piątek
Czarno-białe, Kadrowane w kwadrat, Plenery fotograficzne, Polecane, Warsztat fotograficznyPowiedz NIE „fast-foodom”!
[00:00] — Poproszę na dwie trzecie. — rzuciłem do partnerki seksualnej zrzucając plecak fotograficzny na chodnik przy przejściu dla pieszych. — [00:11] Nie, stój. Jedną trzecią — poprawiłem się po krótkim zastanowieniu. Za chwilę miałem statyw rozłożony na ziemi na odpowiednią wysokość, tuż przy mnie, gotowy do użycia. Moja kobieta nie zadawała zbętnych pytań, bo doskonale widziała iskierki w oczach, a doświadczenie podpowiadało, że w takiej chwili trzeba być maksymalnie użytecznym, by nie wygenerować kolejnej awantury.
[00:20] Światlomierz miałem na szyi, więc wystarczyło go wziąć do ręki, by – po naciśnięciu jednego przycisku – znać odczyt światła w miejscu, gdzie miała iść modelka. [00:27] Krótkie spojrzenie i następna rzecz do zrobienia – trzeba zmienić szkło. Następne cenne sekundy, do licha.
[00:41] Dobra. Jest obiektyw, teraz trzeba „szybko” poustawiać wszystko to, co zwykle się ustawia przed naciśnięciem spustu migawki. [00:48] Przysłona. Jest. [00:50] Czas odczytany ze światłomierza – jest. [00:52] Ostrość – akurat zapala się zielone dla pieszych – wskakuję więc z aparatem na statywie, ustawiam potencjalny kadr, modelkę instruuję, gdzie ma stanąć i każę zarówno sobie, jak i jej zapamiętać gdzie stoimy – otwieram kominek, włączam pomocniczą lupkę i kręcąc pierścieniem obiektywu ustawiam ostrość [01:12] Każę dziewczynie przejść dwa kroki na próbę, gdy okazuje się, że zielone już mruga i trzeba uciekać z jezdni [01:19]. Na szczęście to dobre miasto jest i nie ma zasady strzelania do fotografa, nawet jeśli ów przeszkadza nieco w ruchu pojazdów.
Czekając na następne zielone tłumaczę modelce, jak ma się zachować. W międzyczasie mija nas całkiem fajny tramwaj. Niestety, gdy czuję, że muszę go mieć w kadrze, ten jak na złość przejeżdża przez skrzyżowanie i znika w mroku miasta.
[03:20] Zielone. Wskakujemy na swoje zapamiętane miejsca i modelka rusza. Ustawiam szybko statyw, kadruję i rzucam ostatnie uwagi dziewczynie. [03:26] Pstryk, pierwsze zdjęcie poszło, ale czuję, że to nie to. Powtórka. Kolejne zmiany co do zachowania modelki, pstryk.
Nie to, powtórka.
Ludzie przechodzą, wokół pełno jakichś nietrzeźwych pajaców, ale na szczęście wszystko idzie sprawnie. Owszem, rzucają uwagi, ale praktycznie ich nie rejestruję.
[03:35] Czerwone dla pieszych, uciekamy na chodnik. Nie jest dobrze. Cenny czas płynie, a ja nie jestem zadowolony z tego, co widzę na matówce. Wiem, że musi przyjechać tramwaj, po prostu to wiem. Czekamy. [05:35] Następne zielone, tramwaju nie ma, strzelamy kolejne foty na próbę. Bez sensu.
[05:50] Czerwone, wracamy. Kolejne minuty.
[07:47] Nadjeżdża tramwaj. [07:50] Zapala się zielone, a licznik w dupce mojego aparatu pokazuje, że to dwunasta, ostatnia klatka. Wskakujemy na przejście. Statyw na zapamiętane miejsce, żeby nie zgubić ostrości, tramwaj wjeżdża w kadr, modelka ustawia się tam, gdzie trzeba, szybko wyrównanie kadru i pstryk [07:57]. Schodzimy z przejścia, odpinam aparat ze statywu [08:07], wkładam szyberek i (powoli już) zmieniam film [09:52]. Nie jestem pewien, czy czegoś nie spieprzyłem, ale teraz to już nie ma się co spieszyć. Zdjęcie zostało zrobione. Minęło 9 minut i 52 sekundy od początku. Niezły czas, w sumie aż się zgrzałem, tak szybko powstawała ta fotografia. ;)
Czas.
