środa
Książki i albumy„O fotografii” Susan Sontag

Skoro pojawiają się tu wpisy o książkach, nie mogło zabraknąć „O fotografii” Susan Sontag (nota bene jest wydawnictwo, planujące niebawem wznowić wydruk tej książki, która – mimo, że zwykle zniszczona – osiąga zawrotne ceny na allegro).
Zanim ją przeczytałem usłyszałem od mojego Mistrza:
„Nie kupiłbym tej książki za żadne pieniądze. Nie chcę jej czytać. Boję się, że tam jest zbyt duży ładunek tego artyzmu, którego w dzisiejszych czasach tak pełno. Wiesz, zacząłbym fotografować kamyki i gałęzie twierdząc, że to sztuka wyższych lotów. Przestałbym widzieć fotografię.”
Pilnujcie mnie więc teraz, bym nie zaczął fotografować zbyt niezrozumiałych abstrakcji. :)
„O fotografii” to zbiór esejów. Nie jest to więc książka, którą czyta się jednym tchem, ale mimo wszystko – zdecydowanie warta jest polecenia. Susan pisze o wielu rzeczach i tematach, które często powstają w głowie poszukujących fotografów – aż dziw, że sama nie była oddana fotografii, tak, jak my. Choć – z drugiej strony – jej związek z Annie może też wiele wyjaśniać.
Tak czy siak - to, co uderza, to zmiana, o której Sontag nie pomyślała, że może zajść w ciągu najbliższych lat. Fotografie przestały być fizyczne. Wg autorki fotografia różni się właśnie od kina i telewizji tym, że nie miga i nie znika, jak one. Oczywiście tak było do momentu, gdy zaczęliśmy fotografie przechowywać tylko w komputerach i tworzyć z nich prezentacje w internecie!
Fotografia jest traktowana przez autorkę jako coś naprawdę wyjątkowego, i choćby po to należy przeczytać, co też ona w tym temacie miała do powiedzenia. Na zachętę rzucę jeden z fragmentów, które zrobiły na mnie wrażenie:
Ostateczna mądrość obrazu fotograficznego kryje się w stwierdzeniu: „Oto powierzchnia. A teraz myślcie, a raczej czujcie to, co się pod nią kryje. Pomyślcie, jaka musi być ta rzeczywistość, jeżeli wygląda w ten sposób”.
Bardzo ciekawa sprawa – Sontag pisze o tym, co często kierowało fotografami. Poprzez stawianie postaw naprzeciwko siebie wychodzą często dość ciekawe wnioski. Warto poczytać – polecam, mimo, że to książka, przed przeczytaniem której koniecznie trzeba (jak sądzę) poznać zdjęcia Mistrzów.
Post Tags: abstrakcja, eseje, książki, Mistrz, Susan Sontag, zmiany
Wpisy powiązane
Related Post
Popularne
- Prezenty i gratisy od Zawsze Kwadratu (157)
- Wciąż można znaleźć samorodki (107)
- Biznes wg Mistrzów (99)
- Co złego - to nie my! (88)
- Co zrobić? (86)

wrz 30, 2009
Reply
Okazuje się, że fizyczność, której się pozbywamy wraz z rosnącą szybkością naszego łącza telefonicznego, jest w deficycie nie tylko w w fotografii, ale w całej cywilizacji.
Przerażające…
wrz 30, 2009
Reply
u mnie często brakuje prądu. Potrafią go wyłączyć docelowo od 8 do 16, o 20 jeszcze go nie ma a potem to chyba idą do domu coś zjeść i prąd pojawia się po 23. Czyli od 8 do 23 mam tzw świecki szabas, nic nie działa, nie ma tv, radia, pralka nie chodzi, żelazko nie chodzi, kuchenka nie chodzi, komputer nie działa, NADA. W tych właśnie momentach dociera do człowieka co jest na prawdę, fizyczne, materialne takie bardziej rzeczywiste. Można zwolnić, wyciszyć się, zastanowić, zupełnie jak wtedy gdy marznę w lesie na ambonie. Czasami taki powrót do XIXw jest dobrą kuracją.
wrz 30, 2009
Reply
Rudolf: „Wg autorki fotografia różni się właśnie od kina i telewizji tym, że nie miga i nie znika, jak one.”
Susan: „Movies and television programs light up walls, flicker and go out;[...]”
Po angielsku, to zdanie ma w sobie jeszcze jeden komiczny twist ;-)
wrz 30, 2009
Reply
Jakie zawrotne ceny, wydanie francuskie kosztuje niecałe 9 euro.
wrz 30, 2009
Reply
Chciałbym odnieść się do wcześniejszego wpisu Pistola. Piszę pod tym wpisem bo tam nikt nie przeczyta mojego komentarza. Sam zwykle nie komentuję ale po przeczytaniu komentarzy pod poprzednim wpisem nabrałam przekonania, że mam coś do powiedzenia. Uważam, że Rudolf zrobił bardzo dobrze zamieszczając wpis Pistola. Trzeba odróżnić dwie rzeczy od siebie to o czym Pistol pisze i to jak pisze. Widać, że to indywidualista, ktoś oryginalny, komu na czymś zależy, kto czegoś chce, kto walczy. I to mi się podoba. To mi się bardzo podoba. Pistol chce żeby jego świat był ciekawy, tak to widzę. Facet siedzący przed komputerem, widzący świat jednowymiarowo, przy czym jego wymiar jest przecież najważniejszy, taki mędrzec filozof to nieciekawa figura. Świat proteguje ludzi niebanalnych, kreatywnych.
