poniedziałek
Felietony gościnne, MarudzenieA czy Ty masz swojego idola?
– Romek! Bo wiesz, że każdy z ekipy radia musi stworzyć mini-charakterystykę innemu członkowi i Ty, no, robisz zdjęcia, …a może jakieś nazwiska podasz z Fotografii, które, nie wiem, eee… Cię inspirują albo uwielbiasz ich zdjęcia. Na pewno takie masz, przecież się tym interesujesz…
Nawet nie drgnąłem znad swojego monitora, starego poczciwego crt’eka i odburknąłem:
– Bresson! Albo najlepiej napisz pełne nazwisko choć każdy go zna, czyli Henri Cartier-Bresson. Jego każdy zna. A teraz pozwól, że…
– Tylko jednooo? — z okropnym bólem przeciągnęła ostatnią samogłoooskę.
– Tylko jedno, więcej nie podam bo nie chcę zmyślać — Ale ja już zmyśliłem, pomyślałem ukradkiem.
– A w ogóle, to chyba nie powinienem pomagać przy swoim opisie, nie? — Dodanie „nie” na końcu zdania czasami jest przydatne bo skutecznie wywiało natrętną koleżankę.
Nie znam większości najbardziej rozpoznawalnych fotografów – czy to żyjących czy nieżyjących – a jednak uważam siebie za świadomego, acz niedoświadczonego fotografa. Może zawsze miałem takie nieszczęście, ale w moim otoczeniu się utarło, że kilka „nazwisk” należy znać. Czasami udawałem, że znam (chcąc oszczędzić sobie tłumaczeń), ale w rzeczywistości naprawdę jestem laikiem jeśli chodzi o znajomość historii fotografii. I czuję się z tym doskonale. Ba, nawet czasami namawiam innych by sami porzucili studiowanie kolejnych „mistrzów” i sami coś stworzyli. Brzmi banalnie? Bo tak jest!
Tylko dlaczego to robię? Ciężko jest mi sformułować jedną odpowiedź, chyba jest wiele dróg do rozwiązania.
Po pierwsze mocno irytuje mnie, jak ktoś udaje obeznanego w „temacie”, pozjadał wszystkie mózgi i szpanuje (okropne słowo ale jakże na miejscu). Moim zdaniem potrzeba dobrej pamięci i cierpliwości by móc ŚWIADOMIE uczyć się zdjęć „wielkich”, świata Fotografii. Chyba, że tylko ja taki zakuty do nauki jestem…i nie potrafię szybko chłonąć wiedzy ze zdjęć innych.
Po drugie zapewne ma też wpływ mój wiek, co przekłada się też na pewne zachowania. Buntownik!? Łamacz reguł!? Pewnie to za mocne słowa i takie… romantyczne, ale bardzo zmąciło mną, gdy na tym blogu niedawno odbył się pewien konkurs, a nagrodą były albumy fotograficzne tuzów fotografii. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że jednym z warunków uczestnictwa było podanie 5 fotografów, którzy nas zachwycają, inspirują etc. bla bla bla. Rozumiem, że szlachetne pobudki kierowały autora… Ale ja nie znam tych nazwisk, a już na pewno nie pięciu postaci. Toż to cały oddział już! Nie pamiętam czy głupio mi się zrobiło (a jakże, głupiś Romanie!) czy nie, ale pamiętam, że poleciłem ten konkurs koleżance, która nie miała najmniejszych problemów z wytypowaniem rankingu nazwisk. A nie zajmuje się fotografowaniem! Ona, w przeciwieństwie do mnie, w tym „siedzi” i zawsze lubię ją słuchać jak napomina o jakimś fotografie/fotografce, bo to takie mądre. Naprawdę ją podziwiam!
Po trzecie cała ta filozofia wydaje mi się bliższa sensowi samej Fotografii, bez zbędnych udziwnień i wodotrysków. Filozofia chwycenia aparatu i porwania się w wir łapania kadru. Sam opowiedziałem się w ankiecie Rudolfa za czymś więcej niż samą, własnoręcznie stworzoną odbitką czy pikselami na monitorze. Ja wolę fotografię czynną, na bierną jeszcze mam czas (może jak artretyzm powykręca mi palce i nie będę mógł wcisnąć spustu migawki…).
