można byłoby pokusić się o zrobienie lepszej wystawy. Więcej materiału, staranniejsza selekcja, jakieś nadanie rytmu zdjęciom… Ale ogólnie były też całkiem niezłe obrazki – na przykład te zakonnice w deszczu, pamiętasz?

– No, ale najgorsze było tuż potem. Buraaaaki!

– Muahahaha! Racja – już sam tytuł: „Dokumentacja fotograficzna zmienności genetycznej w europejskiej kolekcji odmian buraka ćwikłowego” sprawił, że zadałem sobie sakramentalne pytanie „WTF?!” To jest aby na pewno fotografia? Kto to tam puścił?

– No, ale były też takie kwiatki, jak jakiś film, czy inne wygibasy. Chociaż zdjęcia ze ślubów cywilnych miały jakiś swój urok. Ale tylko jako ciekawostka. Najlepsze jednak, to…

– …Nimcy!

– Egzakli! I byłaby to jedna z lepszych wystaw, gdyby nie fakt, że wszystko się rozbiło o formę prezentacji. No, do licha, zdjęcia wyświetlane na rzutniku??? To ja już zaczynam się przyzwyczajać do fotografii, delektować nią, a tu mechanizm mi przerzuca następną klatkę. I czekaj, człeniu, następne 350 obrazków, żeby popatrzeć znowu na tamten sprzed chwili. Skandal!

– Ale sama wymowa – niesamowite. Naziści bawiący się, imprezujący, pijący wódkę, wygłupiający się na rowerach – i teraz weź to skonfrontuj z tym, co potem się działo. Naprawdę, mocna rzecz.

– Słuchaj, tu chyba nic nie zjemy, od tylu minut nikt się nie zainteresował…

– To co, idziemy?

– A co z Weegeem?

...z wystawy Weegee'ego
...z wystawy Weegee'ego
– Aaaaaa… racja. Smakowite zdjęcia. Mniamniuśne. Owszem, trochę z niechęcią do tej pory podchodziłem do tego faceta. Wiesz, ta pogoń za sensacją, trupami – to wszystko jak żywo stawia mi przed oczami dzisiejsze tabloidy. A to niesmaczne. Jednak okazuje się, że Weegee miał zwyczajnie czarny PR – on owszem, robił zdjęcia nocą i potrafił łapać wspaniałe kadry z życia wielkiej metropolii po zmroku. Jednak jestem pod wielkim wrażeniem i bardzo pozytywnie zaskoczony, bo Weegee to nie morderstwa, trupy czy policyjne akcje nocą w dzielnicach nędzy i występku. To też poczucie humoru, zmysł obserwacji i chyba zakochanie w nocnym życiu Nowego Jorku. Naprawdę, porządne prace.

– Tym bardziej robią wrażenie, że zdaje się, że to bardzo stare odbitki…

– Hmmm… Ale chyba jednak nikt tu nas dziś nie obsłuży. Chodźmy stąd.

Brodacz i blondynka wstali energicznie od stolika i minąwszy niepozorną postać ruszyli do dwóch opartych o ogrodzenie rowerów miejskich. Niepozorną postacią (którą okazał się być niezwykle nieśmiały kelner) wstrząsnął cichy szloch – znowu nie udało mu się zwrócić uwagi klientów na siebie i trzymane w rękach menu. Opieprz od szefowej zdawał się być nieuchronny.


Post Tags: , , , , , , , , , , ,

11 Responses to “ Miesiąc Fotografii w Krakowie 2009 – relacja ”
  1. filhalandilas

    cze 2, 2009
    Reply

    Ty masz talent, nie ma co.

  2. fajna relacja, dzięki!
    jedna uwaga – porządny przez RZ od porządku, a nie od pożądania ;)

  3. Aj waj, dzięki, piece_of_glass, poprawiłem. :)

  4. No… kawał niezłej lekkiej prozy :)
    Od samych zdjęć bardziej mi się podoba Twoja relacja :)
    Keep smiling.

  5. Bardzo fajne, wciągnęło mnie i działało na wyobraźnie. Bardzo fajny tekst.

  6. A już myślałem, że to ja jestem za głupi na taką ‘sztukę’ w stylu “Dokumentacja fotograficzna zmienności genetycznej w europejskiej kolekcji odmian buraka ćwikłowego”, czy aktualizacje.cz.
    Świetny tekst.
    Pozdrawiam :)

  7. Rudolf! Nie umniejszając Twoim umiejętnościom fotografa, Ty się marnujesz! Bierz się za pisanie prozy, bo masz wielki talent. :)

    Świetna relacja.

  8. a właśnie że wystawa o Burakach dużo mówiła o fotografii samej w sobie.. ale może to nie było odpowiednie miejsce, tak trochę na doczepkę wsadzone, żeby pokryć jak największy zakres całym festiwalem.

    Ale nie bądźcie tacy kategoryczni, taką fotografię czasami trzeba mocno przetrawić i czytać razem z książkami.. (nie mówię konkretnie o burakach ale w ogóle – czasami fotografia jest na tyle nie oczywista , że potrzeba przewodnika, i wcale ta trudność nie oznacza słabości).

  9. „Ty się marnujesz! Bierz się za pisanie prozy, bo masz wielki talent.”
    No już nie popadajmy w skrajności bo Rudolfowi odbije palma z tego wszystkiego….. artysta fotografik, prozaik, amant, włatca bloguw o fotografii ;]
    Tekst fajny, ale i tak bardziej wolę jego zdjęcia.

  10. @guerilla: więc wyjaśnij może trochę o tych burakach; dla mnie to okrutna pomyłka, szczególnie na takim festiwalu.

    @Sir Gareth: bardzo Ci dziękuję, ratujesz mą duszę :))

  11. Można było zauważyć (tak mi się wydaje z materiałów prasowych, bo wszystkiego nie widziałem) że organizatorom przyświecała idea pokazania różnych możliwości rozumienia fotografii – fotografii jako medium, tego jaki treści i w jaki sposób może ze sobą nieść, i jakie emocje wywoływać.

    Jak się zastanawiam nad burakiem, dochodzę do wniosku że po pierwsze – to jest pewien rodzaj dowcipu, i to całkiem wyrafinowanego – zwłaszcza wiedząc co znaczy słowo burak w potocznym polskim języku ( i można się właśnie uśmiechnąć widząc taką wystawę), po drugie można się zastanowić – czym jest taka fotografia buraków i ich zmian, i czemu służy ich pokazanie – to powinno dać do myślenia, żeby się fotografią nie nadymać, że ma więcej oblicz niż myślimy i rozumiemy – właściwie w tą wystawę prawdopodobnie wliczone byly negatywne reakcje, to swoisty performance po prostu – do którego użyto fotografii.

    Do tego burak przypomina prostą prawdę, newralgiczną dla wszystkich wytwórców dóbr kultury – kategoria podoba/nie podoba NIE jest przesądzającą o wartości dzieła :)

    jestem ciekaw co napisał kurator jakiś przy tej wystawie swoją drogą.


Post a Comment



Utwory autora tej strony sa dostępne na licencji Creative Commons. | Logo design by Michał Apanowicz | News Plus wordpress theme brought to you by Zidalgo.