Zawsze Kwadrat

Sign In

RSS


1240
uzaleznionych
od ZawszeKwadratu

wrz 28
poniedziałek
Felietony gościnne, Marudzenie
Na stacji benzynowej przy Boulevard Peripherique z marszandem

Pojawił się tutaj, na ZawszeKwadracie, czytelnik kontrowersyjny, w którego faktyczne istnienie niektórzy wręcz zwątpili. Pistol del Marshand, bo o nim mowa, jest jednak na tyle pewien swego, że zdecydował się opublikować własny tekst – oddając się w Wasze krytyczne ręce. Czytajcie więc, i powiedzcie, co o tym myślicie!

***

Nie wszystko chcę powiedzieć, jedynie dwa zdania.

Nie wszystko chcę powiedzieć, jedynie dwa zdania, jestem w podróży. Pierwsze zdanie jest o towarzystwie fotografa – to daję ekstra, drugie zdanie o tym jak zrobić dobre zdjęcie (ograniczam się do jednej wskazówki). Mam tą przypadłość, że używam określenia artysta fotograf choć wielu to się nie podoba, wolą inaczej, ale mi nie chodzi po prostu o porządny stołek – uważam, że artysta fotograf to najprostsze określenie tego o co mi chodzi. Na przykład taki monsieur Helmut Newton zżymał się na to określenie, ale on sam jest uznawany za artystę. Ludzie mówią różne rzeczy – akurat Helmut Newton to był bardzo, bardzo porządny i pracowity artisan i bardzo skromny, ale też niezwykle utalentowany artiste, wysoko ceniony, który zapisał kawał historii – słowem, nic dodać nic ująć, wielki artysta, choć sam twierdził coś przeciwnego – z tego powodu pozwól więc niech przemówi nie artysta a marszand.

Jeśli znasz gdzieś fotografa uważanego lokalnie za wysokiej klasy fotografa.

Jeśli znasz gdzieś fotografa uważanego lokalnie za wysokiej klasy fotografa, robiącego świetne, romantyczne zdjęcia, mającego swoich wyznawców i są dziewczyny nim zachwycone (przeważnie większość z nich to będą jego modelki) a nikt go nie chce kupić lub nie chce zainteresować się nim poza jego terytorium, to nie jest to dobry fotograf – jego zdjęciom będzie czegoś brakowało – pamiętaj o tym.

Kobiety nie mają zielonego pojęcia o sztuce.

Kobiety nie mają zielonego pojęcia o sztuce, czy jak mówią na wsi w Orleans, o wysokim rzemiośle. Kobiet nie pytaj czy Twoje fotografie są dobre, choć kobiety robią wrażenie jakby byłe pewne, że wiedzą wszystko (to natura sprzyjająca wychowaniu dzieci) szczególnie kiedy już posiadają dzieci – małe dzieci słuchały ich jak automaty i one nabrały przez to przekonania, że to dlatego, że one wiedzą wszystko. Kobieta dla artysty znajduje się w łóżku i sprząta w domu kiedy artysta jest z przyjaciółmi – nic więcej – rozważ to.

Mistrz to nie jest dla Ciebie dobry towarzysz młody fotografie.

Mistrz to nie jest dla Ciebie dobry towarzysz młody fotografie, lepiej zadaj się z dziewczynami i bądź zbuntowany. Mistrz jest stary albo bogaty albo biedny, coś mu zawsze nie pasuje. Musisz trafić na jego dobry dzień. Mistrz ma więcej problemów osobistych i ze swoją twórczością niż Ty młody fotografie – nawet się nie spodziewasz. Mistrz Cię zwiedzie na manowce – przebiegły, napalony na młode dziewczyny. On woli żeby to do niego mówić: mistrzu jakiś wspaniały, zapraszać go na otwarcia i do przyjaciół, a nie że to on miałby mówić. Przeważnie pochodzi z ludu i to jego mistrzostwo mu odbija. Jeśli jest arystokratą to na powitanie skop mu puppa wtedy nabierze do Ciebie szacunku i zaufania ale zacznie Ci się żalić na swój los, przede wszystkim na brak pieniędzy. Weź dziewczynę i ćwicz tężyznę i kulturę – to ma sens w każdym calu – to jedna z najbardziej sensownych rzeczy w życiu człowieka – pomyśl nad tym.

Tajemnica dobrego zdjęcia polega na uwzględnieniu wskazówek marszanda.

Tajemnica dobrego zdjęcia polega na uwzględnieniu wskazówek marszanda. Marszand wie jak wygląda dobre zdjęcie. Marszand robi selekcję i układa zdjęcia w nieprzypadkowym porządku – jedne dla tego, drugie dla tamtego. Czy już rozumiesz? Kto zrozumiał w tym miejscu ma przed sobą przyszłość na pewno. Marszand ocenia zdjęcia zarówno obiektywnie jak i uwzględniając gust i preferencje klienta – jest klienta a nie klientów. Czy już zrozumiałeś? Jak alfons wybiera odpowiednie dziwki w XVI dzielnicy. Rozumiesz? Klient nie chce tego ale chce tamtego. Rozumiesz już? Daję wprost – klient, który chce kupić zdjęcie szuka odpowiedniego zdjęcia dla siebie – decyduje o tym jego gust i preferencje. Marszand nie dyskutuje z gustami ale spełnia zachcianki – daje klientowi to czego ono chce. Rozumiesz o co chodzi w dobrym zdjęciu? Dobre zdjęcie jest zrobione dla konkretnego klienta. Musi się podobać, powiedzmy lepszym językiem, musi zostać docenione przez tego konkretnego klienta z jego gustem i preferencjami.

Co z tego wynika? Wynika, że nie istnieją zdjęcia, które będą się podobać wszystkim (które wszyscy chcieliby kupić). Wynika z tego, że fotograf robiący zdjęcia nie może chcieć dogodzić wszystkim, nie może chcieć zrobić zdjęcia pod każdym względem udanego, doskonałego – to błędna droga. Wynika z tego, że musi dążyć do zrobienia zdjęcia pod określonego klienta – wtedy zostanie doceniony i kupiony. Nawet gdyby miał fotografować z telewizji. A pozostałą publikę – olewać całkowicie pełnym otworem! I mówić o nich: to durnie, nie mają pojęcia o co tu chodzi – i będziesz miał rację! Oni będą stać przed Twoim zdjęciem i gadać bzdury o tym dlaczego zostało ono zrobione tak a nie inaczej! Tak się składa, że zdjęcia pod zamówienie są najlepsze a zrobione swobodnie takimi nie są. Nie zamieniaj klienta w odbiorcę – odbiorca, który nie kupuje jest nic nie wart – nic go nie kosztuje ani jego patrzenie ani jego gadanie. Poznaj najpierw uczucie, kiedy robisz zdjęcie pod klienta i potem on je kupuje – bez tego doświadczenia fotograf, artysta, nie wie nic ani o swoim dziele ani o sobie. Z tego powodu, z reguły, starzy artyści, dostosowani do rynku, nie przepadają za ocenianiem dzieł innych, bo nie są do tego przygotowani. To była jedna ze wskazówek, których jest w sumie pięć. Nad resztą popracuj sam, choć niechcący w szóstym zdaniu zawarłem drugą wskazówkę.

Marszand bywa, że kieruje fotografem.

Marszand bywa, że kieruje fotografem, kiedy ten jest bliski dobrego zdjęcia ale mu nie wychodzi. Marszand mu mówi: zrób tak a tak, weź taki a taki aparat, obiektyw, sam mu daje swój sprzęt (marszand ma swój sprzęt na taki wypadek), chodzi za nim, dzwoni, pomaga – do czasu kiedy marszand mówi dość. Zagadałem się, salut.