Oczywiście już uspokajam głowy, które zaraz zarzucą mi zbyt wielką pewność siebie, aroganctwo i może nawet bufoniarstwo – bo kto to ja nie jestem. Zgodzę się, że edukacja jest potrzebna, ale jak już wspomniałem – świadoma – a taka jest uciążliwa. Na to potrzeba czasu i wiele energii by to wszystko objąć rozumem. Jeśli zrobi się to po łebkach, zrodzi się nad nami wiele pokus. Imitacje, porównania, „hołdy” a kończąc na czystych plagatiach. A jak się nie zna, to i głowa nie zaśmiecona a i później miło jak ktoś wskaże ci, że inspirowałeś się na kimś znanym, a tak naprawdę nie miałeś o tym pojęcia. Co to znaczy? Albo przypadek, albo idziesz w dobrym kierunku i popełniasz podobne przystanki jak kiedyś inni twórcy, znani twórcy a to chyba jest najlepszą oceną twoich prac.
Wyrażę nadzieję, że dobry, (jak nie lubię tego słowa lecz zajmę się nim w przyszłości) początkujący fotograf poradzi sobie bez znajomości „wielkiej” Fotografii.
To jak z instynktem u zwierząt. Albo z uczuleniem. Przychodzi samo.
Nieprzepalonych filmów i niezakurzonych matryc!
Post Tags: HCB, inspiracja, Mistrz, nauka, nazwiska
Wpisy powiązane
Related Post
Popularne
- Prezenty i gratisy od Zawsze Kwadratu (157)
- Wciąż można znaleźć samorodki (107)
- Biznes wg Mistrzów (99)
- Co złego - to nie my! (87)
- Co zrobić? (85)

paź 5, 2009
Reply
Panie Romanie… ;)
Jest tylko jedno ‘ale’: wg mnie poznawanie dorobku Mistrzów służy temu, co samo poznawanie historii jako takiej – pozwala dowiedzieć się co zrobili nasi poprzednicy i ustrzec się od tych samych błędów, oraz – posuwać się do przodu.
A same nazwiska to się poznaje niejako przypadkiem – oczywistym jest, że nie zachęcam nikogo do wkuwania nazwisk – ja sam kojarzę niektóre zdjęcia bardzo dobrze, mimo, że autora nie potrafiłbym nazwać.
paź 5, 2009
Reply
Trudno zrozumieć o co ci chodzi konkretnie, haotycznie piszesz, w jednym zdaniu pozujesz na outsidera-buntownika, który nie zna nikogo, by w następnym przyznać, że edukacja świadoma (cokolwiek to znaczy) jest potrzebna (komu?) w trzecim z sarkazmem piszesz o koleżance, którą podziwiasz za wiedzę, ale sam taką wiedzę wyśmiewasz. Lepiej chyba żebyś gruntowniej przemyślał temat, bo chociaż rozumiem twoje rozterki i nawet trochę podzielam, to jednak tekst jest potencjalnym źródłem licznych nieporozumień.
Domyślam się, że dzielisz fotografów na intelektualistów (to ci co im się chciało uczyć) świadomie „dyskutujących” z historią oraz takich, którzy posługują się intuicją i emocjami (zrozumiałem że do nich się zaliczyłeś). Każdy z nas ogląda dla czystej przyjemności fotografie innych fotografów, jedni są erudytami i mają katalogi w głowach inni pamiętają luźne obrazki z rozkładówek Przekroju albo Flickra. Trudno jednak łączyć to z tym, czy ktoś fotografuje tak jak mu w duszy gra czy kopiuje mistrzów. Ty mam wrażenie łączysz nierozerwalnie oglądanie fotografii z robieniem fotografii.
paź 5, 2009
Reply
hmm hmm hmmm…. tez uważam, ze studiowanie z premedytacją nazwisk plus fotografii moze prowadzic do ograniczenia wyobrazni i nawet nieświadomwego naśladowania czy ograniczania się -ot. nie uwazam zeby to byłjakis problem tez… generalnie jesli zajmuje sie fotografia to pierwsze pytanie pada: gdzie zoabcze twoje prace? a nie : jakich znasz wielkich fotografów? .
generalnie rada do wyciągnięcia słuszna. .. :):) pozdro 600
paź 5, 2009
Reply
nieznajomosc fotografow swiadczy nie o tych fotografach a o tobie. interesowanie sie czymkolwiek w pobiezny sposob jest… no wlasnie zaraz bedzie larum ze za ostro wiec sam se dopisz.
dobry, pocztakujacy fotograf – to jest pobozne zyczenie. nie istnieje cos takiego. fotografem staje sie wraz ze zdobyciem wiedzy zarowno fotograficznej jak i zyciowej. do tego potrzebna jest pokora by przebrnac przez lata fotograficznej glupoty i pychy.
bales sie ze napiszemy zes pewny siebie bufon i slusznie sie bales. to co napisales wlasnie o tym swiadczy, ale nie w tym problem. swiatowa fotografia jest dzis czescia swiatowej sztuki. skoro nie masz na jej temat pojecia to swiadczy o tym ze nie masz zainteresowan zwiazanych z kultura, albo sa one pobiezne.
pisanie zas o tym w sposob probujacy to jakos usprawiedliwic czy uzasadnic- wybacz ale jest zalosne.
paź 5, 2009
Reply
@Rudolf, może to głupio zabrzmi ale historia lubi się powtarzać czyli znów wchodzę na temat podobieństwa zdjęć. Rozumiem, że masz szlachetną myśl ale ja wskazałem ten negatywny aspekt.
