środa
MarudzeniePewna hipoteza
Urodziła mi się w głowie hipoteza. Taka metoda na stworzenie dobrego fotografa.
Plan jest taki:
- Bierzemy człowieka, który chce fotografować. Lubi oglądać obrazy i sprawia mu to niekłamaną przyjemność (tutaj mamy składnik M, jak motywacja) – czas T = 0;
- Owego pacjenta karmimy zasadami: doboru kadrów, kontrastów, kolorów – jednym słowem wszystko to, co znajdzie się w podręcznikach dla początkujących (tutaj wchodzi do gry składnik Z, jak zasady) – czas: około 3-6 miesięcy, zależnie od pojętności ucznia;
- Dajemy naszemu eksperymentowi do ręki aparat. Nie byle jaki, tylko taki, który umożliwia zrobić naprawdę wiele rzeczy. Czyli nie może to być głupia małpka tylko z trybem auto – musi być to sprzęt, który naprawdę nie będzie zbyt przeszkadzał w realizacji wizji (mamy tu więc składnik S, jak sprzęt) – czas: 2 tygodnie na dobre zapoznanie (uwaga: te 2 tygodnie raczej powinny się odbyć w trakcie poprzedniego treningu, bo po co czekać?);
- Utrwalamy nabyte umiejętności: przez rok fotograf musi robić zdjęcia poprawne (pod względem kadru, ostrości, itd.) – składnik U, jak utrwalenie;
Po okresie T = od 15 do 18 miesięcy „wypuszczamy” obiekt na wolność, tj. nakazujemy robić zdjęcia zawsze wtedy, gdy poczuje chęć naciśnięcia spustu migawki, i nigdy, ale to nigdy już nie zważając na jakiekolwiek wskazówki techniczne, czy cokolwiek takiego. Chodzi o to, by mając wpojone zasady, obiekt kierował się tzw. sercem i radością tworzenia. Każdy efekt naciśnięcia spustu w aparacie wrzucamy na duży portal (np. plfoto) – w celu selekcji „dobrych” zdjęć.
Moja hipoteza jest taka, że eksperyment da nam takiego fotografa, który raz na 50-100 zdjęć zrobi naprawdę dobrą fotografię. Oczywiście ta „dobra fotografia” to taka, która jest „obiektywnie dobra”, stąd konieczna weryfikacja na dużym portalu fotograficznym.
Hipoteza ta zakłada, że fotografujący zwykle zbyt dużo spędzają czasu na analizowaniu kadrów, mierzeniu światła, komponowaniu, rozkładaniu statywów idealnie prosto, dobieraniu głębi ostrości, i tak dalej, i tak dalej…
Szanowne grono uczonych, bracia i siostry – proszę o weryfikację i odrzucenie, bądź uznanie i wpisanie mnie do encyklopedii oraz ufundowanie pomnika.
Dziękuję.
Post Tags: eksperyment, hipoteza, kadrowanie, pacjent, serce, umiejętności, zasady
Wpisy powiązane
Related Post
Popularne
- Prezenty i gratisy od Zawsze Kwadratu (157)
- Wciąż można znaleźć samorodki (107)
- Biznes wg Mistrzów (99)
- Co złego - to nie my! (88)
- Co zrobić? (86)

cze 3, 2009
Reply
Fajnie, tylko nie zgadza mi się jedna rzecz.. dobrze, żeby fotograf kierował się sercem, ale ma nie tracić czasu na mierzenie światła, kadrowanie itd? trochę mi to pod lomo podchodzi. Jak więc sprawa ma się do tego ów świadomego fotografowania Rudolfie? Moim zdaniem jedno trochę wyklucza drugie, chyba, że Twój zamysł był inny i tego nie skumałem..
cze 3, 2009
Reply
Jeśli dobrze zrozumiałam, to równie dobrze można ‘pstrykać fotki’ – bo i tak 1/100 będzie „dobra”, niż w przemyślany sposób komponować obraz. Chyba zbytnio kłóci się to z moim analitycznym podejściem. Albo już tak głeboko tkwi we mnie fotograficzny-snobizm, dający mi poczucie wyższości nad ludźmi bezmyślnie fotografującymi, że taka ‘spontaniczność’ z mojej strony nie wchodziłaby w grę, albo nie zrozumiałam w czym rzecz… sama nie wiem.
cze 3, 2009
Reply
Dlatego kluczowe jest utrwalenie zasad oraz niezwykłe zgranie ze sprzętem (czyli lomo nie podpada pod hipotezę – z definicji).
