Zawsze Kwadrat

Sign In

RSS


1240
uzaleznionych
od ZawszeKwadratu

paź 15
czwartek
Felietony gościnne, Książki i albumy, Zdjęcia kolorowe
Wykadrowane na gorąco – o Susan Sontag w Krainie Cyfrowej

W kwadratowym kadrze pojawił się ostatnio artykuł Rudolfa o książce Susan Sontag. Jak zwykle zaczepnie i z otwartą tezą. No i ok. Wyraziłem wtedy wątpliwość, czy to właściwy czas na dyskusję o tej książce i po przeczytaniu komentarzy  dalej tak sądzę. Otóż jest tu  kilka trudności,  z których jedna jest bardzo prozaiczna, a inne trochę mniej. Więc najpierw ta pierwsza,  ta prozaiczna:

…to fakt, że książka jest fizycznie prawie niedostępna i być może jest tak, że …niewielu ją przeczytało? A ci co czytali – nie odzywają się?

Jestem przekonany, że po ukazaniu się drugiego polskiego wydania – rozmowa weszłaby we właściwie tory i – być może interesujące – spory. Byłbym ich ciekaw – szczególnie odbioru przez młodszych czytelników ZK, bo to często oni wyznaczają przestrzeń dyskusji. Byłbym ciekaw czy ten list z przeszłości, jakim jest książka Susan Sonntag, dotrze do adresata w czasach cyfrowej rewolucji? A jeszcze bardziej interesująca byłaby konfrontacja ich odbioru z opiniami tych, którzy mają duże doświadczenie w fotografii i mieli tę lekturę już na biurku.

Nie dziwię się dużemu zainteresowaniu tą książką, bo stała się legendą , ba, wręcz mitologią, a wśród chaosu internetowej walki na słowa i gesty, trwają nieustanne poszukiwania świętego Graala Fotografii  i obiecanej ziemi zasad jasnych i pewnych… No, powiedzmy otwarcie: poradnik to nie jest. Drogowskazów nie daje, ale daje do myślenia. O ile mi wiadomo – książka jest w przygotowaniu i ma się ukazać już 30 października.  (Być może Rudolf miał kilka starych egzemplarzy i chciał wywołać wzrost ich cen na allegro ;) )

fot: Harold Edgerton, 1957
fot: Harold Edgerton, 1957
Mniej prozaiczne przyczyny wiążą się z trudnością, jaką niesie ze sobą sam tekst, który traktując o fotografii, stale balansuje między różnymi sposobami opisu : raz widzimy fotografię w jej nieustannym rozdarciu między rejestracją rzeczywistości a pretensjami do bycia sztuką, między realizmem a ekspresją, innym razem jako “nową gramatykę widzenia”  – medium, które każe nam inaczej patrzeć na rzeczy już znane, obojętnie czy to będzie liść kapusty Westona, czy kropla mleka Harolda Egdertona. Czy to będzie człowiek, architektura, robak czy śmietnik na podwórku sąsiada. (Szczególnie ciekawie jest o tym w rozdziale „Heroizm widzenia”).

Dalej, mamy wreszcie fotografię na tle przemian społecznych XX wieku, mód, trendów i ideologii i ich wzajemnych oddziaływań, i w końcu filozoficzną refleksję nad udziałem fotografii w radykalnym „przeciwstawieniu osobowości i świata” (ja a cała reszta). Mamy mnóstwo odniesień do dyskusji miedzy fotografami na przestrzeni dziesięcioleci. No i właśnie. Te dyskusje. Książka Sontag jest zapisem stanu świadomości w obszarze fotografii i sztuki sprzed kilkudziesięciu lat!! A ileż w niej przykładów sporów, które teraz – wraz z rozwojem fotografii cyfrowej i eksplozją fotograficznego zawłaszczania świata – w mniej lub bardziej wybrednych formach samosieją się  w wirtualnej karuzeli komunikacyjnej? Czy  to nie daje do myślenia? Czy oznacza to, że pytania te są nie do pokonania i każda generacja miłośników fotografii będzie musiała się z nimi rozprawić na swój sposób?

No i kolejna trudność: to jest taka książka, że właściwie można otworzyć ją w dowolnym miejscu i znaleźć jakieś zdanie, które mogło być napisane wczoraj albo dziś!  Czy to nie ciekawe, że  tak narzekamy dziś na „szybkie fotografowanie” , na „fastfudyzację” Jaśnie Pani Fotografii, że coraz więcej pary idzie w kierunku odgrodzenia się od tego, co nowe i tworzenia ewangelii, które już kiedyś zostały napisane? Hę?

