niedziela
Marudzenie, Zdjęcia koloroweKoncert fotografa
Jakoś tak wyszło, że ostatnie dwa dni spędziłem w podróży. Wyszło też tak, że relatywnie dużo razy słyszałem o koncertach. Owszem, możliwe, że moje przemyślenia są wynikiem zmęczenia trasą, ale pod czaszką cały czas tkwi mi pomysł: dlaczego żaden fotograf nie „koncertuje”?
Wiecie, koncerty to takie opium dla mas – rozrywka to raz, a dwa to jakieś pokazanie na żywo, że rzeczywiście umie się grać. Zauważam, że muzyka rozrywkowa (i nie tylko) dużo mimo wszystko zyskuje przez koncerty! Ludzie dobrze się bawią, mają osobisty kontakt z twórcą, a ponadto widzą, że ten twórca potrafi z ludźmi rzeczywiście się komunikować. Komunikować nie tylko przez rodzaj muzyki i tekst, ale również przez żywą interakcję podczas spotkania z fanami.No a jak to jest z fotografami?
Zachowują się jak stare pryki, ot, jak jest.
Fotograf uważa, że komunikacja jest wtedy, jak w ogóle pokaże zdjęcie. Uważa, że wychodzi do ludzi, jak zrobi (albo pozwoli zrobić) wystawę z wernisażem, na których pokaże się, powie kilka niezrozumiałych zdań i da pooglądać swoje obrazki.
Nie sądzicie, że to trochę za mało? Gdzie dynamizm komunikacji, gdzie jakieś porwanie ludzi? Czemu fotografowie nie pokazują, że potrafią na żywo robić zdjęcia? Za trudne? Może to tylko utarty schemat, który trzeba przełamać?
I nie mówcie mi proszę o warsztatach fotograficznych jako substytucie koncertu – warsztaty są dla innych fotografów.
Czemu nie koncertujemy? A jeśli już znajdzie się odważny – jak taki koncert zorganizować?
Post Tags: dynamizm, komunikacja, koncert, muzyka, podróże
Wpisy powiązane
Related Post
Popularne
- Prezenty i gratisy od Zawsze Kwadratu (157)
- Wciąż można znaleźć samorodki (107)
- Biznes wg Mistrzów (99)
- Co złego - to nie my! (87)
- Co zrobić? (85)


lis 15, 2009
Reply
A kto niby miałby iść na coś takiego? Inny fotograf? Czyli zwykły warsztat.Zwykli ludzie? A co im by to niby dało?
lis 15, 2009
Reply
Muszę napisać, bo nie spodziewałam się po Rudolfie takiego szaleństwa, ale pomysł niezły. Jakiś master nagłaśnia swój show, na którym robi na żywo fotografie tak jak śp. F. Starowiejski swój teatr rysowania. Przychodzą fotografowie i entuzjaści fotografii, snobi, artyści, śmietanka towarzyska, małolaty, przypadkowi kelnerzy itd. Na bieżąco zdjęcia są wywoływane i pokazywane publiczności w dużych formatach, jeszcze mokre. Może powinien być jakiś temat takiego teatru fotografii, żeby publiczność niecierpliwie oczekiwała na wynik na zdjęciach. Coś się dzieje na planie oprócz fotografowania. Potem można kupić zdjęcia, których cena jest ustalona z góry. Ale do tego trzeba mieć specjalne zdolności sceniczne. Na taki teatr fotografii sławnego fotografa poszłabym chętnie, przynajmniej z ciekawości. A gdyby mnie to nie rozczarowało, to oczekiwałabym na następny taki show. To naprawdę szalony ale ciekawy pomysł.
lis 16, 2009
Reply
a może rodzajem takiego koncertu jest to co robią chłopaki w http://atelier.pokochajfotografie.pl/ ?
jest „dynamizm komunikacji”, jest „jakieś porwanie ludzi”…
bo chyba nie o występ na scenie, dosłowną kalkę z koncertów muzycznych chodzi =)
lis 16, 2009
Reply
Jak wyżej, po przeczytaniu od razu przyszły mi do głowy uliczne bitwy organizowane przez pokochajfotografie.pl nie ma może takiej publiki jak na koncercie U2 ale zatrzymują się osoby postronne i przyglądają się odważniejsi włączają się do dyskusji.
lis 16, 2009
Reply
polecam film „Amost Famous”. Nie wiesz że jesteś z obozu wroga? Że dzięki tobie świat może się dowiedzieć że ktoś nie jest romantycznym charyzmatycznym bardem XXI wieku tylko spoconym, wyniszczonym blagierem wyrywającym laski i pijącym na umór każdego dnia w innym klubie? :)
lis 16, 2009
Reply
Tak, to dobry przykład z tymi bitwami. Fajna instytucja w sumie… taka bitwa.
lis 16, 2009
Reply
w zoo, parkach, wesolych miasteczkach stoja panowie z misiami i kucykami i robia na zywo zdjecia. mozna je tez kupic. wszystkie twoje warunki zostaly spelnione! mysle ze powinienes czuc sie uspokojony. fotografowie koncertuja i to bez playbacku!
lis 16, 2009
Reply
Fotografia to nie muzyka i nie boks;)) Inne chyba jej powołanie. Deoos ma rację: przyszliby głównie inni fotografujący i tez pewnie głównie po to, zeby powymieniać się uwagami na temat sprzętu.
lis 16, 2009
Reply
A kto chodzi do kina, inni rezysezy-producenci ?
lis 16, 2009
Reply
Albo na koncerty – inni muzycy?
lis 16, 2009
Reply
@iMagot: nie bardzo wiem, jak taki event wygląda: mógłby ktoś opisać (z tych, co uczestniczyli?)