Należy brać wszystkie 4 składniki do weryfikacji hipotezy – pominięcie któregokolwiek z nich prowadzi do zupełnie odmiennych efektów („pstrykanie fotek” nie da 1/100 dobrych, to pewne).
cze 4, 2009
Reply
Zważywszy fakty historyczne, że np. taki Robert Frank zebrał kilka tysięcy negatywów, żeby wypuścić jeden album (The Americans mam na myśli), to twoja hipoteza jest nic nie warta.
cze 4, 2009
Reply
@krzychu: błąd.
To, że istnieje inna droga do wyłonienia dobrego fotografa, nie oznacza, że ta konkretna hipoteza jest błędna. :P
cze 4, 2009
Reply
Ogólnie procesy prowadzące do realizacji hipotezy uważam za poprawne.
Ale już na samym początku jest błąd w Twojej hipotezie – otóż napisałeś „bierzemy człowieka”.
To od razu pociąga za sobą obowiązek wprowadzenia do hipotezy pewnego zjawiska – które nie do końca jest zrozumiane i często nielogiczne (podobnie jak dyfrakcyjne doświadczenie Younga w podejściu kwantowym – zdrowy rozsądek zaprzecza temu co widzi) ale występuje zawsze kiedy mamy do czynienia z człowiekiem – tym zjawiskiem jest „czynnik ludzki”. Czynnikiem ludzkim, zależnie od definicji, nazywamy pewien współczynnik natury probabilistycznej, który nie do końca daje się określić konkretnym rozkładem prawdopodobieństwa, ale z dobrym przybliżeniem można go zdefiniować jako funkcję H = exp( – gamma * tau). Jest to funkcja unormowana do jedynki, gdzie w przybliżeniu gamma = 0.693, a tau określa ilość etapów prowadzących do celu.
Proste przykłady działania „czynnika ludzkiego” H można zaobserwować np.: człowiek jedzie samochodem i widzi znak ograniczenia prędkości. Tau czyli ilość etapów prowadzących do celu – czyli ograniczenia prędkości wynosi 1 bo wymaga przyciśnięcia hamulca. Jeżeli teraz weźmiemy próbkę S_0 = 100 ludzi to ilość osób, które zrealizują cel czyli ograniczą prędkość wynosi S = S_0 * H = 100 * exp(-gamma * 1) = 50. Czyli 50% osób ograniczy prędkość co z dobrym przybliżeniem potwierdza dane obserwacyjne.
Podobne dane można obserwować w przypadku wyborów prezydenckich – zredukujmy ten przykład do wyboru między dobrym i złym prezydentem; cel – wybranie dobrego prezydenta; tau = 2 – czyli wyjście z domu do lokalu wyborczego + głosowanie = dwie czynności. Jeżeli wprowadzimy unormowaną wielkość wyrażająca procent poparcia P = H wtedy dobry prezydent otrzyma P = około 25%.
Przykłady można mnożyć i mnożyć.
Także w przypadku Twojej hipotezy z udziałem człowieka mamy tau = 4 (bo pięć etapów M + Z + S + U = 4).
Z tego wynika, że H = około 6.5%. Tak więc jeżeli „weźmiemy człowieka” i przeprowadzimy go przez te 4 procesy, które prowadzą do powstania „dobrego” fotografa to mamy tylko 6.5% szansy, że człowiek osiągnie cel. Inaczej z próby statystycznej 100 osób, które przejdą te proces tylko około 6 osób zrealizuje cel hipotezy.