Chciałbym też odnieść się do wpisu rK „Rozdział I”. Mimo krytyki uważam, że rK powinien dalej się rozwijać. Warsztat można nabyć ale zdolności i osobowości nie. Jemu także gratulacje i pamiętaj rK nie za bardzo dostosowuj się do czyjś oczekiwań.
Rudlfie jeśli pomiędzy Twoimi felietonami coś ciekawego wpadnie Ci do ręki to pokaż to;))) Marudzenia niektórych mędrców doskonałych w ich komentarzach czytać przecież nie trzeba.
Przepraszam, że nie o Sontag.
wrz 30, 2009
Reply
Przepraszam to nie Pistol pisze. Ale osoba, która mu użyczyła komputera i namówiła do napisania wspiu na ZK. Jezli już to ja ponoszę odpowiedzialność za wszystko. Miejcie dla niego więcej wyrozumiałości.
Marta czytelniczka ZK.
wrz 30, 2009
Reply
pan Romek Rechenek oddał dokładnie to o co chodziło Pistolowi samo sedno. złozył puzzle. to niewiarygone, że ktos to zrozumiał. dziekuje. pisze za pistola bo go nie ma już tu skąd pisze ale telefonicznie przekazałm mu treśc komentarza p. Rechenka i prosił żebym mu złożyła salut. składam więc salut. to wszystko, przepraszam za wtręt.
przepraszam że pod tym wpisem.
Marta
wrz 30, 2009
Reply
moze nie mam poczucia humoru, a moze jestem stary.
zawsze kwadrat byl dla mnie wyznacznikiem poziomu w internecie.
jakos tak sie stalo, ze powoli zastanawiam sie czy slusznie.
nie przypadkowo ten wpis pojawil sie tu i teraz.
dziekuje za opcje edit i za to ze znow dziala umieszcanie komentarzy.
z zalem
olo
wrz 30, 2009
Reply
rabijki
„moze nie mam poczucia humoru, a moze jestem stary.
zawsze kwadrat byl dla mnie wyznacznikiem poziomu w internecienie
nie przypadkowo ten wpis pojawil sie tu i teraz”
stary masz świetne poczucie humoru i trzmasz poziom: „nieprzypadkowo” pisze sie razem. tak trzmaj poziom.
„Wg autorki fotografia różni się właśnie od kina i telewizji tym, że nie miga i nie znika, jak one.”
myślę tak samo i to mnie zauroczyło w fotografii, ten jeden moment na zawsze, niezmienny, zastygnieta scena, którą oglądać można w nieskończoność. to banał ale teraz się mówi o filmie internecie i prezentacjach w komputerze ale tego „momentu na zawsze” nic nie zastąpi. pokaz slajdów to nie jest fotografia w w wielu kawałkach ale szybko pokazywane pojedyncze fotografie. ten sposób pokazywania fotografii nie jest chyba najlepszy. tradycyjna ściana gdzie fotografie wiszą przez wiele tygodni i można do nich wracać nawet kilka razy to jest chyba najlepszy sp[osób.
wrz 30, 2009
Reply
Jakże ciekawy temat ale czy nie pędzisz za ostro z tą literaturą Rudolf, tchu brakuje, a to trudna książka. Czy fotografię stały się mniej fizyczne? Nie umiem tego teraz porządnie uzasadnić, bo mnie głowa boli, ale nie wydaje mi się, żeby to była prawda.
Góral ciekawe spostrzeżenie… a bajdełej przypomniałeś mi, ze nie zapłaciłem rachunku za prąd ;-)
Jarek: „Po angielsku, to zdanie ma w sobie jeszcze jeden komiczny twist ;-)” Możesz wyjasnić, bo ja z angielskiego nicht verstehen :)
wrz 30, 2009
Reply
No ale ma być wreszcie wznowienie – to dobrze, bo to praktycznie niedostępna pozycja, na allegro gdzieś za stówę „chodziła”. Ciekawe czy tłumaczenie to samo.
wrz 30, 2009
Reply
Rok temu kupiłem zmiętolony egzemplarz w lubelskim PKSowym „antykwariacie” (prowizorycznej szczęce z łóżeczkiem przed) za całe 20 zł:, ale żeby nie było sielsko-anielsko, gdzieś wsiąkła w trakcie przeprowadzki buu.Może warto zatem szukać w takich niepozornych miejscach?