Post Tags: , , , ,

77 Responses to “ Na stacji benzynowej przy Boulevard Peripherique z marszandem ”
  1. Jezus.. ile ja już razy słyszałem takie i podobne “tra la la”. Niestety już nawet nie chce mi się dyskutować z takimi tezami…
    Nie żebym je deprecjonował z marszu, ale po prostu było to już w milionach wersji…
    Przypomina mi się pl.rec.foto…
    I ten sposób narracji przypominający mi jednego z spiritus movens tamtej grupy… zapewne cześć z Was wie o kim mowa..:)
    “Czar…y mary…” :)

  2. A mi się nawet podoba. Jakbym czytał hrabiego Gombrowicza, którego uwielbiam:)

  3. co to za bełkot?

  4. @iczek: nie, nie sądzę – to inny rodzaj wypowiedzi, jak na mój gust :)

    @Roman: wolałbym, żebyś trochę bardziej konstrukcyjnie się wypowiadał…

  5. Mnie się wydaje, że kategoria, w której ów tekst został umieszczony, doskonale oddaje jego naturę. I, bynajmniej, nie mam na myśli ‘felietonów gościnnych’.

  6. “Rudolf wrote: @iczek: nie, nie sądzę – to inny rodzaj wypowiedzi, jak na mój gust :)”

    Ja wiem..? :)

    Zalatuje mi Czarusiem i to ostro…:)
    Zastanawia mnie jednak co innego… czy rozważania tego typu – o ile to są rozważania – skierowane powinny byc na blog?
    Coraz częściej odczuwam (również w stosunku do tego co sam mam u siebie), że formuła bloga pomaleńku się mnie wyczerpuje.
    Może to tylko mój problem, ale szukając inspiracji do nowych tematów i nowych problemów, odkrywam miałkość komunikacji blogowej.. :(
    I to coraz bardziej.
    Im temat wymagający większej dawki wiedzy, doświadczenia i zaangażowania intelektualnego, tym platforma komentarzy przestaje spełniać swoje zadanie.
    Tak jest i z tym tekstem. Bo jak tu i z czym dyskutować w formie komentarzy…

    Roman w sumie co miałby rozwijać Rudolfie… gdzie miałby być bardziej konstruktywny skoro w pełni oddał, to co sam nazywasz w kategorii “Marudzeniem”…?

    Zapodajesz marudę, który wymarudził marudny tekst o marudnych i nieświeżych już tematach i chcesz by nie marudząc polemizować? Na blogu? Z tym?

    Ech… jakiś mam kryzys tego całego internetu…
    Odnoszę wrażenie, że kręcimy się w kółko z małą grupą wiecznych “onlajnowców”… którzy akurat fotografują.

  7. Pistol del Marshand

    wrz 28, 2009
    Reply

    Uprzedzając nieco komentarze:
    Nie jestem związany z nikim, z żadnym portalem itp. Jestem sam.
    Jam marszand, ale nie jest to takie proste i stereotypowe jak mogłoby to się wydawać, jak to jest obecne w powszechnych wyobrażeniach – to bardziej złożone, ale nie chciałbym tego rozwijać.
    Wpis w żadnym wypadku nie jest literaturą, a konwencja to mniej więcej to jak mówię – ale nie o mnie chodzi, ale o co innego.

  8. Pistol del Marshand

    wrz 28, 2009
    Reply

    Uprzedzając nieco komentarze:
    Nie czytam portali internetowych, nie zajmuję się tym. ZK jest wyjątkiem. Mam małą orientację o czym się aktualnie pisze w sieci itp. i mieć nie chcę. Trzymam się tego co sam wiem i uważam za ważne dzisiaj i tego się będę trzymał w przyszłości.
    To nie jest uderzenie marsowe. ZK traktuję bardzo poważnie.

  9. @iczek, zdecydowanie brzmisz, jakbyś miał rzeczywiście jakiś kryzys; może zwyczajnie idź na spacer, odetchnij, zostaw internet na chwilę?
    I przestań narzekać na “kręcenie się w kółko”, tylko weź się w garść, jak mężczyzna ;)

  10. Jak ja się cieszę, że nie muszę niczego sprzedawać!

  11. Rudolf – nie dziala na mnie polecenie – “idz na spacer”.
    Całkiem poważnie pisałem… o kant d… to wszystko…

    Pistol – nie uprzedzaj komentarzy… przed grzmotem zawsze jest błyskawica :)

  12. Pistol del Marshand

    wrz 28, 2009
    Reply

    @Sz.iczek
    W publikacji mam swój cel. Każdy komentarz ma dla mnie dużą wartość. Ale publikacja idzie w też eter. Ten eter jest moim celem. Jak wiesz ZK to od pewnego momentu prestiż i dla wielu to ma zasadnicze znaczenie. Możesz mieć rację, że dotychczasowa formuła interentu odchodzi w przeszłość. Obecnie to co robi się w internecie jest w świecie traktowane całkowicie serio.

  13. Pistol del Marshand

    wrz 28, 2009
    Reply

    Napisałem, że “Nie czytam portali internetowych, nie zajmuję się tym” (= nie przeszukuję internetu, docieram gdzieś drogą polecenia przez kogoś) ale znam jednak pewne ważne adresy i od czasu do czsu na nie zaglądam tak jak zagląda się do miesięcznego magazynu. Czy na papierze czy w sieci – to jest to samo.

  14. @iczek, nie polecenie, a sugestia, rada…
    (wydajesz się być jakiś taki… spięty, a przecież wiesz, że ja dla Ciebie chcę jak najlepiej ;))

  15. Tomasz Pawłowski

    wrz 28, 2009
    Reply

    @pistol “Nie wszystko chcę powiedzieć, jedynie dwa zdania.”
    No miały być dwa zdania ;) I gdzie ich teraz wyszukać w tym tajemniczym tekście? ( Jak dwa to dwa: w jednym powinien być temat zlecenia a w drugim wysokość honorarium…:)
    Za dużo wątków się ostatnio pojawia i faktycznie – iczek ma rację – nie poddają się niektóre “obróbce” komentarzowej w klasycznej wersji blogowej.

    Recepta na “dobre” zdjęcia – w moim przkonaniu – jest uproszczona, ale jak się rzekło – trudno tu o dyskusję tego typu.

  16. @Tomasz Pawłowski: oczywiście, że niektóre wątki nie poddają się “obróbce komentarzowej w wersji blogowej”. Tylko co dalej? Jakieś propozycje? Wiecie, że nie jestem zamknięty na nowości.

  17. .. i niepokoi mnie to, już trzykrotne, umizgiwanie sie do autora bloga w postaci “Jak wiesz ZK to od pewnego momentu prestiż”, “ZK jest wyjątkiem”, “ZK traktuję bardzo poważnie.”

    Wyczuwam tutaj jakaś prowokację grubo szytą… :)

    I to mnie zniechęca… gdyby napisał, że zmusiłeś go do napisania tego…
    Ale ok, napisałem dużo offtop więc już kończę…

  18. Pistol del Marshand

    wrz 28, 2009
    Reply

    Okiem zewnętrznego obserwatora, ZK dołączył do kręgu ważnych portali – bardzo wielu ludzi nie komentuje go ale czyta i ceni. Ma wszystko co mieć powinien: dobrą publicystykę, czytelników i liczne odnośniki (informacje o ludziach, o wydarzeniach, publikacjach, estetyce i technice) i jest porządnie redagowany. I został nagrodzony nie bez powodu, co jest jak licencja w biznesie.

