środa
Lenswork i czasopisma, Wokół ludziLenswork #83, czyli Ciemna Strona Mocy
Tak, przyszedł do mnie nowy numer Lenswork. Jak można się było spodziewać, ten numer został poświęcony człowiekowi, który przez lata współtworzył magazyn – zmarłemu niedawno Billowi Jayowi. Bardzo ładny gest.Jest jednak jedno ‘ale’, które mnie trochę wręcz osobiście dotyka – cały numer pisma składa się z tekstu napisanego przez Billa. Żadnego zdjęcia.
Wiecie dlaczego? Bo Bill Jay głównie dla Lensworka pisał. A przecież czuł się fotografem i robił mnóstwo portretów! Cholera, a jednak żadnego zdjęcia nie było! Tak jakby nie można było zauważyć jego fotograficznej twórczości!
No bo widzicie, ja też w sumie tutaj głównie piszę. Taki zresztą jest zamiar, tak powinno być – to miejsce nie służy pochwaleniu się własnymi fotkami. Ale naprawdę – czuję się też fotografem, a niekoniecznie literatem. I takie momenty uświadamiają mnie, że jednak mogę być postrzegany jako ten drugi, ten z piórem w ręku.
Nic nie byłoby w tym złego, gdyby nie fakt, że zauważam coraz wyraźniej pewną prawidłowość – środowisko fotografów bardzo (mam wrażenie) dystansuje się do ludzi, którzy chcą również nazywać się fotografami. I jeśli kogokolwiek można zaklasyfikować do innej grupy – wrzućmy go tam! Niech będzie poetą, muzykiem czy menedżerem! Ale niech nie udaje, że jest fotografem, bo to jest tak cholernie wysoki poziom, że uuuuuu…. naprawdę, niełatwo tam się dostać i mieć prawo do plakietki „Fotograf”. Ach, jakże dumnej plakietki.
Cholera, to mnie naprawdę martwi. Powiem szczerze, że z coraz większym niepokojem patrzę na dyskusję pod postem „Kim jest fotograf”. Czy aby właśnie w tym temacie nie wychodzi prawdziwie Ciemna Strona niektórych fotografujących?
Co jest, psiakrew?
Post Tags: Bill Jay, ciemna strona mocy, fotograf, literat, pisarz, szufladkowanie
Wpisy powiązane
Related Post
Popularne
- Prezenty i gratisy od Zawsze Kwadratu (157)
- Wciąż można znaleźć samorodki (107)
- Biznes wg Mistrzów (99)
- Co złego - to nie my! (88)
- Co zrobić? (86)


sie 12, 2009
Reply
Jest takie określenie „człowiek renesansu” i obawiam się, że w czasach ceniących dalece posuniętą specjalizację może nieść w sobie ziarno obelgi. Osobiście uważam, że każdy człowiek parający się sztuką [wizualną, literacką, czy jakąkolwiek inną] powinien być głodny tego co dopełnia jego główne zainteresowanie. Głodny świata, opisu albo/i kreacji. Nie starcza mi wykształcenia estetycznego żeby pisać z odpowiednią stanowczością, ale nie widzę powodu żeby zubażać jedną gałąź sztuki niekorzystaniem z choćby cytatów/nawiązań z reszty. Choć to już może inny temat.
sie 12, 2009
Reply
Skoro nie ma zdjęć w tym numerze, to może chociaż treść jest ciekawa?
sie 12, 2009
Reply
W tym poście też nie ma zdjęć ;]
sie 12, 2009
Reply
Witam serdecznie! Czytając wszelakie dyskusje w sieci, rozmawiając z ludźmi, obserwując dochodzę do wniosku że „fotografów” można podzielić na tych którzy lubią robić zdjęcia i tych którzy chcą być postrzegani jako Fotografowie… bycie fotografem jest teraz modne, jest trendy(choć podobno używanie słówka trendy już trendy nie jest;)… Rozwój techniki cyfrowej sprawił, że zrobić zdjęcie, portret który zostanie pozytywnie odebrany przez otoczenie, kolegów rodzinę nie stanowi dużego problemu, już nawet proste kompakty w trybie portretowym ”ładnie” rozmywają tło, kolorki będą żywe, ewentualnie tryb b&w mocno kontrastowy. .. Taki obraz będzie atrakcyjny dla oka. Dla wielu osób takie zdęcia to już sztuka. Portret był tu przykładem, chodziło mi o sam mechanizm. Tego typu zdjęcia lądują później na wszelakich forach, fotoblogach… gdzie tworzą się grupy wzajemnej adoracji. My jesteśmy fotografami, ty nie jesteś. Tym ludziom zależy żeby być fotografami, być tak postrzeganymi przez środowisko, rodzinę. Nie chodzi tu o robienie zdjęć, nie chodzi o poznawanie mistrzów fotografii – chodzi o świadomość przynależności do pewnej grupy – elity? Swoją drogą zauważyliście, że jak na filmach amerykańskich pojawia się fotograf to zazwyczaj wpisuje się ona w pewien szablon ;) Wracając do tematu… druga grupa, o której wspomniałem na początku tego postu, to osoby które po prostu lubią fotografować, dla których fotografia to też ludzie którzy ją tworzą, wydarzenia, warsztat. Im mniej zależy żeby być fotografami a bardziej żeby fotografować. Można ich spotkać o dziwnych porach w różnych najmniej spodziewanych miejscach, często mają takie śmieszne aparaty bez wyświetlacza i karty pamięci nawijane na rolkę ;), bawią się i tworzą… a czasem nawet chodzą na wystawy;) Troszkę się rozpisałem ale mam nadzieję, że zostanie mi to wybaczone.