Pojęcie, które zarówno w życiu codziennym, nowoczesnej fizyce oraz filozofii robi wciąż wiele zamieszania.
A szczególnie wiele zamieszania robi w fotografii, proszę państwa.
Wielu zawraca w głowie – jednym w ten sposób, że robią zdjęcie przez całe godziny, a innym z kolei odwrotnie – dla nich czas poświęcony na fotografię równa się ułamkowi sekundy potrzebnemu na skierowanie aparatu w dany fragment rzeczywistości plus czas otwarcie migawki. Grubo poniżej sekundy. A wszystko to bez zastanowienia. Bo po co, skoro zdjęcie już nie kosztuje?
Widzę, co się dzieje na ulicach – pełno jest takich łajdactw, gdzie trzymający aparat absolutnie nie zastanawia się nad tym, czy czas poświęcony na zrobienie zdjęcia jest właściwą inwestycją – ba!, są jednak tacy, którzy chlubią się tym, że zrobili np. w ciągu miesiąca 15 tysięcy klatek! Ja przepraszam bardzo, ale powstaje mi wtedy pytanie: po co?
Dziwnym trafem to podejście bardzo przywodzi mi na myśl kulturę jedzenia, która przywędrowała zza Wielkiej Wody: fastfood. Kulturę polegającą na tym, że odpowiadamy na instynkt głodu, wpadamy do lokalu, gdzie szybko kupujemy hamburgera i wcinamy go myśląc już o następnych rzeczach, które czekają na swoją kolej.Zupełnie podobnie jest z fotografią – pstrykamy szybko zdjęcie, bo przez ułamek sekundy wydało nam się, że tak trzeba, po czym już opuszczając aparat przestajemy o tym zdjęciu myśleć.
Paskudztwo i ohydztwo. Dlatego od dziś oficjalnie (a przedtem półgębkiem i bez nazwy, lecz od dłuższego czasu) promuję fotografię, która ma się sprzeciwiać temu podejściu do życia.
Na wzór ruchów typu Slow Food.
Takie „Slow food photography” (gdzieś to określenie widziałem w sieci, ale nie pomnę, gdzie). W obronie smaku, zdrowia i kultury jedzenia. Tfu, wróć – kultury fotografowania.
Oczywiście, wyjaśnijmy sobie kilka kwestii. Przede wszystkim nie mam nic przeciwko robieniu szybkich zdjęć. Pozwolę sobie zacytować fragment pewnej książki (acz nie znam ani tytułu, ani autora, bo dostałem wycinek mailem):
W fotografii reportażowej, którą często uprawiamy i w której bardzo często spóźniamy się z naciśnięciem spustu migawki, niezbędna jest umiejętność błyskawicznego reagowania, refleksu, podobnego do tego, jaki ma wyścigowy kierowca. Ważne jest opanowanie techniki fotografowania w takim stopniu, aby zapomnieć o aparacie, ewentualnym manipulowaniu przysłoną, ostrością itd.
Ponadto często mamy do czynienia nie z jednym obiektem, a większą ich ilością. Tym bardziej więc niełatwo o uzyskanie wyrazistego w treści i dobrego w plastycznej formie obrazu, na którym wzajemny układ sylwetek, a także tło stanowiłyby jedną logicznie powiązaną i harmonijną całość. Często mamy problem z wykonaniem takiego zdjęcia. Nawet, gdy bohaterem zdjęcia jest jedna osoba, niekiedy trudno jest uzyskać dobre zdjęcie. Pamiętajmy zawsze o tym, że drobny na pozór szczegół, niewielka różnica w wyrazie twarzy czy w układzie sylwetki może mieć zasadnicze znaczenie. Ma rację legendarny już fotoreporter francuski, Henri Cartier-Bresson, przypisujący istotną rolę intuicji. Powiadał często o decydującym momencie, jedynym i niepowtarzalnym.
Jeśli chodzi więc o szybkość, którą potępiam, to mam na myśli raczej brak zastanowienia, niż szybkość samego naciskania spustu. Ta druga zależy od charakteru fotografa, czy charakteru fotografii, jaką uprawiamy. W takim reportażu przecież, tak naprawdę wiele trzeba przewidywać (fotoreporter często zdjęcie robi w głowie zanim elementy ułożą mu się rzeczywiście na matówce) , i szybki „strzał” bywa ukoronowaniem błyskawicznej oceny sytuacji, wyrobionego nawyku, intuicji, ale również przemyślenia kadru.
