wtorek
Wokół ludziCzy jesteś introwertykiem?
Fotograf to z natury zwierzę introwertyczne – taką opinię, jak sądzę, mają o nas niektórzy – może nawet my sami o sobie tak myślimy.
Włóczymy się często samotni godzinami, zamykamy się w zaciemnionych pomieszczeniach, albo przesiadujemy przed komputerem obcując tylko ze zdjęciami, bądź czytając inspirujące (jak sądzimy) teksty około-fotograficzne.
Jednak mimo wszystko fotografia to dyscyplina społeczna i zauważyłem jedną prawidłowość.
Otóż siedzę sobie teraz w pięknym mieście na kilkudniowym plenerze i kiedykolwiek słucham i obserwuję wracających po całym dniu fotografowania kolegów, zawsze znajduję tam jakiś akcent świadczący o nawiązanej więzi z przypadkowo poznanymi ludźmi. A to jeden opowiada o tym, co usłyszał, drugi poznał niezwykle ciekawą historię jeszcze ciekawszej osoby, trzeci wpakował się do czyjegoś domu, i tak dalej, i tak dalej.
Owszem, często zdarza się, że za fotografem czai się podglądacz, którego ogarnia wręcz panika, jak ma się do kogoś otworzyć, zagadać, czy spojrzeć w oczy. Ale ogólnie – jakoś mam wrażenie, że otaczam się ludźmi niezwykle wrażliwymi. A nie dość, że wrażliwymi, to jeszcze zwykle otwartymi na słuchanie.
Czy to fotografia tak „uczłowiecza”, czy za fotografię biorą się po prostu zazwyczaj specyficzni ludzie?
Post Tags: człowiek, introwertyk, plener, wrażliwość
Wpisy powiązane
Related Post
Popularne
- Prezenty i gratisy od Zawsze Kwadratu (157)
- Wciąż można znaleźć samorodki (107)
- Biznes wg Mistrzów (99)
- Co złego - to nie my! (87)
- Co zrobić? (85)

wrz 15, 2009
Reply
A może to przez to, że dzieli nas od świata wizjer naszego Hassela/Leicy/…/Zenita. Myślę, że za fotografie biorą się specyficzni ludzie, którzy patrzą na świat przez co muszą się odcinać. Przykład – idziesz ulicą, widzisz babcie niosącą ciężkie zakupy, w tle targowisko i Bóg Ci zesłał przepiękne światło z nieba oraz jakiś element kadru (tworzący moment, że ta fotografia będzie wyjątkowa, unikalna, być może powiesisz ją sobie na ścianie nad łóżkiem), który po skomponowaniu stworzy TO zdjęcie. Pytanie jest: Kto pomoże od razu babci (jeżeli w ogóle) ponieść zakupy rezygnując z wciśnięcia spustu migawki? BTW: Chyba namotałem :)
wrz 15, 2009
Reply
Większość osób jakie znam to ci z kategorii „podglądacze”. W ogóle ludzie są teraz tacy nieufni do innych jak gdyby każdy chciał ich tylko zamordować, okraść, oszukać czy przelecieć :). Każdy sobie rzepkę skrobie, jak do kogoś zagadasz to pierwsze wrażenie jest takie że ta przeciwna strona na początku wpada w panikę. Jeszcze mi się na zdarzyło że ktoś kto nie ma 60+ lat otworzył do mnie paszcze pierwszy. Jakiś bezwład i stres wisi nad ludźmi. Trzeba się przełamać bo jest całe mnóstwo interesujących osób a reportaż i portret środowiskowy to moje ulubione formy.
Ostatnio poznałem przypadkiem człowieka, dla kogoś całkiem obcego to zwyczajny skipper a jak się go pozna to dopiero wychodzi że jako 20 latek tłukł się z Serbami, złamany tym konfliktem – nigdy o tym nie gada, był w siłach specjalnych nurkiem potem instruktorem nurkowania, tam nauczył się prowadzić jachty no i teraz jest pilotem wycieczek i skipperem a w przyszłym roku otwiera ze znajomymi szkołę jachtingu.
Jak to mówił Szrek: „ogr ma wiele warstw jak cebula”. Jak ktoś przestaje się bać i wychodzi do ludzi „zagaić” przed zrobieniem ewentualnego zdjęcia (które może być już wtedy krańcowo inaczej zaplanowane po odbyciu takiej rozmowy” to na pewno fotografia uczłowiecza.
wrz 15, 2009
Reply
witaj,
ja uważam, że za fotografię jednak bierzę się ten specyficzny ułamek społeczeństwa, który jest na zewnątrz siebie cholernie introwertyczny, nieśmiały, strachliwy, a jednocześnie marzy by spotkała bo jakaś fotograficzna przygoda, by poznał jakichś ciekawych ludzi. Dlatego pod płaszczem introwertyka kryje ogromne i niespożyte zapasy sympatii do ludzi mając nadzieję, że zaowocuje to jakimś zdarzeniem/ zdjęciem.