sie 12, 2009
Reply
Panie Piotrze, A po co dzielić, szufladkować? Rajcuje Waćpana przynależność do stada, takiego czy innego? Po co tworzyć mentalne getta? :) Ja siebie nazywam fotografem amatorem.. ale to tylko jakiś tam szyld – nic nie mówiący.. tak naprawdę. Co mnie to, że miliony cyfraków, że tysiące analogowców, że fotografia taka to amatorska, a taka to profesjonalna, co to glamour, a co modowe, a co portret, a co nim nie jest..to tamto, siamto i owamto.. po co ta cała wiwisekcja, dzielenie zapałki na cztery? :) Ja tam jestem.. sobą, nie wiem czy to modne czy nie. :D
sie 12, 2009
Reply
Szanowny Panie Mysh, nie było moim zamiarem szufladkowanie ani tworzenie barier w większym czy mniejszym stopniu sztucznych. Opisałem jedynie stan istniejący w nawiązaniu do powyższego wpisu Pana Rudolfa. Ja nie uważam się nawet za fotografa amatora… ale może kiedyś :D Niemniej jednak temat fotografii jest mi bardzo bliski i bardzo chciałbym żeby znowu „pachniała” tak jak kiedyś… Chyba jednak dzielenie zapałki na cztery faktycznie nie ma sensu więc zamiast pisać głupoty serdecznie się ukłonię i życząc miłego dnia zastanowię się nad miejscem popołudniowego pleneru:)
sie 12, 2009
Reply
Ależ to stan głównie istniejący w głowach..w mentalności.. albo w.. marketingu :) Fotografia dalej pachnie jak pachniała.. tylko każdemu co innego pachnie, trza szukać, to się znajdzie i pooddychać pełną piersią sie da! :) A Rudolf jak zwykle miesza i marudzi. ;P ;)
sie 12, 2009
Reply
@Rosomak: no właśnie, taki człowiek renesansu to wg mnie wspaniałe, pozytywne określenie, a tu…
„Ja nie uważam się nawet za fotografa amatora…”
No ale właśnie tutaj już dotykamy tego dystansu do nazywania kogoś (nawet siebie) fotografem! Po co???!
Jeśli ktoś robi zdjęcia, czuje się fotografem – to nim jest i basta! Bo co mówić „nie jestem jeszcze godzien nazywać się fotografem”?? To stwarza właśnie potem takie sytuacje jak z Jayem… :(
sie 12, 2009
Reply
To nie chodzi o bycie godnym czy niegodnym… w innym wpisie padła definicja, w której mowa była o czynnym! fotografowaniu. Kilka lat temu moja ciemnia z łazienki przeniosła się do pudełek w piwnicy a sprzęt poszedł gdzieś na dno szafy i ciągle obiecuje sobie że wrócę do fotografowania. Tak czy inaczej nie chciałem swoimi słowami nikogo urazić, zasmucić czy w jakikolwiek inny sposób wpłynąć negatywnie na czyjeś samopoczucie. Miłego dnia!
sie 12, 2009
Reply
Nazywam siebie „świadomym fotografem”, aby mnie odróżniano od grafika komputerowego.
Ponadto jest mi wówczas łatwiej odmówić zdjęć do Naszej Klasy :)
sie 12, 2009
Reply
@iczek
Piotruś, starasz się jak widzę mocno, ale licho Ci wychodzi. Zapamiętaj sobie proszę, że naprawdę wielcy ludzie nie używają komputera, nie posiadają telefonu komórkowego i piszą jedynie markowym wiecznym piórem na atrament z butelki, a nie na jakieś badziewne kartridże! A Ty nie spełniasz żadnego z tych warunków, a co do komórki, to nie spełniasz podwójnie, bo nosisz dwa telefony jednocześnie, co jest synonimem największego obciachu.
sie 13, 2009
Reply
Ja wiem, czy obciachu… :)
Laski na to „leco”… :)
Rudolf też lubi patrzeć na moje dwa telefony :)
A naprawdę wielcy ludzie wcale nie muszą być pustelnikami… wręcz odwrotnie. :)\\\