wrz 30, 2009
Reply
@Miburo: jakie 9 euro, przecież na allegro ceny są w złotówkach (a tak poważnie, proponuję naukę czytania ze zrozumieniem)
@Tomasz Pawłowski: jaka trudna książka?! gdzie? wg mnie dużo trudniejsze są niektóre książki naszych rodzimych autorów – wywody najeżone mądrze brzmiącymi słowami, które okazują się puste w treści :/
@hubertus: oczywiście, że najlepiej wyłapywać okazje w antykwariatach, bez dwóch zdań – tym bardziej, jeśli są niepozorne. Tylko wcale nie tak często można dostać tam coś dobrego. :)
wrz 30, 2009
Reply
@Tomasz Pawłowski – wg Sontag „movies flicker”, czyli filmy, ruchome obrazy migaja. Chodzilo mi o czasownik „to flicker”, ktory Sontag rozmyslnie uzywa w opozycji do fizycznej i stalej fotografii. Zas ten twist, to fakt, ze jedna z ikon cyfrowej rewolucji w fotografii to przeciez portal Flikr, ktory swa nazwe wywodzi wlasnie od tego czasownika.
wrz 30, 2009
Reply
Z innej beczki, nie wiem czy korzystaliście z usług wymierającego zawodu introligatora. Za 20 zł można mieć pięknie oprawioną pozycję a za 60 zł wypasiony półskórek. Warto jak ktoś ma rzadkie rzeczy wydzierane z antykwariatów.
wrz 30, 2009
Reply
Góralska uwaga bardzo praktyczna, nie wiedziałem, ze to takie tanie, ale kamyczek do meritum pozwolę sobie dorzucić:
@ Rudolf „jaka trudna książka?! gdzie? wg mnie dużo trudniejsze są niektóre książki naszych rodzimych autorów – wywody najeżone mądrze brzmiącymi słowami”
tak tak, tylko że o rzeczach łatwych mówi się właśnie „trudnym” językiem, a o rzeczach trudnych – tylko i wyłącznie prostym. Nie mam książki pod ręką, ale myślę, że „fizyczność” zdjęcia, o której tam była mowa nie była fizycznością papierowej czy innej odbitki, przedmiotu o pozaekranowej egzystencji ( a zdaje się, ze zarówno ty jak Jarek i chyba iczek takie rozumienie zakładacie ) . Chodziło chyba o to, ze fotografia jest nie tylko obrazem ale także śladem rzeczywistości – jak odcisk pieczątki na przykład.
@Jarek – dzięki za wyjaśnienie.
wrz 30, 2009
Reply
@Rudolf „Wg autorki fotografia różni się właśnie od kina i telewizji tym, że nie miga i nie znika, jak one. Oczywiście tak było do momentu, gdy zaczęliśmy fotografie przechowywać tylko w komputerach i tworzyć z nich prezentacje w internecie!”
No tak, bardzo ładnie sformułowane – ale zdanie S.S. dotyczy innej niż „fizycznosć” cechy fotografii: tej mianowicie, ze w przeciwieństwie do filmu i narracyjnych form przekazu „wyłącza” czas. No po prostu nie miga. Natomiast „fizyczność” sytuuje fotografię w opozycji do obrazu malarskiego, a nie wobec płynnego kina. „Fizycznosć” fotografii – to rejestracja. W tym sensie film jest równie fizyczny. A obraz nie może. Ot tak to rozumiem.
.. i dlatego upieram się, że to nie jest prosty temat i że zover miał może rację nawołując do swobodniejszych tematów. Sam jestem gaduła ale w ramach płodozmianu.
wrz 30, 2009
Reply
kurka z tym edytowaniem:)) działa, ale daje tylko jedną szansę ( ” obraz malarski nie może ” ) Hawk :)
wrz 30, 2009
Reply
zamąciliście – po co używać takiego określenia jak fizyczność?
tu nie chodzi o fizyczność, czyli o przedmiot jako taki, tylko o odzwierciedlenie rzeczywistości – realność, która objawia się poprzez mechaniczną rejestrację.
wrz 30, 2009
Reply
a co do iczka – rzeczywistości nie pozbawiamy się poprzez internet, ale poprzez obrazy, które zastępują to co przedstawiają (vide pornografia)
paź 1, 2009
Reply
@TPawłowski
„dlatego upieram się, że to nie jest prosty temat i że zover miał może rację nawołując do swobodniejszych tematów. Sam jestem gaduła ale w ramach płodozmianu.”
????????????????
co kolega wypisuje?
proste tematy w fotografii, jakie np.? ten temat jest kluczową sprawą w fotografii i właśnie o nim jest sens dywagować.
jeśli chodzi o tę fizyczność to rozumiem co kolega wypocił i zgadzam się, również z gorillą, a także ze sobą samym. jak zwał tak zwał zdjęcia w kinie nie puścisz jako filmu. co do realizmu czy fizyczności no to chyba odbitka nie stoi na przeszkodzie aby patrzeć na tą fizyczność, cokolwiek to jest. Patrz a zostanie ci ujawnione.
jeśli pani ma bujny biust i go na zdjęciu dali w 1 planie to ja preferuję odbitki a nie komputer, duże formaty, pełną fizczyność!
