sobota
MarudzenieCzy zdjęcie jest głównym powodem, dla którego fotografujesz?
Na APUGu przeczytałem jakiś czas temu wątek, który mnie poruszył. Tak poruszył, że – wiedziony ciekawością – postanowiłem podrzucić go również tu.
Pytanie brzmi: Czy fotografie są głównym powodem, dla którego robisz zdjęcia?
Powiem szczerze, że u mnie to jest różnie – ale jednak z przewagą na „nie”. Fotografia zmieniła mnie, bez niej nie poznałbym wielu ludzi, a wręcz sądzę, że całe moje życie byłoby uboższe! Owszem, to właśnie odbitki są niby tym zajączkiem, którego się goni – ale mimo wszystko ja wciąż go gonię tylko po to, by szukać, dążyć i… nie doganiać.
Okej, może to brzmi jak durnota, ale jestem przekonany, że wielu fotografujących (tak jak autor wątku na APUGu) nie interesuje się zbytnio nazwiskami Mistrzów, nie sikają na widok super-jakości wydruków na barytach, ale przede wszystkim cenią sobie te dodatkowe szczypty przypraw, którymi fotografia doprawia nasze życie. Dla wielu fotografia to… styl życia, nie tylko odbitka!
Pytanie teraz jest takie – a jak to jest u Was, u Ciebie? Czy rzeczywiście robisz zdjęcia po to, żeby mieć odbitkę, czy po coś jeszcze? Jeśli tak, to po co?
Oczywiście zdaję sobie sprawę, że motywacji może być setki: są tacy, których kręci chemia w ciemni, tacy, których kręci spotykanie pięknych pań, tacy, których kręci sprzęt fotograficzny, i tacy, których kręci sława Wielkiego Fotografa – są więc pobudki zarówno skrajnie egoistyczne, altruistyczne, praktyczne, emocjonalne – ale jak to jest u Ciebie, drogi czytelniku?
Jak już mówiłem, jestem ciekawski – dajcie mi więc zaspokoić niezdrowe uczucie ciekawości i kliknijcie w poniższą ankietę, oraz dorzućcie parę słów komentarza. :)
Post Tags: ankieta, ciekawość, egoizm, emocje, króliczek, motywacja, odbitki, powód, wydruki
Wpisy powiązane
Related Post
Popularne
- Prezenty i gratisy od Zawsze Kwadratu (157)
- Wciąż można znaleźć samorodki (104)
- Biznes wg Mistrzów (99)
- Co zrobić? (85)
- O tym, jak fotografia analogowa przyniosła mi ulgę (81)

paź 3, 2009
Reply
portret środowiskowy i fotoreportarz – to moje ulubione formy a zdjęcie jest zawsze wynikiem końcowym spotkania, poznania osoby i rzemiosła.
paź 3, 2009
Reply
Gdy mam szansę (ostatnio rzadko…) zarobić na wykonywaniu zdjęć to fotografia jest celem. Taka fotografia za którą ktoś ma ochotę zapłacić. Natomiast gdy wracam z pracy (niezbyt dobrze płatnej bo państwowej) i mam dość codzienności łapię F6-stkę Nikona (a tak, skusiłem się „na ostatni prawdziwy aparat” chociaż pracuję głównie na cyfrze) i zaszywam się z nim w parku, bywa że rolka starcza mi na 5-6 takich wyjść więc to nie o fotografię idzie ale o czatowanie na dobry czas, światło, okazję, łut szczęścia… Jestem szczęśliwy czekając na właściwy moment, sam „pstryk” jest dodatkiem.
paź 4, 2009
Reply
Dlaczego robię zdjęcia? Hm.. chyba bardzo chcę mieć wpływ na historię. Każdy posiada własną pamięć która dodatkowo się zmienia, więc nigdy nie istnieje jedna i pewna jej wersja. Zdjęcia (i ew. film) szybko się stają jedynym obiektywnym, stałym i pewnym zapisem historii. Wybierając co sfotografować i jak to pokazać, tworzę historię. Kreuję rzeczywistość, ponieważ robię to według własnego widzimisie. Wiem, to straszne. Usprawiedliwiam się przed swoim sumieniem tym, że zazwyczaj tworzę zapis pozytywniejszy niż rzeczywistość ;).
Właściwie dotyczy to wszystkich zdjęć, a oszukuję w sumie chyba przede wszystkim siebie
No i czasami chcę stworzyć coś ładnego.
paź 4, 2009
Reply
głównym powodem jest podtrzymanie dobrego samopoczucia na swój temat ;)
paź 4, 2009
Reply
Fotografuję, bo mnie to odpręża. Taki rodzaj odskoczni od szarej rzeczywistości i cieszę się jak uda mi się zrobić fajne zdjęcie. .
paź 4, 2009
Reply
realizując zamierzone pomysły mogę uwolnić od nich myśli. mogę zająć się innymi. to trochę taka zabawa w kotka i myszkę z własną kreatywnością. kiedy za dużo myślę zatykam się, blokuje się na jakimś obrazie, emocji, i dopiero realizacja pozwala się oczyścić. oczywiście tylko po to żeby dalej szperać we własnej nieświadomości i gmerając w pamięci, skojarzeniach wydobywać kolejne wizje na wierzch. odbitka.. odbitka to wielki kop satysfakcji z własnej pracy. ważna. ucisza wyrzuty sumienia, że zamiast nowych butów wywala się kase na negatywy ;)
paź 4, 2009
Reply
Nie znajduje odpowiedz w ankiecie, ktora by mi wyczerpała moje podejście więc nie klikam.