@rabijki, a ja uparcię wierzę w hasło „początkujący fotograf”. Ten tekst napisałem z takiej stopy i dla takich ludzi. Zgadzam się z Tobą, że to jest potrzebne, ba! to jest konieczne (znajomość sztuki) lecz moim zdaniem w odpowiednim czasie. Dla jednego może to być rok a dla drugiego już po miesiącu obsługi lustrzanki. Nie chciałem tego na siłę usprawiedliwić tylko pokazać jak myśli chłopak, który niedawno chwycił aparat i cieszy się z tego. Wie, że istnieje coś takiego jak Fotografia, jej historia ale…boi się tego. Tak, może tego nie powiedziałem wprost. Romantycznie woli zajmować się fotografowaniem, bez względu na resztę.
paź 5, 2009
Reply
lepiej by bylo bys najpierw poznal fotografie, a potem zaczal w niej istniec – czyli fotografowac.
dobrze jest wiedziec co chce sie zrobic zanim sie zacznie.
jeszcze lepiej wiedziec dodatkowo jak to zrobic.
najlepiej na dodatek znac rozwiazania innych.
by lamac reguly trzeba je najpierw poznac. inaczej to co sie robi jest suma przypadkow, a nie dzielem czlowieka. nie mozna wiec mowic ze taki ktos fotografuje a jedynie ze uzywa aparatu.
co do pocztakujacego fotografa – oczywiscie ze istnieje. ja twierdze jedynie ze nie istnieje poczatkujacy, dobry fotograf.
paź 5, 2009
Reply
sądzę, że chodzi o trud w poznawaniu fotografii i o źródło tej wiedzy i inspiracji. myślę, że wpis jest powodem do dyskusji a nie do besztania autora za to i za owo. Dobrze jest jak ten kto ma jakies niesmaki pozostawi je dla siebie i po prostu nie komentuje, bo po co?????
romek
wszystko zależy od tego czy naprawdę ci zależy. jeśli tak to wszelkie dylematy jakoś z czasem się zaczną rozwiązywać.
paź 5, 2009
Reply
Przez czystą ciekawość fotografii w najlepszym wydaniu warto oglądać fotografie wykonane przez Mistrzów. Co do dat i faktów, to już drugorzędna sprawa – jest to potrzebne do rozmów o fotografii, ale do robienia zdjęć już nie.
paź 5, 2009
Reply
Ja na przyklad jestem poczatkujacym pisarzem i nie czytam zadnych ksiazek i nie znam zadnych autorow, bo przynajmniej na poczatku nie chce psuc sobie piora. Jak napisze trzecia ksiazke, to zaczne czytac innych. Oprocz tego, ze jestem poczatkujacym pisarzem, to jestem rowniez poczatkujacym filozofem. Nie interesuje mnie historia filozofii – co mnie tam obchodza jakies wymysly brodaczy w przescieradlach.
paź 5, 2009
Reply
W fotografii bardziej się przydaje umiejętność czy może raczej talent do obserwowania świata dookoła, wrażliwość, a nie znajomość reguł. A jeśli już upierasz się rebijki przy regułach, to większość jak nie wszystkie zostały wypracowane przez malarstwo a nie fotografię, no i ich stosowanie może być intuicyjne a nie rozumowe. Fotografowanie rebijki to człowiek, aparat i wszystko wkoło. Znajomość historii dobremu fotografowi raczej nie zaszkodzi, a kiepskiemu za chiny nie pomoże.
paź 5, 2009
Reply
ie7tajms
kazda niewiedze mozna w wygodny dla siebie sposob wytlumaczyc.
najczesciej tlumaczy sie samemu sobie by zagluszyc lenistwo.
duzo trudniej jest przeciez wiedze posiasc.
po co sie wysilac skoro mozna oglosic ze przeciez wiedza jest po nic!
paź 5, 2009
Reply
” inspirowałeś się na kimś znanym, a tak naprawdę nie miałeś o tym pojęcia. Co to znaczy? Albo przypadek, albo idziesz w dobrym kierunku i popełniasz podobne przystanki jak kiedyś inni twórcy, znani twórcy a to chyba jest najlepszą oceną twoich prac”
Zupełnie nie!!