Dlatego utrzymuję, że nie jest to lektura łatwa. Tekst jest napisany przystępnym językiem, owszem, ale nie dość, że dotyka trudnych tematów, to jest gadatliwy jak sama fotografia. Żeby coś powiedzieć, trzeba posłużyć się kadrowaniem. Dlatego z tego ogromnego supermarketu treści, wrzucę do koszyka tylko jeden cytat z rozdziału „Fotograficzne ewangelie”:

„Miarą obecnego nastroju zwątpienia w fotografii może być jedno z ostatnich stwierdzeń Cartier- Bressona, który utrzymuje, że fotografia jest najprawdopodobniej zbyt szybka. Kult przyszłości występuje na przemian z pragnieniem powrotu do bardziej rzemieślniczej przeszłości – gdy obrazy wciąż jeszcze posiadały aurę i sprawiały wrażenie „domowego wypieku”. Nostalgia za jakimś dziewiczym stadium fotografii kryje się u podstaw obecnego entuzjazmu wobec dagerotypów, pocztówek trójwymiarowych, zdjęć rodzinnych, dzieł zapomnianych fotografów z końca ubiegłego stulecia i początku obecnego, dzieł prowincjonalnych i komercyjnych.” ( s. 117 )

Dlaczego akurat ten cytat, dlaczego akurat z tego rozdziału? Bo gdyby wyrzucić z niego nazwisko słynnego fotografa a w miejsce dagerotypów wstawić tradycyjną fotografię analogową, tzw. techniki szlachetne i ostatni wypust polaroida, to okaże się, że zdania te mogły powstać na dowolnym współczesnym blogu lub forum fotograficznym. No tak, ili niet?

A jeśli tak, to czy coś z tego wynika dla nas jako ludzi próbujących rozmawiać o fotografii?

No bo… czym się różnili zwolennicy „domowych wypieków” w analogowych czasach od tych wszystkich, którzy dzisiaj – w epoce cyfrowej lekceważą fotografie z matrycy i powtarzają analogowe mantry? Czy to naprawdę walka o dobry gust czy po prostu powrót pewnej mody?


Post Tags: , , , ,

31 Responses to “ Wykadrowane na gorąco – o Susan Sontag w Krainie Cyfrowej ”
  1. Wiedza historyczna o dyskusjach z przed kilkudziesięciu lat okazuje się inspirująca, a uniwersalność tego cytatu faktycznie jest zaskakująca. Z drugiej strony pokazuje, że dyskusje i spory nigdy się nie skończą, są jak wieczne kadrowanie bez szansy na ostateczną decyzję o wyzwoleniu migawki. Od wielkiego wybuchu nie ma we wszechświecie równowagi, nie ma jej w istotach żyjących więc sznasa na const wynosi 0. Chyba każde rozstrzygnięcie jakiegokolwiek dylematu musi być szyte na własną miarę, powinno mieć metkę :”do użytku osobistego”, jak buty.

  2. Czarodziej z Bombaju

    paź 15, 2009
    Reply

    Pani Niedziela trochę marudzi. Może to hormony. Tak na pewno.

    Pytania te są nie do pokonania, nein.

    HCB ma rację. Szybko jechać znaczy mało widzieć. Przypadkowe dobre zdjęcie to żadna reguła. Trzeba szukać, patrzeć i myśleć, a temu pośpiech nie sprzyja.

    Mam nadzieję, że informatycy pomiędzy kolejnymi dawkami penicyliny wymyślą cyfrowy obraz jak z polaroidu a nie jak z telewizora.

  3. Tomasz Pawłowski

    paź 15, 2009
    Reply

    @io3times – z tymi butami to chyba niezłe porównanie.
    @czarodziej – “Niedziela” hehe… dobre… Sontag to nazwisko po ojczymie a nazywała się właściwie “płatek róży”..hm.. Rosenblatt ;

    Coś muszę przy tej okazji wyjaśnić: Powyższy tekst napisałem bezpośrednio po tekście Rudolfa o książce Susan Sontag i przeleżał trochę w poczekalni. Po emocjach związanych z wpisem o naszych fotograficznych wariactwach i “fotografowaniu domem” wcześniej wybrany przeze mnie cytat o “domowych wypiekach” nabrał niespodziewanie dosłownego znaczenia… ( niezamierzonego rzecz jasna )

    Żeby nie ględzić to w punktach:

    1. „fotografowanie domem” Rafy nie uważam za ciekawy eksperyment fotograficzny ale jako interesujące działanie artystyczne.
    2. wezziere może nie wczuł się w „rozczochrany „ charakter tamtego wpisu ale: gdyby zaczął tak jak skończył to przyznałbym mu od razu rację, bo mysl była einsteinowsko prosta: rób tak prosto jak to możliwe, ale nie prościej. Ale patrzył na to jako praktyk chyba, a praktyka bywa w napięciu ze swiatem wyobraźni
    3. Wypieki domowe to dzisiaj foty analogowe. Albo otworki. Albo cross. Albo znowu coś. Jakość zdjęć tradycyjnych jest ciągle jeszcze lepsza niż tych, które oparte są na zapisie cyfrowym. Klatka małego obrazka filmu ISO 100 ma ok. 60 mln ziaren srebra a to można przełożyć na liczbę pikseli matrycy. Technika idzie do przodu i to są tylko kwestie techniczne. To jest kwestia czasu…
    4. najważniejszy w fotografii jest koncept i przekaz . Zwłaszcza dziś staje się to bardzo widoczne. MASÓWKA CYFROWA NIE JEST ZŁA, DLATEGO ZE JEST CYFROWA A NIE ANALOGOWA. Wolna czy szybka. Fotografia nie musi być koniecznie wynikiem ciężkiego porodu ale moze być np. randką z nieznajomą. Jest zła wtedy, kiedy nie ma w niej pomysłu, kiedy nic ze sobą nie niesie, kiedy biegnie automatycznie i szybko obok realnego świata albo kiedy powtarza klisze popkultury.
    5. ja się nie zgadzacie, to przynajmniej powiedzcie Sparcie, ze walczyłem :)))

  4. Sontag liźnięta. to jeden z masy aspektów tej publikacji i nie ma co się nad tym akurat cytatem brandzlować, wybaczcie sformułowanie. powyższy artykuł [zgadzam się z tym co w sobie zawiera, żeby nie było] to próba recenzji formy, która sama jest recenzją, bryku z bryka. To trzeba przeczytać, przeżyć i ustosunkować się wewnętrznie, a za jakiś czas przeczytać jeszcze raz żeby zrewidować co się zmieniło w nas samych, a nie w fotograficznym wyścigu zbrojeń trwającym od kilkunastu dziesięcioleci. Tu trzeba zatrzymać się nad treścią, pomyśleć. Zatrzymać się, trudne słowo. Pomyśleć. To jest książka, a nie wpis w blogu.

  5. książka jest dostępna na ibeju za 5$. Jest w języku angielskim oczywiście.

  6. Tomasz Pawłowski, jak możesz mówić o czymś czego nie widziałeś? i nie tylko Ty. Trafnie oceniłeś to jako działanie artystyczne, ale bez zapoznania się z owocami działania wnioski mogą być błędne. Jeśli Cię to interesuje pewnie kiedyś tu przyjedziesz.

    Wymyślam różne działania po to by łamać bariery, moje poprzeczki, które stawiam a później ze złośliwym uśmieszkiem niszczę. Niektórym od tego palą się obwody i bardzo dobrze, tak mało być choć to efekt uboczny.
    Pewnie zauważyłeś że w fotografii wszystko ma znaczenie? każdy element?

    A do esejów Sontag trzeba dorosnąć tak jak do dyskusji na tym blogu.

  7. Tomasz Pawłowski

    paź 16, 2009
    Reply

    @ góral – po angielsku, tak, czyli w praktyce prawie niedostępna. Bo w Polsce póki co posługujemy się językiem polskim ;)
    @Rafa – kilka kwestii:
    1. właśnie dlatego, ze nie widziałem zdjęć nie mogę uważać ich za ciekawy eksperyment fotograficzny. ( nie napisałem przecież, że jest „nieciekawy” , właśnie zawiesiłem ocenę na kołku a pisałem o tym po to żeby uprzedzić ewentualne błędne skojarzenia z „domowym wypiekiem” z cytatu, coś przewrażliwiony chyba jesteś przeca mówię ad rem a nie personam, bo się nie znamy ;)
    2. Czuję się zaproszony, ale Sandomierz dalekoooo ( chyba ze ktoś powoła fundusz na wyjaśnienie sprawy i dodatkowe bezpieczniki na okoliczność ewentualnego przepalenia obwodów ;))
    3. „w fotografii wszystko ma znaczenie” , sorry Winnetou, to podejrzana teza – przynajmniej w takim sformułowaniu, bo jak wszystko ma znaczenie to najczęściej nic nie ma znaczenia.
    4. „dorosnąć do esejów Sontag” … powiem szczerze rafa, że nie przepadam za takimi sformułowaniami ale to może takie moje dziwactwo ?

    ps. Prośba: jesli ktoś nie ma wyraźnej potrzeby wymieniania nazwiska, to wolałbym zostać przy imieniu ( skoro w internecie i tak gadamy per “ty” )