Temat rzeka… nie na blog. Zdecydowanie nie na blog…
paź 4, 2009
Reply
iczek, odczytuję Twoją wypowiedź jako „trzeba się napić” – czy tak właśnie? ;)
paź 4, 2009
Reply
No nie może być inaczej, nadzieja na dobre zdjęcie, czy zdjęcie jakiekolwiek, to jedyna motywacja. Przy okazji dochodzą różne inne rzeczy okołofotograficzne sprawiające przyjemność, będące w jakimś sensie „porzyteczne”, ale efekt końcowy zawsze jest nadrzędny. Gdyby było inaczej to fotografowalibyście aparatami bez założonej kliszy.
paź 4, 2009
Reply
te pytania nadają się na amerykańskie serwery, na szczęście amerykanie dużo się jeszcze od nas muszą uczyć :) jeśli chodzi o podejście do fotografii. ktoś prowadzi bloga pt ‘stop the moment’… o to mniej więcej chodzi, tylko, że chwile zatrzymuje się w głowie, czego znakiem, jest trzask migawki (żeby nie powiedzieć w duszy), a przy okazji na jakimś medium, stąd mój subiektywny pogląd, że negatywy są ciekawsze od odbitek. kolekcjonuję negatywy (analogowe) w klaserze. cyfrowe (na dyskach) natomiast odbitki mogą mieć tylko postać skanów wrzuconych do sieci, czy jakąkolwiek inną, np pocztówki 18/15 :)
paź 4, 2009
Reply
fotografuje, bo to czasem daje adrenaline, pozwala sie wyzyc artystycznie, czasem poprawia humor a czasem sprawia ze czuje sie bardziej wyjatkowa realizujac jakis fajny pomysl. odbitek nie robie,a i forma cyfrowa zdjecia nie jest celem samym w sobie.
paź 5, 2009
Reply
Dlaczego fotografuje? Dobre.
Tak, sama fotografia jest efektem tego czegoś.
A to coś?
Dziwnie to zabrzmi, ale to coś to poczuć się kimś wyjątkowym, ważnym, nagle zauważonym?
Na ten moment fotografowania nagle staję się w centrum uwagi.
Czekają, aż kliknie migawka. Aż wyzwolę spust.
W tym momencie to ode mnie wszystko zależy.
Podoba mi się ten moment wyczekiwania.
Może to nie dowartościowanie? I w ten sposób to jakoś nadrabiam?
I jest jeszcze pewna świadomość tworzenia czegoś po nad czasowego.
Tworzenia czegoś, co zostanie po mimo upływu czasu, lat, zdarzeń.
Dla mnie fotografia, to zatrzymanie czasu i trzeba do tego podchodzić z szacunkiem.
W ten sposób tworzy się pewną historie.
Trzeba być świadomym jej tworzenia.
paź 5, 2009
Reply
Kiedys sie nad tym zastanawialem i doszedlem do bardzo prozaicznego wniosku. Gdy robie cokolwiek zwiazanego z fotografia, dostaje działe serotoniny i karmie w ten sposob uzaleznienie. NIe musze nawet robic zdjec – wystarczy gadac o fotografii, czytac o fotografii, lapac fotograficzne okazje na ebayu, od albumow, przez filmy az po sprzet. Wydaje mi sie, ze koncowy efekt nie ma dla mnie az tak duzego znaczenia. Powiem wiecej – odbitka wymaga wysilku, kop jest umiarkowany, wiec mi sie po prostu na tym etapie odechciewa. Ta koncepcja tlumaczy takze moje przywiazanie do fotografi tradycyjnej. Fotografia cyfrowa to po prostu dla mnie za slaby stuff. Od dwudziestu kilku lat, te strzaly serotoniny zwiazane byly z materialnym filmem, wiec niematerialna cyfra odpada w przedbiegach. Bo gdy spojrzec racjonalnie, to jakos wyjatkowo tego filmu nie wykorzystuje. I tak w 90% konczy sie na skanowaniu. Ale uzalezniony nie mysli przeciez racjonalnie. Po dwudziestu kilku latach, patrzac na zimno, wrocilem do prawie takiego samego sprzetu na jakim zaczynalem. Tyle, ze ten, ktory mam teraz jest pierdyliard razy drozszy. A ze przy okazji, z tego uzaleznienia jednak czasem cos wychodzi? Nie pozostaje mi nic tylko sie cieszyc. No chyba, ze kwalifikuje sie na terapie :-P
paź 5, 2009
Reply
Fotografia, na dłuższą metę,to najwierniejsza kochanka spośród męskich zdrad i uzależnień.