To znaczy, że marnujesz czas idąc wydeptanym traktem., popełaniasz te same błędy nie odkrywając nic nowego :)
A co do nauki, to jak się ma prawdziwą pasję to nie jest ani uciążliwa ani żmudna. Prawda, żeby zacząć uczyć się na zdjęciach mistrzów trzeba czegoś więcej niż znajomość biografii i zachwyt nad zdjęciami. Nieocenione spotkanie z mistrzem . No i podglądanie, np w świetnym dokumencie „Contacts”.
paź 5, 2009
Reply
Temat jest stary i rozwałkowany jak placek: oglądać czy nie oglądać, bo jak się naoglądamy i nasłuchamy ( a jeszcze nie daj Bóg jakieś nazwisko utknie w głowie ) to będziem w niewoli gustów i nawyków ze świata duchów. Zdaje się, ze na blogu iczka jakiś czas temu – w bardziej składnej formie – to pytanie zadano, ale może się mylę, bo pamięć jest zdradziecka, a myśli ulotne :)
io3times rzecz ujął chyba najcelniej: „znajomość historii dobremu fotografowi raczej nie zaszkodzi, a kiepskiemu za chiny nie pomoże”
Inna sprawa: wspomniany „konkurs” – o ile pamietam ( ech, pamięć zdradziecka ) – nie zakładał, ze wygrywa ten kto poda jedynie słuszną piątkę, a ten kto poda jaką bądź i dopisze mu szczęście w losowaniu. To zresztą jasne, bo gdyby było inaczej musiałbym wtedy wygrać, a nie było mi dane :)
No i nazwiska: nie ma przekonywujących powodów, dla których musielibyśmy zakuwać nazwiska poza czysto praktycznymi względami komunikacji , no po prostu czasem jest łatwiej jak powiemy „Mickiewicz” a nie :” no wiesz, ten gościu, co dzieciaki w szkole takie wiersze muszą czytać” . Stosunkowo łatwo też wyczuć czy ktoś wie o czym mówi podpierając się nazwami własnymi czy bełkocze, żeby być cool w towarzystwie ( któżby wszystko spamiętał i po co – ale czasem naprawdę wygodniej wiedzieć, ze Paryż jest stolicą Francji a Iliadę napisał Homer – co zresztą ostatnio podważono, bo podobno Iliade napisał zupełnie inny Grek ale o tym samym nazwisku ;)))
No…a jak ktoś sypie tylko s-a-m-y-m-i cool nazwiskami i tytułami …to najczęściej na tym kończy i autor niepotrzebnie sobie tym głowę zawraca. Mam nadzieję jednak, ze fakt ze pamiętam kilka nazwisk ( naprawdę nie więcej niż piętnaście ) nie dyskwalikuje mnie jako rozmówcę :))
paź 5, 2009
Reply
ps. napisałem mechanicznie „autor”, a chodziło oczywiscie o „narratora”, bo w literaturze narrator nie jest ( a w kazdym razie nie musi być ) tożsamy z „autorem”. O ile w ogóle można w internecie o tożsamości mówić:))
paź 5, 2009
Reply
@pgn, ale czy w czasach współczesnych nie mówi się, że wszystko już było i bardzo trudno znależć te nowe ścieżki rozwoju? Zapewne są jeszcze nieodkryte ale to moim zdaniem już tylko geniusze mają do nich klucze. Dlatego ja wolę popełniać te same czynności co Wielcy kiedyś niż prawdopodobnie bezsilnie szukać nieodkrytego. :)
paź 6, 2009
Reply
Wskaż choć jednego świetnego, ba! dobrego, fotografa który taką filozofią doszedł to tego gdzie jest teraz. :)
Popatrz na przykłady choćby Rafała Milacha czy Kuby Dąbrowskiego. Jakoś wiedza im nie przeszkadza iść własnymi ścieżkami!
Wysiliłem się trochę i znalazłem Twoje portfolio (http://www.lynxsft.home.pl/0_Romek/www/index.php?page=Gallery ). I według mnie na razie popełniasz te same błędy co totalni amatorzy.
