poniedziałek
Książki i albumy, Wokół ludziIan Jeffrey, “Jak czytać fotografię”
Koniec sezonu wakacyjnego już na horyzoncie, ale póki się nie skończył – jeszcze trochę o książkach.To, co starają się mówić fotografie często bywa przedmiotem dyskusji, stąd z chęcią sięgnąłem po książkę Jeffreya, o nie tylko zachęcającym tytule, ale również dobrych opiniach.
Ba, przeczytałem nawet, że jest to “arcyciekawa wędrówka przez dzieje fotografii”!
Posłuchajcie więc, jakie wrażenie na mnie zrobiła ta książka.
Przede wszystkim jest całkiem spora. Na tyle spora, że mimo wszystko zdziwiłem się, że aż tak wielu zdjęć i fotografów tam nie ma. Osobiście radziłbym autorowi zatytułować tą pozycję jako “część pierwsza” i popatrzeć na feedback czytelników. Radziłbym, gdyby nie fakt, że jestem przekonany, że Mister Jeffrey już po pierwszych kilkudziesięciu stronach znudził się zarówno pomysłem jak i treścią; złapał doła i dał sobie spokój – kończąc jednak “jako tako” to, co zaczął.
Ogólnie – mimo wszystko – tekst stara się do końca być obiektywny. Wydaje mi się jednak, że wyczuwam, których fotografów autor nie lubi. Z drugiej strony – Ian nie przejawia w ogóle “własnego zdania”; styl pisania polega raczej na dystansowaniu się od opinii pojedynczych osób. No i trzecia strona, jednakowoż: wiele zdjęć jest odczytywanych mimo wszystko przez pryzmat doświadczeń autora, przez jego domniemywania, bardzo przypominające mi traumatyczne “co autor miał na myśli” z lekcji języka polskiego w podstawówce (np. “mężczyzna niesie pakunek, być może dzieło sztuki” – gdzie tło bardziej wskazuje na jednak dość prozaiczną zawartość).
Wkręcę tutaj – dla podkreślenia, że mimo wszystko przeczytanie do końca tego… “leksykonu” nie było dla mnie jakoś trudne – akcent pozytywny. Dla mnie, gdzie naprawdę wiele zdjęć znam, a nazwiska tych, którzy Fotografię tworzyli w większości nie stanowią tajemnicy, było to doświadczenie swego rodzaju odświeżające. Wręcz mam niedosyt materiału, który został zebrany – i naprawdę, gdyby książka była dwa razy grubsza, chyba tylko by zyskała.
Wróćmy do marudzenia. Literalnego marudzenia.
Czy to jest rzeczywiście sposób na to, by dowiedzieć się “Jak czytać fotografię”? Zdecydowanie nie! Wiele opisów jest zwykłym przedstawieniem sytuacji złapanej w kadrze, takie opisy bardziej kojarzą mi się z suchą informacją dla tych, którzy na przykład danego zdjęcia nie mogą zobaczyć, a chcemy im przekazać co tam widać. Przykład: (tytuł: “Rodzina Lusetti, Luzzara, Włochy, 1953) “Drzwi ze znajdującym się przed nimi szerokim stopniem tworzą scenę, na której prezentują się członkowie rodziny. Kilka przedmiotów ustawionych na nadprożu współgra ze znajdującymi się poniżej postaciami.” KONIEC. What the hell? To ma być przewodnik o tym, jak czytać fotografię?
No więc nie jest.
Dodatkowo, już na koniec, żeby nie kopać leżącego autora – nie ma tak naprawdę w książce żadnej krytyki. A przecież uczenie czegoś polega również na ostrzeganiu przed błędnymi praktykami, tak? (zarówno w sensie “ta fotografia jest bez sensu”, albo “tak nie należy czytać”). A według mnie naprawdę wiele fotografii przedstawionych w książce jest beznadziejnych.
W sieci dostępna jest też recenzja Adama – polecam dla wyrobienia sobie pełniejszego zdania przed ewentualnym zakupem.
Owszem, marudzę, jestem zawiedziony, a pomysł na książkę według mnie został ewidentnie spieprzony – mimo wszystko nie żałuję wydanych pieniędzy. Jednak do tej pory nie potrafię jasno powiedzieć, dla kogo ta książka została napisana.
(kilka dodatkowych słów można przeczytać również tutaj, natomiast książka jest dostępna we wszystkich większych księgarniach)
Post Tags: fotograf, historia, Ian Jeffrey, książki, nuda, obiektywizm, recenzja
Wpisy powiązane
Related Post
Popularne
- Prezenty i gratisy od Zawsze Kwadratu (157)
- Wciąż można znaleźć samorodki (104)
- Biznes wg Mistrzów (99)
- Co zrobić? (85)
- Nienormalni (79)


sie 17, 2009
Reply
Mam, przeczytałem. Odczucia mam dość podobne. Główną zaletą tej książki, wg mnie, jest niewyrażony explicite pogląd, że każda fotografia ma jakąś wartość. Jakże różna to postawa od plfoto czy podobnych. Dodatkowo, fotografie są osadzone w kontekście historycznym, rzuca to na nie inne światło. Można sobie wyrobić pogląd na to jak ewoluowała fotografia, jej znaczenie i jej odbiór.
sie 17, 2009
Reply
racja, w całości racja
sie 18, 2009
Reply
Też mam, też przeczytałem i też mam podobne zdanie na jej temat. Po pierwsze tytuł książki według mnie jest zupełnie nie trafiony. Styl bardzo encyklopedyczny. A podpisy pod niektórymi fotografiami mnie doprowadzały do szału (przecież mam oczy i widzę co jest na zdjęciu!).
Po przeczytaniu kilku stron byłem strasznie zawiedziony i cieszyłem się, że nie kupiłem jej za własne pieniądze. Ale im dalej tym lepiej wg. mnie. Zaczeło się pojawiać coraz więcej ciekawostek na temat życia i sposobu tworzenia autorów. Ich króciutkie życiorysy. Również informacje dlaczego zaprezentowane zdjęcia są znaczące mimo, że na takie nie wyglądają.
Ogólnie jestem bardzo na tak. Z tym, że nie traktowałbym jej jako przewodnik “jak czytać fotografię”, a szybką podróż po jej historii.
sie 18, 2009
Reply
Mam od niedawna, trakatuję ją jako przerywnik i wpadam czasami na jej łamy przeczytać parę stron. To coś ala przewodnik, można rzucić okiem, a jak coś bardziej zaciekawi to poznać autora, dowiedzieć się nieco o nim i tak dalej. Bardzo mi się podobają wzmianki o charakterystycznych rzeczach dla danego okresu – sposobie kadrowania itp. Ogólnie na plus, jestem zadowolony że stoi sobie na półce i w razie czego jest pod ręką.
sie 18, 2009
Reply
Kupiłem, przeczytałem.. skrzywiłem się okrutnie – sztampa, suche pryncypialne ogólnie przyjęte opinie, poprawne politycznie, takie międlenie.. :( Szkoda bo tytuł książki zachęcał.
sie 18, 2009
Reply
Widzę, że niezłą biblioteczkę nam tu przedstawiasz ;)
sie 18, 2009
Reply
A tak na prawdę , chyba nie można napisać poradnik o czytaniu fotografii . Bo jak można nauczyć kogoś własnej percepcji . Pomijając intuicję , wyobraźnię i własne odczucia , pozostają chyba tylko suche opisy dla słabowidzących.