    Mój wpis to nie prezentacja literatury ale mój wkład w określonym kierunku. Mój wpis to jeden element w kolażu ZK. Obecnie w biznes wchodzi nowe pokolenie, które pociąga za sobą jemu aktualną rzeczywistość. Tego, co jest tak cenione i stare nie ma potrzeby naruszać, są rzeczy nowe, podobnie wartościowe, ale w aktualnej formule. To jest czas obecny i wszystko dzieje się aktualnie. Co jakiś czas odjeżdżają statki galaktyczne – jeden pojedzie, drugi zostanie – to, że niczego na pierwszy rzut oka nie widać, nie oznacza, że nic się nie dzieje.

    Każdy kto komentuje na ZK i umieszcza adres swojego portfolio, robi to, tak to wygląda okiem obserwatora zewnętrznego, na zasadzie: moja fortuna przy fortunie ZK wyrośnie. Dlatego wypada, aby te portfolia trzymały poziom. To chyba oczywiste. Od razu chcę zaznaczyć, że ich nie oglądałem. W każdym razie życzę ZK wielkiej kariery i wszystkim ambitnym ludziom. Dokładam swoje trzy grosze. Taki jest mój punkt widzenia, tak to wyrażam, bom Pistol del Marshand.

  19. @iczek: eeetam, niepotrzebnie wyczuwasz wszędzie teorie spiskowe – umizgiwanie się do autora bloga jest spowodowane jego nieprzeciętnie rozrośniętym ego, jak sądzę ;)

  20. Pistol del Marshand

    wrz 28, 2009
    Reply

    @Sz.iczek
    Żadnych prowokacji. To kwestia osobistych doświadczeń. Według moich redaktorom wchodzi się bez mydła i dopłaca jak trzeba, redaktor to cesarz, wiem bom Pistol del Marshand.

  21. czyli Marszand kieruje fotografem by robił to co się sprzedaje “pod klienta” czyli komerchę. Góralskie knajpki też mają wzięcie, ale je się tam na własne ryzyko i zazwyczaj kończy się to sraczką.

  22. Pistol del Marshand

    wrz 28, 2009
    Reply

    @Sz.Góral-D
    Jak jest gotowy i przydatny materiał nie kieruje, jeśli nie ma kieruje pod klienta Jana Kowalskiego – wie o Janie Kowalskim, ma go w zanadrzu i udaje się do odpowiedniego cenionego fotografa (lub jeśli natknie się na odpowiednie nieznane fotografie to przypomina sobie o Janie Kowalskim), następnie musi zadbać aby fotograf swoje kolejne fotografie zrobił uwzględniając sugestie marszanda, tyle – sugestie to preferencje Jana Kowalskiego i właśne marszanda. Z drugiej strony kontroluje postęp prac fotografa. Tzw. wzięcie na rynku (moda) jest czym innym.

  23. Pistol del Marshand

    wrz 28, 2009
    Reply

    @Sz.Góral-D
    Marszand to nie to samo co galernik.

  24. Pistol del Marshand

    wrz 28, 2009
    Reply

    @Sz.Góral-D
    Marszand to producent – zarazem autor i producent. Stoi gdzieś przed rynkiem i musi wyprzedzać czas, sam pozostawia u siebie zawsze jakieś dzieła dla siebie, na przyszłość.

  25. Pistol del Marshand

    wrz 28, 2009
    Reply

    @Sz.Góral-D
    Klient jest tym, kto poszukuje dzieł. Marszand robi to za niego. Marszand nie szuka klientów – to klienci i artyści szukają marszanda.

  26. Pistol del Marshand

    wrz 28, 2009
    Reply

    Nie uzurpuję sobie prawa do bycia ponad wszystkimi. To mój punkt widzenia. Każdy robi co chce i słucha kogo chce – jeden marszanda, drugi galernika, trzeci mistrza, inny jeszcze kogoś innego – nikt nikogo do niczego nie zmusza. To co jest ponad wszystkimi to jest skutek.

  27. Pistol del Marshand

    wrz 28, 2009
    Reply

    Tak się zastanawiam, wcześniejsze moje komentarze już to zdradzają, że chyba nie do końca jest zrozumiałe czym zajmuje się dzisiaj marszand i chyba zbyt dosłownie jest czytany mój wpis. Sądziłem, że nie trzeba tego wyjaśniać. Marszand wie jak wygląda dobre zdjęcie, widział ich tysiące i stąd wie. Mówi od siebie tak jak uważa, ale ostatecznie jest to tylko wypowiedź z pewnego punktu widzenia, ale dotyczy czegoś znanego.

    Fotografia pod klienta to w przybliżeniu fotografia o jakiej wyobraża sobie, oczekuje, chciałby klient, który czasem całkiem dosłownie to wyraża (co nie oznacza, że znajdzie się to ostatecznie na zakupionym zdjęciu), że ma być np. w pewnej konwencji, o takiej a nie innej fakturze, koniecznie z takim a nie innym ziarnem, o takich a nie innych tematach (koniecznie to a wykluczone tamto), czasem w stylu jakiegoś innego, bywa, że historycznego artysty, nawet coś co przypomina jakiś film itp. o to chodzi, no i oczywiście nazwiska znane albo całkowicie nowe odkrycia (funkcjonujące nazwiska ale bez osiągnięć to najgorszy gatunek). Marszand musi umieć to przetłumaczyć na język fotografii rozumiejąc technikę. I pracować nad klientem – przekonywanie klienta „od zera” do jakiejś koncepcji nic nie da, podobnie jak oferowanie zdjęć w galerii. Z reguły klientami są ludzie trochę zorientowani i często po prostu kochający fotografię.

    Co do funkcjonujących nazwisk ale bez osiągnięć. Tacy artyści muszą umieć zrobić nowy początek i uzyskać status nowego odkrycia – to dla nich jedyna szansa. Najlepiej jak ma miejsce jakieś wydarzenie mogące stanowić przełom. Kontekst jaki stoi za artystą jest ważny i być może niezbędny. Oczywiście artysta musi mieć coś do pokazania. M.in. marszand musi myśleć o konstruowaniu takiego kontekstu za każdym razem mając na uwadze, no jak by to napisać, no wprost – tradycje kultury europejskiej.

  28. Pistol del Marshand

    wrz 28, 2009
    Reply

    Fotografia pod klienta to w przybliżeniu fotografia o bardzo wąsko skrojonej koncepcji – fotograf ma z góry wytyczone co ma być na zdjęciu i jak ma być wszystko zrobione – pole do indywidualnej twórczości jest bardzo wąskie i to uważam za zaletę – artysta kładzie wtedy cały swój potencjał na małym polu i się nie rozprasza. Są tacy fotografowie, którzy potrafią to i sami stawiają sobie takie ograniczenia kierując cały swój potencjał precyzyjnie w punkt G.
    TAK TO O TO CHODZI.
    Punkt G to trzecia wskazówka marszanda. Kto wie o co tu idzie ma przed sobą przyszłość.

  29. To ja dziękuje i zostawiam ten teatr jednego autora…
    Rudolf, zawołaj mnie, jak wszystko wróci do normy…

  30. Tomasz Pawłowski

    wrz 28, 2009
    Reply

    Kilka pytań:

    1. czym różni się marszand od menadżera ( lub agenta – w amerykańskim sensie )
    2. kto jest klientem marszanda? ( rozumiem, ze nie mówimy o fotografii reklamowej )
    3. czy marszand szuka artysty czy rzemieślnika? ( bo skoro pomysł gotowy, szczegóły znane ? )
    4. czy układ marszand-artysta jest układem transakcyjnym?