paź 6, 2009
Reply
Panie Romku, dobrze Pan piszesz – nieznajomość wielkich czy historii fotografii nie wpływa w żaden sposób na umiejętność (wyćwiczoną bądź nie..) kadrowania, taplania w chemii, uskuteczniania cyfrowej ekwilibrystyki, wyciągania smaczków, zauważania i wykorzystywania różnych dysonansów, akcentów, symboli itp. itd..naprawdę nie sąąąąądzę.. że wpatrywanie się godzinami w obrazki Milacha spowoduje że za jakiś czas, jakimś w konkretnym miejscu i momencie z kamienną twarzą i zimną krwią będziemy „popełniać” foty życia i mistrzostwo świata co 10 sekund. Kiedy ja idę w jakieś buraki.. to nie w głowie mi ani Bresson, ani Kenna, ani Adams.. świetnie się czuję sam ze sobą z wyzwaniem, otwartym polem i dyndającym TLRem. Jeśli już cokolwiek miałbym studiować i potem o tym pamiętać to dwie pozycje A.Adamsa – „The Negative” lub/i „Examples: The Making of 40 photographs”. Wartość z oglądactwa wystawowego niesie za sobą jakieś tam doznania tam i wtedy..później miłe wspomnienie, może jeden ze dwa obrazy utkwione w pamięci..ale w 99,5% przypadków nie ma to wpływu na moje obrazki :) Pozdrawiam.
paź 6, 2009
Reply
@pgn – wskaż paluchem gdzie Roman napisał że aspiruje do miana Mistrza/Wielkiego/FotoAbsolutu/Milacha Bis/Adamsa Tertio.., napisał, że ignoranctwo wobec wielkości Wielkich i ich nauk nie przeszkadza mu w przeżywaniu i radochy z własnej przygody i pasji fotograficznej. :)) Aha, ja jestem totalnym amatorem i bardzo mi to odpowiada.
paź 6, 2009
Reply
Tak, można być totalnym grafomanem i mieć z tego radochę, nie zaprzeczam. :)
Osobiście mam jednak inne podejście. I świadomość tego, ile jeszcze nie wiem, a mogę poznać, choćby z takich zagadnień języka fotograficznego jak esej, układanie zdjęć w jakaś opowieść, czy choćby edycja zbioru portretów napędza mnie, mam nadzieję, do przodu. I zgadzam się z tobą Mysh, bardzo często wpatrywanie się w odbitki mistrzów wiele nie zmienia. Kilkanaście godzin warsztatów otwiera czasem trzecie oko ;)
paź 6, 2009
Reply
Fotografia jak każde medium posługuje się swoim językiem, specyficznym skrótem myślowym. Przykład pierwszy z brzegu, fotografia mody. Modelki uwieczniane na okładkach czasopism stoją lub siedzą w nienaturalnych pozach. Nikomu to jednak nie przeszkadza, bo taki jest język świata mody i każdy poruszający się w nim, doskonale go rozumie i odczytuje.
Nie inaczej jest z fotografią „artystyczną”, malarstwem, muzyką, rzeźbą, architekturą, … Żeby ją odbierać czyli lepiej lub gorzej rozumieć, niezbędnym jest wyposażyć się w minimum wiedzy na temat języka, kodu jakim się posługuje.
Nie tak dawno Pistol del Marshand zasugerował, że kobiety nie znają się na fotografii. Miał absolutną rację. Warto jednak dodać, dla równowagi, że mężczyźni również nie mają o niej zielonego pojęcia.
Żeby coś rozumieć trzeba to poznać. Dlatego w każdej dziedzinie wiedzy wykład zaczyna się od historii.
Nie wiem jak jest w innych krajach, ale w polskiej szkole fotografia nie istnieje. Jak mamy się nauczyć poruszać w świecie obrazu nie mając o nim pojęcia?
Na koniec dodam, że przez dwa lata miałem wykłady z historii fotografii i wstyd się przyznać, dziś podać umiem tylko kilka nazwisk nie wspominając o datach. Teraz z perspektywy czasu żałuję.
paź 6, 2009
Reply
korek – jako pasjonat historii.. również czytałem o historii fotografii, parę biografii, dogłębna analiza ewolucji produktów Francke &Heidecke w kontekście różnym.. i takie tam – ale robię to bo lubię, lubię i wiedzieć i lubię historię.. czytać i dowiadywać się o tym jaki to „ongi bywało”..składa się to pewnie gdzieś w tej mojej układance amatorsko-fotograficznej, ale wpływu na moje zdjęcia znaczącego nie ma. :) @pgn – dlaczego grafomanem? Dlaczego zaraz uważasz że radocha z tego co się robi czy uskutecznia od czasu do czasu niesie za sobą niechęć do zgłębiania? Czy radocha wyklucza świadome działanie, łącznie ze świadomością niewiedzy? Ja się cieszę z tego co mam, co umiem.. dlaczego mam się nie cieszyć? Mam wpadać w depresje oglądając Hartwiga i czytając Adamsa? leżeć krzyżem i podcinać żyły rozdarty świadomością własnej niewiedzy? A może mylisz radochę z samozadowoleniem? no nie wiem.. :D
paź 6, 2009
Reply
Romek, obejrzalem twoja galerie. Piszesz, ze nie chcesz zasmiecac sobie glowy. Abstrahujac od tego, ze ciezko mi uzasadnic uzycie czasownika „zasmiecac” w kontekscie najlepszego dorobku swiatowej fotografii, wszystko byloby swietnie, gdyby nie to, ze te zdjecia jednak pokazuja, ze dokladnie to robisz. Problem w tym, ze smietnik czerpie swe zrodlo w zdjeciach innych „poczatkujacych fotografow”, ktorzy zalewaja internet swoja poczatakujaca tworczoscia. Nie uwierze, ze nie ogladasz zdjec w sieci. Nie uwierze, ze jestes tak nieprzemakalny, ze to co ogladasz w zaden sposob na ciebie nie wplywa. Otoz wplywa i widac to po tematach twojej fotografii, jej estetyce, bledach i bije to z kazdego niemal zdjecia. Piszesz o edukacji fotograficznej jak o wielkim wysilku. Rozczaruje Cie, wystarczy jedna ksiazka i dwie strony internetowe, zeby poznac glowne nurty i najwazniejszych przedstawicieli. Korek przejrzyscie wytlumaczyl to co ja moze nieco zbyt sarkastycznie przesmialem w swoim poprzednim komentarzu. Architekci zaczynaja nauke od historii architektury, filmowcy od historii filmu, itd wlasnie po to, zeby nauczyc sie jezyka, ktorym potem beda sie poslugiwac.