paź 1, 2009
Reply
chciałbym zauważyć, że w internecie fotografie nie znikają (chyba, że wysiądą wszystkie serwery świata) – ich drugie dno staje się za to wyraźniej widoczne, powiedziałbym, że treść lub jej brak staje się przez wszechobecność obrazu w mediach współczesnych jeszcze bardziej natarczywa. jeszcze dotkliwiej odciskają się też kwestie formalne (kompozycja, barwa, lub jej brak) poza tym, czy możemy się umówić, że internet jest tylko przekaźnikiem (a nie docelowym medium fotografii)? – jeśli dołączają się linki to dodaję kwadrat – prosto z karkonoszy, dla podniesienia adrenaliny :) (link w nicku)
paź 1, 2009
Reply
@Tomasz Pawlowski, niepotrzebnie kombinujesz. A film nie jest sladem rzeczywistosci? Moim zdaniem film jest znacznie lepszym odwzorowaniem rzeczywistosci, poniewaz jest blizszy ludzkiej percepcji. Jaki czlowiek jest w stanie rejestrowac tysieczne ulamki sekund? Susan Sontag mowi wprost o fotografii jako przedmiocie, rzeczy ktora w przeciwienstwie do kina i telewizji, jest „lekka, tania do wykonania, latwa do przenoszenia, zbierania i przechowywania” (pardon za moje koslawe tlumaczenie). Nie ma potrzeby wspinac sie na wyzyny intelektu ;-). Fotografia byla zawsze przedmiotem. Trzy odbitki tego samego ujecia byly trzema autonomicznymi przedmiotami, kazdy z inna skaza, inaczej zagietym rogiem, innym podpisem na rewersie. Troche to sie jednak zmienilo od tamtego czasu. Moze
jestemy swiadkami ostatecznego uwolnienia sie fotografii od malarstwa? Bo choc wiekszosc ludzi widzialo Mona Lise tylko na ekranie komputera, to jednak wszyscy oni zdaja sobie sprawe, ze to repordukcja bardzo drogiego przedmiotu, ktory wisi sobie gdzies tam za pancerna szyba w Paryzu. A fotografia? Fotografia powoli uwalnia sie z tego kokonu i staje sie jeszcze lzejsza, tansza do wykonania, latwiejsza do przechowywania, zbierania i przenoszenia.
paź 1, 2009
Reply
„A fotografia? Fotografia powoli uwalnia sie z tego kokonu i staje sie jeszcze lzejsza, tansza do wykonania, latwiejsza do przechowywania, zbierania i przenoszenia”
To zupełnie jak chińskie trampki. Dzięki. Fotografia została delikatnie mówiąc zalana milionami nic nie znaczących fotek i wrzucona do jednego wora. Przez to wiele osób zaczyna ją traktować jako wyłącznie luksus użytkowy a nie sztukę. Dodatkowo wykluczono jej fizyczne istnienie i jest teraz tylko zapisem bitów których kopie są 100% a więc poszczególne odbitki przestały być unikatowe. Zupełnie nie ma relacji fotograf i jego dzieło, a cyfrowy duch nie niesie ze sobą żadnej historii co się działo z nim samym bo nie ma cielesnej powłoki. Każde dzieło malarskie, rzeźbiarskie czy fotograficzne do tej pory jest śledzone i studiowane. Wiemy kto je wykonał, jaką techniką, jak trzymał narzędzie, gdzie było i jak było przechowywane. Można śledzić jak rozwijał się warsztat twórcy. Wiemy nawet jakie ma skazy i czy ktoś na jakimś etapie je uszkodził a ktoś inny naprawiał czy poddawał renowacji. Taki przedmiot ma duszę i wartość która z biegiem czasu rośnie. To jest właśnie moim zdaniem fizyczność zdjęcia.
Pędząc za wygodą, obniżeniem cen i szybkością stworzyliśmy sobie świetny nośnik który sprawdza się tu i teraz, ale nie zostawia za sobą śladu. Można zapomnieć o kolekcjonerach którzy będą szukać cyfrowych zdjęć z naszych czasów. Nie widzę tego. Czy ktoś szuka masowo produkowanych przez maszyny zegarów, radio, samochodów, lamp, biżuterii? Nie. Chcemy czegoś wyjątkowego, ręcznie robionego, unikatowego a przynajmniej rzadkiego.
Nie chce wywoływać tu wojny cyfra vs błona ale prawda jest taka że jedynie zrobienie papierowej odbitki i zamknięcie flash karty w butelce a następnie jej zakopanie w tylko sobie wiadomym miejscu może jakoś zwrócić tej fotografii jej status jako rzeczy fizycznej i naszej.
paź 1, 2009
Reply
@Góral-D A po co to wartosciowac? Czy fotografia z imienin u cioci ma wieksza wartosc tylko dlatego, ze 20 lat temu nie bylo innej mozliwosci obejrzenia tej fotografii niz odbitka? „Prawdziwe” fotografie i tak wczesniej czy pozniej trafia na papier i nie obawialbym sie o to. Odkad film malobrazkowy stal sie powszechnie dostepny, ludzie tez trzepali miliony zdjec. Przy tym rzedzie wielkosci nie ma roznicy miedzy milionem niz miliardem. Roznica jest tylko taka, ze teraz te miliardy czaja sie na Ciebie w odleglosci jednego kliku. Czy ktos Cie zmusza do tego kilku?
paź 1, 2009
Reply
@Góral-D
„Czy ktoś szuka masowo produkowanych przez maszyny zegarów, radio, samochodów, lamp, biżuterii?”