Odpowiednie przywiązanie wagi do wyboru tego, co fotografujemy, poświęcenie odpowiedniego czasu przed zrobieniem zdjęcia, pozwala nie tylko wybrać to, co najlepsze, ale i dobrze się przygotować, tj. zwizualizować pożądany efekt.
Popatrzmy więc na klasyków: zarówno Adams, Weston, jak i sam autor tego artykułu (he, he…) często godzinami podchodzili do jednego zdjęcia! :) Oczywiście, nie zawsze to możliwe – ale jakże wymownie pokazuje szacunek, jaki fotograf żywi do swojego dzieła.
Popatrzmy też na portrety, gdzie czas jest często pomijany. Pozwólcie, że znowu zacytuję fragment tej tajemniczej książki, której wycinek dostałem mailem:
Znaczenie momentu naciśnięcia spustu migawki jest niedoceniane także przy wykonywaniu portretów. Wybieramy niewłaściwe momenty fotografowania nie tylko w przypadkach wykonywania portretów typu reporterskiego, ale także w przypadkach tworzenia portretów wystudiowanych, upozowanych. Mimika twarzy potrafi zmieniać się bardzo szybko, znacznie szybciej niż często nam się wydaje. Nawet minimalne zmiany napięcia mięśni twarzy mogą w znaczącym stopniu zmienić jej wyraz. Uczuciową, romantyczną dziewczynę będziemy mogli przeistoczyć w wulgarną panienkę z podrzędnej agencji towarzyskiej, jeśli spóźnimy się z pstryknięciem zdjęcia nawet o drobny ułamek sekundy. Może wystarczyć, że na skutek zniecierpliwienia zmarszczy czoło albo przypadkowo spojrzy na krąg słoneczny…
Ponieważ refleks jest rzeczą istotną, należy go trenować. Koniecznie!
Co znaczy trenować? Oczywiście, nie napieprzać aparatem niczym szalony rewolwerowiec w samo południe, tylko wyczuwać momenty, wyłapywać drobniutkie błędy, poprawiać, starać się i przede wszystkim – przywiązywać uwagę do czasu!
Nie będę zachęcał do przerzucenia się na Wielki Format – mimo, że ten rodzaj sprzętu potrafi spowolnić proces, dając czas na rozłożenie się, wizualizację tego, co chce się osiągnąć i tak dalej. Bardzo ładny artykuł na ten temat ukazał się na blogu New York Timesa, LENS. Nie zachęcę do tego, bo raz, że kto ma przejść na Wielki Format, sam wie, co robi, a dwa – tak naprawdę każdy sprzęt jest dobry do tego, żeby dać sobie czas na pomyślenie przed zrobieniem zdjęcia.
I do tego zachęcam.
Post Tags: Ansel Adams, czas, Edward Weston, fast-food, HCB, Henri Cartier-Bresson, jedzenie, Kraków, kultura, ostatnia klatka, portret, pośpiech, przejście dla pieszych, refleks, slow-food, szybko, wolno
Wpisy powiązane
Related Post
Popularne
- Prezenty i gratisy od Zawsze Kwadratu (157)
- Wciąż można znaleźć samorodki (107)
- Biznes wg Mistrzów (99)
- Co złego - to nie my! (87)
- Co zrobić? (85)



sie 7, 2009
Reply
Pytanie „po co” jest tak fundamentalne, że warto jest sobie zadać dużo dużo wcześniej. No ale żyjemy w postmodernistycznych czasach: wszystko wolno, choć wszystko już było i połykamy swój własny ogon.