Moze zamiast na altphotos, warto by bylo spedzic troche czasu na http://masters-of-photography.com/? Jesli znasz angielski, to na poczatek az za duzo.
paź 6, 2009
Reply
O rany.. próbujesz komuś wskazać drogę pisząc że „(..) wystarczy jedna ksiazka i dwie strony internetowe, zeby poznac glowne nurty i najwazniejszych przedstawicieli”… :(
paź 6, 2009
Reply
Mysh, a nie? Na poczatek to w zupelnosci wystarczy. Nie uzylem slowa „poznac” w znaczeniu nauczyc sie, tylko po prostu nabyc swiadomosci ich istnienia. Nie ineteresuje sie zupelnie fotografia mody, nigdy nie zrobie takiego zdjecia. ale cos tam wiem o Newtonie, Avedonie, Sieffie oraz znam ich najwazniejsze zdjecia. To taka straszna do ogarniecia wiedza?
paź 6, 2009
Reply
Jarku, ale przecież autor napisał, o edukacji świadomej i tej po łebkach.. więc sądzę że jest świadom tego co go może czekać w zabawie z fotografią i jakich wyborów może dokonywać..po co mu wyjeżdżać z Newtonem, Sieffem i ich najważniejszymi zdjęciami..? :)
paź 6, 2009
Reply
Jak mozna byc „świadom tego co go może czekać w zabawie z fotografią i jakich wyborów może dokonywać” bez poznania jezyka, ktorym posluguje sie fotografia? Jak mozna poznac ten jezyk bez znajomosci najwazniejszych prac? Znajomosc fotografii pozwala rowniez uswiadomic sobie, ze istnieja inne tematy niz kolezanki, smietniki, pejzaze i makro. Bardzo sie staram, ale nijak nie potrafie zrozumiec motywacji Romka.
paź 6, 2009
Reply
również rzuciełm okiem na galerię romka i nie uważam, że jego zdjęcia są złe, typowo amatorsko złe.
te zdjęcia nie są najgorsze. przy ocenie zdjęcia trzeba wiedziec, że modelka jest amatorką i ten fakt decyduje o całym zdjęciu. jeśli modelka nie została upozowana a tylko otrzymywała polecenia co ma robic to efekt z modelkami amatorkami zawsze jest słaby. poza modelką zdjęcia są na pewnym dobrym poziomie, mozna ocenic światło, kompozycję. ale jako takie jeszcze nie są to „te” zdjęcia.
na pewno analiza zdjęć „wieklich” fotografów daje dużo. romek chyba jest na etapie poszukiwań ale w pewnym momencie będzie musiał się zdecydować co dalej i spojrzeć w kierunków mistrzów,chyba nie ma innej drogi. czeladnik i mistrz a nie czeladniki książka.
paź 6, 2009
Reply
Język fotografii Jarku, to nie esperanto.. przeesz napisał Romek, że ma koleżankę która ów język to wte i we te.. i co? :) a może tylko jedną z odmian tego języka owa koleżanka poznała? Myślę, że naprawdę jest miejsce na inne metody niż utarte akademickie schematy.. i chwała że każdy podchodzi do tego w osobisty sposób. Wypowiedź Romka rozumiem, jako pewne unikanie szumu informacyjnego wypełniającego łeb..a którym to szumem staje się w pewnym momencie natłok informacji..który bez należytego czasu, stanu „skupienia”, czy choćby nastroju ..po prostu przeeeszkadza bez znaczenia czy był to Sieff, Newton, Avedon czy HCB.