Odpowiedź brzmi, zdecydowanie tak.
Jeśli od (prawie) samego początku w fotografię została wpisana możliwość jej powielania i przetwarzania. A z biegiem lat proces ten stawał się łatwiejszy, szybszy i bardziej doskonały. To chyba powinien być to powód do radości. Inaczej biadolenie nad tym faktem zaczyna przypominać gromy rzucane przez kościół, kiedy okazało się, że dzięki panu Gutenbergowi „motłoch” dorwie się do Bibli.
Dziś czytamy i piszemy i wydaje się, że wychodzi nam na zdrowie. Zwłaszcza literaturze.
Ps. Ciekawe czy gdzieś, właśnie w tej chwili, grupka znawców literatury nie psioczy na internet i wszechobecne, niepapierowe wyprane z duszy blogi?
paź 1, 2009
Reply
@Tomasz Pawłowski: „myślę, że “fizyczność” zdjęcia, o której tam była mowa nie była fizycznością papierowej czy innej odbitki(…)”
Ależ też; cytat z książki:
„Telewizja – to strumień niestarannie dobranych obrazów, z których każdy wymazuje poprzednika ze świadomości widza. Nieruchoma fotografia – to chwila obdarzona przywilejem trwałości, można ją zamienić na niewielki, płaski przedmiot i oglądać do woli. Nieruchome zdjęcia z pierwszych stron gazet w 1972 roku, ukazujące nagie południowowietnamskie dzieci oblane amerykańskim napalmem, biegnące szosą w kierunku aparatu fotograficznego z rozwartymi ramionami i grymasem bólu na twarzy – wywołały prawdopodobnie znacznie większe potępienie wojny, niż setki barbarzyńskich reportaży na ekranach telewizorów.”
@zover: „chciałbym zauważyć, że w internecie fotografie nie znikają(…)”
Oczywiście, że znikają. Mi osobiście zniknęło tak kilka zdjęć :P
@jarek: “Prawdziwe” fotografie i tak wczesniej czy pozniej trafia na papier i nie obawialbym sie o to.
Och, w tym rzecz – oby to było prawdą za 100 lat!
Nie chcę krakać, ale wydaje mi się, że to zdanie powoli, ale konsekwentnie traci na aktualności (oby nie), głównie właśnie przez to poczucie, że jak coś jest w internecie, to już istnieje – i nie ma potrzeby tego ufizyczniać.
paź 1, 2009
Reply
„Czy fotografia z imienin u cioci ma wieksza wartosc tylko dlatego, ze 40 lat temu nie bylo innej mozliwosci obejrzenia tej fotografii niz odbitka?”
Tak, ma większa wartość bo przetrwa. Za 20 lat ktoś zobaczy na niej swoich przodków, jak się ubierali i jeżeli tv jest w tle, na jakich pudłach oglądali filmy. Nawet jak to tylko zdjęcie „u cioci na imieninach” to i tak nabierze wartości.
Wiem że trzepali miliony zdjęć na 35mm, ale każde istnieje bo ma odbitkę i pochodzi z jednego źródła – negatywu. Ma mięsko więc istnieje.
Oczywiście że jakaś grupa psioczy na niepapierowe książki. Papier to papier, takie i takie oprawy, takie i takie wydania, różne tłumaczenia… Za oryginalną biblie w rycinach Gustawa Diore sprzedałbym was wszystkich z zawiązaną kokardką :).
Amen Rudolf, niestety. Mało kto w ogóle robi odbitki ze swoich cyfrówek. Śpią na dyskach aż te padną lub dzieci rozjadą cd tylnym kółkiem od fotela.
paź 1, 2009
Reply
No i widzicie, mówiłem, ze nie łatwo. No bo tak: napisałem prosto i przejrzycie trzymając się ściśle poruszonej kwestii, a Jarek nazywa to „kombinowaniem”. To nie fair, bo dziś często myślenie nazywa się kombinowaniem. To ze książka napisana jest prostym językiem nie znaczy, ze sprawy sa proste. No niestety i widać to już na przykładzie niektórych wpisów.
Napisałem: “Fizycznosć” fotografii – to rejestracja. W tym sensie film jest równie fizyczny. A obraz malarski nie może” .. A Jarek zarzucając mi kombinowanie pisze: „A film nie jest sladem rzeczywistosci? Moim zdaniem film jest znacznie lepszym odwzorowaniem rzeczywistosci”. No i ? ja mówię „słońce świeci” a ty ” kombinujesz, bo moim zdaniem świeci” Proszę o przeczytanie raz jeszcze tego co napisałem i to w kontekście wpisu Rudolfa oraz wielowątkowej refleksji Susan Sontag.
