wtorek
Artykuły, Czarno-białe, Felietony gościnne, Fotografie, Kadrowane w kwadrat, Marudzenie, Pisane prozą, Plenery fotograficzne, Wkręty historyczneTwierdza
Plener nie zapowiadał się obiecująco. Ranek był zimny i pochmurny, wiał porywisty wiatr. Chowałem ręce w ciepłych kieszeniach, ściskałem w ręku kluczyki do samochodu. Rudolf pojawił się punktualnie.
- Zimno.
- Ale jest wiatr!
- Chodzi ci o chmury?
- Mhm.
Wsiedliśmy, zapaliłem silnik i ruszyliśmy po Keeka.
Około 1880 roku Francuz Etienne Jules Marey wymyślił aparat zbudowany jak strzelba, którą mógł mierzyć do celu. Tak pisał o swoim wynalazku: „Aparat ma formę i rozmiary broni palnej. Pozwala fotografować obiekt brany na cel dwanaście razy na sekundę”. W tym czasie Niemiec Ottomar Anschutz za pomocą aparatu fotograficznego pracował nad udoskonaleniem marszowego kroku żołnierzy. Słynny lot balonowy Nadara już w tamtych czasach był zapowiedzią późniejszej wojskowej fotografii zwiadowczej. Edward Steichen, dyrektor Naval Photographic Institute zebrał do archiwum około dwóch milionów odbitek. W „The Fighting Lady”, filmie dokumentalnym wyprodukowanym przez tę instytucję jest sekwencja zdjęć wykonanych z kamer umieszczonych bezpośrednio na działach przeciwlotniczych dokonujących ostrzału wrogich jednostek.
Do Twierdzy Modlin dotarliśmy około jedenastej. Pogoda jakby się poprawiła, chmury się rozrzedziły i momentami odsłaniały słońce. Wiatr jednak był ciągle mocny, oświetlenie zmieniało się szybko. Wokół królowały drzewa, zasłaniały widok. Byłem ciekaw Twierdzy – z nas trzech tylko Keek był tu wcześniej (ale gdzież on już wcześniej nie był?). Czarne, metalowe schodki prowadziły w górę do ścieżki między drzewami. Ciągle nic ciekawego – Twierdza zdawała się być wciąż tajemnicza jak ogród z powieści Frances Hodgson Burnett.
John Heartfield, autor fotomontaży dla „Arbeiter Illustrerte Zeitung”, widział w fotografii broń w walce proletariatu. Jego zawołania „Używaj fotografii jako broni!” Roland Gunter użył jako tytułu dla swej książki. Czasopismo „Volksfoto” będzie się powoływać na to hasło jeszcze po kilku dziesięcioleciach: „Nic nie byłoby bezpieczne przed fotografem amatorem. Mógłby się on nauczyć wykorzystywać aparat nie tylko ku swojemu zbudowaniu, ale i jako broń”.
Twierdza okazała się mało fotogeniczna, albo nie dopisywała mi wena. Ceglane budynki były mocno zarośnięte, zdewastowane okna zakratowane. Żaden interesujący kadr nie pojawiał się przed okiem. Umilałem sobie czas pogawędką z Rudolfem, szliśmy powolnym krokiem. Keek zniknął nam z oczu jakiś czas temu, kierowaliśmy się więc w stronę, w której mieliśmy nadzieję go znów go dostrzec.
Za Wikipedią: niektóre obiekty Twierdzy Modlin posłużyły jako plany filmowe w znanych polskich filmach, m.in. w:
- „C.K. Dezerterach” – sceny koszarowe (prawie cała pierwsza część), mieszkanie Von Nogaja, końcowa scena wyjścia z koszar;
- „Kilerze” – scena obiadu w więzieniu;
- „Avalonie” Mamoru Oshii – ruiny spichlerza posłużyły za plener jednego z etapów;
- „Oficerach”, odc. 12 – w scenie przekazania Granta Toporowi;
- „Przeprowadzkach” – w jednym z odcinków w czasie przeprowadzki postój zrobiono przed koszarami.