paź 6, 2009
Reply
HCB wprowadza szum, a buZiaCzEk89 nie? Naprawde myslisz, ze jakikolwiek sieciujacy poczatkujacy fotoamator nie oglada innych zdjec w sieci i jest na nie calkowicie odporny?
paź 6, 2009
Reply
Jarek, chyba się nie zrozumieliśmy – jeśli nie piszę jasno – wybacz. Chodzi mi o to że na pewnym etapie wiedza ta jest stricte encyklopedyczna i kompletnie nieprzydatna w poszukiwaniach. Oczywiście, może być takim kwiatkiem do kożuszka własnej ignoracji z którym to kwiatkiem można się później obnosić w towarzystwie, w którym „nie uchodzi” niewiedza o HCB i innych. Będąc jednak świadomym własnej ignorancji czy NIE WOLNO mi odrzucić lub odłożyć na później studia nad dokonaniami HCB? Bo co? bo mnie ktoś wyklnie? bo mnie wyzwie od „totalnych amatorów”.. :)
paź 6, 2009
Reply
Mysza napisał
„Chodzi mi o to że na pewnym etapie wiedza ta jest stricte encyklopedyczna i kompletnie nieprzydatna w poszukiwaniach.”
i oto chodzi. precyzyjnie.
paź 6, 2009
Reply
Oczywiscie, ze mozna odkladac na pozniej. Tylko, ze wydaje mi sie, ze szkoda tracic czas. I nie mowie tu u wkuwaniu na pamiec daty zalozenia Magnum i daty pierwszej wystawy Egglestona w MOMA, tylko poznawaniu zdjec. Nie trzeba od razu gotowac tych samych potraw, ale mozna podpatrzec uzycie przypraw. Gdybym nie sprobowal, nigdy bym nie wpadl na to zeby roztopic czekolade z chilli i polac nia kurczaka.
Aha, pisalem o ksiazkach i stronach. Zapomnialem o najlepszym znanym mi edukatorze fotograficznym jakim jest serial „Genius of Photography” – dosc latwy do znalezienia w sieci. Razem z serialem wyszedl album ze wszystkimi zdjeciami uzytymi w filmie – w dosc przystepnej cenie na amazonie.
paź 6, 2009
Reply
Jarku, nie wiem.. teraz, ale mam wrażenie, że każdego początkującego traktujesz jak idiotę, któremu trza wybrać wyprawkę do 1-ej klasy.. bo sam nie wpadnie czego mu trzeba.. owszem, być może tak jest w przypadku „commodity users”, aczkolwiek zakładam że ludzie świadomi własnych ograniczeń są bardziej inteligentni..albo hmm.. żyją bardziej świadomie.. i raczej nie trzeba ich z rozpędu obrażać ;)
paź 6, 2009
Reply
jarek
bijecie sie niepotrzebnie. każdy ma inną drogę dochodzenia. klucz w tym żeby każdy odkrył na forum kawałek swojego doświadczenia co może komuś innemu coś dać. nie mozna tylko, że czyjeś podejście jest nie takie jak trzeba. ilu ludzi tyle różnych wersji tej samej fotografii. trafi, że jeden okaże się mistrzem a pozostali nie. ale nie po przebiegu jego drogi to się okaże ale na jej końcu. dlatego to wszystko jest takie ciekawe. dałeś link do Genius of Photography i ktoś będzie ci wdzięczny. romek jak wielu ludzi czuje cisnienie i czas pokaże co z tego wyniknie.
doskonale rozumiem dylemat: mistrzowie czy surowa własna indywidualność wolna od wpływów. jak się coś zrobi ważnego to już nigdy nie będzie tak jak przedtem. teraz mam pewną wiedzę o fotografii ale nie jestem juz tak sponatniczny i nie fotografuję tak lekko jak przed pozyskaniem tej wiedzy. być może to własnie oznacza porażkę.
paź 6, 2009
Reply
Wydaje mi się, że wypowiedzi tych, którzy optują za „swobodą tworzenia bez Mistrzów” skupiają się wokół nazwisk i danych, zamiast wokół zdjęć;
A Jarek słusznie zauważył: „Naprawde myslisz, ze jakikolwiek sieciujacy poczatkujacy fotoamator nie oglada innych zdjec w sieci i jest na nie calkowicie odporny?”
Czy rzeczywiście wszyscy ci, którzy nie chcą patrzeć na dokonania Tych z Wielkimi Nazwiskami nie patrzą na fotografie innych? Nie odwiedzają plfoto, niegdysiejszego altphotos czy czego innego?
