piątek
MarudzenieZrób sobie wernisaż!
Nie wiem, czy to wynik kończącego się, ale wciąż panującego sezonu ogórkowego, czy zwykłe stetryczenie, ale ostatnio przychodzą mi do głowy pomysły cokolwiek dyktatorskie. A na pewno cenzorskie.
Przeglądam sobie strony różnych fotografów i – jak to w internecie – jedni prezentują poziom wczesnego plfoto, inni odwrotnie – pokazują swoje dzieła na poziomie mistrzów.
Jednak co zwróciło moją uwagę, to fakt, że tak na oko 75% owych fotografów miało przynajmniej jedną swoją wystawę.
A ja z kolei całkiem niedawno przeczytałem krótki felieton pewnego znanego brytyjskiego dziennikarza, o tym, że w UK jest za dużo galerii sztuki.
Rozszerzyłbym to – na całym świecie jest zdecydowanie za dużo wystaw i wernisaży! Ich poziom oczywiście jest uśredniony, a więc nijaki.
Stąd pierwszy wniosek: zakazać! Reglamentować! Ale od razu powstaje pytanie: kto ma być cenzorem?? Teoretycy fotografii, którzy potrafią w pięknych słowach o niej mówić, a nie potrafią dobrego zdjęcia od gniotu odróżnić?
No więc nie. Inaczej.
Wydaje mi się, że należałoby wprowadzić mechanizm promocji wystaw. Może nawet nagrodę, coś, co nadawołoby prestiżu wystawie! Dopiero wyróżniony w ten sposób event byłby wartym wzmianki elementem w fotograficznym CV.
Teraz pytanie – jak coś takiego zrobić? Jak zorganizować? Może należałoby wziąć pod uwagę patronat którejś ze znaczących organizacji fotograficznych? Tylko jak uchronić się przed zbytnim sformalizowaniem i zabiciem idei przez bezdusznych teoretyków?
Post Tags: cenzura, CV, dyktatura, galerie, reglamentacja, teoretycy fotografii, wernisaż, wystawy
Wpisy powiązane
Related Post
Popularne
- Prezenty i gratisy od Zawsze Kwadratu (157)
- Wciąż można znaleźć samorodki (104)
- Biznes wg Mistrzów (99)
- Co zrobić? (85)
- O tym, jak fotografia analogowa przyniosła mi ulgę (81)

sie 28, 2009
Reply
Najlepszym cenzorem powinien być sam autor, fotograf, czy artysta. A jeśli nie on, to odbiorca, który zawsze może zostać w domu i nie oglądać gniotów artysty.
Bardzo dobrze, że są wystawy i zdjęcia można gdzieś jeszcze po za internetem zobaczyć. Prawdopodobnie nie wszystkie są adresowane do Ciebie Rudolfie, ale trzeba pamiętać, że każda sztuka znajdzie swego nabywcę. Tym samym wielu autorów być może nauczy się czegoś nowego.
sie 28, 2009
Reply
Ależ jak najbardziej istnieja kryteria prestiżu wystaw!
Pierwsza rzecz- miejsce – mieć indywidualną wystawę w Tate Modern – to coś znaczy, i nie musi tego nikt na papierze potwierdzać (Tak samo nieznaczące są 90% wystaw, knajpowych czy jakiś mało ciekawych galerii)
Druga sprawa – kurator – jego nazwisko(i talenta) robi połowę roboty, i daje 90% prestiżu, gdyż zazwyczaj łączy się z miejscem wystawy.
Trzecia rzecz- czy jest wydany katalog wystawy z prawdziwego zdarzenia – zazwyczaj równa się to publikacji albumowej, co przynosi i wymierne i nie wymierne korzyści.
Reasumując, bardzo łatwo rozpoznać prestiżową wystawę od nie prestiżowej, a miejsca takie jak „galeria w podziemiach budynku historii sztuki UWr koło bufetu” nikomu nie szkodzą, ale też profitów żadnego rodzaju nie przynoszą.
Oby galerii było jak najwięcej, lepiej żeby ludzie oglądali i robili cokolwiek, niż oglądali telewizję i robili zakupy.
sie 28, 2009
Reply
@guerilla: Fajnie, fajnie, tylko Tate czy MoMA to nie są miejsca, o których myśli nawet bardzo uznany polski fotograf. Poza tym – miejsce… no niby tak, ale nie lepiej zrobić coś uniwersalnego? Jakiś wyznacznik nie związany z miejscem? Żeby taki fotograf z Mozambiku czy Ugandy też miał szansę na swoim kontynencie?
sie 28, 2009
Reply
Poza tym – i co ważniejsze – mi chodzi bardziej o docenienie już zrobionej wystawy. W innym wypadku bardzo trudno jest przekonać kuratora czy innego ważniaka, by się danymi pracami w ogóle zajął.
sie 28, 2009
Reply
Bardzo się cieszę, że w końcu ktoś odważył się poruszyć sprawę nieopisanego bezhołowia w zakresie wystaw i wernisaży. Sam byłem świadkiem jak facet organizował wystawę zdjęć w knajpie i nie miał do tego żadnych uprawnień poza bezużytecznym przyzwoleniem właściciela lokalu!