- „Jutro idziemy do kina” – scena przed bramą
i inne.
W 1994 Lynn Hershman w America’s Finest umieścił za celownikiem przerobionego karabinu M16 potworne obrazy historyczne. Za każdym naciśnięciem spustu pojawia się inny, przejmujący obraz. Broń stała się aparatem, który bierze na cel zarówno wyświetlane fotografie jak i oglądającą je osobę.

W końcu się znaleźliśmy. Keek, któremu padła bateria w komórce, stracił nadzieję na odnalezienie nas i szedł już na stację by wrócić pociągiem. Tam napotkał nas – zrezygnowaliśmy z fotografowania zimnej i zamkniętej Twierdzy i szukaliśmy motywów kolejowych. Niestety, z podobną skutecznością jak w Twierdzy.
Większość czasu w drodze powrotnej spędziliśmy zatopieni w swoich myślach.
Post Tags: broń, plener, Twierdza Modlin
Wpisy powiązane
Related Post
Popularne
- Prezenty i gratisy od Zawsze Kwadratu (157)
- Wciąż można znaleźć samorodki (104)
- Biznes wg Mistrzów (99)
- Co zrobić? (85)
- O tym, jak fotografia analogowa przyniosła mi ulgę (83)



paź 14, 2009
Reply
„Większość czasu w drodze powrotnej spędziliśmy zatopieni w swoich myślach”.
Prawdopodobnie rozumiem Wasz nastrój, wyczuwam taki jesienny charakter tego wpisu.
Niby tylko relacja z wyprawy w plener a człowieka nachodzą refleksje.
Poszukiwanie weny; zgłębianie tajemnicy;
Może tak jest zawsze, że gdy przychodzi jesienna pora to człowiekowi zbiera się na „zatapianie w myślach”.
PS. a może to nie przypadek, że jednemu z Was padła bateria a reszcie nie dopisywały kadry?!
Twierdza to pewnie niezły samograjek a jednak się okazało, że zgłębienie jej tajemnicy do łatwych nie należy.
Przeczytałem ten wpis słuchając muzyki odpowiedniej do rozbujania własnych myśli i wyobraźni.
Każdy ma taką melodię, myślę, że wtedy do końca poczuje się klimat tego wpisu.
paź 14, 2009
Reply
Panie Robercie, a tak konkretnie to o co cho? Bo jeśli to miała być literatura to brakuje podstawowej wiedzy – narracja jest nieudolna: ani humoru ani konsekwencji ani lingwistycznej finezji. O czym pan chciał napisać? Czy o tym, ze wiał wiatr ? Czy cytat z wikipedii miał służyć za tło twórczej niemożności? A ten „umundurowany strażnik”? Widział pan kiedyś nieumundurowanego strażnika? Hę? Nosz kurna, w opowiadaniu musi być jakiś temat. Że co, że trzech gości się spotkało i pstrykało? To powód zbyt wątły, żeby o tym pisać.
paź 14, 2009
Reply
aaa.. za krótkie :) właśnie się wczułem, poczułem klimat, przeniosłem w czasie, nastroiłem, a tu koniec opowieści. pozostając z uczuciem niedosytu od zdania ‘w końcu się znaleźliśmy’ (które powinno być na końcu) gratuluję kadrów, zwłaszcza kolejowego :)
paź 14, 2009
Reply
Ha! Właśnie rozważałem wizytę w Modlinie, lecz obawiałem się, że jest to tak duże, iż „z bliska nie widać lasu”. W dodatku zdjęcia z Googla nieciekawe. No i świetnie mi się trafił ten tekst potwierdzając moje obawy – chyba chwilowo wyleczyłem się z potrzeby wizyty (może większy potencjał byłby w porze [niemal] całkowicie bezlistnej? W nocy???)