Bitwy uliczne kojarzą mi się z rywalizacją, a mnie nie o to…
@rabijki: nie bądź zgredem.
@Tomasz Pawłowski: a mi się wydaje, że fotografia trochę za mało wychodzi do ludu. I lud pojmuje ją wtedy na swój własny sposób, co prowadzi do nieporozumień.
Wydaje mi się, że takie „koncerty” formą i treścią na pewno przyciągałyby innych fotografujących, ale na tej samej zasadzie, na której koncerty muzyczne przyciągają też tych, którzy sami brzdękają, czy pośpiewują. Popularność fotografii jako techniki jest już tak duża, że wg mnie nie byłoby problemu z publicznością.
lis 16, 2009
Reply
@Rudolf: dobrze ci się kojarzy – bitwa polega na tym że jest temat, ludzie wysyłają zdjęcia, przychodzą w ustalonym terminie na gliwicki rynek i tam z rzutnika są puszczane losowo parami, a tłuszcza podnoszeniem rąk decyduje co przechodzi, co odpada i tak do wyłonienia zwycięzcy.
Jeśli już o parakoncertowych dokonaniach ekipy Michała Mrożka mówimy to dużo bliższym tej ideii było „uliczne atelier” http://atelier.pokochajfotografie.pl/o.php
lis 16, 2009
Reply
rudolf
za pozno:-)
lis 16, 2009
Reply
@Rudolf – to nieporozumienie moim zdaniem. Nie przeczę, że stworzenie widowiska z udziałem fotografów jest możliwe – takie próby są zresztą ciągle podejmowane i jedne idą w kierunku peformance czy happeningu bądź tworzenia dialogu fotograficznego ( jak np „galeria bezdomna” ) a drugie w kierunku medialnej szopki, która przeradza się w karykaturę teatru lub spotkania na ringu. Może ta tendencja wynika z podobnych rozterek jakie miała Szymborska pisząc, ze „nie być bokserem to jest nie być wcale” ( polecam kapitalny wiersz ” Wieczór autorski” ! )
Sytuacja w skrócie przedstawia się następująco: muzyka trwa w czasie, słowiki nie potrzebują refleksji a istotą jest tu wykonanie utworu w określonym czasie. W przypadku fotografii i sztuk plastycznych jest dokładnie odwrotnie: istota odbioru fotografii jest skupienie na skutkach a nie na wykonaniu. To dwa zupełnie różne bieguny ludzkiego doswiadczenia, różne od siebie jak słońce i księzyc, rzeka i jezioro. „Utworem” fotograficznym można by nazwać wystawę.
„Dotrzeć do ludzi” – oczywiście warto ale czy tędy droga?
( Bajdełej: nie tak dawno Góral wspominał o możliwości zaparkowania zdjęć w pieknych okolicznosciach górskiej przyrody ale jakoś nikt tematu nie podjął. Czy to za mało koncertowe? ;)
lis 16, 2009
Reply
To ja mam taki jeden przykład. Poza fotografią interesuję się również formowaniem drzew bonsai. Jednak nie chodzi tutaj o „pseudobonsai’ kupowane w Obi czy w LeroyMerlin tylko o prawdziwą sztukę układania drzew. Dla tych, którzy nie wiedzą o co chodzi polecam chociażby: http://www.bonsaiwabisabi.com/portfolio.html Można obejrzeć co to jest prawdziwe bonsai.
Pomagałem przy organizacji kilku wystaw bonsai, asystowałem przy pokazach. Jest tutaj sporo analogii do fotografii. Na stronie, którą podałem wejdźcie z zakładkę (po lewej stronie): Warsztat. Właśnie tak wygląda tworzenie bonsai. Mamy zwykłą roślinę (nawet z centrum ogrodniczego), dwie godziny pracy, przycinanie, drutowanie, szacher macher, czarny mary i powstaje drzewko bonsai! Tak jak z fotografią za dawnych czasów. Jakieś tajemnicze coś wkłada się do pudełka, błysk, czarny mary i powstaje zdjęcie. Kiedyś to pewnie bardzo fascynowało. A jak jest na pokazach bonsai, które i tak są skracane np do 2 godzin by ludzie wytrzymali? Do końca pokazu zawsze czekała tylko garstka ludzi, może 5-10% tych, którzy byli na początku, sami fascynaci, którzy rozumieli o co mniej więcej chodzi.