Najwyższa pora, żeby ukrócić tę samowolkę . Wydaje mi się, ze antidotum na całe to badziewie może być Ministerstwo Wystaw Ściśle Dobrych i Wernisaży Jedynie Słusznych.
sie 29, 2009
Reply
A tak poważnie: była kiedyś np. taka wystawa „złocisty jantar” w mieście Gdańsk – jeśli się mylę to niech ktoś skoryguje – i zakwalikowanie się do niej stanowiło duże wyróżnienie. Wysyłało się tam prace naklejone na karton, były nagrody i wyróżnienia, a potem ukazywał się katalog. I miało to jakieś znaczenie. ( Nie mam pojęcia co się z nią stało ).
Wystawy jako takie – zwłaszcza te, które łączą się z wernisażami – mają dziś charakter obrzędowy, a ich pączkowanie świadczy o wzroście zapotrzebowania na rytuał świecki. Nie piszę tego ironicznie – to po prostu fakt bezsporny i osobiście nie mam nic przeciwko temu. Zgadzam się w pełni z MiC, że to „bardzo dobrze, że są wystawy i zdjęcia można gdzieś jeszcze po za internetem zobaczyć”.
Wpis Rudolfa wydał mi się nieco absurdalny, ale może w tym absurdzie jest metoda: bo powstaje przy tej okazji pytanie, które każdego fotografującego musi kiedyś dotknąć: kto ma oceniać wartość fotografii? A jeśli promocja to jak? Kto? Pan Mietek czy pani Zosia? Ale czy on zna się na zdjeciach? Sytuacja jest o tyle ciekawa, ze Fotografia jest jedyną chyba dziedziną, gdzie Autor odmawia Odbiorcy prawa do oceny – dopóki tamten nie pokaże swoich zdjeć:))) Rudolf pisze o „bezdusznych teoretykach” jako zagrożeniu, przecież teoretycy nigdy nie mieli nic do gadania w praktyce. Ideałem byłoby wypracowanie pewnego modelu Krytyki Fotografii wychodzącej poza samo środowisko fotografów… ( tak jak to jest w innych dziedzinach ) Tylko wtedy możliwy byłby autentyczny „dialog”, szersza perspektywa i wyjście z własnego sosu. Czy to jest możliwe nie mam pojęcia, bo nie jestem taki mądrala, ale wydawałoby się, że w dobie internetu taka mozliwość jest łatwiejsza do zrealizowania niż kiedyś..
sie 29, 2009
Reply
Po przeczytaniu wpisu odniosłem podobne wrażenie do Twojego Tomasz…
Absurd!
Ale tak spojrzałem na to dzisiaj i po tym co widzę w telewizorze i po absurdach w naszym kraju sankcjonowanych przez najpoważniejsze instytucje,jak Sejm – to naprawdę zaczynam mocno przesuwać swoją granice absurdu. Gdy bohaterem Polski i dzienników wieczornych jest jakiś oszołom o nazwisku, które powinno od razu sytuować go gdzieś w okolicy rozporka (Guzikiewicz), to myślę sobie, że w absurdzie jest metoda.
Świat nasz absurdem stoi więc może faktycznie to jest dobra propozycja. Tylko Rudolf jak zwykle zaczepia jedynie…. rzuca jakiś nieokreślony pomysł. A może by tak poszedł dalej kolega Rudolf i skonkretyzował swoje przemyślenia,bo tak to zostają one zazwyczaj kilkunastoma komentarzami…
Przejdź do działań Rudolfie!
Ad vocem tych samowolnych wystaw potraktowanych tutaj żartobliwie przez Tomka…
Myślę, że nic nie szkodzi by one były. Mówimy tutaj o czymś więcej mam wrażenie. O czymś, o czym pisałyby gazety i szumiałby internet. O czymś dobrym, w dużej skali i z klasą.
Wprawdzie boję się oceniania, bo niby kto ma decydować o tym co jest lepsze od wystawy w szatni studenckiej od wystawy w Muzeum Narodowym…?