To taka moja poprawka do Twojej teorii Rudolfie :]
cze 4, 2009
Reply
coś ostatnio są problemy z działaniem OpenID, nie wiem czy problem leży w kodzie Twojej strony, czy google coś pokićkało…
cze 4, 2009
Reply
@Sir Gareth: hmmmm… zdecydowanie słusznie zwracasz uwagę na wybór obiektu do eksperymentu. Trzeba to koniecznie doszlifować, co nie oznacza, oczywiście, obalenia hipotezy.
A co do problemów z OpenID – plz na mejla takie zgłoszenia.
cze 4, 2009
Reply
Każdy (niemal 100% populacji) potrafi w miarę dobrze kadrować i zrobić względnie dobrze skomponowane zdjęcie. Każdy ma jakieś wyczucie proporcji, skali – to jest wpisane w naturę ludzi. Są jednak tacy, którzy idą dalej i chcą robić zdjęcia nieprzęcietne. 99% z nich robi to w ten sposób, że robiąc zdjęcie chcą uzyskać efekt podobny do tego, jaki widzieli wcześniej na innych zdjęciach, które im się spodobały. I efekt tego jest widoczny wszędzie, wszędzie – to jest olbrzymi strumień takich imitacji – u wszystkich – amatorów i profesjonalistów. W sumie jest to…. szajs, inaczej być nie może. 1% ma talent i podchodzi do tego inną drogą – zaczyna od początku – dlatego ostatecznie zaczyna robić naprawdę dobre zdjęcia. Od początku tzn. najpierw jest zainteresowanie fotografią, potem rzetelne poznanie i opanowanie warsztatu (to otwiera przestrzeń dla działania twórczego), na końcu pojawia się odpowiedź czy na tle warsztatu ujawnił się talent. Talent jest najważniejszy, jak wszędzie. To dlatego fotografia jest taką popularną dziedziną i 99% populacji, tej z ambicjami, wydaje się, że tak łatwo zrobić dobre zdjęcie – a tu niespodzianaka – z aparatu wychodzi… szajs – jeden za dugim. No oczywiście poza dyskusją pozostaje zdjęcie w super wysokiej jakości cyfrowej i cudownym kolorze, z detalami godnymi XXI wieku z pięknym biustem na tle starej sztukaterii, albo takie auto w reklamie Aston Martin – bo to zawsze jest super. Niedawno na tym portalu była zamieszczony artykuł na temat kadrowania. To wiąże się z tematem obecnego artykułu. Ten kto szuka odpowiedzi u innych czy kadrować czy nie, ten powinien zamienić fotografię na jakieś inne zajęcie. 99% populacji, tej z ambicjami, na takie pytanie nie potrafii udzielić jednoznacznej odpowiedzi – to coś oznacza. Fotografowie jak całe społeczeństwo – na pierwszy rzut oka tacy sami, ale potem okazuje się, że jest arystokracja i pospólstwo. Nigdy nie należy podporządkowywać się pospólstwu, a już na pewno nie należy pytać pospólstwa o to czy się kadruje czy nie, czy zdjęcie jest dobre czy nie, czy robić takim czy innym sprzętem – to są kwestie, które fotograf rozwiązuje samodzielnie bez problemu. Kto tego nie potrafi trwa w fikcji. Jeszcze jedno – fotografia (przynajmniej w samym akcie fotografowania) to jest takie obserwowanie świata z boku a nie w nim uczestniczenie – dlatego być może ludzie masowo tworzą dla siebie ciekwaszy świat za pomocą fotografii w zastępstwie tworzenia go w rzeczywistości. Pierwszą podstawową rzeczą jaką musi zrobić ten kto chce fotografować to stać się twórcą wolnym – nie będącym pod wpływem jakichkolwiek tendencji i schematów. A na to pozwolić sobie może ten kto jest pewny swojej siły, swojego talentu, umiejętności – to co co wie.
cze 4, 2009
Reply
Bo widzisz Rudolf – ty musisz jasno określić, czy chodzi ci o metodę produkcji fotografa, czy raczej o efekt tej produkcji, czyli – cytując: Moja hipoteza jest taka, że eksperyment da nam takiego fotografa, który raz na 50-100 zdjęć zrobi naprawdę dobrą fotografię.