A swoją drogą: samograj – źle, antysamograj – też niedobrze… :)) Myślę, że wyzwaniem dla Mistrza jest przedstawić antysamograj tak dobrze, że wszystkim wydaje się być najłatwiejszym z samograjów.
Coś jak balet na pointach z anielskim uśmiechem na twarzy… :)
[mr.]
paź 14, 2009
Reply
„O co cho?”. Może chodzi o to, że Twierdza dobrze się broni przed naszą fotograficzną bronią, a może o to, by pamiętać o ładowaniu swojej komórki, a może o podziękowanie Rudolfowi i Keekowi za wspólny wyjazd na zdjęcia. Nie ma morału i nie trzeba traktować tego wszystkiego tak bardzo poważnie, ani Pan płaci za czytanie tego tekstu, ani ja na nim nie zarabiam… Pozdrawiam!
paź 14, 2009
Reply
No i o to właśnie chodzi w blogu. A wogóle to kiedyś ktoś tu powieść zaczął pisać, czemu tego nie ma, kto jest za to odpowiedzialny, kto to blokuje. A bohaterom ja się dziwię, nie rozumiem jak mozna chodzić całą bandą na fotografowanie, ktoś widział kiedyś tropiącego psa ze swoimi psimi kumplami? Poszukiwanie tematu to takie troche tropienie i oglądanie się wtedy za kumplami tylko rozprasza. Jedyną sytuacją kiedy towarzystwo kumpli jest sprzyjające to fotografowanie wśród ludzi, wtedy dodają mi odwagii.
paź 14, 2009
Reply
Robert ( pozwolę sobie mniej oficjalnie ) – spoko, staram się mieć dystans wobec rzeczywistości wirtualnej i wcale nie traktuję tego poważnie… Mój zakres tolerancji na tekst w internecie jest wielki jak Chiny Ludowe. W przeciwnym razie nie odzywałbym się tu przecież wcale;) Wczoraj miałem kiepski humor a twój tekst obudził we mnie krytyczną zrzędę, no, tak bywa. Tekstu nie zrozumiałem, bazy nie wyczaiłem, w twierdzy Modlin nie byłem. Nie zarzucaj mi jednak śmiertelnej powagi i szukania wszędzie morału bo to nieporozumienie.
Spróbuj mnie zrozumieć: pal licho morały – tekst nie musi mieć morału, nie musi być tez sztuką słowa, może być nawet wyrazem czystej ekspresji ale nie powinien ignorować mnie jako potencjalnego czytelnika… komuś, kto nie zna jakichś szczególnych okoliczności – nie dajesz tym wpisem żadnego punktu zaczepienia. No ale czy musisz? Pewnie, że nie – ale byłoby miło ;))) ( no bo…to trochę tak jakbyś w towarzystwie mówił do kilku wybranych osób , nie wiem może się mylę, jak się mylę to wychylę, a pierwsze zdjęcie ekstra jest mz)
Kolega przywołał tu niedokończoną powieść „rozdział 1” – też chętnie dowiedziałbym się jakie perypetie zafundował autor swojemu sympatycznemu bohaterowi. Było 100 wpisów, duże zainteresowanie i emocje w komentarzach, że tylko pomarzyć. Więc popieram ściganie i przykładne ukaranie osób odpowiedzialnych za blokowanie Autora jeśli takowe istnieją. A poza tym to Kartagina powinna być zburzona.
paź 14, 2009
Reply
Eeee czepiasz sie Tomasz… :)
Życie z reguły nie ma morałów, nie ma punktu zaczepienia i nie ma sensu generalnie…
A jednak co rano wstajesz i odpalasz kompa i robisz fotki i parzysz kawę….
Zbyt wysublimowane oczekiwania mogą nigdy nie znaleźć spełnienia….