Niemniej… ponieważ uwielbiam oceniać, mnie się pomysł podoba.
sie 29, 2009
Reply
Przejdź do działań? Ależ rzecz w tym, że nie wiem jak! Nie mam chyba odpowiednich znajomości – dlatego dzielę się, może ktoś pociągnie temat :)
sie 29, 2009
Reply
Każde prowokejszyn dobre, nawet jeśli nie da się w sposób bezpośredni przełożyć na natychmiastowe działania. Czasem myśli rzucone przez ramię ożywają kiedy dojrzewa ich czas. Najbardziej ogólnie to – mz- taka wystawa musiałaby (1) mieć zasięg ogólnopolski (2) mieć oparcie w mediach internetowych i jakiegoś medium papierowego (3) powinna w swojej formule zawierać ideę – myśl przewodnią ogniskującą wyobraźnię twórczą (4) skupić wokół projektu entuzjastów fotografii szukających nowej formuły działania – i to jest chyba najważniejsze ..(5) nagradzać medalem, dyplomem ew. kasą
Ogólnikowo, ale jest wieczór, a w szczegółach diabeł:))
sie 31, 2009
Reply
wernisaż fajna sprawa, ale dużo zależy od gości. może już czas na wirtualne wernisaże? taki kolejny krok po stronach autorskich i galeriach internetowych. galeria z pracami autora (autorów) otwierana na jakiś czas, z zdjęciami w dużej rozdzielczości – przygotowanymi na ekrany min 1400/900, z możliwością komentowania zdjęć, zaproszeniami, wernisażem i realnym winem przed monitorem :)
sie 31, 2009
Reply
Zupelny offtopic: zgodnie z zasadami BlogDay informuje, ze blog ten znalazl sie w moich tegorocznych rekomendacjach:
http://tierraincognita.blox.pl/2009/08/BlogDay-2009.html
sie 31, 2009
Reply
He! Rudolf prowokator … pewnie tak byc musi,he! Fotografia narodzila sie wraz ze spoleczenstwami masowymi i trudno miec pretensje, ze zdjec jest duzo, a wystaw i wernisazy nie mniej … w spoleczenstwach masowych wszystkiego jest wbrod – taka jest ich cecha ;-) Polecam esej: Bunt mas … Ortegi … to, ze czegos jest wiecej oznacza jedynie, iz trudniej sie w tym polapac … niektorzy ludzie maja kase, maja super sprzet, wydaja albumy, kupuja kolegow recenzentow w fachowej prasie, organizuja wystawy i na wernisazach daje winko z zakaskami … i czuja sie artystami!!! … nie ma czego zazdroscic i nie ma czego zakazywac!!!
sie 31, 2009
Reply
@zover: wirtualny wernisaż? chcesz się bić? ;)
@tierralatina.pl: Dziękuję, zaszczyt to dla mnie :)
@jhk: pewnie masz rację, ale nie zazdrość mną kieruje, nie zazdrość.
raczej chęć nobilitacji dobrej fotografii, czy coś takiego :)
sie 31, 2009
Reply
dlaczego bić? :) ale mam takie projekt wirtualnego wernisażu – prezentacja zdjęć w wysokiej rozdzielczości powiedzmy 1200/cośtam w sieci, z prezentacją autora, może być nawet na youtube :) – z możliwością komentowania zdjęć i wyrażenia wrażeń na forach plfoto i obiektywnych, w stosownie zaplanowanym dniu, o wyznaczonej godzinie (użytkownicy portali zostaną oczywiście wcześniej poinformowani (taka trochę manipulacja), chętnie dam znać również tutaj, jeśli nie masz nic przeciw eksperymentom :) – wszystko powinno się odbyć w czasie rzeczywistym. żeby zabawa była jeszcze lepsza. (oczywiście mam zdjęcia tu i tam, ale wystawianie w galeriach internetowych pojedynczych zdjęć to nie to samo co zaplanowany wernisaż z stosownie dobranymi zdjęciami z komentarzem autora) :) a tak poza tym zgadzam się z jhk. i dodam jeszcze, że galerie w sieci i blogi, to bardzo dobra przestrzeń do promocji takich wirtualnych wernisaży. może najwyższy czas? :) a potem można pomyśleć o wernisażach w przestrzeni analogowej.
sie 31, 2009
Reply
zover, daj namiar, wrzucę Cię nawet do chińskich ciasteczek;
ale wietrzę podstęp, oj paskudny podstęp… i jeszcze na youtubie?
to gdzie ta „wysoka rozdzielczość”???
sie 31, 2009
Reply
a youtube tylko prezentacja autora, do zdjęć osobne strony – z wykorzystaniem sympatycznych modułów takich jak autoviewer i flashpageflip
sie 31, 2009
Reply
wyobraź to sobie kilka internetowych mediów na raz: 3 portale foto, mogą być nawet 4, blogi, galeria na picasa albo flikr, youtube :) wszystko to uruchomione w jednym czasie. to jest dopiero wernisaż :)