  8. Tomasz, ≥dorosnąć do Sontag≥ nie było akurat do ciebie, jak czytam niektóre brednie to się samo nasuwa, niestety.

  9. @rafa
    ” …trzeba dorosnąć tak jak do dyskusji na tym blogu.”
    skoro ty rafo to piszesz to tak musi być. pozostaje tylko oddać pokłon.

    jeszcze raz pragnę ci zwrócić uwagę (moje zaskoczenie dotyczy twojej niezwykłej odporności na fakty) że Rudolf pisząc o fotografowaniu domem nie pisał tego w kontekście twojej twórczości. jeśli miało być inaczej kieruj pretensje do niego. weź to łaskawie pod uwagę.

    jesteś warhol to chwała ci. nie jesteś nic się nie dzieje, choćby konstytucyjna wolność nie stoi na przeszkodzie takim działaniom.

    @Thomas Pauluss
    ujawniłeś, że jesteś tłumaczem. to wytłumacz proszę dlaczego nie jesteś szczery ale zawsze politycznie poprawny. każdy inteligentny człowiek czytając twoje komentarze zauważy, że wiesz więcj niż piszesz i nie piszesz tego co naprawdę myślisz. dostosowujesz się do pewnego poziomu. z góry na wszelki wypadek piszę, że rozumiem konwecję rozmowy towarzyskiej i szczerość nie odgrywa w niej żadnej roli. wyjaśniam to aby nie dostać jakiegoś zarzutu z cyklu: jesteś nastolatkiem lub nie dorosłeś do pisania na tym blogu.

    Co do kwestii, którą poruszyłeś we wpisie. Jesteś humanistą i rozumiesz ten problem, ale wielu na formu to ludzie z całkiem innej bajki, do nich trafisz prostą mową lub dziwną koncepcją artystyczną, albo jak upozujesz się specjalnie artystowsko. każdy niemal komentarz to teza z góry nie do podważenia, samej dyskusji praktycznie nie ma.

    np.rafa wyżej napisał: “Tomasz, ≥dorosnąć do Sontag≥ nie było akurat do ciebie, jak czytam niektóre brednie to się samo nasuwa, niestety.” dobrze, że są osoby z takim autorytetem, które prosto, w oparciu o swój własny autorytet, sprawnie rozdają karty na formu.

    Jest coś pociągającego w fotografiach z negatywu, w większym formacie niż mały obrazek, ale czemu nie także na małym obrazku (to wyłącznie kwestia umiejętności), co powoduje, że fotografia się podoba. co to jest? nawet nie mam zamiaru nad tym deliberować. wszystko drogą doświadczalną. mam w domu na ścianach wiele dużych odbitek (nie swoich, to byłaby przesada) i ani jednej cyfrowej. dlaczego? nie wiem. tak się samo ułożyło. i tyle. albo coś jest na fotografii albo nie. fotografia nie może czekać aż się spodoba, czekać na komentarz, wyjaśnienie, fotografii jest dużo i natychmiast musi być wiadomo co jest z taką fotografią. czy ma to coś czy nie ma? odbitka analogowa ze średniego formatu, bo takie mam, ma całą gamę swoistych cech, których odbitka cyfrowa nie ma i nie zapowiada się aby w najbliższym czasie miała.
    ten sentymentalizm to moim zdaniem po prostu tęsknota za albo potrzeba czegoś prawdziwego, naprawdę atrakcyjnego. czegoś autentycznego, oryginału a nie stylizacji.

  10. Tomasz Pawłowski

    paź 16, 2009
    Reply

    wezzire – „fotografia nie może czekać aż się spodoba, czekać na komentarz, wyjaśnienie, fotografii jest dużo i natychmiast musi być wiadomo co jest z taką fotografią. czy ma to coś czy nie ma?”
    Podoba mi się takie postawienie sprawy, to jest – że tak powiem – zasada miłości od pierwszego wejrzenia i trudno się z nią spierać. Zauroczenie powstaje na poziomie podświadomym i stąd ma charakter pozadyskusyjny. Wszystko ok., chociaż czasem mi się wydaje, ze nawet najpiękniejsza kobieta staje się jeszcze piękniejsza w świetle dobrego komentarza.
    W kwestii analogowo-cyfrowej opowiadasz się za analogiem z powodu „atrakcyjności i autentyzmu”. I tu nie jestem już pewien. No nie jestem. Bo to jest autentyzm pozoru chyba, autentyzm opakowania a nie autentyzm obrazu fotograficznego. Rozumiem przywiązanie do niego, może to być ważne, ale wobec obrazu ma mz znaczenie drugorzędne. (Może nienajlepszy przykład ale jakiś: książka to nie okładka. Wyobrażam sobie bardzo pięknie wydane dzieła Józefa Stalina ale nie przekona mnie to do głębi jego myśli..;))