Rudolf – twój cytat nie podważa w niczym tego co napisałem, a wręcz potwierdza: cecha, o której w nim mowa, to własnie „nieruchumość” , swoiste uwięzienie czasu ( przeciwieństwo filmu ). Użycie tu słowa przedmiot nie ma charakteru istotnego. Zwłaszcza, ze cechę „fizycznosci” dzieli fotografia z filmem – w przeciwieństwie do malarstwa.
Nie mozna wyrywać cytatów z mięsem i interpretowac ich po swojemu wbrew kontekstowi całej ksiażki. Bo inaczej to nie fotografie ale nasze mysli zamienimy w te chińskie trampki Górala.
W rozdziale „Świat obrazów” znajduje się fragment, który najtrafniej oddaje to, co Sontag ma na myśli kiedy pisze o „fizyczności” zdjęć.:
” Podczas gdy obraz malarski, nawet spełniając fotograficzne kryteria , prawdopodobieństwa nigdy nie jest niczym wiecej niz wydaniem sądu, fotografia nigdy nie może czymś mniej niż rejestracją promieniowania ( fal świetlnych odbitych od przedmiotu ) – materialnym szczątkiem przedmiotu, co nigdy nie stanie się udziałem sztuki malarskiej.”
Żeby było jasne ( zanim Góral wystąpi w obronie malarstwa :) – nie jest to zarzut wobec malarstwa u Sontag, ale próba dotarcia do istoty fotograficznego obrazu zapytanie o to, co ma wspólnego z innymi wytworami aktywności twórczej. O ile pamiętam – zero wartościowania.
paź 1, 2009
Reply
@Góral :”To zupełnie jak chińskie trampki. Dzięki. Fotografia została delikatnie mówiąc zalana milionami nic nie znaczących fotek i wrzucona do jednego wora.” No tak tak, tylko, ze o zalewie świata zdjęciami , o rejestratorskich pasjach japońskich turystów itp, pisała tez Sontag, a nie było wtedy mowy o internecie, cyfrze itd. To jest jakby inny temat mz.
To wszystko racja i cenię obraz na papierze, ale nie sprowadzajmy każdego tematu do wojny : cyfra-analog, masa -elita
@zover „chciałbym zauważyć, że w internecie fotografie nie znikają (chyba, że wysiądą wszystkie serwery świata) – ich drugie dno staje się za to wyraźniej widoczne” – tez mi się tak wydaje.
paź 1, 2009
Reply
No i żeby wniosek jakiś był: fotografia jest techniką zapisu rzeczywistosci, jej rejestracji. Nie ma czegoś takiego jak „obraz cyfrowy”, jest jedynie „cyfrowy zapis obrazu”. Od fotografii analogowej „cyfra” różni się tylko sposobem zapisu ale nie co do istoty. W obu przypadkach mamy do czynienia z rejestracją rzeczywistości fizycznej. Moga mieć rację ci, którzy cenią tradycyjny sposób, ale to jest inna bajka.
paź 1, 2009
Reply
Nakombinowałem? No i dobrze. Pozdrawiam, w radio dziś mówili, ze czwartek będzie szary i ponury w całej Polsce ;)
paź 1, 2009
Reply
koledzy każdy ma rację, to ten sam problem, pani Sontag chyba nie jest arcykapłanem ale akurat ona się postarała i coś napisała, troche lepiej się wyraziła.
Rudolf jest mistrzem prowokowania dyskusji nad tematami wydawałoby się oczywstymi. Pierwsze co myślę o pani Sontag to to że bym ja zaprosił na wieczór i „porozmawiał” o fotografii i jej fizczyności. Nie! zrobiłbym z nią sesję ilustrującą naszą rozmowę! I najlepiej w tym przypadku aparatem cyfrowym! Tak to łaczy się stare i nowe i daje ciągle taką samą radość.
paź 1, 2009
Reply
niestety, sesja z Susan Sontag byłaby trudna do wykonania, bo ona od paru lat nie ma już charakteru fizycznego..
Ale Annie Leibovitz jest jeszcze do wzięcia ;)) ( na pewno miała swój udział w pisaniu tej ksiażki )
paź 1, 2009
Reply
To moze ja teraz pokombinuje i byc moze wzbudze niepokoj u Rodolfa, sorry :-) Poruszajac sie na poziomie technicznym, bezprzeczna rzeczywistoscia jest fakt, ze fotony wzbudzaja pewne procesy na materiale swiatloczulym, czego dowodem jest fotografia. Ale czym jest rzeczywistosc na poziomie idei? Czy fotografia odbicia w lustrze jest rejestracja rzeczywistosci, czy moze rejestracja odbicia rzeczywistosci? Czy lustro, nomen omen, odzwierciedla rzeczywistosc? Jak dlugi jest czas rozpadu rzeczywistosci? Czy fotografia wykonana na czasie 1/6000 jest na pewno odzwierciedleniem rzeczywistosci? A fotografia naswietlana przez 2 minuty?