    To tak na wieczór, w skrócie sorry, bo Polańskiego śledzę.

  31. Pistol del Marshand

    wrz 28, 2009
    Reply

    @Sz.iczek
    Przyznaję to teatr jednego aktora. Mam swoje 5 minut i wykorzystuję je.

    @Sz.Tomasz Pawłowski
    Marszand to pośrednik o wielu różnych cechach i umiejętnościach, nie jest reprezentantem nikogo. To nie Agent. Marszand spaja artystów z jednej i klientów z drugiej strony. On wie najwięcej, o niego artyści i klienci muszą zabiegać, jedni chcą sprzedać drudzy kupić.

    Klient – marszand – artysta to NATURALNIE MODEL, ARTYŚCI NIE POZWLAJĄ SOBĄ MANIPULOWAĆ ANI PROWADZIĆ ZA REKĘ (TRZEBA TO ROBIĆ UMIEJĘTNIE). NIGDY TAK NIE JEST, TO BYŁBY ABSURD. A więc to nie jest absolutnie układ transakcyjny.

    DECYDUJE ostatecznie to jasne wyłącznie artysta – od niego zależy ile jego dzieło będzie warte czy pójdzie ad acta. To nigdy nie jest taka czysta sytuacja, że jest klient i dzieło do wykonania (na zamówienie). Liczyłem przyznam na inteligencję czytelnika. W ogóle nie chodzi o to kim jest a kim nie jest marszand. To nie on jest twórcą. Marszand dwoi się i troi ALE MOŻE ZOSTAĆ Z NICZYM. Bywa przecież, że uznany artysta wybiera tego kto na nim zarobi. Chodzi o zdrowy rozsądek i realizm, który reprezentuje marszand, ma taką niewdzięczną rolę. Marszand jest skrajnym realistą i ma za sobą wiedzę o rynku i to wzbudza respekt u artystów, to jest jego atut i wykorzystuje go wywierając nacisk na artystów – to ciągła wojna.

    Klientela pochodzi z prywatnych stosunków – od jednego do drugiego itd.

  32. Pistol del Marshand

    wrz 28, 2009
    Reply

    @Sz.Tomasz Pawłowski

    Sz.P. Polański musiał mieć słabych prawników. Przecież umowa ekstradycyjna została zawarta pomiędzy USA a Szwajcarią kilkadziesiąt lat temu a podejrzewam, że prawnicy ci musieli mieć do czynienia ze spisem majątku Sz.P. Polańskiego gdzie figuruje jego dom w Szwajcarii. Podstawowa wiedza pozwoliłaby im ocalić Sz.P. Polańskiego.

    Władze Szwajcarii (polityczne i wymiar sprawiedliwości) doskonale wiedziały, że Sz.P. Polański bywa w Szwajcarii ale elegancko nie reagowały oczekując aż sam Sz.P. Polański się zmityguje. Problemem stał się stosunkowo niedawny wniosek ekstradycyjny USA. A więc Sz.P. Polański podróżował do Szwajcarii zupełnie bez zagrożenia a od momentu wpłynięcia wniosku już na kredyt władz Szwajcarii. Jednak po opublikowaniu informacji, że Sz.P. Polański będzie w Zurich’u władze Szwajcarii, mając w ręku wniosek USA, nie mogły nadal udawać, że nie wiedzą że Sz.P. Polański jest na ich terytorium.

    To poważna sprawa karna (m.in. ucieczka przed wymiarem spr. USA) i jeśli ekstradycja zostanie przeprowadzona Sz.P. Polańskiego czeka trudny a opinie publiczną bardzo ciekawy proces. Sz.P. Polański nie musi jednak z tego wyjść na tarczy, czego mu życzę.

    Marszand myśli też o prawie, o prawie obowiązkowo.

  33. Ja jednak podtrzymuje swoje zdanie – uważam że Marshand nie istnieje, a te posty pisze szalone Spectrum ZX podłączone przez hakerów do internetu. Dzisiejsze posty upewniają mnie:-)

  34. Pistol del Marshand

    wrz 29, 2009
    Reply

    Podsumowując:
    Celem marszanda było podzielenie się z czytelnikami wiedzą o tym, jak dochodzi do powstania fotografii dobrej i cenionej, oraz że ostateczne dzieło, jakie widoczne jest na odbitce, przeważnie nie jest pierwotnym zamysłem autora ale jego modyfikacją, do której doprowadziło uwzględnienie przez autora wielu czynników pochodzących z obszarów oddalonych od pracowni autora. Marszand to jest ktoś kto beznamiętnie wywiera nacisk na autora i ta modyfikacja bywa, że jest jego wkładem w dzieło. Fotografia przechodzi długą drogę aby zyskać uznanie lub znaleźć się w czyjeś kolekcji. Większość osób, nawet tych fotografujących, nie zdaje sobie z tego sprawy. Wiele osób poszukuje tego sposobu, który pozwala zrobić fotografię, która będzie doceniona i być może dołączona do jakieś kolekcji. Celem marszanda było wskazać tę drogę. Pierwszą wskazówką było uświadomienie fotografom, że muszą uwzględnić oczekiwania i gusta pochodzące z obszaru klienteli. Klientela to nie są prymitywni ludzie z pieniędzmi. To są ludzie często wykształceni, wyrobieni artystycznie, kochający sztukę w tym przypadku fotografię. Najlepiej jest myśleć – kochający fotografię – to autentyczna perspektywa i działająca uspokajająco na fotografa. Fotografowie jednak myślą odwrotnie: klient to jakaś postać niezrozumiała – czego właściwie chce ta wroga postać. Autor musi mieć przynajmniej tego świadomość, a także tego co jest ważne i interesujące w kulturze, w której tworzy – o tym informuje go klientela. Celem marszanda było zwrócenie uwagi, że są tacy ludzie jak marszandzi mający bezcenną wiedzę o tym wszystkim. Autor musi pożądać marszanda (choćby chcieć czegoś się dowiedzieć, przynajmniej raz spotkać takiego osobnika) wtedy jego twórczość ma szansę się rozwijać – marszand jako pierwszy krytyk działa jak czynnik ewolucyjny rozwijający twórczość autora. Chciałem, żeby osoby fotografujące o tym pomyślały kiedy same, może właśnie teraz, poszukują swojej drogi. Każdy na pewno ma swój sposób na dzieło. Marszand ma swój i go przedstawił. Kto chce korzysta kto uważa inaczej, nie popełnia przestępstwa. Marszand udzielił pierwszej wskazówki – uwzględnienie czynników wypływających ze świata klienteli (ze świata kultury) i być może konieczność zmodyfikowania pierwotnego zamysłu dzieła. Marszand chciałby opowiedzieć jeszcze o pozostałych czterech wskazówkach ale to może innym razem. Ta uwaga jest pro forma. Wiele osób z pewnością bez tych wszystkich zbędnych uwag domyśliło się o co chodzi.

  35. Pistol del Marshand

    wrz 29, 2009
    Reply

    Pistol del Marshand podzielił się czymś z czytelnikami. Jeśli kogoś to zainspirowało to taki był tego cel. Oczywiście razem z tym wpisem kończę swoją aktywność komentatora, moja aktywność to wykorzystanie szansy. Również należę do miłosników fotografii choć niestety nie dane mi jest umieć ją robić tak jak to robili wielcy fotografowie, a robić to gorzej nie ma sensu. Być może wśród czytelników jest ten chłopiec z małego miasteczka, który czegoś naprawdę szuka i ma wielkie marzenia – to dla Ciebie napisałem to wszystko i życzę Ci powodzenia.