Bo chyba tak naprawdę, to pytanie powinno brzmieć: czyje zdjęcia mają mieć wpływ na Twoje fotografie – pstrykaczy z lokalnych społeczności, czy docenionych ludzi, którzy zęby zjedli na fotografii?
No i teraz pozostaje wybrać.
paź 6, 2009
Reply
Chcę się odnieść do do tego adresu podanego przez @pgn : moja strona kiedyś (ta, którą oglądacie pod tym podanym przez @pgn adresie) była dostępna na http://www.romekrechenek.com teraz jak pewnie szukaliście, nie istnieje a tamten adres to tylko fizyczna pozostałość na serwerze kolegi. Proszę, nie odnoście się do tych zdjęć jak do moich naj, portfolio. To jest stara strona ze starymi zdjęciami, niektóre z nich nie zasługują na publikację w Internecie. Jestem teraz nad tworzeniem nowej strony z nowymi zdjęciami. Tamta strona pokazuje moje zdjęcia ale z mojego dawnego okresu. Za niektóre z nich teraz się wstydzę, dlatego nie podałem w URL żadnej swojej strony. Gdy pokażę swoje reprezentacyjne portfolio, wtedy macie prawo odnieść się do moich zdjęć z całą surowością.
paź 6, 2009
Reply
@Rudolf , ale ja nie pisałem o chciejstwie czy niechciejstwie oglądania SZtuki.. tylko o wpływie tego oglądania, wpływie wymiernym ..i raczej się z tym nie spotkałem :) Zazwyczaj to działało na zasadzie własnie.. wianuszka ozdobnego, no bo skoro już mam aparat, obracam się w towarzystwie (z plf..itp) to trza uważać żeby nie wyjść na troglodytę.. :) I nie rozumiem tego czarbo-białego podejścia ..albo/albo, Wielcy vs Pstrykacze ..a może, tak.. kurcze.. wszystkiego po trochu, może niech każdy sobie dopnie własną kroplówkę ..albo chleje litrami – jak chce – a może ktoś na plf.. sądząc po zdjęciach ma podobną wrażliwość, podobnie widzi.. może rozmowa, wymiana maili z takim kimś da mi więcej niż wagon albumów HCB, Kenny i Salgado? :)
paź 6, 2009
Reply
Romek, jesli tak, to czym predzej usun te strone z sieci, zakop w 3-metrowym dole i zasyp wapnem ;-)
Mysh, a nie lepiej i wagon i rozmowa? ;-)
paź 6, 2009
Reply
Jarek, rozmowa, wspólne wypady.. wywoływactwo, wspólne oglądanie dokonań.. wagonik później.. zdecydowanie później..
paź 6, 2009
Reply
właśnie, właśnie, większym niebezpieczeństwem dla poszukujących własnej drogi są portale (wszelkiej maści) niż zdjęcia mistrzów, a tym bardziej ich nazwiska. Podglądanie mistrzów jeszcze nikomu nie zaszkodziło, co najwyżej inspiruje do zrobienia tak samo dobrych zdjęć jak ci mistrzowie. Za to na portalach łatwo się przyzwyczaić do przyjemnego średniactwa, które sprawia frajdę współużytkownikom :) Orientowanie się w stylach i działach już uznanych Mistrzów jest wręcz niezbędne, choćby po to, żeby wiedzieć, że zdjęcia panienek na odrapanej ścianie już ktoś kiedyś robił, a zdjęcia kwiatów na ciemnym tle, czy odrapanych drzwi i kałuży to nie jest taki banał :)
paź 6, 2009
Reply
I jeszcze dorzucę z uporem maniaka, że od studiowanie zdjęć i historii mistrzów jeszcze lepiej studiować ich „drogę” i warsztat i nie mam tu na myśli żadnych technikaliów, tylko proces (czasem na prawdę skomplikowany ale nieodzowny) od pomysły de realizacji projektu, czy choćby jednego zdjęcia.
paź 6, 2009
Reply
@jarek, aż tak surowym nie byłbym dla swej starej strony.
@Mysh powiedział: „unikanie szumu informacyjnego wypełniającego łeb…”
Zwięźle oddał moją myśl, dzięki Mysh.
@wezzire napisał : „romek chyba jest na etapie poszukiwań…”. Jak najbardziej, liznąłem trochę dziedzin Fotografii a teraz stoję w wielkim holu i się zastanawiam, które drzwi przekroczyć.
paź 7, 2009
Reply
romek liczyłes na bardziej pogłebione komentarze ale niestety komentarze tu są zwykle banalne. i takie jakby komentatorzy z założenia szukali czegoś do czego trzeba się przyczepić. tacy nerwowi recenzenci, którym niewiadomo o co sie czasami właściwie rozchodzi.