  11. Tomasz Pawłowski

    paź 16, 2009
    Reply

    @ Wezzire: z tą nieszczerością to pojechałeś:)) zaprzeczam kategorycznie. Nie jestem tez w posiadaniu wiedzy obciążającej zbyt mocno układ myślenia. Politycznie poprawny chyba nie jestem, bo nie rozpoznaję konturów partii, choć czujność rewolucyjną trzeba zachować , to jasne ;)
    Myślisz, ze nie miałem czasem wrażenia, że komentarze przypominają bardziej okazjonalne manifesty ? Niby tak, ale komunikacja internetowa ma swoje pułapki, każdy siada w innym czasie do rozmowy, raz jest więcej a raz mniej czasu, oprócz netu jest jeszcze ten głupi real:)))

  12. Panowie, robiąc niechcący kryptoreklamę – można już poczytać:

    http://www.f5-ksiegarnia.pl/Books,ViewBook,496.html

    a potem polecam poczytać to:

    http://www.f5-ksiegarnia.pl/Books,ViewBook,435.html

    Zwłaszcza, że wiele osób prowadzi długie i mądre dyskusje podpierając się szeregiem esejów Sontag – nie tylko z “On Photography”, ale nie wiele zdaje sobie sprawę z tego, że sama Sontag zweryfikowała dużą część swoich poglądów, zwłaszcza w kwestii funkcjonowania fotografii w społeczeństwie. Nastąpiło to m.in. w wyniku jej doświadczeń związanych z pobytem w oblężonym Sarajewie, kiedy mogła doświadczyć w dosadny sposób tego, jak rzekoma kalka rzeczywistości, czyli fotografia ma się do istoty tej rzeczywistości…

    A co do wielkiej dyskusji nad analogiem i cyfrą polecam fragment z samej Sontag:

    „potrzeba fotografowania wszystkiego nie wynika tylko z kwestii tego, że wszystko, co fotografujemy jest dla nas w jakiś sposób interesujące, ale też dlatego, że jesteśmy konsumentami obrazu i to konsumentami nienasyconymi – musimy mieć coraz więcej obrazów do konsumpcji” – czyż fotografia cyfrowa nie jest spełnieniem marzeń o niewyczerpanej studni?

  13. Tomasz Pawłowski

    paź 16, 2009
    Reply

    @svistakk – pięknie ładnie, tylko ze nie możemy mówić o wszystkim naraz. Jak polecasz w tym kontekście następną książkę to i tak ledwo dyszę. Kiedy Rudolf zapodał “O fotgrafii” pozwoliłem sobie jęknąć, że lektura niełatwa, na co Rudolf, ze spok. No to napisałem dlaczego uważam, ze niełatwa – pomimo że niby prostym językiem napisana. I wybrałem – z tego supermarketu – cytata takiego, żeby każdy mógł się do niego odnieść, bo dotyczy spraw na blogu często poruszanych. Uzasadniłem dlaczego. A ty już każesz czytać nastepną..:)) To nie krytyka … tylko próba znalezienia ścieżki dostępu do rzeczy istotnych dla nas tu i teraz a nie dla tych co zjedli wszystkie książki.

    Cytat, który podałeś jednak nie pochodzi z tej nowej, co ją polecasz, ale z książki, o której mówimy, ha. Z książki sprzed ponad 30 lat. Pytanie jest zasadne. Moja odpowiedź brzmi: nie. Fotografia cyfrowa nie jest spełnieniem marzeń o nienasyconej konsumpcji, a fotografia analogowa nie jest antidotum na choroby społeczeństwa kapitalistycznego, bo kiedy napisano książkę nie było innej fotografii jak analogowa.

  14. Tomasz Pawłowski

    paź 16, 2009
    Reply

    No a poza tym to Kartagina powinna być zburzona.

  15. @Tomek

    1) Napisałeś: „ Zauroczenie powstaje na poziomie podświadomym i stąd ma charakter poza dyskusyjny. Wszystko ok., chociaż czasem mi się wydaje, ze nawet najpiękniejsza kobieta staje się jeszcze piękniejsza w świetle dobrego komentarza.”

    Nie przeczę temu ani teraz ani we wcześniejszym komentarzu, gdzie napisałem: „fotografia nie może czekać aż się spodoba, czekać na komentarz, wyjaśnienie, fotografii jest dużo i natychmiast musi być wiadomo co jest z taką fotografią. Czy ma to coś czy nie ma?”