No i mnie również „kręci sława Wielkiego Fotografa: :-)
paź 5, 2009
Reply
„W życiu piękne są tylko chwile…” — te, które pamiętamy, jak i te, których pamięć przy zderzeniu z zatrzymanym ujęciem tworzą nas od nowa. Kiedyś pytałeś „kiedy” powstaje zdjęcie — chyba w tych chwilach w których nie trzeba nawet migawki, wystarczy pamięć. Zbieram wspomnienia, uczę się, poznaję, żyję — aparat mi tylko w tym pomaga (gdyby nie było aparatów, pewnie bym szkicował, albo coś podobnego robił). Zdecydowanie, tu nie chodzi o zdjęcie.
paź 5, 2009
Reply
ciekawy temat. to jest przypuszczam podział na fotografię amatorską i profesjonalną. amator nie musi robić odbitki ani drukować w prasie, potrzebuje samej czynności, a profesjonalista niestety musi myśleć o efekcie końcowym na zdjęciu do druku. cz. miłosz w książce „Ogród sztuk” pisze o tym jak współcześnie w sztuce nastąpiła degradacja, że artystą mozna już być wykonując samą czynność tworzenia a nie tworzyć gotowe dzieło. ma rację. to degradacja, popkultura. a najciekawsze jest to że to właśnie amatorzy sa najbardziej zajadli w obronie swojej „sztuki” a właściwie w obronie swojej przyjemności w „zajmowaniu się” fotografią, bo niczego nie tworzą. w moim rozumieniu jeśli ktoś robi odbitki nawet w domowej ciemni może uchodzić za profesjonalistę, to zalezy od efektu na zdjęciu. a jak ktoś tylko „lubi” się tym zajmować to jego prawo. ale trzeba rozróżnic te dwa rodzaje bo są nieporozumienia kiedy do dyskusji przystępuje amator ze swoją „wizją” i profesjonalista z jasno określonym celem.
paź 5, 2009
Reply
Wiecie, przede wszystkim wg mnie to pytanie nie jest równoznaczne pytaniu „Dlaczego robię zdjęcia” – oddzielmy je od siebie, ok?
Jestem szczęśliwy słysząc, że kop adrenaliny nie jest wcale tak rzadki, jak myślałem – ja sam często łapię się na tym, że zapominam o moich lękach, czy złych warunkach pogodowych… :)
Nie potrafię się jednak (@wezzire) do końca zgodzić z Panem Miłoszem, który twierdzi, że focus na procesie tworzenia, zamiast na gotowym dziele to degradacja.
Profesjonaliści z ich jasno określonymi celami robią przede wszystkim pod klienta (a klient dzisiaj, to nie to samo co 100 lat temu) – a jeśli już chcemy mówić o sztuce, to gdzież równanie do gustu tłumu można nazwać sztuką?!
paź 5, 2009
Reply
Rudolf
ta degradacja to słowo ode mnie. CzM nie oceniał tego aż tak, po prostu zauważył ale ze smutkiem. ale dawno to czytałem.
a podnieta w trakcie tworzenia występuje myślę u wszystkich twórców kiedy przelewa się pomysł do realu. bez tego chyba nie dałoby się tworzyć! jeśli podnieta towarzyszy tworzeniu to chyba wszystko jest jak najbardziej ok. to część tworzenia.
żeby tylko czymś sie to kończyło, jakimś zdjęciem. a jak się nie kończy to chyba też tak wolno. każdy ma prawo robić co chce i jak chce. ale jak z procesu nie wynika zdjęcie to właściwie chyba nie o fotografię chodzi. bo obraz w wizjerze to z grubsza to samo co na zdjęciu. może zdjęcie powstaje już w wzjerze i wystarczy tyle? jednak myślę, że na zdjęciu kiedy wszystko jest zatrzymane jest inny obraz niż w wizjerze, tak zdecydowanie, więc raczej powinna być zrobiona odbitka, albo ostatecznie wersja elektroniczna. w ankiecie kliknąłem na zdjęcie.
paź 6, 2009
Reply
Fotografią zacząłem się bawić z nudów i desperacji.. że pośród pól kukurydzy Środkowego Zachodu zapiję się, zagram i zatracę w grze w kręgle i billardzie.. i tak umrę z przejedzenia hamburgerami z barbeque i curly fries, śpiąc i budząc się tylko z komputerami, ruterami i fajerłolami; I tak kupiłem duże auto, aparat foto, zapisałem na jakieś fora foto, poznałem ludzi, poczytałem i zacząłem jeździć po świecie.. i tak mi już zostało :) ba! zaraziłem tym żonę, która podczas ostatniego urlopu dzielnie tachała swoją Broniśkę SQA z trzema (!!!) szkłami po stromych zaukach miasteczek Toskanii. :D
paź 6, 2009
Reply
Ja bym nie rozdzielał tych dwóch pytań, ponieważ tak naprawdę jedno implikuje drugie i odpowiedź na „czy liczy się tylko zdjęcie” bez odpowiedzi na „dlaczego robię zdjęcia” musiałaby być bardzo ogólna, a chyba nie o to chodzi?