Dla mnie istotne jest to, ze fotografia rejestruje bardzo niewielki wycinek rzeczywistosci, w dodatku go deformujac. Dlatego fotografia klamie. Nosi w sobie znamiona prawdy, czlowiek uzywa swoich codziennych instrumentow poznawczych w kontakcie z fotografia, podczas gdy tak naprawde, efektem rejestracji jest odwzorowanie namiastki rzeczywistosci, ktora w dodatku nawet nie istnieje.
paź 1, 2009
Reply
„Pierwsze co myślę o pani Sontag to to że bym ja zaprosił na wieczór i “porozmawiał” o fotografii i jej fizczyności.”
własnie dlatego piszę bym ją zaprosił, bo Anie już zaprosiłem dawno. jak kolega myśli, z czyjego powodu Ania popadła w takie długi? Ania taka skryta za swoim aparatem, niesmiała. no to potrzebowała odskoczni, i odskoczyła na całego.
paź 1, 2009
Reply
jarek
„To moze ja teraz pokombinuje itd”
to kolega niepotrzebnie poleciał w atomy to już przesada.
„Dla mnie istotne jest to, ze fotografia rejestruje bardzo niewielki wycinek rzeczywistosci, w dodatku go deformujac. Dlatego fotografia klamie. Nosi w sobie znamiona prawdy, czlowiek uzywa swoich codziennych instrumentow poznawczych w kontakcie z fotografia, podczas gdy tak naprawde, efektem rejestracji jest odwzorowanie namiastki rzeczywistosci, ktora w dodatku nawet nie istnieje.”
Kolega ma zapędy filozoficzne i brzmi to może ciekawie na wykładzie dla długowłosych humanistów.
Ale czy fotografia kłamie czy nie. Myslę, że to zalezy od osobistych doświadczeń. dla jeszcze kogos innego bedzie ważne to że się będzie oszukiwał, że to prawda. a jak jest? a kogo to obchodzi? alleluja i do przodu!
paź 1, 2009
Reply
fotgrafia na pewno zapisuje to co widział obiektyw. a więc to prawda.
czy zatrzymany moment to prawda? to chyba pytanie filozoficzne, ale jesli tak to może to jest to frapujące w fotografii a my czujemy ten problem nieświadomie.
czy to wszystko co widział obiektyw jest prawdziwe? No nikt nie będzie wiedział. i na tym polega taunikatowość fotografii.
można też filmować nieruchomą scenę przez15 minut i byłoby to samo co fotografia oglądana przez 15 minut? chyba nie, to zatrzymanie ma kluczowe znaczenie.
paź 2, 2009
Reply
to prawda subiektywna, ujęcie z dołu – przedmiot jest ogromny, ujęcie z góry – przedmiot jest mały, facet na drabinie, szczyt drabiny po lewej stronie kadru – facet facet schodzi z drabiny, szczyt drabiny po prawej – idzie na górę, szpaler gliniarzy i płaczące dziecko – wredni gliniarze pałują, dwóch gliniarzy ze szpaleru i rozwrzeszczany tłum – biedni gliniarze wysłani przeciwko jakimś chuliganom. Wszystko, absolutnie wszystko to subiektywne przedstawianie rzeczywistości przez fotografa a więc prawda zależy od niego a nie od medium. Nawet nie trzeba kombinować z kadrowaniem, wystarczy że cały cykl fotografii opowie historię z jednej strony, np. same biedne dzieci, spalone domy, uchodźcy, kilku nieumundurowanych cywilów przeciwko armii i ich sprzętom – oglądający nie zada sobie pytania kto jest tym dobrym a kto złym tylko utożsami się z tymi rebeliantami którym ta wyposażona (więc nie głodująca) armia spaliła domy. Propaganda na całego.
paź 2, 2009
Reply
@jarek – czy odbicie odbicia odbitego wizerunku nie jest nadal realnym odbiciem odbicia odbitego wizerunku?
No jest :)
Fotografia wykonana w 1/6000 sekundy jest dokładnie tak samo realna jak ta realność zamknięta w poruszonej klatce świeconej 2 sekundy :) Względność czasu nie ma tutaj znaczenia dla realności rejestracji…
Kupuje te dyskusję… stawiam wódkę i wpadaj do atelier… „rozwiniemy temat”..:)
paź 2, 2009
Reply
ale czytajac górala uświadomiłem sobie, że fotografia dysponuje wieloma środka modyfikującymi to co widzi obiektyw. no przecież za pomoca techniuki fotograficznej można zmodyfikować nieco prawdziwy obraz a pozując ludzi i sterując światłem, usuwając coś z kadru, znacznie zmodyfikować sytaucję zastaną. ale to zawsze będzie prawda, bo obiektyw zapisze prawdziwą rzeczywistość ale „upiekszoną”. czy takie „upiekszenie”nie jest dozwolone w sztuce? chyba jest.