Tekst jest poszarpany jak sama Twierdza i tutaj doszukiwałbym się morału – jeśli już w ogóle…:)
Mnie interesuje co innego… jak oglądam otworki, to zazwyczaj wiem, że to otworki, bo ta winieta, to mydełko i ten klimat.
Tymczasem ostatnimi czasy (masło maślane) techniczne zaawansowanie otworków niszczy całą filozofię otworka! [czy ja pisze o seksie czy tylko mnie się zdaje?!:)]
Cała magia niedoskonałości otworka jest niszczona przez coraz bardziej precyzyjne aparaty, które już nie sa magicznym mydłem i nie dają aury zadymionego świata z pudełka po butach….:(
Era otworka jest zjadana przez technikę…. Coś, co z zasady miało być anty-techniką (dziura i ciemnia) staje się nagle dopracowanym urządzeniem rejestracyjnym.
Ale przecież my mamy już takie urządzenia – cyfry.
Po co więc udoskonalać otworek!?
I te zdjęcia są tego przykładem. Ja wiem, że to otworek, ale one nie wyglądają tak jakbym chciał by wyglądał otworek i gdyby autor nie zaznaczył tego – to bym palnął, że to ŁOMO.
paź 14, 2009
Reply
Czy mogę zapytać autora:
jakie cele postawił sobie autor udająć się do T.Modlin z aparatem?
innymi słowy:
co miało być w sensie fotograficznym tego efektem?
paź 14, 2009
Reply
@iczek: Zgadzam się absolutnie co do filozofii otworka. W moim przypadku udoskonalałem otworek by zmniejszyć winietowanie i w pełni cieszyć się szerokim kątem. W przypadku pokazanych fotek użycie otworka było bezzasadne – nie widać tych cech otworka, które go „usprawiedliwiają”: dużego kąta widzenia, nieskończonej GO i charakterystycznej pracy pod światło. Myślę, że to siła nawyku…
@wezzire: Nie stawiałem sobie celów fotograficznych poza takimi, by dostarczyć sobie nowych bodźców i okazji do zrobienia zdjęć. Czyli chodziło o przyjemne spędzenie czasu, wyżycie się w swoim hobby. Zdjęcia, które przy okazji powstają są nagrodą, motywacją i pretekstem do kontaktów międzyludzkich z innymi pasjonatami fotografii. Tylko tyle i aż tyle.
paź 14, 2009
Reply
@robert
dzięki za odp.
byłem ciekawy z tego powodu, że jak sam cytowałeś, TM była częstym „planem” filmowym. a na planie coś się dzieje. zdjęcia, które wykonałeś i które wykonałbyś w TM są technicznie poprawne, ale jest na nich tylko plan, tło. uważam, że to za mało. dlatego byłem ciekaw jak na to rzeczywiście patrzysz. czy aura przeszkodziła opowiedzieć jakiś temat. teraz wiem i trafniej rozumiem twój wpis.
paź 15, 2009
Reply
a mnie się podoba… troszkę tajemnicze, bardzo leniwe i dające do myślenia
paź 15, 2009
Reply
No to zaczęła się zima w Kościelisku, że tak powiem de la’ masakra, ludzie na letnich oponach, drzewa połamane i wiosłowanie podjazdu co ranek :) Trzy pełno wymiarowe sosny i lipę złamało wczoraj w nocy.
Trochę nie na temat, ale zamieszczam flagowy dowcip, jak już się pośmiejecie to można wywalić ten wpis :)
12 SIERPNIA.
Przeprowadziliśmy się do naszego nowego domu, Boże jak tu pięknie. Drzewa wyglądają tak majestatycznie. Wprost nie mogę się doczekać, kiedy pokryją się śniegiem.
14 PAŹDZIERNIKA.
Bieszczady są najpiękniejszym miejscem na ziemi! Wszystkie liście zmieniły kolory-tonacje pomarańczowe i czerwone. Pojechałem na przejażdżkę po okolicy i zobaczyłem kilka jeleni. Jakie wspaniałe! Jestem pewien, że to najpiękniejsze zwierzęta na ziemi. Tutaj jest jak w raju. Boże, jak mi się tu podoba.