    Co nie wyklucza jej późniejszego jeszcze dojrzewania.

    2) Napisałeś: „W kwestii analogowo-cyfrowej opowiadasz się za analogiem z powodu atrakcyjności i autentyzmu”.

    Nie, nie wyraziłem tego. Wyraziłem się tak: „Jest coś pociągającego w fotografiach z negatywu, co powoduje, że fotografia się podoba. co to jest? nawet nie mam zamiaru nad tym deliberować.” A także w ten sposób: „mam w domu na ścianach wiele dużych odbitek i ani jednej cyfrowej. dlaczego? nie wiem. tak się samo ułożyło.”

    I jedno i drugie nie przesądza mojej opinii o fotografiach cyfrowych.

    3) Napisałem: „odbitka analogowa ze średniego formatu, bo takie mam, ma całą gamę swoistych cech, których odbitka cyfrowa nie ma i nie zapowiada się aby w najbliższym czasie miała.”

    To te cechy, których fotografia cyfrowa nie ma (tak uważam), to rysunek i specyficzne ziarno, głębia i inaczej wyostrzone krawędzie. To nie jest przeciwko f. cyfrowej ale to pochwała f. analogowej według mnie. Również odniesienie się do wpisu.

    4) Napisałem: „ten sentymentalizm to moim zdaniem po prostu tęsknota za albo potrzeba czegoś prawdziwego, naprawdę atrakcyjnego. czegoś autentycznego, oryginału a nie stylizacji.”

    To jest moja opinia do cytatu z książki.

    5) Pomyślałem, że tłumacząc z niemieckiego napotkałeś dużo ciekawych rzeczy, po których już nie jest tak samo jak przedtem. W moim przypadku, choć tylko czytelnika, nie jest tak jak przedtem.

    A ty? Lubisz polaroida i starą technikę czy nowe sytuacje? Ujawnij więcej.

  16. Tomasz Pawłowski

    paź 17, 2009
    Reply

    domowe wypieki smakują mi , moja teściowa jest Łotyszką i robi genialne placki z białego sera, rzecz absolutnie nieznana w Polsce, nie spotkałem jeszcze nikogo kto by je znał i nikogo komu by nie smakowały. Ale smakuje mi też pizza, jajecznica na boczku, sos z kurek i Kartoffelsalat. Resztę już właściwie napisałem, podoba mi sie wypiek analogowy ale antycyfrowe ewangelie i krucjaty uważam za modę, ideologię itp., a to to kwestia czasu. Fotografowie zawsze tworzyli różne mitologie a mitologie sa dobre ale nowe jest lepsze.

  17. @Tomek
    plus odrobina snobizmu blichtru i dorodne niewiasty.
    bez tego na zdjęciach są mury, ławki itp.
    jeszcze słowo w kwestii mitologii. (tylko nie opowiadaj, że nie wierzysz w Pegaza, Prometeusza, Ikara, Appolina i Marsa?)
    niewiasty są proste i nie skore do nauki ale mają ten instynkt podążania do tego co najbardziej cenne. skoro pośród dużych odbitek analogowych niewiasty dzisiaj się rozluźniają to coś w nich musi być. tak jest u mnie. gdybym dodał do tego kuchnię z tajemniczej Litwy i z krajów dalej bardziej tajemniczych, to byłby komplet. o f. cyfrowej powiem coś zdecydowanie dobrego jak wpadnie mi do ręki dobry wydruk w dużym formacie, a o takie bardzo trudno. po co to piszę? bo to jest ciekawe w życiu, a na fotografii jest to co widzi obiektyw. jak fotograf niczego nie wie to niczego nie widzi, to niczego ciekawego na zdjęciu nie będzie i nie pomoże technika kosmiczna. cyfra czy analog jeden pies. ale ten pierwszy to równy, wyostrzony, uczesany kundel a ten drugi to rasowiec z dezynwolturą. dlatego niewiasty nadal dzisiaj będą ciągnąć do rasowca tak jak mają to we krwi. oczywiście nie każda dezynwoltura na analogu oznacza rasowca. całkiem przeciwnie, to może być katastrofa dla kundelka ubranego w te fatałaszki. hau-hau wcale nie brzmi jak hau-hau. wg tej mitologii cyfra czy analog to jeden pies jednooki.

  18. Oj chłopaki,od pewnego czasu coraz głębiej się wszyscy pogrążacie w opary absurdu. Refleksja na poziomie licealistów się zaczęła. Jednak w internecie się nie da dyskutować na poziomie – z prostej przyczyny że każdy ma ten poziom inny.