Równie ważną pracą jak praca przed, jest praca po zrobieniu zdjęcia. Wtedy właśnie powinniśmy dokonać surowego osądu i surowo oddzielać ziarno od plew. Na samym „polu walki” wszystkie chwyty są dozwolone. Taki Garry Winogrand, on to dopiero robił dużo zdjęć. Tak dużo, że w chwili swojej śmierci istniało 300 tysięcy klatek nie obejrzanych nawet przez niego klatek i 2500 rolek niewywołanego filmu.
sie 7, 2009
Reply
Miło wyszła ta klatka :)
sie 7, 2009
Reply
Ufff, zmęczyłem się przy 4 minucie, a przy 9:52 słaniałem się na nogach. ;-)
Kadr układam w głowie i robię zdjęcie, ale żeby tyle bawić się z rozstawianiem sprzętu? Zdjęcie faktycznie ma swój klimat, wiele tracie przez ludzi stojąych na przystanku, ale po co tyle zabawy? Co autor miał na myśli? :)
sie 7, 2009
Reply
Widzisz Rudolf, gdybyś miał cyfrę to byś zrobił to zjecie dokładnie w takim czasie jakim pokazał Ci światłomierz przy zadanej przysłonie.
I miałbyś czas zając się modelką lub partnerką seksualną.
A tak.. straciłeś 9 minut i 51 sekund.
A wcale nie widać, że aż tak długo kombinowałeś. Technicznie powiedziałbym nawet, że jakoś tak cyfrowo wyszło :)
sie 7, 2009
Reply
Mozna podejsc do zrobienia zdjecia jak ww autor czyli absolutnie swiadomie i z planem. Da sie tez je wykonac duzo szybciej majac odpowiedni sprzet i plan. Trzeci wariant to miec szczescie i mu pomoc wywalajac cala mase klatek. Zaden nie da 100% pewnosci ze scena wyjdzie odpowiednio i kazdy ma prawie takie samo na to szanse. Taka jest prawda i nic sie na to nie poradzi. Zachwycaja sie ludzie zdjeciami National Geographic nie wiedzac ze to odbitki z wybranych klatek zarejestrowanych przez kamery filmowe. Tych klatek tam jest od cholery. Nie przeczyta sie tez ze fotografia pana X to odbitka z kadru filmu pana X no bo trzeba sie kreowac na takiego speca co trafil takie super ujecie. Jest rezultat? Jest. Nie mozna nikogo potepiac bo w gre wchodzi moralnosc a to sprawa kazdej osoby z osobna. Jedni sie ciesza ze swiadomie zdobytego zdjecia nad ktorym sie myslalo i pracowalo co czyni je tym bardziej dla nich samych cennym a inni maja to w dpie, zdobyli szybko i przyjemnie super ujecie i zbija na nim kase. Ogladajacy zdjecie nie wie czy jest ono wynikiem artysty czy wyrobnika bo wizualnie niczym sie one nie roznia. To zupelnie jak w tych programach kulinarnych gdy konsument nie rozroznia lub nawet bardziej mu smakuje zwykly fastfood od fastfoodo-podobnego dania zrobionego z najswiezszych poproduktow przez jakiegos super szefa kuchni. Dobijajace to troche, no ale robimy te zdjecia pod publiczke czy dla siebie?
sie 7, 2009
Reply
By the way… właśnie próbuje przebrnąć przez serię ponad 25 odcinków serii „Contacts” (stykówki).
Narracja w filmie i sposób filmowania jest niestety dla mnie strasznie męczący i nie daje pomału rady,a le zmierzam do tego, że seria opowiada o wszystkich wielkich fotografach tego padołu… pokazuje stykówki z ich najgłośniejszych zdjęć…
Rudolf – jeśli tego nie widziałeś. Polecam!
Oni nie robili TEGO JEDNEGO zdjęcia tak ot sobie! [pusty śmiech]
Przenosząc relacje miedzy karta CF (teraz) , a rolką filmu (wtedy) – oni walili więcej na jedną klatkę niż reporter robi teraz :)
Ciężko to strawić co..? :)
sie 7, 2009
Reply
jak wiecej na jedna klatke? Nie kumam. Gdzie moge zobaczuyc to cos?
sie 7, 2009
Reply
Góral – miałem na myśli, ze statystycznie rzecz ujmując, aby zrobi TE JEDNĄ znana nam klatkę (np.: portret Matissa autorstwa Bressona – http://www.artnet.com/artwork/425329528/424356278/matisse.html ) , wywalali więcej pstryków (statystycznie) niż obecny reporter :)
Ten film to fajnie pokazuje.
http://www.dailymotion.pl/video/xem7n_contacts-william-klein_creation
sie 7, 2009
Reply
nie wiem…
zdjęcie jest anonimowe.. wisi sobie na ścianie i nie opowiada nam o martyrologii jego wykonania.