Jasno mi z tego wychodzi, że raczej miałeś na celu efekt produkcji, a nie samą produkcję.
Ale ty zapewne wiesz dobrze, co miałeś sam na myśli? ;>
cze 4, 2009
Reply
Nino napisał „Każdy (niemal 100% populacji) potrafi w miarę dobrze kadrować i zrobić względnie dobrze skomponowane zdjęcie” żartujesz prawda? ;) 99% tego nie potrafi! i tym sie różńi od dobrych fotografów!
cze 4, 2009
Reply
A może weźmy go po prostu na wódkę i powiedzmy, że najważniejsze to jest, żeby miał radość z focenia, a nie jakiegoś bezdusznego cyborga robimy….
cze 5, 2009
Reply
Strasznie poważna dyskusja ;-) i większość uczestników dochodzi do podobnego wniosku „szanse są, ale niewielkie.” Samo życie, bez obliczeń i statystyki mi wychodzi, że są dwa uda – albo się uda albo się nie uda. Nie Dlaczego wszyscy mają być świetnymi fotografami ???? Jak w każdej profesji są: samorodne talenty, mistrzowie, czeladnicy, złote rączki i cała reszta, która potrafi i „jakoś” wychodzi.
Jednego nie rozumiem ??????
Nino napisał „fotografia (przynajmniej w samym akcie fotografowania) to jest takie obserwowanie świata z boku a nie w nim uczestniczenie” (do tego momentu się zgadzam ;) – „dlatego być może ludzie masowo tworzą dla siebie ciekawszy świat za pomocą fotografii w zastępstwie tworzenia go w rzeczywistości.” A tej części nie przyswajam ;-). Wyobraźmy sobie sytuację, w której ludzie żyją w świecie stworzonej przez siebie fotografii brrrrry w 97% przypadków horror.
cze 5, 2009
Reply
do Elmo: Twoje ostatnie zdanie jest tym co chciałem wyrazić. Mam wrażenie patrząc na osoby z aparetem, że wizjer jest dla większości z nich czymś co pozwala im rozbudowywać ich własny świat właściwie stojąc realnie w miejscu, pozwala przenieść się gdzieś gdzie jest „fajniej”, ciekawiej. Dlatego na wielu zdjęciach są banały takie jak: zmierzch w mieście, architektura, narzeczona niezbyt trafnie upozowana, bieda itp. coś co w oczach tej osoby wydaje się ciekwe ale obiektywnie jest banalne. to takie złudzenia co do wartości własnych fotografii.
do rycerz: niemal 100% to może jest 95%, 80 % nie wiem dokładnie, nie liczyłem co oczywiste, ale rzuciłem okiem na zdjęcia. Tyle „potrafi W MIARĘ DOBRZE kadrować i zrobić WZGLĘDNIE DOBRZE skomponowane zdjęcie”. Tak samo jak większość potrafi nakryć do stołu, ułożyć kwiaty w wazonie czy posprzątać mieszkanie. (bezosobowo) Jeśli zrobiłeś równe, dobrze skomponowane zdjęci to nie zrobiłeś jeszcze nic szczególnego. Że jest ono lepiej skomonowane? To tak jak ze sztuką retoryki – wszystko jest zasługą ćwiczeń. Po prostu jesteś lepiej wytrenowany w komponowaniu, nic więcej. Tak jak np. pan Kuba Wojewódzki – czy on jest inteligenty? Niekoniecznie, jest na pewno wytrenowany intelektualnie – ciągle to samo ćwiczy i jest w swoistym „ciągu”. Wielu fotografów i osób w innych zawodach działając w takim „ciągu” ma wrażenie, że robi zdjęcia lub coś innego lepiej niż gdy nie jest w takim stanie – to są stany wytrenowania i braku treningu. Ale to nie o to chodzi. To za mało. Może inaczej – zdjęcia wykonane przez mamuśkę na wakacjach i zdjęcia wystawowe tak naprawdę niewiele mogą się różnić – ostatecznie jedne i drugie na pewno mają wartość dla ich autorów ale obiektywnie zostaną obejrzane i zapomniane. To chciałem wyrazić.
pozdrowienia
cze 5, 2009
Reply
Rozchorowałem się… jakieś przeklęte przeziębienie mnie złapało! Niech to szlag!