  19. Tomasz Pawłowski

    paź 18, 2009
    Reply

    guerilla, tylko nam tu poziomu za bardzo nam nie podnoś:)) Absurd mu się nie podoba… też coś… ;)

  20. @gorilla
    no przecież to jest z ogromnego dystansu,
    nie ma takiego instrumentu, żeby to zobaczyć z bliska, to tworzy się mitologię i różne potwory np. niewiasta z siedmioma atrybutami itp. w ten weekend jestem pogrążony gorillo nie w oparach absurdu a w oparach blichtru.
    jednak nawet w takich okolicznościach warto zapytać gorillo co masz na myśli? wprawdzie nie zamierzam już więcej komentować na kwadracie, bo podobnie jak ty, tylko z innego poziomu, widzę ten kwadrat, ale dano mi do zrozumienia, że nie jest to miejsce dla mnie, ale chętnie bym poznał twoje wyjaśnienie, szczególnie, że jesteś stałym komentatorem. napisz, co jest nie tak, a jak powinno być.

  21. a może na wszelkie istotne pytania udzielono już odpowiedzi, tutaj znalazłem całkiem sporą dawkę pogawędek http://www.americansuburbx.com/ :) trochę szkoda, że po angielsku, ale trudno, co zrobić :)

  22. “Refleksja na poziomie licealistów się zaczęła”

    Bo ludziska gadajom o książce jakowej nie czytali :)

  23. @ Tomasz Pawłowski:

    Nie karzę, a zalecam, po zapoznaniu się z “On Photography” poczytać tę drugą… a cytowałem nie nową, a właśnie “starą” co, przed cytatem zaznaczyłem pisząc, że cytuję samą Sontag.

    Część esejów Sontag była też publikowana w starych wydaniach “Fotografii” – np. z 1982 r.

    A dla mnie analog, to analog, a cyfra to cyfra. Dwa różne technicznie podejścia do tego samego tematu. Przy czym różnią się o wiele mniej niż np. dagerotyp i “dzisiejsza” fotografia analogowa, a przecież też często wrzuca się je do tego samego worka.
    Lubię mojego leciwego już D70s, jak i jeszcze bardziej leciwe Zorkę 3, czy Zenita.
    Tak naprawdę, czy wykonamy zdjęcie na materiale światłoczułym dowolnego rodzaju, czy też każemy fotonom zamienić się w informację binarną, to i tak zawsze staniemy przed tym samym fenomenem fotografii…
    To jak z motoryzacją – jedni lubią auta odarte ze wszelkiej elektroniki, inni nie wyobrażają sobie jak można żyć bez ASR, ABS i innych literkowych cudaków, a wszyscy i tak kochają samochody jakie by one nie były…

  24. Tomasz Pawłowski

    paź 19, 2009
    Reply

    @swistakk: “Dwa różne technicznie podejścia do tego samego tematu. Przy czym różnią się o wiele mniej niż np. dagerotyp i “dzisiejsza” fotografia analogowa, a przecież też często wrzuca się je do tego samego worka.” Też tak myślę.

    A tak z innej beczki czy innego worka, bo już po niedzieli, to ciekawostka: pani Cielecka dała sie sfotografować dla magazynu Rafałowi Milachowi. Kierowcy Tirów nie znajda chyba pocieszenia, bo jest artystycznie, kubistycznie i parodystycznie , tak czy siak stycznie, ( arty, kubi i parody ) .. http://www.malemen.pl/mmmen/34

  25. a czy ktokolwiek z komentujących zwrócił uwagę na fakt, że w naturze f.cyfrowej leży manipulacja obrazem po zrobieniu zdjęcia? odbiorcy f. cyfrowej wiedzą o tym i zakładają zawsze jakąś ingerencję w zdjęcie po jego zrobieniu. wobec tego: czy na zdjęciu kolory są prawdziwe? czy skóra jest prawdziwa? czy portret jest prawdziwy? itd. i nikt tego nie zmieni. to kwestia psychologiczna. odbiór f. analogowej jest inny nie tylko z uwagi na efekt zdjęciowy (rysunek itp) ale z uwagi na ten fakt. ingerencja w f. analogowej nie zachodzi w ten sposób co w cyfrowej, na negatywie powstaje cały, gotowy obraz.
    dlatego jest on przez niewiasty, co posiadają instynkt, uznawany za autentyczny a cyfrowy za ładny.
    pisanie o niewieścim instynkcie nie jest na poziomie liceum ale na dużo dużo wyższym poziomie, kto tego nie wie, może kiedyś się dowie.