Coraz częściej nie mówi nam również czy jest szlachetne (analogowe od początku do końca) czy skundlone (cyfra).
Zdjęcie jest anonimowe i chyba takie powinno pozostać.
Czas ma znaczenie jak najbardziej jednak w moim odczuciu trochę inne. Jest czas idealny na wciśnięcie spustu i nie idealny..innych nie ma. Albo się wszystko złoży albo nie. I chodzi tu także (a może nawet przede wszystkim) o jakieś wartości metafizyczne które na takiej klatce naświetlonej w tym „odpowiednim czasie” zostają do końca jej dni.
Zrobiłem kilka dobrych zdjęć (w moim odczuciu) i wiecie co?.. nie miało znaczenia ile czasu i zachodu kosztowała mnie sesja. Zdarzyły się przy tych skomplikowanych i przy tych spontanicznych i łatwych. (Ojej, wychodzi na to że muszę mieć aż 3 dobre zdjecia co najmniej.. wybaczcie;))
Oczywiście zgadzam się z tym że dla naszego zdrowia psychicznego dobrze jest zwolnić (oglądaliście na pewno „Dym”), zwolnić przy tworzeniu jak i przy odbiorze…dobrze dla naszego zdrowia psychicznego, czy dla samego dzieła.. wątpię.
aha, robię cyfrą, jeśli ktoś będzie szczególnie ciekaw dlaczego to mu powiem.. na razie nie ma to znaczenia.
sie 8, 2009
Reply
Iczek ale ten film to w jakims diabelskim jezyku jest :) Cappa tez duzo ujec walil kamerki filmowej ale on to byl usprawiedliwiony :D Mozna by rzec ze nie mial az takich jaj zeby rozkladac statyw przed zrobieniem zdjecia he he.
Nie wiecie koledzy z kad mozna dostac negatywy/pozytywy 4×5 czarno biale typu instant jak polaroid czy fuji? I wogole skad braz najtaniej 4×5?
sie 10, 2009
Reply
Zabawne bo w pierwszej chwili wczoraj wieczorem odczytałem ten czas jako zapis godziny. Wtedy to byłby prawdziwy bunt przeciw pośpiechowi. O północy modelka na pasy, już 20 minut poźniej zmierzone światło … 52 minuty później już ustawiona czułość i tak dalej … O 3-ej dwadzieścia tramwaj, „5:50 Czerwone, wracamy. Kolejne minuty. 0 7:57 schodzimy z przejścia, odpinam aparat ze statywu [8:07], wkładam szyberek i …” :)
sie 10, 2009
Reply
@Robert: Winogrand przesadzał, wg mojej skromnej opinii. Jak wielu innych „Mistrzów”, zresztą.
@Szymon: dzięki ;)
@dzejmi: Po co tyle zabawy? Po prostu spieszę się powoli! ;)
To naprawdę fajnie, robić wszystko z namysłem, mi to się zwyczajnie podoba 100 razy bardziej niż strzelanie bez opamiętania.
@iczek, Ty prowokatorze nędzny!
@Góral-D: „To zupelnie jak w tych programach kulinarnych gdy konsument nie rozroznia lub nawet bardziej mu smakuje zwykly fastfood od fastfoodo-podobnego dania zrobionego z najswiezszych poproduktow przez jakiegos super szefa kuchni”
No właśnie, widzisz… Mi – i wiem, że wielu innym również – bardzo zależy na tym, by jednak jeść tę wersję ze świeżych składników. A że są tacy, którzy zawsze będą wybierać tańsze i szybsze – okej, niech będą; jednak wierzę, że nie tu. :)
(i tu ukłon w stronę wszystkich czytelników)
@iczek: jeśli chodzi o serię Contacts, to w jednym moim poście był nawet taki kadr z jednego z filmów (całkiem nie tak dawno).
:)
@vincent vega: ale właśnie trafiasz w sedno – w dużej mierze chodzi mi o zwolnienie właśnie dla zdrowia psychicznego, dla smaku i tak dalej! :)
Ten wątek o cyfrze już mógłbyś sobie darować. :P
@bolas: nie jestem aż tak kontrowersyjny ;)
sie 13, 2009
Reply
Czy Twoja „partnerka seksualna” czytała ten tekst”? Była zadowolona?