Ja należę ogólnie do tego ułamka, który nie przepada za ludźmi i stara się ich eliminować z kadrów gdy idzie na spacer, ja zachwycam się dziełem człowieka, każdą ławką, słupem na ogłoszenia, każdym przystankiem autobusowym…
wrz 15, 2009
Reply
jak kazdy, który pracuje „przy ludziach” nienawidzę ludzi, nie lubię z nimi gadac, w 99% mam ich za ograniczonych umysłowo, ale na pewno nie nazwałbym się introwertykiem, a na pewno nie według obowiązującej definicji http://pl.wikipedia.org/wiki/Introwersja .
no ale jest różnica, kiedy musisz słuchać kogoś, z kim nie masz ochoty gadać, a słuchać kogoś, kto budzi twoje zainteresowanie. np. takiego prawdziwka http://www.aparaty.tradycyjne.net/foto,15951.html
wrz 15, 2009
Reply
Fotografowie to introwertycy ze skłonnością do bezgranicznego paplania o wszystkim.
wrz 15, 2009
Reply
Babcia sama poniesie swoje zakupy na szczęście, lepsze pytanie to kto zrobi zdjęcie kiedy fotograf będzie niósł zakupy? :)
Kiedyś kiedy się bałem zaczepiać ludzi i bezpardonowo robić im zdjęcia, czułem się wyjątkowo introwertycznie. Z czasem stałem się wyjątkowo odważnym i pozbawionym lęków fotografem i praca z aparatem przynosi od tego czasu bardzo dużo radości. Dużo rozmawiam – i to nie tłumacząc dlaczego zrobiłem zdjęcie – i poznaję ludzi, dzieci mają radochę.
Myślę że nie o typ człowieka tu chodzi a o pewne umiejętności których musisz nabrać , żeby wykonywać pewną pracę i zaciekawienie światem i drugim człowiekiem które trzeba rozbudzić w sobie, żeby otrzymać pewien rodzaj fotografii.
Ale oczywiście można uprawiać fotografię bez ludzi, nic nie stoi na przeszkodzie aby jakichkolwiek kontaktów unikać – vide post Maćka.
wrz 15, 2009
Reply
Czyli można mówić o terepeutycznej roli fotografii . Można by to nazwać „fototerapią” gdyby ten termin nie był zarezerwowany dla leczenia światłem.
wrz 15, 2009
Reply
To chyba polega na pewnego rodzaju wrażliwości. To wrażliwość na obraz. Zapamiętujemy (my fotografujący) kadry-obrazy już od dzieciństwa. Osoby to ich wizerunki i plany w których odcisnęli nam się w pamięci. Ja np. mam problem z zapamiętywaniem imion, dat urodzin itp. a nie zapominam twarzy. Troszkę to upierdliwe bo robiąc dokument trzeba wszystko notować. z drugiej strony jakoś mi z tym nie ciężko..
Czy jestem introwertykiem? Jakże mogę być skoro moje oko/obiektyw zwrócone jest ku światu, jeśli uwielbiam zapach deszczu i świeżo skoszonej trawy.. i zorzę w fontannie rano.
To introwertycy wymyślają te wszystkie szufladki, pozwólmy im skoro muszą. :)
wrz 16, 2009
Reply
A może w banalny sposób fotograf jest pospolitym ambiwertykiem? W zależności od wiedzy, płci, doświadczenia, stanu posiadania, szerokości horyzontów, miejsca zamieszkania, progu bólu …..W różnym procentowo rozłożonym składzie: 30% introwersji i 70 % ekstrawersji? Albo wręcz odwrotnie. Introwertyk kiedy ma w głowie swoją wizję kadru. Ekstrawertyk, kiedy rejestruje babcię z siatami w tym kadrze.
Dla mnie jedno jest tylko pewne: fotograf ma duszę. Wrażliwą.
wrz 17, 2009
Reply
Ciekawy temat. Ale czy intro czy ekstra? Hm.. To stare psychologiczne szuflady, do których niewielu ludzi się zmieści. Natomiast wrażliwość – tak, jeśli fotografia bliska jest poezji, a nie – jeśli udaje malarstwo, tak – jeśli chwyta moment decydujący i jak mówi prawdę, ale nie – jeśli każdy gębowzór nazywa portretem. No i tak dalej.