  26. @wezzire – o święta naiwności… Tak na szybko: http://www.newseum.org/berlinwall/commissar_vanishes/

    a jak mnie nie wierzysz, to zapytaj Rudolfa – dostał kiedyś ode mnie ciekawą pracę australijskiej badaczki pod wiele mówiącym tytułem “Fake photo” i uwierz – dziwnie mało tam fotografii cyfrowej…

    Ja akurat mam takie zboczenie zawodowe, że nie ufam żadnemu przekazowi pośredniemu – w tym fotografii jaka by nie była ;)

  27. @svistakk
    nie o takie za-zu-zi mi szło. nie o fake.
    nie o to chodziło!!!
    svistakk żesz…ty

  28. @wezzire – zanim się zaczniesz burzyć doczytaj sobie co znaczy słowo “fake” i dlaczego obejmuje ono manipulację w naszym rozumieniu tego słowa i dlaczego w literaturze przedmiotu pisanej w języku synów albionu praktycznie w ogóle nie używa się słowa “manupulation” do zdjęć poddanych “manipulacji”…

    a co do “żesz..ja” – bądź dorosły/dorosła i dokańczaj myśl…

  29. @svistakk
    zaprawdę cytuję jeszcze raz:
    “a czy ktokolwiek z komentujących zwrócił uwagę na fakt, że w NATURZE f.cyfrowej leży manipulacja obrazem po zrobieniu zdjęcia? odbiorcy f. cyfrowej wiedzą o tym i zakładają zawsze jakąś ingerencję w zdjęcie po jego zrobieniu. wobec tego: czy na zdjęciu KOLORY są prawdziwe? czy SKÓRA jest prawdziwa? czy PORTRET jest prawdziwy?”
    zupełnie nie chodzi o głowę stalina na pomniku aleksandra wielkiego.
    ani o wyjaśnienia np. z angielskiego na polski, o fake czy siedem atrybutów niewiasty.
    ciekawe, że taki młodzieniec jak ty doradza komuś dorosłość (dorośli ludzie tak nie robią)
    informuję cię, że nie będę już więcej komentował i tobie nie zamierzam odpowiadać.
    byway!

  30. Tomasz Pawłowski

    paź 20, 2009
    Reply

    Ad rem, nie ad personam, bitte!! Na tym poziomie ogólności svistakk miał słuszne prawo wskazać na ten aspekt, ze “prawdziwosć” nie jest cechą immanentną obrazu analogowego. Cóż u licha, wezyrro, nie bierz wszystkiego przeciwko sobie, to dyskurs internetowy i sam dostałem juz pałką nie raz za coś czego nie napisałem.

    Ja domyślam się w jakim sensie mówisz tu o “autentycznosci” , to w ogóle cholernie interesujace zdanie, ze “obraz analogowy jest autentyczny a cyfrowy ładny” . To temat na zupełnie osobna dyskusję, bo autentyczność moze tu być rozumiana na kilka sposobów. Ty masz na mysli pewne cechy przedmiotu ( jak się myle to koryguj i tyle ale bez tych “niewiast” ;)- mam wrażenie. Chodzi ci o autentycznosć przedmiotu jako rzeczy, atentycznosć szafy gdańskiej lub butów madonny ale oprócz tego jest jeszcze autentyczność treści i autorskiej wypowiedzi – tu zwykle się trzeba powołać na intuicję ( nie musi być niewieścia ).
    Kiedy oglądam zdjęcia np Anny Bodnar – ale te cyfrowo poprzekształcane na maxa, bo ona potem zaczęła komercjalizować się chyba – jestem przekonany, że to obrazy prawdziwe – transmisja bezpośrednia z rzadko odwiedzanych obszarów wyobraźni. Hawk.

  31. fajna dyskusja o odwiecznej wojnie cyfrowo-analogowej
    heh
    dawno już przestałem sie tym zajmować

    jak masz cos do powiedzenia – to tak naprawdę czy jest ważne jakimi środkami sie posługujesz ?
    no niby jest
    ale
    tak naprawdę
    zupełnie nie.

    :-))
    ps. ja mam pewien problem
    bo zdjecie które wychodzi z mojej cyfry nie podlega jakiejkolwiek obróbce w PS czy tym podobnych ciemniach
    - oczywiście pojawia sie argument : ” przecież na poziomie aparatu już obraz podlega obróbce”
    no , niby tak
    ale czy ‘dziewica’ to oznacza oznacza ze nie przeżyła orgazmu
    a jesli przeżyła czy to wtedy oznacza że przestaje być dziewicą ..?
    :-)

    robię w aparacie cyfrowym to samo to w analogowym na manualu
    - resztą sie nie przejmuję


Post a Comment



Utwory autora tej strony sa dostępne na licencji Creative Commons. | News Plus wordpress theme brought to you by Zidalgo.