  36. Chłopiec z Małego Miasteczka

    wrz 29, 2009
    Reply

    Dziękuję.

  37. A tak w ogóle, to w jakim języku jest to “Pistol del Marshand”?

  38. Męcząca ta dyskusja nie doczytałem do końca.

  39. “A tak w ogóle, to w jakim języku jest to “Pistol del Marshand”

    W języku Pistola del Marshand’a

  40. Nie wszystko chcę powiedzieć, jedynie jedno zdanie. Przerost formy nad treścią.

  41. Tomasz Pawłowski

    wrz 29, 2009
    Reply

    Ciekawe to wszystko. Pieniądze i sztuka, męka twórcza i wartość…
    Tak przy okazji: zastanawiał mnie zawsze przykład najdroższego zdjęcia na świecie , autorstwa Andreasa Gursky’ego : http://click.si.edu/images/upload/Images/pn_5263_Image_Gursky-99-cent-store_ART156862.jpg
    To jedyny wypadek kiedy za 99 centów ( taki jest tytuł zdjęcia ) dano ponad 3 mln dolarów.
    Albo np zdjecia Ukłańskiego, jedna z prac z cyklu “Faszyści” uzyskała gdzieś na aukcji ponad milion ( nie pamietam dokładnie, zresztą przy tych sumach nie chodzi o te pare zer ;) To było zdjęcie z tej wystawy, na kórą przyszedł Olbrychski i mieczem ciachnął po zdjęciach. No i tak: czy zdjęcia te mają wartość fikcyjna jedynie – napompowaną przez mistrzów marketingu? Czy 99 centów kosztuje 3 miliony dlatego, ze jest dobrym zdjeciem czy dlatego, ze jest zdjęciem jednego z najbardziej aktywnych członków słynnej szkoły Becherów ? Czy zdjecie Ukłańskiego zyskało na wartości dzięki Olbrychskiemu? ;)

    Ps. Z tymi Szwajcarami to racja – chronili Polańskiego póki mogli, ale myślę, że Maestro zdawał sobie sprawę z ryzyka.

  42. Tomasz Pawłowski

    wrz 29, 2009
    Reply

    To są oczywiście przykłady z kosmosu finansowego i fotograficznego, ciekawostka po prostu na marginesie tego tematu.

  43. pani profesor

    wrz 29, 2009
    Reply

    A mnie się podoba. Uważam, że osoba podpisująca się Pistol del Marshand, poruszyła ważny temat. Sama, przed laty, byłam nauczycielem akademickim w uczelni artystycznej i brak poczucia realizmu wśród studentów sztuki był powszechny. Nigdy za dużo realizmu w sztuce tak jak w życiu! Rzeczywiście sukces jest częścią sztuki i artysta dążący do sukcesu nie może pozwolić sobie na zupełne oderwanie od rzeczywistości. Osobiście wolę pracę twórczą jednak nieskrępowaną (może dlatego, że jestem kobietą! i mam dzieci!), ale ceną za to jest tworzenie „do szuflady”. Przeszkadza mi trochę w przedmiotowym wpisie ten widoczny maskulizm, ale rozumiem, że taka miała być formuła. W PRL nie było marszandów z prawdziwego zdarzenia, zresztą nie było potrzeby, polscy artyści wyjeżdżali za granicę i tam odnosili sukcesy i to się chyba nie zmieniło do dzisiaj. Ten Pistol to ciekawa kreacja a jeżeli to ktoś prawdziwy to jestem pod wrażeniem. Wolę chyba myśleć, że to ktoś prawdziwy, ponieważ wolę kiedy życie jest interesujące.

  44. Autor umieścił jak dotąd 17 komentarzy pod własnym tekstem, co stanowi prawie połowę wszystkich razem, to chyba lekka przesada skoro miał mozliwość wypowiedzenia się we własnym tekście. Rudolfie Wielki Moderatorze, pora opublikować nowy wpis żeby zakończyć tą farsę.

  45. Tomasz Pawłowski

    wrz 29, 2009
    Reply

    @ Tomek, ja to myślę, że jak piszesz “farsa” to powinieneś uzasadnić dlaczego uważasz to za farsę. Może wiesz coś czego nie ma w tekście i co powinniśmy wiedzieć zeby się wypowiadać? Ja nic nie wiem – podobnie jak nie wiem nic o Tobie – jest tekst, ktoś pisze komentarze, autor czy nie autor a ty nie odnosząc sie ani do tekstu ani do komentarzy innych osób mówisz sobie, ze farsa i już.

  46. @pani profesor
    A ja właśnie zupełnie inaczej zinterpretowałem ten tekst.
    To jest manifest który brzmi: Artysto porzuć artyzm, zostań fotografem!

    Chyba, że to był wysoce wyszukany sarkazm.

    Tak czy siak, autor miesza się w zeznaniach. Lub – co nie jest wykluczone – jestem za cienki w uszach, żeby pojąć głębię przesłania które ze sobą niesie. Zauważyć jego licznych odwołań, ukrytych znaczeń, drugich den oraz figlarnego puszczania oczka do czytelnika.

    A tak już całkiem serio – ta maniera w tekście naprawdę przeszkadza.

  47. @Tomasz Pawłowski – sztuka, a także fotografia jeśli ją do sztuki zaliczyć jest pełna określeń nie precyzyjnych, często intuicyjnych, co do których przez lata, a nawet wieki nie udało się stworzyć konkretnych definicji. Jeśli do tego dadamy całą otoczkę i spory typu zawodowcy vs. amatorzy, a to wszystko razem będziemy chcieli omówić i się jeszcze zgodzić ze sobą używając do tego jednozdaniowych komentarzy, gdzie jeden autor próbuje dyskutować z kilkunastoma oponentami, z których każdy ma swoją rację i nie zamierza się jej wyrzekać, a do tego jeszcze każdy komentujący dorzuci swoje myśli do rozkminienia, to ja to uważam za farsę.
    Oczywiście to się będzie powtarzać i ja pewnie też się czasem załapię na jakiś spór, ale zawsze przychodzi taki moment, że dyskusja zaczyna prowadzić donikąt.
    A tekst to powinien zawierać wszystko to co autor chciał powiedzieć, jeśli musi dokomentowywać to albo tekst jest ułomny, albo celem autora jest wbić nam w głowy coś na siłę.

  48. Hmm… I read blogs on a similar topic, but i never visited your blog. I added it to favorites and i’ll be your constant reader.