paź 2, 2009
Reply
czy ‘on photography’ nie należy czytać jako ‘na fotografii’, dawno nie miałem doczynienia z gramatyką angielską, ale to może zmienić trochę sensy interpretacyjne :)
paź 2, 2009
Reply
nie przeceniałbym tego szczegółu :))) Książka S.S. nie jest napisana szyfrem i nie wymaga daleko idącej „interpretacji”, a jedynie czytania tego co napisane. Trudność nie wynika z języka, a z tego, ze porusza trudne kwestie – nie dając prostych odpowiedzi.
paź 2, 2009
Reply
tytuł w filozoficznych rozprawkach ma kapitalne znaczenie… ‘o fotografii’, czy ‘na fotografii’, to zupełnie inny ontologiczny i epistemologiczny punkt wyjścia, i ta różnica zaznaczona przez Sontag nie jest zapewne przypadkowa :)
paź 2, 2009
Reply
rozczaruję cię zover, sorry: „on photography” na pewno nie znaczy „na fotografii” :) Po prostu: „o fotografii” . No sorry Winnetou. ( wiadomość w miarę pewna – od anglistki ;)
paź 2, 2009
Reply
@zover, co masz na mysli piszac „na fotografii”? „On” w tytule „On Photography” ma tutaj dokladnie to samo znaczenie co „about”, tyle, ze jest bardziej formalne, Z tego wzgledu, najlatwiej spotkac „on” w tym znaczeniu w tytulach traktatow naukowych. Jesli chodzi o znaczenie „na zdjeciu”, to niestety zdjecie to „photograph” i nie „on” tylko „in”, no i jeszcze article by sie przydal, co w sumie daje nam „in a photograph”.
paź 3, 2009
Reply
tak sie zastanawiam czy sontag piszac ksiazke miala na celu wywolanie dyskusji takiej jak tu sie toczy.
mysle ze chciala by ktos przeczytal jej ksiazke i zastanowil sie co nam fotografia daje i jaki skrawek zycia, duszy, doswiadczen nam kradnie. po co istnieje i czym staje sie po czasie.
zastanawiam sie tez po co dyskutuje sie o tytule ksiazki i jego tlumaczeniu??????
przypomina to niby dyskusje o fotografii polegajace na ogladaniu testow i miedzysystemowych sporach. jest to latwe, widowiskowe, przyciaga ludzi, ale nie ma najmniejszego sensu i nie ma nic wspolnego z fotografia.
przy okazji – ksiazka nie jest bialym krukiem, albo moze bedzie dopiero dzis wiele lat po wydaniu. mam pierwsze polskie wydanie i jak dzis pamietam jakies trzy lata temu jak dziesiatki sontag obok albumow prazmowskiego lezalo na wakacyjnych wyprz – tania ksiazka po 5 zlotych. dzis wrocila moda na sontag, ale to moda chwilowa. na szczescie ksiazka jest wartosciowa bez wzgledu na to czy jest modna czy nie i czy sie o niej pisze czy nie. na pewno to co sie o niej pisze nie zmieni jej wartosci!!! na szczescie!!!
paź 3, 2009
Reply
rabijki, jakoś słabo mnie interesuje, czy sontag chciała takich dyskusji, czy nie – dała nam impuls, i go wykorzystujemy; w końcu nie jesteśmy typem ludzi, który słowo wydrukowane bierze za objawienie/dogmat, prawda?
Tak czy siak spokoju mi nie daje pytanie jarka: „Jak dlugi jest czas rozpadu rzeczywistosci?”
Już abstrahuję od luster, bo to dla mnie zbyt wciągający temat, i zapewne zbyt indywidualny :)
paź 3, 2009
Reply
popisy wiedzy lingwistycznej w sprawie tlumaczenia tytulu tez nazwiesz wykorzystaniem impulsu ktory dala sontag?
paź 3, 2009
Reply
jakoś dorwało mnie przejmujące odczucie, że się zwyczajnie czepiasz, drogi rabijki…
paź 3, 2009
Reply
@rabijki – E tam zaraz popisywanie. Niose kaganek edukacji – moze dzieki temu, czesc z czytelnikow ZK uniknie najczestszego bledu-kalki popelnianego przez Polakow mowiacych po angielsku. Nie wiesz, ze nauczyciele zawsze sie wymadrzaja? A juz najbardziej to chyba Ci w stanie spoczynku :-P
paź 3, 2009
Reply
nie no…, ok:-)
ale jak tu sie wchodzi- to w celu kontaktu z fotografia jako tematem.
moje przejmujace odczucie mi mowi, ze sie nie czepiam i gdyby pominac kilkanascie wpisow w tym watku to merytorycznie nic by sie nie zmienilo a my nie musielibysmy toczyc kolejnej niemerytorycznej dyskusji nie majacej z sontag i piekna ksiazka zupelnie nic wspolnego.
ot na przyklad wpisy „pdm” ktore sa tu bez najmniejszego sensu i w jemu tylko znanym celu.
reasumujac – jest watek – ktos go czyta i pojawiaja sie komentarze. dobrze jest gdy sa na temat (obojetnie czy pozytywne czy nie). gdy sa nie na temat to jest …..
olo