Pomimo tego, że sztuka bonsai ma wiele cech, które sprzyjają pokazom (jest to coś nowego, mało znanego, trochę tajemniczego, zna się na tym w Polsce garstka ludzi) to i tak „zwykli” ludzie tego nie doceniali. I taka sytuacja jest w całej Europie. Wydaje mi się, że z fotografią by było podobnie.
Tak jak pisał Tomasz przed chwilą. Muzyka dzieje się w czasie, natomiast „utworem fotograficznym jest wystawa”, tak samo jak i w bonsai.
lis 16, 2009
Reply
@Rudolf: nie uczestniczyłem w „atelier” ale wiem na czym to polega. chłopaki namawiają przechodniów aby dali się sfotografować i, tym samym, wzięli udział w projekcie: tworzeniu czegoś w rodzaju dynamicznego portretu zbiorowego.
efekt, co prawda, nie jest natychmiastowy, bo można go zobaczyć na stronie internetowej dopiero po kilku dniach ale uczestnicy mają frajdę ze świadomości współtworzenia dzieła. mogą się odnajdywać w różnych zestawieniach i sterować kryteriami doboru.
oczywiście, nie jest to „koncert” polegający na prezentacji wirtuozerii artystycznej twórcy, prędzej wspólne „granie przy ognisku”, ale, tak jak pisałem, widzę w tym pewien rodzaj tego o czym piszesz.
lis 16, 2009
Reply
i jeszcze jedno, ja nie podawałem przykładu „bitew”. w moim wpisie jest link do „atelier”. tylko.
lis 16, 2009
Reply
jaka fotografia dla ludu? jakie koncerty? jakie tv show? :) o czym wy gawędzicie. polecam kontemplację nad jakimś dobrym albumem, albo medytację jednym ponadczasowym kadrem. którego nikt nie musi uzasadniać koncertami i popisami na żywo (zwłaszcza autor) :)
lis 16, 2009
Reply
Rudolfie, a taki Bryan Adams na ten przykład i koncertuje i fotografuje :)
lis 18, 2009
Reply
Było coś w tym rodzaju w Londynie.
Rankin live. http://www.rankinlive.com dla zainteresowanych.
Za 50 funtów, bilet wstępu na koncert, można było zobaczyć zdjęcia, utwory.
Rankin osobiście coś dla nas zaśpiewał, zrobił zdjęcie, portret.
Jeden w cenie biletu, reszta do kupienia w trochę większej cenie.
Całość dochodu Rankin przeznaczył na zakup żywności do mieszkańców Kongo.
Był to swoisty koncert fotografii.
Artysta, jego zespół.
Na żywo wykonywane utwory, widzisz jak to jest robione.
Makijaż, fryzjer, światła i pstryk, pstryk, pstryk.
Widzisz efekt, nie to, jeszcze raz. Softboxy błysk, błysk, błysk.
Widzisz efekt. Tak, jest OK.! THIS IS OK.!
Z drukarki wyjeżdża Twoje zdjęcie.
Utwór tylko dla Ciebie! Twój własny, napisany przez Rankina.
To był super koncert fotografii.
Dla wszystkich.
lis 18, 2009
Reply
@Esio, chyba o takie coś mi chodzi :)
To kto następny organizuje?
lis 18, 2009
Reply
Myślałem już o tym jakiś czas temu, koncert fotografa, a nawet kilku fotografów, to naprawdę świetny pomysł – warto się nad tym poważnie zastanowić. Robimy przymiarki do kolejnej edycji Ulicznych Bitw Fotograficznych 2010, tym razem w kilku miastach – ludzie przyjdą, dużo ludzi może warto, to wykorzystać i rozszerzyć formułę o koncert…
tibo: Mrozek nie Mrożek, ale w sumie, to taka mała kropka, że da się lubić… =)
lis 18, 2009
Reply
Rudolfie, myślę sobie, że to nie takie proste, taki koncert fotograficzny.
Taki fotograf musi być naprawdę dobry w tym, co robi i mieć duży dorobek artystyczny.
Musi mieć, co pokazać i musi to oprzeć się krytyce.
To bardzo odważne przedsięwzięcie.
W dobie, gdy w Internecie jest mnóstwo dobrej fotografii, kazać ludziom płacić za wejście na wystawę?
To te zdjęcia naprawdę muszą być dobre.
Do tego dochodzi zrobienie zdjęcia, za które też trzeba zapłacić, w czasach gdy zdjęcia za pozowanie to normalka.
A jeśli już znajdzie się taki, co to już ma co pokazać i jest dobry w tym co robi, musiał by się otworzyć na normalnych ludzi, a nie tylko na agencje i modelki.
Pokazać im jak i co się robi żeby tak, a tak wyszło. Odsłonić trochę tajemnicy.
No i samo zdjęcie, czyli warsztat, musi być dobry, żeby ludziska nie kwestionowali jakości zdjęć.
To tak jak z koncertem.
Na scenę wyjść może każdy, ale nie każdy to Rolling Stones.