  49. Pistol del Marshand

    wrz 29, 2009
    Reply

    @Sz.Tomasz Pawłowski
    Sz.p. Andreas Gursky. Jego fotografie są traktowane tak jak dzieła malarskie. Teraz kiedy „malarstwo zostało wyprzedane”. Osobiście nie czuję malarstwa i preferuję fotografowanie innego typu – wolę fotografię rasową – fotografię dla fotografii – aparat, klisza i plan, światło, lekkie poruszenie, podekscytowanie i spust. Z tego co wiem, Sz.p.AG uważany jest za fotografa przede wszystkim niepowtarzalnego – on zrobił fotografię jako pierwszy i uważa się, że nikt tego na pewno nie powtórzy. Sz.p.AG bezsprzecznie jest artystą pod każdym względem, takim perfekcyjnym, bez zarzutu – taki akademicki sznyt i artyzm. Sz.p.AG aparatem podobno maluje… Ale sukces jego fotografii bierze się właśnie… z uwzględnienia gustów klienteli, które to gusta zostały wykreowane przez media, magazyny o sztuce itp. Stąd się bierze jego popularność w ogóle a za tym pozycja na rynku nazwijmy to sztuki, ale przede wszystkim – jest zupełnym, faktycznym artystą i jest niepowtarzalny. Tak się składa, że „przypadkowo” wpisuje się w trend. Cena za sklep jest bardzo ciekawa, bez znajomości szczegółów transakcji trudno coś powiedzieć. Ja nie znam tych szczegółów. Podejrzewam, że założenie kupującego było takie, że kupuje dzieło artystyczne uznanego autora i jedyne – które nigdy w przyszłości nie zostanie powtórzone traktując je jako inwestycję. Może koniunktura była taka, że to była gra pod Sz.p.AG w celu podniesienia prestiżu autora, co dawałoby szansę na sprzedaż innych jego dzieł po wyższej cenie, dzieł będących w posiadaniu tego, kto kupił sklep. To jest świat szaleńców, ja jestem w innym. Całkiem niżej chodzę. Uważam np. że dzieła Sz.p.AG można powtórzyć – tzn. zrobić trochę inaczej to samo, ale równie dobrze artystycznie. W takim przypadku ceny Sz.p.AG mogłyby spaść. Mnie interesuje takie właśnie postępowanie – detronizacja starego króla i koronacja nowego. Czy sklep to dobre zdjęcie – jakie znaczenia mogłaby mieć teraz moja opina? A Pan jak sądzi? To już chyba z gustem i opinią ludu nie ma po co dyskutować.
    Wystarczy jednak uderzenie komety a Sz.p. AG straci parę zer – tylko diamenty są wieczne. Może jego sklep za 20 lat będzie śmieciem? Cena jaką za niego zapłacono niczego nie gwarantuje. Nowi ludzi przyjdą do sztuki i oni ustawią cały rynek, jednym z nich będą ja, Pistol del Mrashand, wtedy będą nowi królowie. Będzie nowy świat. Tak samo jak ten, kóry jest, a którego kiedyś nie było. Sz.p AG niech korzysta póki karnawał trwa. I on o tym świetnie wie.
    Ukłański-milion nie znam sprawy.

  50. Pistol del Marshand

    wrz 29, 2009
    Reply

    @Tomek
    Zgadzam się, że tekst jest ułomny.
    Nie znam obyczajów na forum ZK, sądziłem, że jeśli coś napiszę w komentarzach to będzie to kontynuacja, nie widząc w tym niczego złego, bo dlaczego by nie?
    Zresztą wyżej napisałem, że korzystam z okazji do wypowiedzi, mam swoje 5 minut – to myślę Cię usatysfakcjonuje. Napisałem też, że z dezaktualizacją wpisu zakończę komentowanie, więc korzystam, krótko – rozumiem, że te wyjaśnienia zginęły gdzieś w wielości moich komentarzy. Całkiem poważnie potraktowałem obecność na ZK, może mam jakieś inne podejście po prostu, bom Pistol del Mrashand.

  51. Co do Gurskyego, to nie mozna oceniac jego zdjec na podstawie miniaturek, jego zdjecia to przede wszystkim wielkich rozmiarow odbitki i dopiero wtedy mozna poczuc te przytlaczajaca wizje, ktora stworzyl autor.

  52. Pistol del Marshand

    wrz 29, 2009
    Reply

    Nawet nie zamierzałem dotrzeć do wszystkich – nie chcesz nie bierz.

    Ale i ja chciałbym napisać co mi się nie podoba na tym forum – nie podoba mi się jedno – takie nawoływania na redaktora ZK żeby zrobił to czy tamto – nie rozumiem tego – co to, jacyś ważni boznowie z Sycylii?

    Poza tym było mało komentarzy, co ja zinterpretowałem, że wpis był niezrozumiały albo przeciwnie wywołał refleksję. Na wszelki wypadek kontyunuowałem go w komentarzach, bo nie chodziło mi o moją osobę ale o coś o czym napisałem. Z tego powodu @Tomek mógł słusznie odnieść wrażenie, że wbijam coś do głowy na siłę, przyznaję.

    Wybrałem taką formę wpisu żeby wytworzyć wrażenie, że dwoje ludzi spotkało się na chwilę w biegu i dzięki temu pozostać na powierzchni tematu.

    Zwracam się młodego fotografa zakładając, że ludzie dojrzali nie podlegają łatwo kształtowaniu. może to prowincjonalne, na pewno, miałem przed oczami młodego człowieka pełnego marzeń. Na pewno nie prowokowałem wojny z kimkolwiek.

    Czas tego wpisu zbliża się do końca więc porządkuję to i owo, zanim ruszę w dalszą podróż.

  53. Tomasz Pawłowski

    wrz 29, 2009
    Reply

    Marta, faktycznie nie pomyślałem o ewentualnej mocy widocznej dopiero w dużych rozmiarach ale czy widziałaś w takim razie “99 centów”? A jednak jestem przekonany, ze kilka czynników musi zgrać się : 1. szkoła – zakotwiczenie w jakimś systemie estetycznych poszukiwań, 2. wizja, 3. zainteresowany byznes 4. szczęscie… i nie wiem czy nie nalezałoby czytać tego od pt 4 do pt 1. Bo z tym szczęsciem to jak z tą anegdotą o Napeleonie, który przypatrując sie propozycjom nominacji generalskich pytał zawsze: no dobra, dobra, wiem, że jest świetny, ale czy ma szczęście? ;))

  54. Pistol del Marshand

    wrz 29, 2009
    Reply

    Poza tym…
    Nie jestem jednak pewny czy wpis był czytany uważnie…
    Wprowadziłem wyraźną scenografię – jak na fotografii, wymagającej użycia wyobraźni – o tym nikt nie wspomniał.
    Także wyraźnie zaznaczyłem, że to 1 część z 5 – także nikt nie rozwinął tego wątku.
    Jednak wpis nie został przeczytany z uwagą. Być może tylko po to żeby dać komentarz. Jeśli tak by było to wielce ciekawa okoliczność.

  55. Gdybyś napisał ten tekst jeszcze raz mądrzejszy o własne o refleksje ujawnione w dyskusji i to jak został odebrany, pewnie byłby 2xlepszy (oczywiście nie możesz napisać bo rzeka, dwa razy wchodzenie i te sprawy). To, że z tekstem jest coś nie tak poznać można po tym, że sedno sprawy wychodzi na jaw dla większości czytelników dopiero podczas śledzenia komentarzy, a przecież z tym to bywa różnie, niektórzy wogóle ich nie czytają, inni sporadycznie. Rozumiem chęć wyjaśnienia wszystkiego wszystkim, sam się muszę często powstrzymywać i zmuszać do trzymania się planu.
    Aha no i to: “bom Pistol del Mrashand”, aż mnie skręca z nerwów ;)

  56. Tomasz Pawłowski

    wrz 29, 2009
    Reply

    @ Tomek – wszystko się zgadza ale taka jest natura blogów, jak w lesie, tu rośnie drzewo, tam krzaczek, co rusz potkniesz się o muchomora, puszkę po piwie lub łajno, ale też czasem na prawdziwka albo poziomki. Masz rację jednak w jednym: na blogu fotograficznym zakres nieoznaczonosci, nieokreślonosci jest nadzwyczaj szeroki i to wasnie z powodów, o których pisałeś. No bo fotografia jest taka i owaka, amatorska, zawodowa, albo ta co aspiruje do bycia sztuką itp itd. No ale to co ? Strumień świadomosci płynie a Kartagina musi zostać zburzona;-)