11 LISTOPADA.
Wkrótce zaczyna się sezon polowań. Nie mogę sobie wyobrazić, jak ktoś może chcieć zabić coś tak wspaniałego, jak jeleń. Mam nadzieję, że wreszcie zacznie padać śnieg.
2 GRUDNIA.
Ostatniej nocy wreszcie spadł śnieg. Obudziłem się i wszystko było przykryte białą kołdrą. Widok jak z pocztówki bożonarodzeniowej. Wyszliśmy na zewnątrz, odgarnęliśmy śnieg ze schodów i odśnieżyliśmy drogę dojazdową. Zrobiliśmy sobie świetną bitwę śnieżną (wygrałem) a potem przyjechał pług śnieżny i znowu musieliśmy odśnieżyć drogę dojazdową. Kocham Bieszczady.
12 GRUDNIA
Zeszłej nocy znowu spadł śnieg. Pług śnieżny znowu powtórzył dowcip z drogą dojazdową. Po prostu kocham to miejsce.
19GRUDNIA.
Kolejny śnieg spadł zeszłej nocy. Ze względu na nieprzejezdną drogę dojazdową nie dojechałem do pracy. Jestem kompletnie wykończony odśnieżaniem. Pieprzony pług śnieżny.
22 GRUDNIA.
Zeszłej nocy napadało jeszcze więcej tych białych gówien. Całe dłonie mam w pęcherzach od łopaty. Jestem przekonany, że pług śnieżny czeka tuż za rogiem, dopóki nie odśnieżę drogi dojazdowej. Skurwysyn!
25 GRUDNIA.
Wesołych Pierdolonych Świąt! Jeszcze więcej gównianego śniegu. Jak kiedyś wpadnie mi w ręce ten skurwysyn od pługu śnieżnego…przysięgam-zabiję. Nie rozumiem, dlaczego nie posypią drogi solą, żeby rozpuściła to cholerstwo.
27 GRUDNIA.
Znowu to białe gówno napadało w nocy. Przez trzy dni nie wytknąłem nosa, z wyjątkiem odśnieżania drogi dojazdowej za każdym razem, kiedy przejechał pług. Nigdzie nie mogę dojechać. Samochód jest pogrzebany pod górą białego gówna. Meteorolog znowu zapowiadał 25cm tej nocy. Możecie sobie wyobrazić, ile to oznacza łopat pełnych śniegu?
28 GRUDNIA.
Meteorolog się mylił! Tym razem napadało 85cm tego białego cholerstwa. Teraz to nie odtają nawet do lata. Pług śnieżny ugrzązł w zaspie a ten łajdak przyszedł pożyczyć ode mnie łopatę! Powiedziałem mu, że sześć już połamałem kiedy odgarniałem to gówno z mojej drogi dojazdowej, a potem ostatnią rozwaliłem o jego zakuty łeb.
4 STYCZNIA.
Wreszcie wydostałem się z domu. Pojechałem do sklepu kupić coś do jedzenia i kiedy wracałem, pod samochód wpadł mi cholerny jeleń i całkiem go rozwalił. Narobił szkód na trzy tysiące. Powinni powystrzelać te pieprzone zwierzaki. Że też myśliwi nie rozwalili wszystkich w sezonie!
3 MAJA.
Zawiozłem samochód do warsztatu w mieście. Nie uwierzycie, jak zardzewiał od tej pieprzonej soli, którą posypują drogi.
18 MAJA.
Przeprowadziłem się nad morze. Nie mogę sobie wyobrazić, jak ktoś kto ma odrobinę zdrowego rozsądku, może mieszkać na jakimś zadupiu w Bieszczadach.
paź 15, 2009
Reply
:)) … do czasu jak się człowiek nie przeniesie nad morze i go tam wywieje i zaleje..