Ale coś ciekawego w tym jest, co góral napisał: że „jakiś bezwład i stres wisi nad ludźmi”, totalny deficyt naturalnych zachowań, wydaje mi się, ze ludzie nie czują się bezpieczni, ot co.
wrz 17, 2009
Reply
Kończe właśnie czytać kolejną książkę Tonego Halika :). Swoją drogą to facet robił naprawdę niezłe zdjęcia, jakoś nie znałem go od tej strony, znałem filmy ale nie fotografie. Podziwiam faceta bo ten to miał odwagę i pchać się w dzikie, niebezpieczne tereny i poznawać ludzi i ich historie. Normalnie nie uwierzyłbym w niektóre jego historie o indiańskich maluchach (przez duże M) łowiących rekiny czy o młodocianym zaklinaczu węży prowadzącym pochód zahipnotyzowanych gadów przez dżunglę na plaże a potem do koszyka gdybym nie zobaczył jego zdjęć. Takie zdjęcia to jest coś, opowiadają historie ludzi w ich środowisku. Ogólnie jestem pod wrażeniem, polecam jego książki.
wrz 19, 2009
Reply
Ostatnio jak latam z aparatem po swym zabytkowym osiedlu, sporo starszych ludzi mnie zaczepia i chce mi opowiadać różne historie związane z miejscem. A nawet pokazują istne „wisienki na torciku”, na które raczej nikt by nie wpadł. Pozdrawiam.
wrz 20, 2009
Reply
Ze wszystkich grup hobbistycznych jakie znam to fotografów lubię najmniej. Faceci bez jaj, niewrażliwi na sztukę, 95% z tego co gadają dotyczy jakichś technicznych banałów, często poza fotografią nie mają innych zainteresowań, chwalipięty, zakochani w sobie, z poczuciem jakiejś śmiesznej idei. Sam jestem fotografem ale innych z branży najzwyczajniej nie trawię.
Jeśli ktoś z was jeździ motorem, na nartach, pasjonuje się podróżami czy kuchnią i spotyka ludzi z tych grup to wie o czym mowie bo przy nadętych fotografach wypadają o wiele lepiej.
wrz 20, 2009
Reply
Zaryzykowałbym stwierdzenie, że APARAT dodaje odwagi. Im dziwniejszy, tym lepiej. Potencjalne pytania do fotografujacego będą się ograniczać do lakonicznych: „a gdzie jest LCD?”, „czy mogę obejrzeć zdjęcie?” i najbardziej wyrafinowane: „dlaczego nie cyfra, skoro jest szybsza i wygodniejsza?”.
Wchodząc w relacje z fotografowanym nie trzeba się w żaden sposób uzewnętrzniać, aparat i temat fotografii są tarczą, o które rozbiją się mniej lub bardziej niewygodne pytania. Zresztą, tak naprawdę, mało jest ludzi, którzy potrafią słuchać, większość woli mówić. Sam fakt, że fotografujący ZWRACA UWAGĘ na kogoś, jest dla tej osoby wyróżnieniem. Na starcie zatem fotograf dostaje ogromny kredyt zaufania. Z moich obserwacji wynika także, że fotografia analogowa, a szczególnie srebrowa, wzbudzają u fotografowanych szacunek przez sam fakt, że wymaga umiejętności i że fotografujący wykonuje cały proces począwszy od zrobienia zdjęcia (co samo w sobie jest rytuałem), po wykonanie odbitki. Ludziom powyżej 30-go roku życia czarno-białe fotografie kojarzą się z dzieciństwem, co samo w sobie rodzi sentyment. Zresztą, często nie trzeba się wysilać, wystarczy wyjąć aparat czy rozłożyć statyw. Niektórzy ludzie sami podchodzą z zapytaniem cóż to za przedziwny aparat, a jak im sie pozwoli spojrzeć w matówkę, to czują jakby obcowali z absloutem. Sam miałem taki przypadek podczas pleneru. Podczas pleneru pewne małżeństwo wprost rozpływało się w uprzejmościach wobec mnie, zrobili mi nawet zdjęcie przepraszając, że profanują moją osobę cyfrową małpką :)
Zazwyczaj relacje pomiędzy fotografowanym i fotografującym są krótkie, choć niekiedy intensywne emocjonalnie. Nawet introwertyk da radę im podołać. Oczywiście, jeśli nie ma on jakichś psychicznych zahamowań w odniesieniu do kontaktów międzyludzkich.
Sam siebie określiłbym jako introwertyka, ale takiego, który czerpie przyjemność również z kontaktów międzyludzkich. Wtedy, gdy tych kontaktów chcę :)