  57. Pistol del Marshand

    wrz 29, 2009
    Reply

    @Sz.Tomasz Pawłowski
    Moim zdaniem nie ma żadnej recepty na zawsze. To sytuacja aktualna jest źródłem takiej recepty. Dzisiaj to jutro tamto. To jest nieprzewidywalne. Najlepiej jak wszystko dzieje się samo i lekko – to jest namaszczenienie przez fortunę.
    Podobnym zagadnieniem jest robienie zdjęć. Jak mu się udało to zrobić właśnie tak?
    Znam takiego fotografa, który posługuje sie bardzo oryginalną techniką fotografowania. On posiada kilka aparatów ze standardem i wszystkimi nimi robi to samo ujęcie, także w kolorze i BW. Używa równocześnie Fuji 690, Plaubel 67, 2 obiektywy z Hasselbladem i Rolleiflex, 2 aparaty fujii 645, 2 mamiya i 2-3 lustrzanki. To szaleniec pomyślałem na początku, ale zawsze jakieś ujęcie było bardzo dobre. On twierdził, że się nie przejmuje wcale perspektywą. Za każdym razem robi to w ten sposób. Nie pomyślałbym o tym patrząc na jego zdjęcia – gdy go nie znałem próbowałem dociec jak on je zrobił nie wiedząc, że nawet się specjalnie do nich nie przykładał. Oczywiście nie jest to sposób, dzięki któremu każdy zrobi dobre zdjęcie. Chcę pokazać, że fotografia to sztuka wizualna i opiera sie różnych sztuczkach, o których odbiorca zdjęcia nie ma pojęcia.

  58. Tomasz Pawłowski

    wrz 29, 2009
    Reply

    @pistol, ” Także wyraźnie zaznaczyłem, że to 1 część z 5 – także nikt nie rozwinął tego wątku ” Czy wszystkie stacje będą na obwodnicy Paryża?

  59. Tomasz Pawłowski

    wrz 29, 2009
    Reply

    Oj no, recept nie ma, nie ma, to prawda, zresztą nawet receptę dziś wcale zniżek nie ma, ot ciężkie czasy ;-)

  60. Pistol del Marshand

    wrz 29, 2009
    Reply

    @Tomek
    Ja jednak uważam ten wpis (bez komentarzy) za dobry.
    Zawarłem w nim wszystko co chciałem, w takim skrócie jak w migawce – to też nie zostało zauważone – w ogóle starałem się ukryć w formie elementy fotgraficzne a tu nikt nic nie widzi – a to blog fotograficzny! – sądziłem, że od razu zostanie to zauważone.
    Podtrzymuję jednak swój wpis, bom….

  61. Pistol del Marshand

    wrz 29, 2009
    Reply

    @Sz.Tomasz Pawłowski
    Kolejne stacje w innych miejscach aż miały się ułożyć w kolejne sceny pewnego filmu. Piszę z góry bo jednak wiem, że to w przyszłości nie byłoby zauważone. Jedynie Sz.Tomasz Pawłowski zauważył przynajmniej te “dwa zdania”. Dlaczego on nie chce powiedzieć więcej tylko “dwa zdania” – nie chce czy się śpieszy – potem miało się okazać, że się śpieszy – o! taki trick! jam zaplanował, oczywiście nie jedyny.
    Poza tym składam dzięki za humanitarną wobec mnie postawę – i niech tak zostanie.

  62. Pistol del Marshand

    wrz 29, 2009
    Reply

    Czas tego wpisu zbliża się do końca.
    Dziękuję Sz.Rudolfowi.
    Żegnam wszystkich.
    Salut.

  63. Tomasz Pawłowski

    wrz 29, 2009
    Reply

    Po tak oficjalnym zakończeniu, to już nie wiem czy pytać, ha, ale zaciekawiło mnie dlaczego te dziewczyny na obrazach z Zeissa takie deutsch i w samo południe ;))) ( p. notka o autorze )

  64. Pistol del Marshand

    wrz 29, 2009
    Reply

    wyjątek dla Sz.Tomasza Pawłowskiego
    Jest Pan wielkiego serca.
    Notka to też jest fotografia. I wszystkie potrzebne informacje:
    “Pistol del Marshand
    1) dziecko paryskie – jasne
    2) przypadkowy marszand – (nie z własnego wyboru, wielki zbieg okoliczności)
    3) rękodzielnik – (żadna instytucja, pojedynczy osobnik, sam na sam, samouk)
    4) Pod wieczór i w tajemnicy odwiedzający tych, którym sprzedaje – (sam na sam, prywata)
    5) Pistol del Marshand lubi ponad wszystko obrazy z Zeiss’a, na których zobaczyć można germańskie gołe dziewczyny na sianie w samo południe – (rodowód, ulubiona estetyka Pistola i tak właśnie widzi on świat, ulubione kobiety, zeiss to jedyne szkło).
    Myślę, że to wyrażone wprost.

  65. Pistol del Marshand

    wrz 29, 2009
    Reply

    wyjątek dla Sz.Tomasza Pawłowskiego
    światło południa i golizna w tym świetle to takie surowe i proste i bez jakiegokolwiek smaku (w ustach)

  66. Pistol del Marshand

    wrz 29, 2009
    Reply

    wyjątek dla Sz.Tomasza Pawłowskiego
    germańska golizna wypucowana mydłem marsylskim
    uśmiech wiejskiej dziewczyny
    wszystko bez smaku

  67. Tomasz Pawłowski

    wrz 29, 2009
    Reply

    Danke, merci, na aż tyle wyjątków nie liczyłem, chodziło mi głównie o ten germański wątek-wyjątek, bo Helgi nie mają dobrej prasy w oczach wielu;) Odlatuję, pozdrawiam na lądzie, wodzie i w powietrzu.

  68. Pistol del Marshand

    wrz 29, 2009
    Reply

    @Sz.Tomasz Pawłowski
    Czytałem ściśle, wiem.
    Wiem, że Pan nie oczekuje adoracji. Jam obowiązkowy, karny i grzeczny i na każde wezwanie, to dlatego, brak wyczucia, toporny z natury.
    Również pozdrawiam.
    Salut.