Ale wracając do dyskusji… nie zgadzam się zupełnie z Nino. Napisałbym więcej ale wstępują na mnie poty i ręce mi drżą mimo łyknięcia 3 aspiryn… a może za dużo ich wziąłem…
Nie ważne, nie zgadzam się i tyle!
cze 5, 2009
Reply
nieco z innej beczki:
nie jestem mesje Gilotyn. zauważam to, że w XX w. wykonano dużą liczbę bardzo dobrych fotografii. było jednak tylko kilka, może kilkanaście wielkich nazwisk, reszta fotografów „miała okazję” zrobić kilka dobrych lub sławnych zdjęć. dlatego ta niesprawiedliwa, okrutna i pozornie-demokratyczna fotografia tak mnie zainteresowała. jak to zrobić, żeby zrobić zdjęcie wybitne? wybitne czyli ciekawe po wsze czasy i warsztatowo bez zarzutu – takie jak ma być, jakby był jej wzorzec gdzieś w eterze i został odciśnięty na fotografii. uważam fotografię za jedną z trudniejszych dziedzin artystycznych. ostatecznie decydującym elementem jest wyobraźnia fotografa i jego talent, ale na co dzień odgrywana jest farsa z iluzorycznym przekonaniem o wartości własnych fotografii, to jest to co męczy każdego fotografa pozbawionego talentu. fotografia jednak zachęca człowieka: weź aparat to takie proste a potem jak sprośna i wstawiona kobieta, zwalając się na łóżko śmieje się z niego pełnym głosem. ale są tacy, którym ta sprośna fotografia daje wszystko.
cze 5, 2009
Reply
OOOO !!!!! wcześniej na to nie zwróciłem uwagi, ale Rudolf tam nie ma wszystkich składników.
Cztery to zdecydowanie za mało ;-)
Kluczowym czynnikiem jest odbiór fotografii, cholernie subiektywny czynnik mierzalny jedynie w odniesieniu do uśrednionej większości, która zawsze ma rację i nie dotyczy to tzw. portali fotograficznych ;)
cze 5, 2009
Reply
Nino napisał: „uważam fotografię za jedną z trudniejszych dziedzin artystycznych. ostatecznie decydującym elementem jest wyobraźnia fotografa i jego talent, ale na co dzień odgrywana jest farsa z iluzorycznym przekonaniem o wartości własnych fotografii, to jest to co męczy każdego fotografa pozbawionego talentu. fotografia jednak zachęca człowieka: weź aparat to takie proste a potem jak sprośna i wstawiona kobieta, zwalając się na łóżko śmieje się z niego pełnym głosem. ale są tacy, którym ta sprośna fotografia daje wszystko.”
to prawda! :) dzisiaj wszyscy uwierzyli w marketingowy bełkot że wystarczy kupic cyfrową lustrzankę z górnej półki i już same zdjecia wyjdą, a jak nie wyjdą to sie je w PSie poprawi! ludzie to kupują i potem sie dziwią, że nie jest tak prosto;
a jak nie da rady obróbką to sie zaczyna gonitwa: trzeba kupic jeszcze lepsze body, jeszcze jaśniejsze/droższe szkło itp. itd. a zdjecia? nadal jakie były takie są…
cze 6, 2009
Reply
Ale do tego nie zachęca fotografia, tylko głupie koncerny produkujące aparaty szukają jeszcze głupszych ludzi, którzy uwierzą w ich reklamy… To nie jest wina fotografii, to jest wina wrodzonego albo nabytego debilizmu człowieka.
cze 8, 2009
Reply
@Elmo: odbiór jako oddzielny składnik? A po co? Wystarczy przesiew na plfoto. Widzisz, to jest bardzo nowoczesna hipoteza. :)