  69. Romek Rechenek

    wrz 30, 2009
    Reply

    Właśnie złamałem swą zasadę i komentuję czyjś wpis. Zawsze byłem zwolennikiem czytania i wyciągania wniosków z pozycji obserwatora ukrytego a nie jednego z uczestników. Jednak niniejszy tekst Pistola skłonił mnie do rozwiązania ślubów milczenia.
    Na początku idąc za Iczkiem i pewnym Romanem (to nie ja) pierwsze słowo rzucające mi się na usta po przeczytaniu tego wpisu było :bełkot. Zażenowanie i “oczymtojestaknaprawde” i wielkie oczy. Czytałem kolejne komentarze i obserwowałem rozpetującą się wojnę Pistol vs reszta. Cieszyłem się. Byłem zadowolony z tego, że ludzie nie rozumieli Pistola ( w raz ze mną ) i atakowali go. Do czasu. Po jakimś czasie otworzyły się pewne drzwi w mojej wyobraźni i zacząłem inaczej myśleć. Już nie uważam tego tekstu i dalszych komentarzy za bełkot ale za w pewien sposób “manifest” albo “umowę z diabłem”. Już wyjaśniam. Zajaśniało u mnie wtedy gdy uświadomiłem sobie, że ten tekst należy czytać ze stopy “chłopiec z małego miasteczka, który czegoś naprawdę szuka i ma wielkie marzenia”. Tak, to dla nich jest ten tekst. Gdy się już jest doświadczonym i zakorzenionym w pewnych schematach to trudno mu coś “wbić” nowego do głowy. Lecz gdy się to czyta jako młody chłopak/dziewczyna, który boi się szołbiznesu, marketingu, handlu i tak naprawdę chciałby się zająć tylko twórczością (nie mówię tylko o zdjęciach) i przy tym zarabiać na tym, powinien wsłuchać się w słowa Pistola. Ja rozumiem styl i ten “maskulizm” wykreowany przez marszanda w taki sposób: jego zawoalowana technika pisarska i styl wypowiedzi mają za zadanie symbolizować zamęt i chaos w jaki młody twórca wchodzi, odważając się pokazać i chcąc zarobić. W tym pojmowanym (pozytywnym) świetle widzę marszanda jako pomocnika, doradcę, który wprowadzi nas w świat. Jeśli będziemy chcieli zajmie się nami i naszymi interesami podczas gdy my będziemy zajęci tworzeniem. Lecz po jakimś czasie sami powinniśmy być marszandem dla siebie. Jednak jest jeszcze negatywne pojmowanie a nazwałem je “umową z diabłem”. Analizując tekst marszanda i jego charakterystyczny styl mam wrażenie jakby przemawiał do nas XXI-wieczny uosobiony diabeł. Rozbawił mnie stosunek marszanda do kobiet. Jak człowiek twardo stąpający po ziemi i którego nie da się za żadne skarby przekonać bo i za co i po co? Skoro on już wszystko wie. On wie najlepiej, zaopiekuje się nami, wskaże nam drogę do sukcesu, wszystko naj, jednak jest jedno ale. On chce przysłowiowej “duszy” czyli indywidualizmu stworzonego przez nas a nie przez gusta i wyłączne wskazówki marszanda. Dla mnie lepszy efekt spełnia pojmowanie negatywne bo uświadamia i napędza. Jak? Ano, jeśli jesteś młodym i marzącym to weź się lepiej do roboty, zamiast się zastanawiać nad kwadraturą koła i jeszcze oczekiwać za to masę pieniędzy. Bo inaczej zajmie się tobą miły “diabeł”, który utula cię tak, że nawet nie będziesz wiedział pod czyje dyktando tworzysz.
    Kończąc już, pragnę stwierdzić, że jestem bardzo ucieszony z akcji Pistola. Jednak coś poruszył, może kogoś zmusi do refleksji, przyznam, że ciężki sposób przyrządzenia potrawy ale…czy branie się za sztukę jest łatwe? Musimy się nauczyć odsiewać blichtr i wyłapywać sens, sens i jeszcze raz sens.
    PS. Sz.Pistolu, naprawdę nie chciałem Pana urazić żadnym z moich określeń, po prostu zabawiłem się formą poniekąd jak Pan. Długo się zastanawiałem nad tym co napisałem lecz i teraz w 100% pewny nie jestem, że tak JEST. Dlatego prosiłbym Pana o ustosunkowanie się do mojego post’a. Bardzo jestem ciekawy jak i czy moja analiza jest trafna?
    Salut, Salut!

  70. jedna uwaga. komu zależy na sprzedaży czegokolwiek poza marszandami i nieudanymi twórcami? :) oraz tymi, którzy po prostu wykonują solidne rzemiosło (reporterzy, paparazzi, itd). porządny twórca płaci za swoje prace: czasem, wysiłkiem, talentem, krwią, potem – i kasą, jedyne czego potrzebuje to dziewczyny wino i śpiew, czas i przestrzeń do działania, na które to cele środki tzw finansowe mogą pochodzić z dowolnego źródła. Najlepiej z darowizny, spadku, przypadku, kredytu, datku, jałmużny, fizycznej pracy dowolnej (przypadkowej, fuchy, chałtury.. chwilowej itd) – a w najmniejszym stopniu z jego prac :) to zrozumiałe, że pistol walczy o rynek i swoje cele, ale tak poza tym, już w samych założeniach popełnia podstawowy błąd więc reszta wywodu jest obarczona błędem. pozdrawiam :)

  71. było tu cieplej, kiedy rozmowy toczyły się wokół kadrów, poszukiwań celów, materiałów światłoczułych, błądzeń (a nie ich wartości rynkowej – mniej lub bardziej fikcyjnej) przecież pieniądz to taki sam obrazek jak zdjęcie – tylko o mniejszej wartości, właściwie żadnej. do tego drukowany. produkowany w fabryce, seryjnie. podlegający dewaluacji – zupełnie inaczej niż jakikolwiek akt twórczy (utrwalony w materii) – którego wartość zawsze się zwiększa z czasem. to tak mz :)

  72. Tomasz Pawłowski

    wrz 30, 2009
    Reply

    @zover “pieniądz to taki sam obrazek jak zdjęcie – tylko o mniejszej wartości, właściwie żadnej”.

    Jak to dobrze, że są jeszcze ludzie, którzy tak idealistycznie myślą. Niestety, o fałszywości tej tezy można się stosunkowo łatwo przekonać – próbując zapłacić zdjęciami za obiad w restauracji. To by był prawdziwy akt twórczy – zwłaszcza gdyby kelner wydał jeszcze resztę :))

    Ps. ale dyskusji “ideowej” czasami brakuje – tu masz rację. Może czasy zbyt trudne, może idei brak?

  73. he he, a u mnie mógłbyś zapłacić dobrą sztuką, wpisałbym obiad czy pokój na fundusz reprezentacyjny a fotografia by zawisła gdzieś w publicznym miejscu. Świat tworzymy sami, mam w d resztę, jak na tym tracę to z powodu własnych błędów.

    Ja nie mam nic do Pistola, podobnie jak ja Marszand jest skazany na patrzenie na sztukę poprzez kasę. Idealizm zostawiam wyłącznie dla siebie i nie wymagam go od innych. Od 9 do 15 brudzę sobie ręce krytykami, promotorami, managerami, wrednymi i zadowolonymi gośćmi i reklamą a potem luzik, aparacik, książeczka, wybrane prace które lubię, rodzinka. Jest jeszcze opcja że Marszand robi to z miłości do tych wszystkich nie wykreowanych i marnujących się artystów i chce im pomóc. Rachunek prawdopodobieństwa każe mi myśleć że jest jednak inaczej.

  74. @zover: było tu cieplej, kiedy rozmowy toczyły się wokół kadrów, poszukiwań celów, materiałów światłoczułych, błądzeń (a nie ich wartości rynkowej – mniej lub bardziej fikcyjnej)

    Oczywiście, że tamte tematy są cieplejsze – i oczywiście, że powinny dominować; ale mimo wszystko uważam, że zamęt, jaki zasiał Pistol jest poniekąd potrzebny :)
    Nie sądzisz?

  75. może i potrzebny (tylko komu?), taki manifest umierającego świata podaży i popytu :) przecież takie zdanie: “Nie zamieniaj klienta w odbiorcę – odbiorca, który nie kupuje jest nic nie wart – nic go nie kosztuje ani jego patrzenie ani jego gadanie. Poznaj najpierw uczucie, kiedy robisz zdjęcie pod klienta i potem on je kupuje – bez tego doświadczenia fotograf, artysta, nie wie nic ani o swoim dziele ani o sobie.” – to kompletna bzdura, sory pistol :)

  76. może za mocno to zabrzmiało, chciałem powiedzieć: kompletna bajka :)

  77. Najbardziej mnie rozbawił fragment z zakończeniem “Kobieta dla artysty znajduje się w łóżku i sprząta w domu kiedy artysta jest z przyjaciółmi – nic więcej …”


Post a Comment



Utwory autora tej strony sa dostępne na licencji Creative Commons. | News Plus wordpress theme brought to you by Zidalgo.